Zmien skórke
Logo Polygamii

PublicystykaShenmue: prawdziwie filmowa historia

Istnieją opowieści, które przeżywa się od początku do końca z zapartym tchem.

Facebook Twitter Google Wykop

Są i takie, które urywają się w najmniej spodziewanym momencie i mocno testują cierpliwość gracza. Ta ujrzała światło dzienne pod koniec 1999 roku w Kraju Wschodzącego Słońca, a dwa lata później doczekała się kontynuacji. Niestety, potem w temacie trzeciej części zapadła niepokojąca cisza, a oboczne projekty, takie jak np. Shenmue Online, ostatecznie nie miały szansy zadebiutować. Na ogłoszenie prac nad Shenmue III musieliśmy czekać 14 lat, aż do 2015.

Tekst zawiera spoilery dotyczące fabuły dwóch części gry

Shenmue to ogromne i kosztowne dzieło, którego budżet u schyłku lat 90. wynosił aż 47 milionów dolarów. Takiej kwoty nie powstydziłby się przyzwoity film sensacyjny. I rzeczywiście Yu Suzuki zaserwował nam na ekranie Dreamcasta prawdziwy film. Japończycy zobaczyli efekt tego gigantycznego nakładu finansowego pod koniec roku 1999, Europejczycy i Amerykanie musieli poczekać aż do ostatnich miesięcy roku 2000. Wprawdzie były już Half-Life, Deus Ex, Unreal, The Longest Journey i GTA 2, jednak tak autentycznego, otwartego świata do tej pory nikt jeszcze nie wykreował.

Shenmue to ogromne i kosztowne dzieło

W Shenmue wcielamy się w postać Ryo Hazukiego, powracającego właśnie do swojej rodzinnej rezydencji. Jest 29 listopada 1986 roku. Ojciec Ryo ginie w pojedynku z Lanem Di, zdradzając mu miejsce ukrycia kamiennego Smoczego Lustra. Ryo – pobity, upokorzony, osierocony i napędzany pragnieniem zemsty – rozpoczyna podróż, która poprowadzi go przez wspomnienia aż do odkrycia głęboko skrywanych rodzinnych sekretów. Pierwsze zadanie: dowiedzieć się od mieszkańców okolicy, skąd przyjechał tajemniczy czarny samochód z zabójcą Iwao Hazukiego.

Fabuła Shenmue bliska jest opowieściom z filmów kung-fu i karate, które niegdyś z zapartym tchem oglądaliśmy na srebrnym ekranie. Nasz heros ma zaledwie 18 lat, nie jest jednak początkującym adeptem sztuk walki. Atletyczna sylwetka, będąca wynikiem lat treningów pod czujnym okiem ojca, i wychowanie w zgodzie z tradycyjnymi japońskimi wartościami (o czym dowiadujemy się z retrospekcji) pozwalają już ukształtowanemu bohaterowi odnaleźć się pośród intryg i detektywistycznych dociekań, ujawniających wpływy chińskiej mafii w rodzimej Yokosuce (prowincja Kanagawa). To podróż, która wymaga porzucenia szkoły i wybrania trudnej oraz pełnej wyrzeczeń drogi… gwarantującej doskonałą zabawę.

W jednej z retrospekcji poznajemy metody wychowawcze Iwao: kiedy mały Ryo nie chce zjeść niesmacznej marchewki, ojciec raczy go krótką opowieścią o rolnikach, którzy wstają o świcie, by na jego talerzu pojawiły się warzywa – Ryo nie ma innego wyjścia i spożywa to, czego nie lubi, wyrażając tym szacunek dla cudzego wysiłku. Wkraczając do świata Shenmue, szybko zaczynamy oddychać Japonią połowy lat 80. i żyć życiem bohatera. Tłem dla opowieści jest położona na wzgórzu rodzinna rezydencji Hazuki, otaczające ją przedmieścia Yamanose, podmiejska Sakuragaoka i tętniąca życiem ulica Dobuita oraz doki w zatoce New Yokosuka. Możemy, choć nie musimy, podążać za głównym wątkiem fabularnym, aczkolwiek pobocznych zadań jest niewiele, a jedyną wciągającą rozrywkę stanowią ćwiczenia z Fukuharą Masayukim w rodzimym dojo (uczeń Iwao, mieszający w rezydencji rodziny Hazuki od ponad dziesięciu lat).

Fabuła Shenmue bliska jest opowieściom z filmów kung-fu i karate, które niegdyś z zapartym tchem oglądaliśmy na srebrnym ekranie

Nasza przygoda z Shenmue zaczyna się od spotkania z Ine Hayatą, zarządczynią rezydencji, która każdego dnia wypłaca Ryo kieszonkowe wynoszące 500 jenów. Przydają się! Dobuita pełna jest sklepów i miejsc, w których można wydać fortunę, a i sklepiki w Sakuragaoce oferują wiele atrakcji. Właściwie cały czas w grze (aż do 15 kwietnia 1987 roku) można spędzić, wyłącznie zwiedzając okolice. Oczywiście płynie on tu szybciej – jednej wirtualnej godzinie odpowiada mniej więcej minuta w realu. Nasz Ryo podlega też rygorowi codzienności: wstaje o 8 rano, zasypia o 23. W przeliczeniu na czas rzeczywisty rozgrywka w Shenmue nie może więc trwać dłużej niż nieco ponad 34 godziny.

Im dalej zagłębiamy się w uniwersum gry, tym robi się ciekawiej – szperanie w szafach i szufladach często prowadzi do odkrywania kolejnych wskazówek i poznawania ciosów, które opanowujemy podczas ćwiczeń. W rezydencji, w jednej z szuflad, znajdujemy konsolę do gier: Segę Saturn. Niestety samych gier w domu nie ma, za to da się je wygrać, biorąc udział w loteriach, losy na które pozyskuje się w okolicznych sklepach. Cierpliwi mogą zdobyć w ten sposób Hang-On i Space Harrier. Niecierpliwi, acz żądni grania w gry w grze, powinni od razu skierować swe kroki do prawdziwego (w świecie Shenmue) salonu gier – oprócz tytułów wideo są tam dostępne rzutki i inne zręcznościówki. Hazardziści odnajdą cel życia i emocje w salonie pełnym jednorękich bandytów. Uwaga: wygranej nie da się spieniężyć.

Shenmue to również raj dla kolekcjonerów – w automatach stojących przed sklepami można wylosować kapsułki z zabawkami (to figurki z postaciami z gier Segi), w samych sklepach nabyć kasety z utworami wchodzącymi w skład ścieżki dźwiękowej tytułu, jak również wziąć udział w loterii z nagrodami. Kiedy już ochłoniemy i nasycimy oczy wszystkimi detalami tego tętniącego życiem świata, w którym da się rozmawiać z każdym – kręte uliczki i dziesiątki miejsc wymuszają czasem pytanie o drogę bądź rzucenie okiem na miejskie mapy, dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa zabawa.

Ryo dąży do zemsty, po drodze zbierając w całym miasteczku strzępki informacji. Nieraz przychodzi nam wziąć udział w bijatyce – tu przydaje się doświadczenie zdobyte podczas treningów w parkach i dojo – im częściej poprawnie wykonujemy ciosy, tym większą mają one skuteczność podczas prawdziwych potyczek. Przerywniki w postaci QTE, wymagające błyskawicznej reakcji (naciśnięcia odpowiedniego przycisku na padzie), świetnie ubarwiają żmudne bieganie po mieście, a realność tego zaskakująco dobrze zrealizowanego uniwersum podkreśla zmieniająca się pogoda. Większość czasu spędzamy, podróżując w poszukiwaniu kolejnych wskazówek, jednak gra w pewnym momencie zmusza bohatera do zdobycia biletu do Chin i zatrudnienia się w dokach New Yokosuka Harbour. Odkrywanie kolejnych tajemnic ostatecznie kieruje nas do Hongkongu, gdzie trzeba odnaleźć mistrza Tao Lishao.

Shenmue II wyszło na Dreamcasta oraz Xboksa, ze względu na wyłączne prawa Microsoftu – amerykańska edycja gry nigdy nie ujrzała światła dziennego, a europejska zamiast dubbingu miała napisy. Wirtualny Hongkong w Shenmue II przytłacza – to wielkie miasto pełne ludzi, w którym nie brak zaskakujących sytuacji. Czasami tuż za rogiem można natknąć się po prostu na bandę zbirów, chętnych do udziału w ulicznej burdzie. Początkowo zwiedzamy strefę portu Aberdeen oraz dzielnicę Wan Chai. Pomoc uzyskujemy od dwójki spotkanych w Chinach protagonistów: Joy z jej imponującym… motorem oraz Rena, szefa gangu Heavens. Historia wiedzie nas dalej w głąb Chin – do Kowloon, a przygodom Ryo towarzyszą zatargi pomiędzy gangami Heavens i Yellow Heads.

W końcu spotykamy Yuanda Zhu, który wyjaśnia przyczyny konfliktu ojca Ryo z Lanem Di. Podpowiada także, co zrobić ze Smoczym Lustrem i Lustrem Feniksa. Zakończenie Shenmue II prowadzi nas w zielone regiony Guilin, gdzie trafiamy na Shenhuę Ling, postać, którą Ryo widział już w swoich snach. Dwie części lustra zostają połączone, jednak Shenmue II nie odpowiada na wszystkie pytania ani nie kończy opowieści. Pewne uzupełnienie historii Ryo stanowi wydana w Japonii w 2010 roku gra Shenmue City, w której jako mieszkaniec Yokosuki mamy szansę raz jeszcze spotkać Ryo i bohaterów Shenmue. A teraz pozostaje czekać na wreszcie tworzone Shenmue III.

Bartłomiej Dramczyk

Republikacja z magazynu Pixel za zgodą redakcji

Bartłomiej Dramczyk

Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
  Subskrybuj  
Powiadom o