Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeSeven: The Days Long Gone – recenzja. Pomieszanie z poplątaniem

Wyjątkowy nie zawsze oznacza potrzebny.

Facebook Twitter Google Wykop

Strasznie dziwny i nierówny ten Seven. Niby RPG. Mało tego – RPG od twórców tego RPG. Wiecie, tego na „W”. Ale z generycznym do bólu światem. Z ciekawym, lecz niedającym poczucia progresu, systemem rozwoju postaci i walką, która na papierze wygląda bardzo dobrze, ale w praktyce jest zupełnie niesatysfakcjonująca. Z nic nieznaczącym ekwipunkiem, gdzie główną różnicą między walką sztyletami a ciężkim toporem jest zestaw animacji. Z umiejętnościami, o których istnieniu szybko się zapomina i z których się nie korzysta. Z fatalnym craftingiem stworzonym chyba tylko po to, żeby uprzykrzać życie graczowi.

Platformy: PC
Producent: Fool’s Theory
Wydawca: IMGN.PRO
Wersja PL: Tak, napisy
Data premiery: 1.12.2017
Wymagania: Windows 7 – 10, Intel Core i5-2400/AMD FX-8320, 4 GB RAM, GTX 660/Radeon 7850
Grę do recenzji udostępnił wydawca. Obrazki pochodzą od redakcji.

Dziwny i nierówny ten Seven

I z koszmarnie nudnymi, niepotrzebnymi zagadkami

Niby skradanka. Z możliwością wejścia wszędzie, wskoczenia wszędzie i swobodną eksploracją, co działa tylko tam, gdzie autorzy sobie zażyczyli – czyli w bardzo ograniczonym zakresie. Głównie ze względu na widok izometryczny i brak możliwości choćby minimalnego sterowania nachyleniem kamery. Z bieganiem od krzaczka do krzaczka do momentu, aż nam się znudzi, zabijemy jakiegoś strażnika, przywdziejemy jego ciuchy i staniemy się niewykrywalni. A ciało strażnika też stanie się niewykrywalne, choć porzucimy je na samym środku ruchliwego tarasu, pod okiem kamery.

Grając w Seven ma się po prostu wrażenie, że ekipa Fool’s Theory miała masę pomysłów, tylko już kiepsko było z pomysłami na te pomysły czy w ogóle wyborem tych, które w grze powinny się znaleźć. I co w związku z tym zrobiono? Najpierw podejrzano, jak to wygląda u innych, a potem wrzucono do wora wszystko. Nawet to, co niekoniecznie pasuje.

Kopiowanie Garretta wyszło bohaterowi na dobre

Efektem tego są na przykład Teriel, czyli główny bohater, i Artanak – demon, który wlazł mu w głowę i wplątał w całą historię. Ich relacje wyglądają, jakby żywcem wzięte z Shadow Warriora 2, gdzie Lo Wang co rusz wymieniał się złośliwostkami z okupującą jego mózg istotą. I niekoniecznie jest to złe, choć wiele do gry nie wprowadza. Ot, kilka uwag, jakieś nic nieznaczące gadki. Z Artanakiem teoretycznie możemy porozmawiać i dowiedzieć się czegoś o świecie Seven, ale ma on na ten temat bardzo mało do powiedzenia.

Za to kopiowanie Garretta wyszło bohaterowi na dobre. Teriel to złodziej i to cholernie dobry, zatem od początku gry świetnie radzi sobie z uwalnianiem ludzi od ich dóbr materialnych. Nie ma nawet problemu z podebraniem karty dostępu strażnikowi. Ale to również człowiek pragmatyczny, którego zupełnie nie obchodzą losy Imperium czy wyspy – więzienia, na którą trafił.

Wyspy, warto dodać, przyjemnie zaprojektowanej; z ruinami, osadami, miastem i masą lasów oraz bagien. I nie przeszkadza, że to już było. Podobnie jak nie przeszkadza, a nawet całkiem dobre jest, miejsce Teriela w tym wszystkim. On nie przyszedł tutaj nikogo ratować, po prostu został we wszystko wciągnięty i zależy mu tylko na jak najszybszym opuszczeniu Peh, jak nazywa się rzeczona wyspa.

Peh jest też wypełniona, choć bez przesady, wszelkiej maści questami i tutaj wychodzą wiedźmińskie korzenie Fool’s Theory. Wykonując te zadania mamy wrażenie, że faktycznie pomagamy temu człowiekowi i że coś to dla niego znaczy. Nie ma tu „kurierki” w stylu idź do punktu na mapie i przynieś mi tyłek niedźwiedzia. A nawet jeśli coś takiego się trafi, to jest tylko wstępem do czegoś dużo większego. Głupie walki na arenie, które na początku służą do łatwego zarabiania pieniędzy, w pewnym momencie przekształcają się w świetną historię.

Jest też sporo smaczków pokazujących, że to wszystko dzieje się w świecie zupełnie innym od naszego. W jednym z miast na Peh jest wróżka, która przepowiada przyszłość wkładając płyty CD do kuchenki mikrofalowej. Po całej wyspie walają się przedmioty z minionej epoki – zabawki, telefony komórkowe, nawet wibratory – w których obecni ludzie dopatrują się symboli dawnych bóstw. Klimatu nie można Seven odmówić, tym bardziej że idealnie wpisuje się w gust mój i każdego fana postapokalipsy, w której prymitywne rozwiązania mieszają się z nowoczesną technologią. Bo Peh pełne jest straganów, świecidełek, przesądów i ludzi bijących się mieczami, a zaraz obok nich żyją w swojej fortecy Technomagowie w solidnych pancerzach i z karabinami energetycznymi w rękach.

Opisy przedmiotów to w ogóle klasa sama w sobie

Właśnie tu wychodzi nierówność Seven – porządny, nieowijający w bawełnę, nieprzechodzący wewnętrznej przemiany bohater i naprawdę dużo klimatu połączonego z kapitalnie zaprojektowanymi questami. A to wszystko gaszone przez kulejącą mechanikę, szablonowy świat, fatalne rozwiązania i chęć bycia innowacyjnym na siłę. I jeszcze końcówka zrobiona na zasadzie: To o to chodziło przez cały czas! Robiąca świetne pierwsze wrażenie i rozczarowująca im bardziej się nad nią człowiek zastanawia.

Z drugiej strony Steam pokazuje mi 30 godzin na liczniku, a spokojnie byłoby 40, może nawet 50, gdybym nie przyspieszył w drugiej połowie i nie zaczął omijać części zadań pobocznych. Nie dlatego, że mi się znudziło, po prostu czasem trzeba przejść do sprintu, bo w kolejce czekają inne rzeczy. I nie uważam, żeby tych 30 godzin było zmarnowanym czasem.

Bo Seven to jedna z tych dziwnych gier, gdzie wszystkie kulejące elementy połączone w całość całkiem sprawnie działają. Albo inaczej, nie tyle działają, co ich wady nie przeszkadzają tak bardzo, jak gdyby oceniać je osobno. Niestety Seven to też jedna z tych gier, które po wycięciu któregoś elementu ani nie stracą, ani nie zyskają. Po prostu będą. Nie genialne, nie świetne czy innowatorskie. Inne. Ciekawe, ale w kontekście ciekawostki, a nie czegoś, co wyznacza nowe standardy czy jest warte zapamiętania na dłużej. Wyjątkowe, ale wydaje mi się, że niekoniecznie potrzebne.

ZAGRAĆ?
MOŻNA
3.0

Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
  Subskrybuj  
Powiadom o