Zmien skórke
Logo Polygamii

PublicystykaRozważania NaGórze: Prosimy nie regulować odbiorników

Po dokładnie dwóch latach wracam z felietonami. Tęskniliście?

Facebook Twitter Google Wykop

W ostatnim felietonie z cyklu Rozważania NaGórze pisałem o moich wieloletnich związkach z Polygamią, posługując się przy tym pratchettowską metaforą z chatką czarownicy jako ciągłą jednostką organizacyjną (“czarownice się zmieniają, ale chatka trwa i w pewien sposób przyciąga określony typ czarownic”). Tekst okazał się proroczy: w ciągu dwóch lat jakie dzielą ten felieton od tamtego, na portalu po raz kolejny zaszły spore zmiany. Nowy naczelny, jeśli się nie mylę pierwsza kobieta-redaktor (równoumagicznienie!), oraz od lat wyczekiwana możliwość edycji komentarzy. Jednocześnie dzisiejsza Polygamia w dalszym ciągu pozostaje kontynuacją dawnej Polygamii, czyli metafora chatki wciąż pozostaje w mocy.

Stare powiedzenie z moich rodzinnych Bałut głosi: “rok nie wyrok, dwa lata jak dla brata”, jednak w growym świecie dwa lata to dużo i sporo się pozmieniało w tym czasie. Na Steamie, będącym dominującą platformą cyfrowej dystrybucji, ilość nowych gier eksplodowała wykładniczo z roku na rok, osiągając poziom przy którym nawet osobom zawodowo zajmującym się recenzowaniem ciężko nadążyć za premierami najważniejszych tytułów, nie mówiąc już o rzeczach mniej popularnych czy rozreklamowanych. A co dopiero ma powiedzieć taki entuzjastyczny amator jak ja, dysponujący mocno ograniczonym czasem i budżetem? Ponadto w ogromnej masie gubią się gry niezależne i oryginalne, przez co niektórzy twierdzą że ukazuje się ich mniej. To nieprawda – ostatnie lata przyniosły mnóstwo znakomitych tytułów, po prostu ciężej jest się im przebić. Tym bardziej zatem potrzeba nam osób wygrzebujących z tej olbrzymiej kupy kompostu ukryte w niej diamenty.

W ogóle świat elektronicznej rozrywki urósł do rozmiarów, przy których ciężko jest cokolwiek uogólniać. To nie jest już mały, wsobny światek kilkudziesięciu wydawców i kilkunastu charakterystycznych wizjonerów, to gigantyczny konglomerat firm, interesów, technologii, gatunków, tendencji, gdzie znajdziemy zarówno mega-korporacje (Rockstar), jak i samotnych strzelców, tworzących gry za co łaska (Jason Roher). Jest to tak zróżnicowany ekosystem, że w krótkim tekście publicystycznym trudno nawet naszkicować trendy. Zaryzykuję jednak, ot, choćby dla śmiechu.

Ostatnie dwa lata bezsprzecznie zdominował tryb Battle Royale. Na fali popularności Player Unknown Battlegrounds i Fortnite idea spopularyzowała się do tego stopnia, że w listopadzie widziałem mema, który obwieszczał że Marsz Niepodległości również będzie miał tryb Battle Royale. Oglądałbym! Wyjątkowo wyroiły się także loot boxes, przez rozmaite urzędy i ciała nadzorujące w różnych krajach uznane za formę uzależniającego hazardu. Nasze ministerstwo finansów wyłamało się z szeregu, opiniując iż jest to tylko nieszkodliwa rozrywka. Obawiam się niestety, że u źródła tej opinii leży raczej niezrozumienie tematu, acz być może nasi urzędnicy są po prostu bardziej liberalnie nastawieni niż bym się tego po nich spodziewał. Na dwoje babka wróżyła.

Rosnącą popularność wciąż odnotowuje streamowanie rozgrywki, z którego niektórzy uczynili wręcz swoje źródło utrzymania. W końcu kogo interesuje nudne czytanie literek, jeśli zamiast tego można oglądać dziewczynę w kusym stroju grającą w grę i strojącą pocieszne minki? Proszę wybaczyć, żem kwaśny – jako człowiek który pisze literki za pieniądze i nie jest specjalnie przystojny, sarkam tu na konkurencję do której nie mam startu. Za oglądanie mnie grającego w kusym stroju zapłaciliby tylko bardzo nieliczni osobnicy o mocno specyficznym guście. Grającego w ubraniu – zupełnie nikt.

Innym trendem jest coraz większa różnorodność: w grach znacznie częściej pojawiają się postaci kobiece (Horizon Zero Dawn, Hellblade: Senua’s Sacrifice) i bohaterowie LGBT (Overwatch, The Last of Us). Ogólnie rozszerzenie katalogu bohaterów o kobiety i mniejszości bardzo mnie cieszy. Jak to natomiast bywa z każdą ideą, w tym także inkluzywnością, od pewnego stopnia natężenia zmienia się ona w parodię samej siebie. Kiedy czytam że GOG jest złą i transfobiczną firmą, bo bezimienny pracownik obsługujący konto na Twitterze w nieudanej próbie bycia zabawnym podpiął się pod hasztag wykorzystywany przez ruch transpłciowy – to mam wrażenie, że gdzieś gubimy poczucie proporcji. A jak pisał Boy-Żeleński “gdzie zatraca się pojęcie, tam i sama rzecz umiera.” Ja wiem, że sprawa sprzeciwu wobec zakusów administracji Trumpa na zmianę definicji płci jest dla osób transpłciowych bardzo ważna i wykorzystywanie tego hasztaga do reklamowania gier jest co najmniej niezręczne, a wręcz chamskie. Gafa, wtopa, może nawet bucera – owszem. Ale celowa transfobia? Bez przesady.

Z pozytywnych trendów, do grona szeroko rozumianego świata kultury powoli przebija się myśl, że gry wideo mogą mieć pewną wartość. Pośrednio świadczą o tym nagrody BAFTA, a lokalnie w Polsce – Paszporty Polityki, które od niedawna rozszerzono o kategorię Kultura Cyfrowa (dokładam do tego swoją cegiełkę, nominując tytuły). Być może Andrzej Sapkowski w przeszłości o grach wyrażał się w pogardliwym tonie, niemniej w bieżącym roku docenił przynajmniej ich wymierną wartość finansową, żądając od CD-Projekt Red udziału w zyskach z growego “Wiedźmina”. Nie wszyscy jednak są równie otwarci: na Facebooku Łukasza Najdera, zgierskiego krytyka i publicysty, po lekko uszczypliwej krytyce najnowszego serialu Agnieszki Holland, słynna reżyserka napisała o branzlowaniu się hejtem (pełen Wersal!) i odesłała go do grania w gry komputerowe. Tak się składa, że znam Łukasza prywatnie i wiem, że lubi sobie czasem pograć, zwłaszcza w serię Battlefield, jednak hipoteza jakoby to gry wypaczyły jego aparat poznawczy do tego stopnia, że oślepł na niewątpliwe zalety serialu “1983” wydaje mi się nieco naciągana.

Na zakończenie uchylmy nieco rąbka tajemnicy: o czym będziecie mogli przeczytać w kolejnych tekstach z cyklu Rozważania NaGórze? Jak zapewne pamiętacie, zawsze interesowały mnie gry niezależne, klimaty retro, wpływy kulturowe i tematy okołogrowe, gdzie gra wideo stanowi tylko punkt wyjścia do pokazania czegoś frapującego, jakiegoś zjawiska bądź trendu. Dlatego w najbliższych miesiącach chciałem podzielić się paroma ciekawostkami o technologiach, które wystartowały zbyt wcześnie (jak Virtual Boy, zapowiadający o lata późniejszego 3DS-a), ale później powróciły zza grobu, opisać kilka przypadków gier, które zaginęły w pomroce dziejów, a potem zostały ekshumowane z niebytu przez cyfrowych archeologów, wskazać na nieoczywisty przykład związków gier z teatrem (sic!), a także zastanowić się nad nostalgią wobec lat osiemdziesiątych, której fale zalewają nas ostatnio.​

A zatem – prosimy nie regulować odbiorników. Widzimy się ponownie w 2019-tym. Zobaczycie, to będzie świetny rok!

Bartłomiej Nagórski

27
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
11 Komentarze
16 Odpowiedzi
12 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Bartosz Witoszka
Użytkownik

Mój ulubiony felietonista powrócił. Czytając Polygamię od lutego 2018 bardzo szybko nadrobiłem Twoje teksty (a przynajmniej te, które były dostępne i nieobarczone błędem 404). No i Jawne Sny, ale tam chyba nawet Ty zaglądasz coraz rzadziej niestety. Bardzo dobrze napisany felieton, fajnie, że wracasz do “grajdołka”, mam nadzieję, że nie zrazisz się do niego za szybko 😉

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Pierwszy komentarz pozytywny, bomba! Bardzo dziękuję za dobre słowo, jest mi niesamowicie miło. Z “grajdołkiem” – zobaczymy. Do Polygamii tak łatwo się nie zrażę, po pierwsze, z uwagi na to że mam słabość do portalu (vide ostatni tekst z 2016-tego), a po drugie, obecna ekipa jest naprawdę w porządku. Natomiast co do pisania o grach w ogólności, to wprawdzie tzw. branża mnie nieco irytuje, ale przyznam że jak miałem przerwę w pisaniu, to mi tego bardzo brakowało. 🙂 Jeśli idzie o Jawne Sny, to niestety – ich czas już przeminął. Zauważ, że tylko przez ostatnie dwa lata praktycznie tylko ja… Czytaj więcej »

Bartosz Witoszka
Użytkownik

Nie wiem, jaka ekipa była kiedyś, ale ta bardzo mi się podoba, czuć chemię. Czekam na następne wpisy w takim razie. A sytuację z Jawnymi Snami w pełni rozumiem i nie dziwię się, tylko nie usuwajcie domeny, bo czasem fajnie jest wrócić do niektórych tekstów. Chyba, że już to zrobiliście, bo nie zaglądałem tam dawno.

JimmyRaynor
Użytkownik

Dobrze się Ciebie czyta, myślę że masz we mnie czytelnika. Przyczepię się tylko do jednej rzeczy: liczebniki porządkowe nie mają końcówek “tych”, “tym” itd. Przepraszam, ale to bardzo widoczne i denerwujące. Poza tym nic nie wyłapałem i miodzio, pozdrawiam z Koprulu.

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Dziękuję, także za feedback – nie ma to jak korekta obywatelska!

“Przyczepię się tylko do jednej rzeczy: liczebniki porządkowe nie mają końcówek “tych”, “tym” itd.” – upewnię się tylko – czy chodzi Ci o “w 2019-tym”?

JimmyRaynor
Użytkownik

Tak. Lubię ludzi, którzy przyjmują konstruktywną krytykę z wyrozumiałością – na tej zasadzie ja sam swoje błędy gramatyczne wyeliminowałem. Ale też dzięki temu się wzdrygam, gdy w korpo-pracy słyszę “choćcie na torta”, albo “załóż ticketa”

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

O rety, tak, ja też robię w korpo i też się nasłucham. Ten “feedback” powyżej mi się udzielił, bo koniec roku i oceny pracownicze…

gseed
Użytkownik

„Na torta” to taki trochę regionalizm. Moim zdaniem nie można aż tak czepiać się błędów w mówię potocznej. W Krakowie wszyscy ubierają buty i tak już jest, a jak ktoś próbuje poprawiać to wiadomo ze nie z Galicji :]

JimmyRaynor
Użytkownik

Nie mam nic przeciwko zapożyczeniom; feedback, support, ticket się przyjęły, tylko trzeba pamiętać żeby je także odmieniać… “takżez tego” jak to piszą, niestety 🙂

“Torta” to dla mnie niechlujstwo, a nie regionalizm typu “idę na dwór vs. idę na pole”.

Z drugiej strony, muszę pamiętać, żeby nie przekreślać człowieka z którym rozmawiam i w myślach dawać mu nalepkę “niechluj”, tylko dlatego bo słyszę że mówi “torta”.

gseed
Użytkownik

Super! Im więcej felietonów tym lepiej 😉

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Dzięki! Moje będą regularnie.

anogianos
Użytkownik

No i super. Przydałby się ktoś na miarę Łukasza Najdera na Polygami. Analiza trendów i ogólnie trochę refleksji “meta” w świecie gier to coś na co czekam!

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Ja się do Łukasza Najdera nie śmiem porównywać, to jest człowiek-instytucja, czyta wszystko co wychodzi w Polsce, świetnie pisze, a poza tym jeszcze pracuje jako redaktor w wydawnictwie Czarne. Najbardziej żałuję, że nie prowadzi już bloga i gros jego komentarzy oraz tekstów ląduje na Facebooku. Ale czasem spotykamy się przy piwie i wtedy nadrabiam aktualności. 🙂

Eschelius
Użytkownik

” Gafa, wtopa, może nawet bucera – owszem. Ale celowa transfobia? Bez przesady.” Witamy w 2018, gdzie wszystko na prawo od skrajnej lewicy jest skrajną prawicą, a co do zasady wszystko ważne dla jakiejkolwiek mniejszosci należy tylko do niej i innym (a zwłaszcza jakiemukolwiek przedstawicielowi większosci) wara od tego, ale już to samo w drugą stronę to gatekeeping, -izm i -fobia.. No i jeszcze “wisienka” – facetowi się oberwało też za wcześniejszy tweet z konta Cyberpunk 2077, z którym nie mial nic wspólnego. Zachód ma niby te 40+ więcej lat doświadczenia w kapitaliźmie, a nadal nie ogarniają jak działają grupy… Czytaj więcej »

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

To jest tak: ja osobiście mam raczej lewicowe poglądy. I uważam że to była wtopa ze strony GOG, nie pierwsza zresztą. Co powiedziawszy, uważam zwolnienie tego człowieka za przesadę. Nazywanie GOG firmą transfobiczną – również. Doxing i telefony do rodziców – absolutnie niedopuszczalne, niezależnie od tego co sądzimy o meritum (czy jest to błąd, chamstwo, czy transfobia).

gsg
Użytkownik

Bartek znów na Poly? Toć to najmilszy do tej pory smakołyk w kalendarzu adwentowym!

(Nawet jeśli sam się stałemu czytelnikowi zaspoilował ;))

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Hej, dziękuję pięknie! A spojler tyci-tyci, chciałem tylko zasygnalizować że wracam. 🙂

soulsonist
Użytkownik

Strzal w dziesiatke! Mam nadzieje ze felietony beda powodem do dyskusji nie tylko o gramatyce 😉

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Dzięki!

Temat do dyskusji: co sądzicie o “Fortnite” i “Bowsette” w pierwszej dziesiątce zapytań PornHuba za 2018-ty rok?

Adam Piechota
Administrator

Dobrze mieć Cię z powrotem, Bartek <3

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Dobrze być tu z powrotem. (◕‿◕✿)

rhbk
Użytkownik

No ładnie – przeczekałeś trudne czasy przebudowy i wracasz gdy już wszystko wysprzątane i umeblowane 😉 No ale powrót to powrót, a dobry felieton zawsze miło przeczytać.

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

To nie do końca tak, choć nie ukrywam, przez jakiś czas paczałem z daleka co wyjdzie ze zmian (bo też i były spore). Poza tym są jeszcze różne inne kwestie – w ostatnim roku w ogóle nigdzie nie pisałem, okazjonalnie coś na Jawne Sny, a i to głównie z odzysku (czytaj: ktoś kiedyś zamówił, a potem się wypiął).

Trikson
Użytkownik

No i takie wiadomości to ja rozumiem! Trochę szkoda Jawnych Snów, nie mniej jednak w każdej formie przyjemnie się Ciebie czyta.

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Dziękować! Jawnych szkoda, ale sam ich nie pociągnę, poza tym mniej motywacji do pisania dla pięciu osób na krzyż, które tam jeszcze zaglądają. Napisałem tekst na kilkanaście tysięcy znaków i skomentowały to dwie osoby, trochę smuteczek.

cachaito
Użytkownik

To będzie zdecydowanie dobry rok. Widzę już dwa kolejne Twoje teksty i zaraz zabieram się do lektury 🙂 Wracając do tego arta, nie mogę się zgodzić w jednym punkcie z Twoją tezą: “W ogóle świat elektronicznej rozrywki urósł do rozmiarów, przy których ciężko jest cokolwiek uogólniać.” Moim zdaniem, od początku (no dobrze, może od połowy lat `80) był to równie ogromny świat, tylko: a) ówczesne środki masowego przekazu nie były tak rozwinięte i człowiek nie wiedział, nad czym Éric Chahi dłubie w domu gdzieś we Francji lub parę lat wcześniej ówczesny student Douglas E. Smith przepisuje właśnie swoją grę na… Czytaj więcej »

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Dzięki! Będę się jednak upierał przy swoim zdaniu. 🙂 ” ówczesne środki masowego przekazu nie były tak rozwinięte” – tak, to też część zjawiska. O wszystkim się dowiadujemy, ale też zasięg jest o wiele większy – nie przez pisma o grach i giełdy, tylko internet. Łatwiej więc dosięgnąć ogromnej populacji. Ale to działa w dwie strony – ile egzemplarzy mógł sprzedać Douglas E. Smith? A ile może Cachaito, jakby zrobił swoją grę retro? A przez to więcej jest też twórców i nie są ograniczeni geografią (casus licealistów z Indii którzy zrobili popularną grę na Steama). “oferta gatunkowa gier było dużo… Czytaj więcej »