Zmien skórke
Logo Polygamii

PublicystykaRozważania NaGórze: Małe zwycięstwa

W dzisiejszym odcinku: hity z Vity, Chiny i zawody hodowców mrówek.

Facebook Twitter Google Wykop

Jednym ze wstępów jakie rozważałem do felietonu o martwych technologiach była wzmianka o zakończeniu produkcji niektórych modeli Vity i 3DS-a. Zdecydowałem się jednak na cytat z Gaimana. Tymczasem wystarczyło chwilę poczekać i miałbym doskonałe otwarcie z nawiązaniem do aktualności. Oto bowiem w marcu dowiedzieliśmy się, że Sony wstrzymuje produkcję PS Vita. Sądzę że oznacza to ostateczny koniec epoki konsol przenośnych od Sony, nad czym osobiście ubolewam. Po pierwsze, byłem wielkim fanem PSP: wbrew obiegowej opinii, był to naprawdę udany sprzęt z masą fajnych gier. Po drugie, przed premierą Vity wydawało się, że Sony wyciągnęło wnioski z poprzedniej generacji i konsolka jest skazana na sukces. Niestety, życie pokazało inaczej.

Koniec końców Vita była przez szefów Sony traktowana trochę jak niechciane dziecko: pozwalamy egzystować, nakarmimy, wyślemy do szkoły, ale niech sobie radzi samo i nie zawraca głowy. Kiedy wysechł strumyczek pierwszych exclusive’ów i tytułów AAA z własnych studiów deweloperskich, profil Vity przesunął się w stronę gier niezależnych i rozmaitych portów. Chociaż w Hotline Miami, Swapper czy Proteus grałem właśnie na Vicie i byłem z tego zadowolony, to jednak nie po to kupowałem tę konsolę. Miały być hity, a były indyki. Dopiero wtedy okazało się też jak niesprawiedliwym było nazywanie PSP “Portstation”. W 2012 roku napisałem na Jawnych Snach żartobliwy list do Świętego Mikołaja w którym zamieściłem swoje różne chciejstwa dotyczące Vity. Na liście znalazł się między innymi port Okami z obsługą ekranu dotykowego, przenośne Dark Souls i odświeżona wersja Lumines. Co prawda żadna z tych gier nie zawitała na Vitę (pun not intended), ale moje życzenia koniec końców się spełniły: wszystko to oferuje Switch, co stanowi chyba najkrótsze epitafium dla Vity. Małe zwycięstwo – co prawda nie na tej konsoli, jednak w końcu mogę sobie w nie zagrać.

Z innych ciekawych wydarzeń bieżących, pod koniec lutego miał miejsce turniej, którego założenia spowodowały że na chwilę odjęło mi mowę. Otóż w serii Twitch Rivals, czyli streamowanych na żywo pojedynków graczy, wcześniej walczących w League of Legends czy Apex Legends, na kolejny tytuł do zawodów wybrano Stardew Valley. Dla osób które nie kojarzą tych gier (serio, są tu takie?) krótkie wytłumaczenie: dwie pierwsze zostały stworzone z myślą o rozgrywce kompetytywnej, podczas gdy Stardew Valley to daleki krewny Harvest Moon, spokojna gra gdzie łowimy sobie rybki, zbieramy plony z pól i ogólnie się relaksujemy. Zestawienie luzu wiejskiej idylli z żyłowaniem wyników na czas wydaje się być nieco dziwne, taka kuchnia fusion jak pierogi ruskie z trawą cytrynową i miętą – jednak okazało się że turniej cieszył się całkiem sporą popularnością. Rzucam zatem propozycję: może jako następny tytuł do ogrania na turnieju wykorzystać Dwarf Fortress? Przypominałoby to nieco zawody hodowców mrówek, ale widok kilkunastu czy kilkudziesięciu osób wpatrzonych w wypełnione znakami ASCII ekrany miałby w sobie lekko abstrakcyjny urok “Matriksa”. Dodatkowo komentatorzy mogliby opowiadać dowolne dyrdymały, bo kto w końcu będzie wiedział, co się tam wśród tych literek naprawdę dzieje?

A propos e-sportów, w marcu Intel Extreme Masters 2019 w Katowicach odwiedził premier Mateusz Morawiecki. Z reguły pisząc o grach staram się unikać polityki, bo jest to temat drażliwy i wywołuje z lasu rozmaite trolle, przez co komentarze zmieniają się w szambo. Tu jednak mamy do czynienia z małym zwycięstwem: w końcu ktoś z naszych rządzących odnotował, że IEM stał się już imprezą o światowym zasięgu i można się tam trochę polansować. Niekiedy polityka sama wkracza do naszego wirtualnego światka: świeżym przykładem może być tu afera, która rozpętała się wokół tajwańskiej gry Devotion.

Chińscy gracze znaleźli w niej przekaz przyrównujący prezydenta Xi Jinpinga do Kubusia Puchatka. Jest to nawiązaniem do słynnego zdjęcia Jinpinga z Obamą, na którym jeden jest niski i okrągły, a drugi wysoki i szczupły, co internautom skojarzyło się z disneyowskimi Puchatkiem i Tygryskiem. O szczegółach sprawy pisała Joanna, ale co naprawdę mnie rozśmieszyło, to fakt, że początkowo gra zmyliła rewolucyjną czujność chińskich graczy, którzy pozytywnie ją recenzowali, streamowali rozgrywkę i tak dalej. Później okazało się, że Devotion nie jest zgodna z linią partii, bo nie dość że ośmiesza przywódcę, to jeszcze zahacza o śliski wątek trudnych relacji Tajwanu i Chin. Zatem ci sami gracze ze zdwojoną energią ruszyli walczyć z grą i deweloperami, a przy okazji wycofywać nagrane filmiki, korygować recenzje i ogólnie się odcinać. Strolowanie chińskich graczy to małe zwycięstwo, jednak przykro było mi potem obserwować niskie przeprosiny studia, oficjalne oświadczenie wydawcy który zerwał współpracę z deweloperami i koniec końców wycofanie gry z obiegu. W naszym kraju takie rzeczy rezonują prawdopodobnie nieco bardziej niż na zachodzie, bo też i znamy takie historie z doświadczenia.

Sęk w tym, że tego rodzaju problemy nie powstrzymają wydawców i deweloperów od wydawania gier w Chinach. Wprost przeciwnie, raczej spowodują unikanie niewygodnych tematów i prewencyjną autocenzurę. Przyczyna jest prosta: Chiny to w tej chwili druga największa gospodarka świata, gdzie 850 milionów ludzi korzysta z internetu. Stanowi ponadto największy rynek dla gier wideo i takowym pozostanie przynajmniej do 2021 roku (wspieram się szacunkami branżowej firmy Newzoo). Dlatego Blizzard rozpycha się tam jak może, mimo że jego pozew z 2015 roku dotyczący naruszenia własności intelektualnej przez Lilith Games został oddalony, a World of Warcraft musiał zostać ocenzurowany (w szczególności czaszki, kości i wnętrzności). Dlatego do Kraju Środka pchają się wszyscy duzi gracze, jak Nintendo, Sony, Steam, Microsoft i inni – mimo że zbanowano tam gry takie jak Hearts of Iron, IGI 2: Covert Strike czy Battlefield 4 za niewłaściwe zdaniem cenzorów ukazanie historii lub bieżącego oblicza Chin. Pecunia non olet, da się tam zarobić pieniądze, więc furda prawa człowieka, prawda historyczna czy zwykła przyzwoitość. W niedalekiej przyszłości nie ma się zatem co spodziewać gry dziejącej się w okupowanym Tybecie czy w cyberpunkowym piekle inwigilacji jakim stała się prowincja Sinciang.

Na pocieszenie pozostaje wiadomość, że w wyniku udanej petycji na change.org do gry Plague Inc. zostaną dodani antyszczepionkowcy jako czynnik wspomagający podbój świata przez tytułową zarazę. Cóż, małe zwycięstwa. Małe zwycięstwa.

Bartłomiej Nagórski

4
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
2 Komentarze
2 Odpowiedzi
3 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
soulsonist
Użytkownik

Po raz kolejny, bardzo fajny felieton! Natomiast jesli chodzi o konsole przeosne (nigdy zadnej nie posiadalem, ot moj wyznacznik wiedzy juz na wstepie, ale sie wypowiem mino wszystko), to wydaje mi sie ze Switch na dlugo wyznaczyl trend ktory bedzie juz wylacznie powielany/wzmacniacy.

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Dzięki wielkie za dobre słowo!

Co do Switcha, to też mi się tak wydaje, aczkolwiek nigdy nie wiadomo: po 3DSie spodziewalibyśmy się jakiejś kontynuacji, tymczasem Switch okazał się zupełnie inną bestią. Zobaczymy zatem jak będzie wyglądała jego druga iteracja (Switch Lite? New Switch?) no i co Nintendo pokaże światu w kolejnej generacji.

lukeb
Użytkownik

Lumines wyszło na Vitę w 2012 – polecam nadrobić 🙂

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Nie no, Lumines Electronic Symphony na Vitę mam już dawno ograne i wymaksowane. Jest ładne i grywalne, ale to nie jest klasyczne Lumines.