Zmien skórke
Logo Polygamii

PublicystykaRozważania NaGórze: Hotel Savoy

Grałem w grę, poznawałem powieść, chodziłem po hotelu, byłem w teatrze – a może wszystko naraz?

Facebook Twitter Google Wykop

Jakiś czas temu zetknąłem się z nietypową grą niezależną Hotel Savoy, opartą na powieści Józefa Rotha pod tym samym tytułem. Rzecz wywarła na mnie na tyle mocne wrażenie, że chciałem się nią z Wami podzielić, jak zwykle przy okazji dodając coś od siebie. Zacznijmy od wydanej prawie sto lat temu (1924 r.) książki: jej akcja toczy się w tytułowym hotelu Savoy, który po pierwszej wojnie światowej staje się domem i przytułkiem dla rozmaitych życiowych rozbitków. Zamieszkuje w nim między innymi bohater powieści, Gabriel, Austriak żydowskiego pochodzenia, który wróciwszy z rosyjskiej niewoli zatrzymuje się w niewymienionym z nazwy mieście na pograniczu Zachodu i Wschodu. Piętra hotelu są jak kręgi piekła Dantego: najniżej, tuż nad kawiarnią, barem i salonami mieszkają bogacze, obsługiwani przez uniżoną służbę, a im wyżej, tym biedniej i tym niższy standard pokojów, aż po pochyłe mansardy na poddaszu, zamieszkane przez największą biedotę. Osią fabularną jest oczekiwanie na przyjazd milionera, którego przybycie ma potencjał odmienić mizerną egzystencję wszystkich wokół: zamiast na Godota, mieszkańcy miasta i hotelu czekają na Henry’ego Bloomfielda.

Gra na bazie powieści jest w zasadzie symulatorem chodzenia z bardzo nielicznymi elementami interaktywnymi. Włóczymy się otóż po Hotelu Savoy, zaś w odpowiednich miejscach i o określonych porach spotykamy NPC-ów, którzy odgrywają swoje sceny; czasami dialogi, jeśli jest ich więcej, czasami monologi. Przestrzeń gry zawiera się w hotelu z przyległościami (charakterystyczne podwórko-studnia, fragmenty sąsiedniego budynku). Jej status ontologiczny jest niejasny: jeszcze hol i recepcja są rzeczywistymi, współczesnymi miejscami, gdzie można zamówić pokój czy kupić kawę, zagłębiając się jednak w labirynt pomieszczeń, przejść, wąskich schodów i klaustrofobicznych wind z początków XX wieku coraz bardziej przemieszczamy się nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie, do epoki, w której rozgrywała się fabuła powieści Rotha. Epilog rozgrywa się na szczycie budynku, wśród surowych desek więźby poddasza – nie napiszę więcej, żeby uniknąć spojlerów.

Na dodatek sceny z udziałem NPC-ów są achronologiczne i, podobnie jak w Dead Rising, dzieją się w określonym czasie, niezależnie od tego czy gracz był tam od początku. Nic więc dziwnego, że możemy poczuć się nieco zagubieni, błądząc po hotelu – który sam w sobie jest dość zawikłanym światkiem – nigdy nie będąc do końca pewnymi gdzie i kiedy jesteśmy, wpadając w pół słowa trwających już rozmów czy scen interaktywnych. Z dialogów różnych postaci trzeba próbować wywnioskować kolejność zdarzeń i co stało się pomiędzy nimi, trochę jak w niedawnym Return of Obra Dinn. Najlepiej przejść Hotel Savoy dwa razy, po pierwszym czytając powieść Rotha, żeby zorientować się w przebiegu fabuły. Łatwiej wtedy wytyczyć sobie trasę przez hotel, wiadomo wtedy gdzie i kiedy się pojawić, oraz kto jest kim, co trochę zmienia odbiór scen.

W całym powyższym opisie jest jednak jedno “ale”: to wcale nie była gra. To się działo naprawdę.

Zaczęło się tak, że któraś z kobiet mego życia namówiła mnie na wyjście do teatru. Prawdopodobnie była to mama, jako że uwielbia IX muzę. Ja sam nie podzielam jej entuzjazmu dla tego sposobu spędzania wolnego czasu: z drobnymi wyjątkami uważam teatr za martwą dziedzinę sztuki. W skrócie: nie jestem Pawłem Schreiberem, który poza grami, zna się też na teatrze i jest pasjonatem obu tych form ekspresji. Jeśli mam do wyboru sposób zabicia dwóch-trzech godzin, zdecydowanie wolę grę.

Tu jednak haczykiem było to, że sztuka „Hotel Savoy” miała być odegrana w prawdziwym hotelu Savoy w Łodzi. Pomysł wydał mi się frapujący z dwóch powodów: po pierwsze, hotel ten ciągle funkcjonuje i choć zmieniają się epoki i systemy, to wciąż można wynająć w nim pokój. Po drugie, to jest dokładnie ten sam hotel w którym mieszkał Józef Roth zanim napisał o nim książkę pod tym samym tytułem. Rozumiecie, sztuka „Hotel Savoy” na podstawie powieści „Hotel Savoy” odgrywana na żywo w hotelu Savoy. Rurka z kremem z kremem, osiągamy poziomy incepcji jakie nie powinny być możliwe, musimy zejść głębiej. Tak więc dałem się namówić i poszliśmy we trójkę: mama, moja przyszła żona (wtedy jeszcze narzeczona) i ja.

Zdjęcie spektaklu autorstwa Krzysztofa Bielińskiego

Na miejscu okazało się, że przedstawienie jest świetne – prawdopodobnie dlatego, że za jego reżyserię odpowiadał Michał Zadara, rocznik 1976, laureat Paszportu Polityki 2007. Struktura spektaklu przypominała grową piaskownicę (ang. sandbox game): do dyspozycji widza jest cały hotel Savoy, na początku dostaje rozpiskę gdzie i o której godzinie odgrywane są poszczególne sceny, ale nie wie nic więcej. Krąży więc po korytarzach, schodach, podwórkach i innych zakątkach, starając się je znaleźć i nie spóźnić na rozpoczęcie, a przy okazji wyciągnąć z nich jakiś sens. Ponieważ kolejność zwiedzania jest dowolna, zaś niektóre rozgrywają się w tym samym momencie, są one powtarzane co jakiś czas. Dla większości widzów sekwencja zdarzeń staje się losowa, co dokłada do fabuły element achronologiczności.

Błądząc tak po zakamarkach hotelu Savoy w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że nie mam do czynienia z klasycznym spektaklem – to gra, a ja jestem graczem wewnątrz niej. Bo tak, chodzę po zamkniętym świecie, ograniczonym murami hotelu, w jego ramach mogę zajrzeć tu czy tam, kiedy chcę. Zwiedzam pewną przestrzeń, tempo poznawania której zależy tylko ode mnie. W niektórych miejscach czekają semi-interaktywne przerywniki z bohaterami fabuły: mój udział w nich nie jest konieczny, ale jeśli zdecyduję się coś zrobić, aktorzy zareagują, improwizując (mój ulubiony element teatru). Po odhaczeniu wszystkich, a w każdym razie większości scen, następuje finał, stanowiący zwieńczenie opowieści. Nie jestem pasywnym odbiorcą, widzem przed oczami którego przesuwają się obrazy, tylko aktywnie uczestniczę i poznaję wykreowany przez Józefa Rotha i Michała Zadarę mikroświat hotelu Savoy. Moja wędrówka i powstały w efekcie ciąg zdarzeń różni się od doznań innego widza tego samego przedstawienia. Zupełnie jak w grze wideo, czyż nie?

Źródło: Wikipedia

Poza tą – przyznajmy, niezbyt oryginalną – konstatacją przyszło mi do głowy, że na podstawie przedstawienia można by naprawdę zrobić grę, osiągając tym samym kolejny poziom incepcji (gra na podstawie spektaklu na podstawie książki na podstawie pobytu w hotelu). W końcu scenariusz ma już i tak bardzo “grową” strukturę, więc jego adaptacja nie byłaby przesadnie trudna. Zrekonstruować hotel Savoy w trójwymiarze, zdigitalizować aktorów (jest w ogóle takie słowo?), zanimować przerywniki, dołożyć trochę efektów specjalnych i voilà, gra gotowa. A że nie byłaby porywająca? Cóż, po pierwsze, tzw. “symulatory chodzenia” cieszą się pewną popularnością, więc ktoś na pewno by w to zagrał. Po drugie, są precedensy, na przykład aplikacja Circa 1948, pieczołowicie odtwarzająca nieistniejące już dzielnice Vancouver. Po trzecie, w grze można by zrobić rzeczy które z przyczyn technicznych nie były możliwe w przedstawieniu, na przykład finałową scenę pożaru hotelu. Wreszcie po czwarte, czasami nie o to chodzi by złowić króliczka, ale by gonić go – w tym przypadku sam proces tworzenia miałby więcej zalet niż rezultat końcowy. Przykładowo CD Projekt Red, które jak wieść niesie ma sporą rotację pracowników, mogłoby zrobić z tego projekt szkoleniowy dla nowego narybku, młodzi aktorzy teatralni nauczyliby się współpracować z nowoczesnymi technologiami, dałoby się wycisnąć jakieś dotacje na projekt i dofinansowania z Ministerstwa Kultury, Urzędu Miasta Łodzi i Unii Europejskiej. Wszystkim wyszłoby to na dobre. Ech, żal że człowiek nie ma czasu i dojść w ministerstwie i CDPR.

Bartłomiej Nagórski

12
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
2 Komentarze
10 Odpowiedzi
4 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
soulsonist
Użytkownik

A wlasnie szukalem co by tutaj z ksiazek wziac do reki, zupelnie zapomnialem o Hotelu Savoy. Swoja droga pomysl na sztuke swietny!

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Książkowy “Hotel Savoy” jest interesujący, to może nie jest tytuł po który sięgałbym jakoś bardzo często, ale stanowi migawkę z pewnej epoki i choćby z tego powodu – warto.

Natomiast z literatury rozrywkowej właśnie pokazał się kolejny tom z cyklu “Opowieści z meekhańskiego pogranicza”, bardzo polecam tę serię.

soulsonist
Użytkownik

Oj w mekhanskim pograniczu mam zaleglosci, tzn. jednym tchem przeczytalem polnoc-poludnie, wschod-zachod. Fenomenalne pozycje, ale juz niebo ze stali caly czas jest na liscie oczekujacych. Obecnie koncze Pana Lodowego Ogrodu, ktory byl ok, ale nie zachwycil mnie az tak jakbym mogl sie tego spodziewac po opiniach innych ludzi. Teraz zastanawiam sie albo na Czarna Kompania, albo z fantastyki Solaris, lub tez wlasnie, z zupelnie innego gatunku Hotel Savoy

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Ja w książkach staram się “uprawiać trójpolówkę”, czyli mieszać raz coś lżejszego, raz cięższego / klasycznego, potem jakaś literatura faktu. W ten sposób mniej doskwiera wrażenie wtórności np. czytając kolejny ponury skandynawski kryminał z rzędu. A tak to trochę jak z imbirem pomiędzy porcjami sushi – tzw. “palettte cleanser”.

soulsonist
Użytkownik

Jak najbardziej staram sie stosowac podobna metode, tyle ze na potrzeby mojego podzialu fantasy I sci-fi traktuje jako dwa bardzo rozne gatunki (takie nagiecie regul, no ale to moje wiec moge 😉 ) trzecia opcja to historia, lub tak jak mowisz literature faktu.

brzanka
Użytkownik

Dzięki, fajny tekst. Może to jest jakiś pomysł na rozrywkę dla “pierwszego świata”? Ciekaw jestem jak poradzili sobie z organizacją, przepisami bezpieczeństwa i czy przynajmniej wyszli na swoje z biletów.

Przegapiłem, a Savoy raptem dwie przecznice… Tylko w czasie nieco dalej. Ja również polecam Wegnera – ostatni tom razem z ostatnim opasłym tomiskiem Urszulki LeGuin dostałem pod choinkę i jeszcze nie czytałem. Całość mocno nierówna, ale trzyma poziom i jest jedną z ciekawszych rzeczy w polskiej fantasy. Stoi na półce obok Kresa, bo miejscami widać nostalgiczną infekcję.
No i po Rotha będzie trzeba sięgnąć. Do następnego.

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

“Ciekaw jestem jak poradzili sobie z organizacją, przepisami bezpieczeństwa i czy przynajmniej wyszli na swoje z biletów.”
Też jestem ciekaw. Zważywszy że od paru lat przedstawienie nie było wznawiane (sprawdzałem, bo chciałem pojść jeszcze raz), prawdopodobnie finansowo całość się niezbyt spinała.

” Savoy raptem dwie przecznice”
O, też z Łodzi? 🙂

“Całość mocno nierówna, ale trzyma poziom i jest jedną z ciekawszych rzeczy w polskiej fantasy”
Ma znakomite pomysły i fajnie prowadzi fabułę. Warsztatowo tu i ówdzie mogłoby być lepiej, ale – tak jak piszesz – jedna z lepszych rzeczy w polskiej fantasy.

brzanka
Użytkownik

– Wybacz proszę, nieregularnie zaglądam.
Ja również chętnie bym zobaczył. Jest w Łodzi fajna improwizacyjna inicjatywa w Nowym (zapewne wiesz), ale to jednak nie jest to samo co “chodzony teatr przestrzenny”. Tak, ja również jestem z Łodzi 🙂
Książki Wegnera to jedyna polska fantasy, która kupiłem od czasu “Trylogii husyckiej”. – Co nie znaczy że nie czytam polskiej fantasy – po prostu miałem dosyć długo dostęp do książek recenzenckich.

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

No problemo, ja też z doskoku. Jak weekend czy spokojny dzień w pracy, to odpowiadam w miarę szybko, jak nie – ze znacznym niekiedy poślizgiem.

Określenie “chodzony teatr przestrzenny” totalnie kradnę.

AntoniNasObroni
Użytkownik

Polecam autorowi zapoznać się z “The Invisible Hours” (https://store.steampowered.com/app/582560/The_Invisible_Hours/) które da się odpalić na płaskim ekranie PCta ale najlepsze wrażenie robi na VR bo właśnie z myślą o goglach powstał ten projekt. Podobna koncepcja do sztuki na żywo tyle że gracz nie ma możliwości ingerować w przedstawione wydarzenia ale może za to dowolnie przemieszczać się po sporych rozmiarach domu i posiadłości i oglądać akcję z dowolnej perspektywy a wszystko się dzieje w czasie rzeczywistym. Jest sporo postaci do śledzenia a ich losy są bardzo zawiłe. Struktura sztuki przypomina typowy kryminał Agaty Christie ale czym dalej tym ciekawiej bo w tle… Czytaj więcej »

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Dzięki za polecenie, wygląda bardzo interesująco. Trochę kojarzy mi się z “Tacoma” (inny setting, ale podobnie zrealizowane).

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

A w ogóle – świetny nick. 😀