Zmien skórke
Logo Polygamii

PublicystykaRozważania NaGórze: Eugenika Emblematu

Gra rozważna, romantyczna czy rozpłodowa?

Facebook Twitter Google Wykop

Jakub Żulczyk napisał książkę pod znakomitym tytułem “Wszystkie gry wideo są o miłości”. Nie wiem czy aby na pewno wszystkie, lecz Fire Emblem: Awakening na pewno tak.

Dla tych, którzy nie mieli styczności z serią: wyróżniającą cechą jej ostatnich odsłon jest to, że bohaterowie nie tylko mogą zginąć, ale również zakochać się w jednym z rozlicznych towarzyszy broni i spłodzić potomstwo. Gracz ma na to wpływ, bowiem temperatura uczuć pomiędzy protagonistami wzrasta tym bardziej, im częściej walczą oni ramię w ramię. Ponadto w Awakening fabuła uzasadnia szybki przeskok dzieci z potencjalnej przyszłości do bieżącej rzeczywistości (podróże w czasie), przez co dobranie się bohaterów w parę otwiera drzwi do spotkania dorosłego już dziecka współcześnie. Z jednej strony zatem mamy wątki romatyczne, które skutkują pojawieniem się nowych postaci i późniejszym układaniem się relacji między rodzicami i progeniturą. Z drugiej, jako że dzieci dziedziczą parametry, klasy i umiejętności po swoich wstępnych, naturalną reakcją graczy są próby zoptymalizowania tychże, co prowadzi do ciekawych, acz nieco niepokojących rezultatów. Prześledźmy je na przykładzie trzech różnych rozgrywek: każda charakteryzująca się innym podejściem do kwestii dobierania par, przez co bohaterowie padają sobie w ramiona w różnych układach, a tym samym płodzą różne potomstwo.

Pierwszy raz podszedłem do Fire Emblem: Awakening na standardowym poziomie trudności. Wybrałem awatar gracza płci męskiej i ochrzciłem go, a jakże, Barts. Najszybciej na ślubnym kobiercu stanęli książę Chrom, centralna postać opowiedzianej historii, z rudowłosą kawalerzystką Sully. Jakoś tak samo wyszło, spiknęli się w zasadzie przypadkiem – nie pilotowałem tego, bo jeszcze nie wiedziałem jak. Ich dziećmi były ciężkozbrojna Kjelle i ważna dla fabuły Lucina. Nieco później Barts ożenił się z Panne, ostatnią przedstawicielką zmiennokształtnej rasy królikołaków, zwanej taguel. Stało się tak, bo Panne przypominała mi moją żonę charakterem (stereotyp w anime określany tsundere), jak również trochę wyglądem – i nie, nie chodzi tu o królicze uszka. Ich dziećmi były urocza Morgan, która została czarodziejką i fajtłapowaty taguel o imieniu Dorne. Inne ciekawe pary w tej rzeczywistości to na przykład Virion i Maribelle, tak ahystokhatyczni że oh-oh, czy siostra Chroma Lissa z młodziutkim magiem Rickenem. Poza tym nie udało mi się wciągnąć do armii wiejskiego chłopaka Donnela, ani spotkać uzależnionego od słodyczy złodzieja Gaiusa, a jeszcze przypadkowo utłukłem w boju marudną Tharję, czym dodatkowo ograniczyłem dostępną pulę potencjalnego potomstwa. Koniec końców grę przeszedłem, po czym z satysfakcją obejrzałem zakończenia główne i poboczne, pokazujące dalsze losy par i ich dzieci.

Za drugim razem postanowiłem zmierzyć się z wyższym poziomem trudności, czyli Hard. Tym razem stworzyłem postać płci żeńskiej o imieniu Robyn, łagodnym uśmiechu i niebieskich włosach (najpiękniejszy kolor w grze). A co! Starannie kierując kampanią wyswatałem Robyn z Chromem, bo raz, że ładnie wyglądali razem (te niebieskie fryzurki!), a dwa że dodatkowo uromantyczniło to fabułę, bo sami rozumiecie, sympatyczny książę i tajemnicza dziewczyna znikąd, dwa filary opowieści splecione razem. Ich dziećmi w tej rzeczywistości byli księżniczka Lucina i Morgan, który tym razem okazał się chłopcem, o nieco innym charakterze niż jego siostra z alternatywnej linii czasowej. Wiejski Donnel został wcielony do armii i z czasem stał się zbrojnym ramieniem grupy, jednym z najmocniejszych wojowników świata. Sparowałem mrocznych magów Henry’ego i Tharję, przez co ich córka Noire też wymiatała w magii. Nie udało się dopilnować wszystkiego: Donnel skumał się z dosiadającą pegaza perfekcjonistką Codelią, wybuchło uczucie, co zaowocowało suboptymalną córką Severą. Zakończenie ponownie bardzo satysfakcjonujące, z dodatkowym elementem fabularnym w postaci związku Chrome’a i Robyn. Prawie uroniłem łezkę.

Gdybym próbował przejść Fire Emblem: Awakening po raz trzeci, prawdopodobnie ustawiłbym najwyższy poziom trudności, którego nazwa – Lunatic – nie pozostawia wątpliwości co do szans gracza i oceny jego zdrowia psychicznego przez twórców gry. Wtedy jednak podszedłbym do kampanii jak do prawdziwej wojny: żadnych czułostkowości czy uczuć wyższych, tylko utylitarne dobranie par pod kątem jak najlepszych parametrów potomstwa, totalna hodowla dzieci i pieczołowita optymalizacja ich współczynników. Mój awatar ponownie byłby kobietą, żeby przekazać swojemu synowi niedostępną normalnie dla mężczyzn umiejętność Galeforce. Z tego samego względu księcia Chrome’a ożeniłbym z wymaksowaną Sumią, żeby ich córki Lucina i Cynthia dysponowały od początku tą umiejętnością, plus odziedziczonym po ojcu atakiem Aether. Wieśniak Donnel z rudą Sully, bo Kjelle staje się wtedy żywym czołgiem. Magiczka Tharja plus złodziej Gaius, dzięki czemu Noire będzie mistrzynią miecza z dodatkowym Galeforce jako wisienką na torcie.

I to właśnie jest ten moment kiedy eugenika wkrada się do świata Fire Emblem.

Historia nie pozostawia bowiem wątpliwości, że za każdym razem eugenika pojawia się tam, gdzie przestaje się patrzeć na ludzi jak na indywidualne istoty, a zaczyna postrzegać wyłącznie przez pryzmat użyteczności wobec rasy, narodu czy innej Wielkiej Sprawy. W przypadku gry oczywiście nie są to prawdziwi ludzie, jednak doświadczając opowieści w większości mediów odbieramy fikcyjne osoby jakby w taki czy inny sposób gdzieś istniały naprawdę. Traktowanie bohaterów gry nie jak postaci w opowieści nad którą mamy kontrolę (dobieramy ładnego pana z ładną panią albo parę dopasowaną charakterami), tylko jak zwierzęta rozpłodowe, których jedynym zadaniem jest się sparzyć i urodzić czempiona, powoduje że wchodzimy gładko w optykę eugeniczną.

W grach motyw eugeniki występuje raczej rzadko, prawdopodobnie dlatego, że jest to dosyć poważny temat i ciężko jest podać go w growej formie tak, by nie spłycić. Chyba, że ktoś się w ogóle nie przejmuje, jak Edmund McMillen, którego gra Mew-genics (genialny tytuł, na polski można by go przetłumaczyć jako “Miau-genika”) traktuje o hodowli kotków w konwencji czarnego humoru. Albo jak w Fire Emblem: Awakening i Fates, gdzie stanowi ona efekt uboczny modelu rozgrywki i tendencji graczy do optymalizacji.

O eugenice można przeczytać więcej w książce “Higieniści. Z dziejów eugeniki” autorstwa Macieja Zaremby-Bielawskiego, fascynującym dokumencie ukazującym jak różne kraje wprowadzały jej postulaty. Zwykle eugenika kojarzy nam się z nazistowskimi Niemcami z ich “sądami zdrowia dziedzicznego”, wymuszoną sterylizacją i fizyczną eksterminacją ras uznanych za mniej wartościowe od Aryjczyków, czy organizacją Lebensborn, opisaną m.in. w “Rozmowach z Katem” Moczarskiego. Zaremba-Bielawski pokazuje jednak, że rozmaite koncepcje eugeniczne wdrażano również w wielu innych krajach, także tych uchodzących za liberalne i postępowe, w niektórych przypadkach całkiem niedawno. Autor “Higienistów” koncentruje się przede wszystkim na Szwecji gdzie mieszkał, ale opisuje też Stany Zjednoczone, Francję, Japonię, i – niespodzianka! – Polskę. “Zmienić człowieka, zrobić go lepszym, wyższym, potężniejszym, silniejszym – oto nasze zadanie” – to cytat z marszałka Piłsudskiego, motto wystawy eugenicznej w Warszawie w 1936 roku.

Co prawda w opozycji do eugeniki negatywnej, polegającej na eliminowaniu z puli genów czynników niepożądanych (np. drogą sterylizacji), mamy też eugenikę pozytywną, czyli promowanie tych, które uważane są za pożądane.. Zwolennikiem takowej był noblista Hermann J. Muller, wierzący, że “poprzez dobór racjonalny uda się wyhodować nowych Darwinów i Leninów” – zupełnie jak w opisanym powyżej przypadku hodowli dzieci w Fire Emblem: Awakening. Jednak zawsze pod spodem znajdziemy podział ludzi na “wartościowych” i “bezwartościowych”. Warto o tym pamiętać, gdy kiedyś zaczną nas kusić rozważania o ulepszaniu rasy, blokowaniu rozmnażania leniwym lub biednym czy też promowaniu dzietności pięknych i przedsiębiorczych. Historia uczy, że to nigdy nie kończy się dobrze.

Bartłomiej Nagórski

14
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
4 Komentarze
10 Odpowiedzi
5 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
gseed
Użytkownik

Od lat obiecuje sobie, ze zagram w Fire Emblem ale dopiero jak nadrobię stretegiczno-rpgowe zaległości w postaci klasyków FFT i Let Us Cling Together które od wieków czekają na polce. No i jeszcze nie nadrobiłem… szkoda ze to wszystko to są gry na dziesiątki godzin. Mając te 5-6 h tygodniowo na granie ciężko być w miarę na bieżąco i jeszcze ogrywać retro zaległości.

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Obawiam się zatem, że w Fire Emblem albo zagrasz za wiele, wiele lat, albo zgoła na święty nigdy. Ostatnio uruchomiłem swoje PSP i przy okazji przejrzałem save’y: ten od Tactics Ogre: LUCT wskazuje 77 godzin gdy skończyłem ją po raz pierwszy. 🙂

Fire Emblem: Awakening gorąco polecam. To nie jest przypadek, że siedzi na szczycie list “best of” 3DS-a. Podobnie jak Persona 3 Portable na PSP, to po prostu trzeba ograć.

Blasi
Użytkownik

Szkoda tyllo, ze w awakening ma spitolony balans parowania podczas walk. Fates troche to poprawil choc jak dla mnie ta seria została popsuta wlasnie przez durne parowanie w walkach. Scenariuszowo Fates to dno i kupa mułu zupelnie o niczym… Gamepleyowo bardziej cenie sobie Echoes Valentia.

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Balans parowania – hmm, nie mam zdania w tej materii. Ale ja nie jestem specjalistą od Fire Emblem ani od strategii w ogóle, po prostu bardzo mi się ta gra spodobała.

Echoes of Valentia też lubię, ale jest znacznie prostsze w warstwie mechanicznej niż Awakening. Dlatego gameplay z czasem staje się dla mnie nieco nużący, bo po prostu trzeba siłowo wytłuc wszystkich przeciwników – których jest dużo. Dlatego w Echoes gram sobie od czasu do czasu po parę walk i jeszcze ciągle nie skończyłem.

Blasi
Użytkownik

Rozumiem ze jestes ten typ co gra na normal casual i uwielbia szkolne zycie w Personie 🙂

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Obawiam się, że masz rację. 🙂

pstraghi
Użytkownik

Bardzo fajny tekst. Też wydałem Robina za Panne – a później patrzyłem, jak Panne umiera w misji ratowania ich syna. Do dziś pamiętam tę bitwę. Ja motywu eugeniki doszukuję się też w tych wszystkich militarnych fantazjach o superżołnierzach (choćby MGS), którzy przecież są hodowlanymi ubermenschami, bez żadnych skaz.

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Dzięki za dobre słowo!

Właśnie jedną z najfajniejszych cech Fire Emblem: Awakening jest to, że tworzy się Własną Historię ™. I zostają potem w pamięci takie momenty jak ta bitwa, która już jest tylko Twoja.

Co do superżołnierzy – zgadzam się, ale przynajmniej to nie gracz ich hoduje (chyba że coś przegapiłem?).

C.C. Stellar
Użytkownik

Warto zaznaczyć, ze w Three Houses będą możliwe romanse nauczyciela z uczniem. 🙂

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Co do Three Houses, to się nie napalam. To co widzę na zapowiedziach pachnie mi trochę FE: Fates, a trochę Valkyrie Chronicles – a to dla mnie wcale nie komplement – i w związku z tym jestem bardzo ostrożny. Jak się okaże, że jest świetne, to kiedyś kupię i ogram. A jak nie, well, mam jeszcze kilka starszych Emblematów do nadrobienia.

pstraghi
Użytkownik

Nie jesteś fanem FE: Fates? Why? Przecież to Awakening tylko x3. Osobiście uwielbiam, zwłaszcza że te fabuły się bardzo fajnie uzupełniają i dopowiadają. A na Three Houses bardzo się napalam. Myślę, że będzie kupiony w dniu premiery. I myślę, że to bardziej Persona będzie niż Valkyrie Chronicles. Ma być dużo szkoły (podobno bardzo Hogwart feel) i zarządzania czasem i budowania relacji etc.

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Tak, bardziej Persona, niżVC, skojarzyło mi się po linii “klasa i interakcje między wojowaniem”, ale bliżej Personie, jasne. Natomiast Fates – właśnie nie, wszystko za co lubiłem Awakening tam jest (dla mnie) słabsze. Lubialne postaci w Awakening kontra chodzące klisze anime w Fates. Nienajgorsza fabułą w Awakening (ma słabizny, ale do przełknięcia) kontra stek bzdur w Fates. W miarę sensowne wytłumaczenie pojawienia dorastających dzieci w Awakening kontra bzdurny alternatywny wymiar w Fates. I te fatalne romanse, nie mówiąc już o odjętym na szczęście w wydaniu zachodnim gładzeniu po twarzy, cringe, cringe. Oczywiście to subiektywne, ale robiłem dwa podejścia (raz Hoshido,… Czytaj więcej »

gsg
Użytkownik

Hodowanie Złotego Chocobo podchodzi pod temat? Brrrrrrrr. I jeszcze te paskudnie oprogramowane wyścigi. A na czym się kończyło? Na pozyskaniu broni masowej zagłady – Knights of the Round!

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Tak, tylko że Chocobo to jednak zwierzątko. Ja nie jestem fanem hodowli zwierząt rasowych, ale powiedzmy że jednak to trochę inny poziom rozważań etycznych niż hodowla ludzi.