Zmien skórke
Logo Polygamii

PublicystykaRozważania NaGórze: Czarny Zeszyt

Czyli jak zacząłem pisać o grach.

Facebook Twitter Google Wykop

Wrzesień, początek roku szkolnego, dziatwa wraca do nauki. Znakomity moment, żeby podzielić się z czytelnikami Polygamii odrobiną okołoszkolnej historii z lat dziewięćdziesiątych. Nie obawiajcie się jednak: choć zaczniemy od czegoś zupełnie innego, to gry wideo i tak wyjdą spod cienkiej warstwy edukacyjnej, jak szydło z worka.

Zanim wziąłem się do opowiadania, musiałem najpierw upewnić się, że nie wyalienuję czytających już na samym początku. Rzecz tyczy się mianowicie tak zwanej “prasówki” na WoS, czyli przedmiot Wiedza o Społeczeństwie. Po pierwsze zatem, sprawdziłem czy przedmiot taki nadal istnieje i czy jest nauczany w szkołach. Okazuje się, że tak, co oszczędzi mi wstępu tłumaczącego kontekst. Nadmienię tylko, że do czasu reformy systemu oświaty w 1999 roku, tej samej, która wprowadziła gimnazja (co właśnie niedawno odkręcano kolejną reformą), Wiedza o Społeczeństwie pojawiała się już w VII klasie ówczesnej ośmioklasowej szkoły podstawowej. Po drugie, sprawdziłem czy w XXI wieku nadal funkcjonuje pojęcie “prasówki”, czyli przeglądu prasy. Również tak, o czym świadczą strony internetowe noszące różne wariacje tytułu “prasówka na WoS”. Dodam więc jedynie, że w latach dziewięćdziesiątych miała ona formę zeszytu, w którym jako pracę domową zapisywało się co ciekawsze informacje z każdego dnia i tygodnia. W założeniu miało to wyrobić w uczniach nawyk lektury prasy i zainteresowanie wydarzeniami bieżącymi. Co wyrobiło u mnie – o tym poniżej.

Tytułowy Czarny Zeszyt to moja prasówka z Wiedzy o Społeczeństwie, nauczanej w siódmej i ósmej klasie szkoły podstawowej nr. 172 w Łodzi, na przełomie 1994 i 1995 roku. Zwracam uwagę, że było to zaledwie pięć lat po wyborach z czerwca 1989 roku. Burzliwe lata dziewięćdziesiąte, czas zmian i zawirowań, a na tym tle dzieciaki z podstawówki próbują cedzić z papierowej prasy informacje tak, by spodobało się to nauczycielce, która chwilę wcześniej uczyła socjalistycznej wersji historii Polski. Monty Python się chowa!

Przeglądanie Czarnego Zeszytu ćwierć wieku później jest fascynującym doświadczeniem, nie tylko z powodu jego wartości faktograficznej i sentymentalnej, ale również dlatego, że jak na dłoni widać w nim moją nasilającą się fascynację grami z epoki. Dziś – wspominane ciepło przez fanów retro ramotki, wtedy – budziły we mnie znacznie większe emocje niż dziejące się w tym samym czasie wojny w Jugosławii i Czeczenii, perypetie Borysa Jelcyna czy kształtowanie zrębów Trzeciej Rzeczpospolitej. Gdzieś tam płoną Bałkany i Kaukaz, a młodziutki Bartuś z wypiekami na twarzy zapisuje informacje dotyczące Mortal Kombat II.

W pierwszych tygodniach prowadzenia Czarnego Zeszytu prasówka próbuje jeszcze zachować należytą powagę. Notatki znajdują się w ramkach, podzielone na szpalty, jak w prawdziwej gazecie, zaś wzmianki o grach wideo zajmują ułamek powierzchni każdej strony – a i to ukryte pod stanowiącym listek figowy nagłówkiem “Informatyka” (niekiedy z niewiadomych przyczyn pisany z wykrzyknikiem). Wrzesień i październik zdominowane są przez wiadomości dotyczące amerykańskiej misji stabilizacyjnej na Haiti oraz eskalacji przemocy w Jugosławii, pomiędzy nimi jednak znajdziemy informacje o tym, że ID Software wypuściło Doom II, trwają pracę nad konwersją Mortal Kombat II na PC, a także szczegóły dotyczące fatalities w tym ostatnim tytule. Na jednej ze stron zwraca uwagę stopka redakcyjna z narysowanym odciskiem stopy. Po latach śmieszy też wiadomość o chorobie Borysa Jelcyna, który po długim locie przez Atlantyk nie był w stanie opuścić samolotu. Dziś znając już słabości ówczesnego prezydenta Rosji, możemy podejrzewać, że prawdopodobnie była to choroba filipińska, którą znacznie później zaraził się też polski prezydent Aleksander Kwaśniewski…

W okolicach listopada z Czarnego Zeszytu można dowiedzieć się, że policja na Dzień Zmarłych doradzała dobrze ułożyć się z sąsiadami, jako najlepszy środek chroniący przed złodziejami mieszkaniowymi. Dział “Informatyka” z kolei ubolewa, że najnowszy procesor Pentium firmy Intel ukazał się na rynku niedawno, tymczasem “już procesory 386 wyszły z mody, a 486 stały się tymi gorszymi.” Pozorną rzeczowość tej wiadomości nieco podkopuje widniejący obok kakodemon z Doom II – wyraźnie widać jakie zastosowania miał na myśli piszący. Kilka dni później znajdziemy wzmiankę o będącej na ukończeniu grze Wing Commander 3 i występujących w niej aktorach, takich jak Mark Hamill czy Malcolm McDowell. Jest ona okraszona smutną konstatacją, że do poprawnego funkcjonowania niezbędny jest co najmniej IBM 486DX2. Łatwiej to zrozumieć, jeśli wie się, że miałem wtedy 386DX taktowany zegarem 40MHz i nawet “gorsze” 486 było dla mnie obiektem pożądania.

Im dalej w Czarny Zeszyt, tym bardziej proporcje między informacjami ze świata polityki a tymi z branży growej odwracają się. Strona przypadająca na grudniową sobotę jest cała zajęta przez emanujące niedowierzaniem doniesienie: “W wielu krajach Europy, a także w Stanach Zjednoczonych, powstały specjalne komisje które oceniają i poddają ewentualnej cenzurze… gry komputerowe!” Dalej następują szczegóły, a artykulik ilustruje wycięty z jakiegoś anglojęzycznego pisma fragment z czterema skrinszotami przedstawiającymi fatalities z Mortal Kombat II. Tylko ktoś pamiętający tamte czasy wie, jakim wyrzeczeniem było poświęcenie kawałka zagranicznego magazynu na szkolną prasówkę! W niedzielę za to odnotowana jest kwota drugiego finału rozkręcającej się dopiero Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy: 47 091 418 500 starych złotych, co ciekawe, inna niż podana na stronie Wikipedii (dziś ciężko określić która z nich jest błędna).

W roku 1995 Czarny Zeszyt zostaje już całkowicie zdominowany przez gry wideo, wtedy jeszcze ciągle zwane u nas grami komputerowymi. Poniedziałkowa notatka o zmianie kierownictwa Sądu Apelacyjnego w Łodzi zajmuje pięć linijek, a szczegóły krwawych wykończeń w Mortal Kombat II – dwanaście. Śmieszy odautorska konstatacja, że “realizmu w tym zbyt dużo nie ma, no bo kto to widział, żeby z człowieka wyciekało aż tyle krwi, i to po każdym uderzeniu?!” (strasznie szafowałem wtedy wykrzyknikami). Wieści o kolejnych zabitych podczas wojny w Czeczenii przeplatają się z informacjami o filmie “Street Fighter” z Jean-Claude Van Dammem i wzmianką o tworzonej przez krakowską firmę X-Land “super-grze” Excessive Speed. Wiadomość o konflikcie prezydenta RPA Nelsona Mandeli z przywódcą Partii Wolności Inkatha nie wiedzieć czemu okraszona jest postacią żółtego robota z bijatyki Rise of the Robots. Proces sprawców zamachu na zwalczającego mafię prokuratora Giovanniego Falcone sąsiaduje ze zrzutami ekranu z Tie Fightera, a walki w Sarajewie – ze skrinszotami z Mortal Kombat II (znowu!). Prezydentem Francji zostaje Jacques Chirac. Metropolis wydaje grę Teenagent. Prezydium Sejmu proponuje skład komisji do kontroli służb specjalnych. Ukazuje się druga część Gabriel Knighta. Zeszyt kończy się na strajkach robotników Ursusa.

Oczywiście powolna metamorfoza poważnej prasówki w polityczno-growe potpourri nie pozostała niezauważona przez nauczycielkę, czego potwierdzeniem są coraz niższe oceny za kolejne tygodnie. Pierwszy tydzień to piątka z plusem – wprowadzonej w 1991 roku szóstki pani nie stosowała, uważając ją za nowomodną fanaberię. Kolejne tygodnie to piątka z minusem, czwórka z plusem, czwórka, czwórka z minusem, czwórka “na szynach” (czyli z dwoma minusami). Dobrze, że w pewnym momencie zostaliśmy zwolnieni z obowiązku prowadzenia prasówki, bo tylko kwestią czasu było kiedy dostanę za nią dwóję, wtedy zwaną mierną.

W odróżnieniu od innych zeszytów, papierów i podręczników, nie wyrzuciłem Czarnego Zeszytu po zakończeniu klasy, a później szkoły. Jakoś nie mogłem się na to zdobyć. Z jednej strony powodem był sentyment: prasówka kosztowała mnie sporo czasu i pracy, jak również poświęciłem dla niej kilka stron zagranicznych pism o grach. Widać też kiełkujący zalążek mojego hobby: zeszyt jest jednym z początkowych ogniw łańcucha wydarzeń, łączącego tamte pisane ołówkiem notatki z dzisiejszym felietonem, wyświetlonym na ekranie Waszych komputerów. Z drugiej strony powodem była wartość dokumentalna: Czarny Zeszyt stanowi bądź co bądź zapis burzliwej epoki, widzianej z perspektywy zafascynowanego grami nastolatka z postkomunistycznej Polski. Dookoła dzieje się historia, zarówno w skali świata, jak i kraju – ale dla wpatrzonego w ekran gracza ważniejsze wydają się wykończenia w Mortal Kombat i premiera nowego Dooma.

Z pewną melancholią stwierdzam, że to zupełnie jak dzisiaj.

Bartłomiej Nagórski

12
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
5 Komentarze
7 Odpowiedzi
6 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Trikson
Użytkownik

A myślałem, że tylko ja robiłem prasówkę z Clicka, ŚGK i PSX Extreme.

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

“You are not special. You’re not a beautiful and unique snowflake. You’re the same decaying organic matter as everything else.”

Trikson
Użytkownik

Z tym, że ja swój zeszyt do prasówek niestety zutylizowałem.

ZmanieryzowanyTim
Użytkownik

Wiesz, zaczynam powoli odnosić wrażenie, że twórca tekstu lubił Mortal Kombat II

Świetny tekst!

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Dzięki!

I tak, miałem wtedy drobną obsesję na punkcie Mortal Kombat II.

Kalimdor
Użytkownik

Gra z niedzieli to?

Chyba brakuje najważniejszej informacji xD

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

FAKTYCZNIE!

(>___<)

gseed
Użytkownik

Hehe, ja z kolei w zeszytach pisałem i rysowałem swoje magazyny o grach z recenzjami hitów z C64 🙂 ale tylko na własny – nie szkolny – użytek 🙂

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Zeszyt z recenzjami też prowadziłem, ale po pierwsze, był znacznie mniej ciekawy, a po drugie – gdzieś mi się zawieruszył przez te dekady.

DontBeSoRambo
Użytkownik

Super artykuł, świetnie się czyta o narodzinach pasji i o tym jak przemycałeś swoją pasje do prasówki. To ilustruje jak bardzo chciałeś podzielić się swoim zainteresowaniem do gier z innymi już od młodych lat. Oczywiście nauczyciele w naszych czasach (stukneło mi 33 lata w tym roku) nie potrafili i nie chcieli rozmawiać o hobby swoich uczniów, nie zachęcali do dzielenia się nimi i najlepiej w ogóle nie widzieliby tego w szkołach (czy to była zośka, czy deskorolka, czy gry – wszystko to miało być jak najdalej od szkół) To też ciekawe że kiedy dzieciak pokazuje że ma wyjątkowe zainteresowanie do… Czytaj więcej »

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Dzięki wielkie! Co do szkoły – zgadzam się. W pierwszym felietonie z cyklu Rozważania NaGórze znalazł się taki akapit: Teoretycznie to szkoła powinna wskazywać nawiązania, tłumaczyć kontekst, objaśniać jak rozmaite dzieła i obszary kultury przenikają i inspirują się nawzajem. Przykładowo na języku polskim można by pokazać podobieństwa między dowolną rozgrywającą się w szkole powieścią Niziurskiego (“Sposób na Alcybiadesa”, “Szkolny lud, Okulla i ja” etc.) a grą Bully. Albo po omówieniu mitów greckich można poświęcić kwadrans, żeby opowiedzieć jakie wątki mitologiczne odnajdziemy w God of War (oczywiste) i Dark Souls (mniej oczywiste). Niestety nikt tego nie robi, już to bo nauczyciele… Czytaj więcej »

DontBeSoRambo
Użytkownik

Oczywiście dyskusja że “szkoły źle uczo” to każdy prowadzi od zawsze. Wystarczy pójść na przyjęcie rodzinne to zawsze jakiś pijany wujek doda swoje 3 grosze i powie “tego powinni uczyć w szkole” Zamiast takie durnej paplaniny ja tylko próbuje powiedzieć że szkoły powinny chociaż trochę interesować się tym czym interesują się uczniowie, nieważne czy to głupie czy nie – ot tak – żeby pokazać że dobrze jest mieć hobby. Co jest śmieszniejsze – w naszych starych czasach – granie w gry i rozmawianie o nich było ogólnie postrzegane za lekkie frajerstwo, bycie no-lifem, traceniem czasu na głupoty. Teraz kiedy gry… Czytaj więcej »