Zmien skórke
Logo Polygamii

Resident Evil VII nareszcie przekroczył pięć milionów sprzedanych egzemplarzy

To dobrze, to źle, a może jedno i drugie?

Choć byłem nader pozytywnie zaskoczony jakością “bazowego” Resident Evil VII, jego “przedłużenia” w znakomitej większości mnie wymęczyły. Najpierw totalnie mieszane Zakazane Nagrania, a potem dwa “prawdziwe” dodatki fabularne, jeden szalenie prostolinijny, drugi w zgodzie z bardziej kiczowatą tradycją marki. Niemniej gdyby ktoś mnie zapytał, czy zeszłoroczny hit Capcomu warto kupić w edycji “kompletnej” (Gold), prawdopodobnie kiwnąłbym głową (wszak więcej grania to więcej grania, prosty wniosek). A teraz widzę, że potraktowanie Bakerów w sposób “długodystansowy” właściwie się nawet wydawcy opłaciło.

Wszak, jak Japończycy informują na swoim blogu, siódmy Resident przekroczył niedawno magiczną barierę pięciu milionów sprzedanych egzemplarzy. To zarówno bardzo dużo, jak i bardzo mało. Bo zależy od naszej perspektywy. Z tym tytułem od początku było wiadomo, iż raczej zawiedzie oczekiwania swojego wydawcy. Na starcie (po premierze) pisaliśmy nawet o marketingowym rozczarowaniu. Przy obecnym wyniku możemy odetchnąć o dalsze losy “nowego kierunku” serii – przy “ósemce” nie wrócimy nagle do trzecioosobowej strzelanki przepełnionej sekwencjami QTE w zwolnionym tempie rodem z “Transformers”. Przypominam, że taki bywał Resident Evil 6.

Niemniej o ile w przypadku “wysokobudżetowego horroru” pięć milionów to naprawdę zacny wyczyn, w porównaniu do pozostałych produkcji wydawcy wypada właściwie średnio. W granicach serii “siódemka” sprzedała się lepiej tylko od Resident Evil 3 z czasów piątej generacji konsol. Serio. Taka “szóstka” zbliżyła się już do dziesięciu milionów (to nic, że od kilku lat na niemal wszystkich platformach kosztuje grosze). Do Monster Huntera może nawet nie powinniśmy tutaj niczego porównywać. World nie ma jeszcze trzech miesięcy, nie trafił jeszcze na pecety, a przekroczył siedem milionów. Ale to przecież najpopularniejsza gra w historii Capcomu.

Co do RE VII – nie wierzę, iż deweloperzy nie dłubią jeszcze nad jej pełnoprawną kontynuacją. I również nie uwierzyłbym, że tak ryzykowny, odważny krok miałby zostać przekreślony. To tak, jak gdyby Sony po God of War uznało “kurde, za mocno przekombinowaliśmy, z następnym wracamy do starej kamery, QTE i mieczy na łańcuchach”.

Adam Piechota

Więcej na temat:

3
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
2 Komentarze
1 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
gseed
Użytkownik

Ja mam z tym tytułem taki problem,  że mi się podobał i mi się nie podobał. Fajne było to nawiązanie do klasyki, łażenie w tę i nazad, rozwiązywania zagadek, a nawet późniejsze elementy strzelankowe. Ale uwspółcześnienie w postaci elementów skradanych oraz trybu FPP nie przekonały mnie. Nawet to FPP byłoby OK, ale modern-horrorowe zabawy z chowanego już mnie męczyły.

Arcybibosz
Użytkownik

Ile tych scen ze skradaniem się było, jedna?

Prawie zawsze mamy wybór – jak nam się nie podoba to możemy poświecić te kilka pestek do shotguna i już nie trzeba się skradać.

gseed
Użytkownik

Nie będę walił spoilerami, ale było ich przynajmniej dwie fabularne i wg mnie wrzucone niepotrzebnie.

Popularne wpisy

Popularne Gry