Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeRegalia: Of Men and Monarchs – recenzja. Japonia po polsku

Myślmy strategicznie.

Facebook Twitter Google Wykop

Regalia: Of Men and Monarchs to taktyczny RPG stylizacją przypominający klasyczne produkcje w rodzaju Final Fantasy: Tactics czy Disgaea, z czym zresztą twórcy nie kryli się podczas swojej zbiórki na Kickstarterze. Jeśli kojarzycie wspomniane tytuły, w głowie od razu pojawi się obraz pola walki w rzucie izometrycznym i podzielonego na kwadraty. Nie inaczej jest i tutaj, ale to, co odróżnia Regalię od swoich inspiracji, to dość świeże podejście do systemu walki.

Platformy: PC
Producent: Pixelated Milk
Wydawca: Klabater
Dystrybutor: cdp.pl
Data premiery: 04.11.2016
Wymagania: 3.0 GHz Dual-Core; 4 GB RAM; Intel HD 4400 / NVIDIA GeForce 9600GT / AMD Radeon HD 3850
Grę otrzymaliśmy od wydawcy, obrazki pochodzą od wydawcy.
Do rzeczy

Nie mamy tutaj typowego leczenia postaci; zamiast tego życie podzielono na dwa parametry: zdrowie i osłony, które są odejmowane zawsze w pierwszej kolejności. Oznacza to, że postać nie straci ani jednego punktu zdrowia tak długo, jak ma na sobie tarczę. Osłony możemy ładować przez użycie niektórych umiejętności specjalnych, nie będziemy jednak w stanie przywrócić zdrowia postaci podczas walki. Z wierzchu wygląda to jak niewielkie rozróżnienie, ale okazuje się, że dostarcza mnóstwa możliwości taktycznych i urozmaica pojedynki. Chociażby przez sam fakt, że pojawiają się przeciwnicy z niskim zdrowiem, a wysoką wartością osłon lub wręcz regenerującymi się tarczami, na których trzeba natychmiastowo skupić uwagę całej drużyny.

W Regalii zdecydowanie najwięcej czasu spędzimy na walkach, dlatego cieszy, że twórcy poświęcili im tyle uwagi i nie próbowali jedynie skopiować oklepanego schematu z innych gier. Dzięki temu pojedyncze starcia potrafią dostarczyć sporo emocji, a satysfakcja z dobrze wykonanego planu jest ogromna.

Same zadania nie grzeszą innowacyjnością, skupiając się na typowych misjach – pokonaj wszystkich wrogów, konkretnego przeciwnika czy przetrwaj określoną liczbę tur – z małą tylko różnicą: mamy jeszcze cele opcjonalne dające dodatkowe łupy.

Z wierzchu wygląda jak niewielkie rozróżnienie, ale dostarcza mnóstwa możliwości

Hej, przygodo!

Pomysł sam w sobie ciekawy, niestety w praktyce chybiony, bo sporo z tych zadań jest praktycznie niewykonalnych na normalnym poziomie trudności. W tej formie często zakrawają bardziej o absurd niż rzeczywistą nagrodę za umiejętności. Dlatego lepiej o nich zapomnieć i skupić się misjach głównych, bo i te do najłatwiejszych nie należą, szczególnie na początku. Przeciwnicy mają zwykle sporą przewagę liczebną, kluczem do sukcesu jest więc odpowiedni dobór bohaterów – każda z postaci ma zupełnie inny wachlarz umiejętności. Następnych towarzyszy odblokowujemy w dość standardowy dla tego gatunku sposób: wraz z rozwojem fabuły.

Sama historia w Regalii szybko odchodzi na boczny tor i skupia się bardziej na drobnych i często przezabawnych interakcjach pomiędzy poszczególnymi postaciami. Wszystko zaczyna się dość typowo – nasz bohater imieniem Kay dowiaduje się, że należy do znamienitego niegdyś rodu Lorenów. Oczywiście w spadku otrzymuje królestwo, ale – jak to zwykle bywa – radość nie trwa zbyt długo. Ascalia, czyli nasza siedziba, okazuje się ruiną, a do drzwi dobijają się dłużnicy. Nie pozostaje nam nic innego jak zakasać rękawy i zacząć odbudowę, byśmy zdążyli przed kolejnym terminem spłaty.

Sama historia w Regalii szybko odchodzi na boczny tor

Biję twojego łotra

Co ciekawe, tło fabularne jest dość dosłownie przetłumaczone na mechanikę rozgrywki. W rozdziale mamy ograniczoną liczbę dni na ukończenie pewnej liczby zadań królestwa i to od nas zależy, na czym się najpierw skupimy. A przynajmniej Regalia stwarza takie wrażenie. Ostatecznie jednak, jeśli chcemy wywiązać się z umowy, musimy skupić się na kluczowych elementach rozgrywki, a do tych zalicza się budowanie więzi z mieszkańcami miasta i wyprawy w głąb królestwa, by eksplorować lochy, walczyć i zdobywać doświadczenie, łupy oraz surowce. Te ostatnie służą nam do rozbudowy Ascalii, niestety ten element potraktowano po macoszemu. Jest to bardziej następstwo postępów w grze niż rozbudowany wybór, w jaki budynek chcemy teraz akurat zainwestować.

Postaci, nawet jeśli zabawnych i w gruncie rzeczy ciekawych, jest za dużo

Wróćmy jednak do naszych towarzyszy i budowania z nimi więzi. Tutaj Regalia stara się naśladować Personę i jej system social linków, choć robi to dość niezgrabnie.

Postaci, nawet jeśli zabawnych i w gruncie rzeczy ciekawych, jest wręcz za dużo, bo oprócz naszych towarzyszy broni możemy jeszcze spędzić czas z innymi mieszkańcami miasta – kowalem, handlarzem czy właścicielem tawerny. Wszyscy oni mogą stać się naszymi znajomymi, przyjaciółmi, a na końcu wielbicielami, odblokowując dodatkowe umiejętności – czy to w mieście, czy w trakcie walki. Jest to ważny aspekt gry, ale najczęściej polega na wybraniu opcji „spędź czas”, obejrzeniu krótkiej animacji i wybraniu kwestii dialogowej, na bazie której przyznane nam zostaną punkty więzi. Sam system sprawdza się dobrze, ale byłoby lepiej, gdyby skupiał się na mniejszej liczbie kluczowych postaci i w zamian oferował coś bardziej wartościowego w kwestii samych interakcji.

Co się dzieje w koszarach..

Oprócz budowania więzi z naszymi postaciami dużo czasu spędzimy na eksploracji krain wokół Ascalii. Lochy podzielone są zawsze na kilka sekcji, którymi najczęściej będą potyczki, od czasu do czasu przygody tekstowe, gdzie wybieramy jedną z opcji dialogowych oraz jedno obozowisko do zapisywania postępu. Właśnie z lochami wiązały się moje największe zarzuty odnośnie samej gry; były też głównym powodem, dla którego miałem jej obniżyć ocenę.

Miałem, bo wczoraj deweloper zapowiedział, że jeszcze w tym tygodniu gra otrzyma łatkę poprawiającą system zapisu i generator liczb losowych odpowiadający za to, czy i jak mocno nasza postać trafi w przeciwnika. W obecnej wersji bardzo często zdarzały się scenariusze, gdzie trzeba było wygrać dwie czy nawet trzy bitwy z rzędu bez możliwości zapisania pomiędzy. I jak na złość nasza postać potrafiła w trakcie jednej potyczki spudłować dobre kilka razy z rzędu, mając co najmniej 80% szans na trafienie.

Nie jestem przeciwny trudnym grom czy porządnym wyzwaniom, ale tutaj wiązało się to bardzo często ze stratą postępów i powtarzaniem tych samych walk, aż magicznie ta sama strategia da inny, zależny od losowości, rezultat. Bardzo frustrujące, dlatego cieszy mnie niezmiernie, że deweloper podjął odpowiednie kroki, by te problemy zniwelować.

Ustawmy te pionki

Regalia może nie jest produktem doskonałym, ale trudno jej odmówić zacięcia i charakteru. Walka, czyli trzon zabawy, sprawdza się wyśmienicie – jest jednocześnie i znajoma, i wystarczająco świeża, by nie mieć wrażenia, że to tylko kopia sprawdzonych rozwiązań. Szkoda, że twórcy nie pokusili się o rozbudowę innych elementów do podobnego poziomu co same batalie, bo mówilibyśmy wtedy o wyjątkowo dobrym produkcie. Ale to, co w Regalii znajdziemy, fanom taktycznych gier RPG i tak powinno zdecydowanie wystarczyć do szczęścia.

ZAGRAĆ?
MOŻNA
3.5

6
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
3 Komentarze
3 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
czaczi87
Użytkownik

Ja się przy Regalii bawiłem bardzo dobrze. Jasne, ma pewne problemy techniczne czy w niektórych miejscach widać braki budżetowe. Jednak postacie, fabuła i dialogi były takie radosne, że co chwilę się uśmiechałem, a czasem nawet głośno się rechotałem. Wysoki poziom humoru pokazuje, że grę robili ludzie a i nie smutne garnitury. Jaka mnie 8/10.

Jellycrusher
Użytkownik

Wygląda mi to na kolejną grę z bezsensownie zawyżonym poziomem trudności na normalu, szkoda.

Emiel
Gość
Emiel

W grze dostępny jest również fabularny poziom trudności (odpowiednik easy), ale widocznie i on był źle zbalansowany, bo w tej nowej łatce mają obniżyć obrażenia zadawane przez przeciwników na tym poziomie.

Aimagylop
Użytkownik

O co chodzi z “Japonia po polsku”? W recenzji brakuje rozwinięcia tytułu.

Emiel
Gość
Emiel

Chodzi o to, że gra została zrobiona przez polskiego dewelopera. Nie wspominałem o tym w recenzji, bo nie uważam, żeby to wpływało jakoś na jakość samego tytułu.

Aimagylop
Użytkownik

A jednak.