Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjePrey – recenzja. PreyShock

Prey to kolejna po Doomie i The Last Guardian gra, która pokazuje, że często przeklinane w branży deweloperskie piekło może być prawdziwym zbawieniem dla graczy.

Facebook Twitter Google Wykop

Prey, jeszcze z “dwójką” w tytule, zapowiedziany został w 2006 roku. Przez tę dekadę z okładem zmienił się jednak jego wydawca i odpowiedzialny za projekt deweloper. A co za tym idzie, pomysł na grę i wizja artystyczna (a także, delikatnie, tytuł – zniknął z niego numerek). Z takiego zamieszania produkcyjnego nie mogło wyjść nic dobrego? A co, jeżeli wam powiem, że podobnie jak w przypadku Dooma i The Last Guardian, wyszedł z tego pretendent do gry roku?

Platformy: PC, PS4, Xbox One
Producent: Arkane Studios
Wydawca: Bethesda Softworks
Polski wydawca: Cenega
Data premiery: 05.05.2017
Graliśmy na PS4 Pro. Grę do recenzji udostępnił wydawca, zdjęcia pochodzą od redakcji.
Multikosmokulti
Fruwanie dookoła stacji kosmicznej świetnie urozmaica rozgrywkę

Baza Talos I to architektoniczny koktajl Mołotowa w butelce po Coca-Coli.

Prey to alternatywna wersja przeszłości i ciekawa wizja przyszłości. W dużym skrócie i bez dużych spoilerów, zamach na Johna F. Kennedy’ego był, ale nieudany. Żelazna Kurtyna też była, ale nie przeszkodziła Stanom Zjednoczonym i ZSRR w opracowywaniu wspólnego programu kosmicznego, który po latach wzlotów i pewnym upadku, geopolitycznym zawirowaniu i kilkudziesięciu latach przestoju, trafił w ręce korporacji TranStar. Zbudowana w drugiej połowie XX. wieku za rządowe, amerykańsko-radzieckie pieniądze baza Kletka, w XXI. została przez prywatnego inwestora z USA ochrzczona mianem Talosa I. Z jednej strony (retro)futurystyczna i pełna najnowszych technologii – mamy wszak 2032 rok. Z drugiej – monumentalna, przypominająca masywne budowle bloku wschodniego, który wymieszany został z kojarzonym ze Stanów stylem art déco. Baza Talos I to architektoniczny koktajl Mołotowa w butelce po Coca-Coli. I chociaż ta receptura może nie brzmieć zbyt zachęcająco, to smakuje wybornie. I co najważniejsze, ma sens.

W grach wideo zwiedzaliśmy setki kosmicznych baz i dziesiątki retrofuturystycznych światów. Żaden z nich nie był jednak tak spójny i przekonujący jak Talos I. Zdarzały się miejsca równie piękne i podobne stylistycznie (Rapture, Dunwall) czy nieźle przemyślane (Dead Space, Obcy: Izolacja), żaden nie był jednak aż tak wyrazisty. Chociaż przemierzało się tam ładowanie, stołówki, kajuty czy mostki kapitańskie, to nigdy nie miało się wrażenia, że ludzie naprawdę mogli tam pracować, jeść, spać czy zarządzać całym tym ustrojstwem. W Talos I jest inaczej, co zawdzięczamy przede wszystkim zapisanym na audiologach wspomnieniom członków załogi.

Nie są to jednak wyrwane z kontekstu nagrania anonimowych NPC-ów, które trzeba przesłuchać aby otworzyć kolejne drzwi czy znaleźć zgubioną kartę dostępu. To znaczy nie tylko, bo oprócz tej podstawowej warstwy, niezbędnej dla pchnięcia akcji, jest też metapoziom opowiadający po prostu o ludziach. O lesbijskiej miłości dwóch pracownic TranStaru, mechaniku-alkoholiku, którego zwłoki wydają się jednym z wielu ciał. A potem powoli, niejako mimochodem, odkrywamy, jak koledzy z pracy martwili się jego nałogiem i próbowali pomóc. Jest w końcu naukowiec, którego kartę identyfikacyjną trzeba wykorzystać jak w każdej grze wideo. Ale potem jego nazwisko będzie wracało, choćby nawet w błahym mailu do działu IT o zapomnianym haśle. Z pytaniem, czy takie i takie, spełnia wymogi bezpieczeństwa. Samo podanie hasła w mailu oczywiście ich nie spełnia. Tego typu niewinne wiadomości, ślady dawnych związków i zachowań (wspominałem, że członkowie załogi w wolnym czasie grali w papierowe RPG?) budują solidny fundament pod główną opowieść.

Polski przekład Preya jest bardzo udany. Jedna z bardziej fikuśnych nazw. W oryginale był Gloo Cannon. Dubbing też trzyma poziom

Nie oglądajcie pierwszych z brzegu let’s playów. Naprawdę byłoby przykro, gdybyście zepsuli sobie fabułę Preya.

Trudne sprawy

Ta jest z jednej strony oklepana – cierpiący na amnezję główny bohater Morgan Yu (lub alternatywnie bohaterka) odkrywa powoli stojące za Talosem I tajemnice. Jak dowiemy się jednak, skąd się wzięły te luki w pamięci, kim dokładnie jesteśmy i co musimy lub możemy z tą wiedzą zrobić, robi się naprawdę ciekawie. Ważne jest też to, że sam proces tego dowiadywania się jest rozciągnięty na długie godziny, aż do napisów końcowych dorzucając jakieś nowe wątki. A nawet robiąc to jeszcze po nich. Arkane dwa razy pokazało, że potrafi kreować niezwykle przekonujące wirtualne światy. Teraz udowodnili, że są też mistrzami w pisaniu historii. O ile więc rewelacyjne pod względem atmosfery oraz rozgrywki Dishonored 1 i 2 miało raczej pretekstową opowieść o kolejnych sukcesjach tronu, tak Prey to rzecz, która spokojnie sprawdziłaby się w formie książki albo filmu science-fiction. Uważajcie na forach dyskusyjnych, nie oglądajcie pierwszych z brzegu let’s playów. Naprawdę byłoby przykro, gdybyście zepsuli sobie fabułę Preya.

W grze zdarzają się mroczniejsze sceny, bliżej mu jednak do thrillera z elementami survivalu niż horroru. Trochę się też tutaj strzela, nie jest to typowy shooter z kolejnymi falami wrogów. Ba, w gruncie rzeczy mamy tutaj tylko dwie typowe bronie. Do nich dochodzi kilka nietypowych, w stylu Gloo Cannon (a po polsku LEPIK, genialny przekład), no i oczywiście moce psioniczne. Znów zapachniało BioShockiem czy Dishonored, ale to miły zapach, podświadomie budzący przyjemne skojarzenia.

PreyShock
Prey momentami wygląda jak BioShock. Mało która gra zasługuje na taki komplement

Najefektowniejsza jest oczywiście możliwość zamienienia się w kubek czy inną dowolną rzecz ze swojego otoczenia. Przydatne do przetaczania się przez wąskie przejścia i chowania się przed obcymi. Reszta mocy jest już bardziej ofensywna, pozwalając nam na przykład na eksplodowanie głów wrogów samą siłą woli. Przed odblokowaniem każdej takiej umiejętności trzeba jednak zeskanować specjalnym urządzeniem odpowiednią liczbę przeciwników i przeanalizować dane. A potem jeszcze znaleźć albo ze zbieranych śmieci stworzyć sobie tzw. Neuromody, które są takimi Plazmidami przyszłości. Równocześnie z tymi nadprzyrodzonymi mocami warto też inwestować po prostu w zdrowie czy siłę. Będziemy wtedy wolniej umierać albo zamiast kolejnego zgonu uda nam się złamać zabezpieczenia drzwi do pomieszczenia z zasłoniętym skrzynią szybem wentylacyjnym. Po jej przesunięciu może się okazać, że umieraliśmy na darmo.

Najefektowniejsza jest oczywiście możliwość zamienienia się w kubek czy inną dowolną rzecz ze swojego otoczenia.

Gra już od pierwszych minut zachęca do kombinowania. W wiele miejsc można dostać się na kilka sposobów. Pierwsze rozwiązanie często jest najbardziej logiczne, ale wcale nie najłatwiejsze. I mam tutaj na myśli zarówno typowe zagadki przestrzenne, gdzie po umiejętnym wykorzystaniu LEPIK-a można dostać się w pozornie nieosiągalne miejsca, jak i buszowanie po różnych komputerach i terminalach w poszukiwaniu informacji. Gra właściwie tylko raz postawiła mi nielogiczną, niefajną barierę.

Zdaniem Maćka Kowalika: Shock? Tak, ale nie Bio a System. Prey to jedna z gier, w których służbowe maile i notatki łyka się z przyjemnością. Intryguje, jest świetnie zaprojektowane, a jako thriller science-fiction jest też bardzo świeże dzięki niecodziennemu arsenałowi i przeciwnikom. To gra, którą lubi się bardziej z każdą godziną, i która nie przestaje zaskakiwać. Wszelkie myśli o “tylko” Dishonored w kosmosie wywalcie przez śluzę.

Talos I sprawia wrażenie monumentalnego, ale po kilkunastu godzinach kurczy się. Znając topografię pomieszczeń i łączące je przesmyki, więcej czasu spędzamy na patrzeniu się w ekrany ładowania niż przebiegnięciu całego rewiru. A biegać, zwłaszcza pod koniec przygody, trzeba sporo. Gra co rusz wysyła nas to w jedną, to w drugą stronę bazy. Kolejno odkrywane przejścia między pokładami Talosa I, a także możliwość korzystania ze śluz i fruwania dookoła stacji w przestrzeni kosmicznej, sprawia, że zupełnie to nie przeszkadza – wręcz przeciwnie, potęguje wrażenie spójnej, przemyślanej konstrukcji, gdzie w każde miejsce można się dostać na kilka sposobów. Pod koniec gry mamy więc do dyspozycji całkiem spory labirynt, który kojarzyć się może z równie fikuśnie zaprojektowaną rezydencją Bakerów z Resident Evil 7.

Questy poboczne

Napisy końcowe Preya zobaczyłem po 18 godzinach gry, ale należy pamiętać, że to czas liczony po save’ach na konsoli, a nie faktycznie spędzony przy grze, jak na Steamie. Tak naprawdę spokojnie mam w wyniku “dwójkę” z przodu, a gdybym nie spieszył się do recenzji i wykonywał wszystkie zadania poboczne, to spokojnie dobiłbym i do “trójki”. Wykonałem kilka nieobligatoryjnych zadań, które czasem dawały ciekawe gadżety, czasem dawały je po prostu szybciej niż otrzymałbym je w misjach fabularnych (po kilku godzinach tak i tak się daną rzecz zdobywa). Zawsze był to jednak kolejny wątek NPC-a z krwi i kości, wpisującego się jakoś w szerszy kontekst fabularny.

Na przykład uratowanego naukowca, jednego z wielu, który pod koniec gry nagle podpowiada, jak poradzić sobie z głównym problemem. Tym fabularnym, wokół którego wszystko się toczy. Gdybym nie poświęcił pięciu minut na uratowanie mu skóry, to nawet bym nie wiedział, że w grze jest tego typu zakończenie. Bo generalnie jest ich kilka, zależnie od naszego postępowania i świadomie dokonywanych wyborów moralnych. Jak na razie dwa ostatnie Batmany od Rocksteady były dla mnie wyznacznikiem w kwestii płynnego i logicznego łączenia zadań głównych z pobocznymi. Od dziś na równi z nimi stanął Prey.

Prey, w przeciwieństwie do Batmanów, nie wyznacza jednak graficznych standardów, ale dzięki przyjętemu stylowi nie będzie się też wyraźnie starzał. Podobnie jak BioShocki czy Dishonored, proponuje lekko uproszczone modele postaci i obiektów. Nie ma się nad czym rozwodzić, nie ma się do czego przyczepić, lepiej skupić się na rzadko spotykanej (zwłaszcza w kosmosie) architekturze Talosa I albo dźwięku. Ten jest świetny, a rewelacyjnej, choć zbyt rzadko pojawiającej się muzyki nie niszczy nawet polski dubbing. Dobrze dobranych głosów słucha się naprawdę przyjemnie. W każdym momencie można też przełączyć się na oryginalne dźwięki i polskie napisy.

Ja tu jeszcze wrócę
Nawet dwóch przeciwników bywa w Preyu problemem. Wrogowie są szybcy i silni, choć niezbyt liczni - dzielą się na raptem kilka typów, w rożnych wariacjach

Piszę tę recenzję we wtorkowe popołudnie. Po weekendowym maratonie, poniedziałkowej zarwanej nocy i dzisiejszym porannym kończeniu gry, jeszcze przed wyjściem do pracy. Mało który tytuł potrafi mnie aż tak wciągnąć, do mało którego po napisaniu recenzji też wracam. Tutaj natomiast brak trybu New Game + jest dla mnie ogromną wadą, bo Talos I chętnie bym ponownie odwiedził na jakichś lekko zmienionych zasadach. Cóż, może po jakimś patchu? A może i bez niego, dla odmiany w skórze pani Morgan Yu, celując w inne zakończenie historii? Bo na Talos I wrócę na pewno.

ZAGRAĆ?
TRZEBA
5.0

22
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
9 Komentarze
13 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ZeusEx
Użytkownik

Zagrałem w demo ale wynudziłem się przepotwornie i odpuściłem po pół godziny. Za mało, żeby ocenić grę ale wystarczająco, by odnieść wrażenie. A moje wrażenie było takie, jakbym grał w FPP sprzed dwóch dekad, tylko z lepszą grafiką. Monotonna scenografia, idziesz po nitce do kłębka po drodze zbierając masę notatek i walcząc kluczem z wyskakującymi z nienacka owocami jakiś eksperymentów. Może gra wcale nie jest taka świetna, a może ten typ gier już do mnie nie przemawia…

enteriusz
Użytkownik

Niestety, ale demo na konsolach to antyreklama tej gry. Walka na padzie w tej grze jest bardzo męcząca. Sam początek wybrany do dema, to też nie najlepszy pomysł. Za to pełna wersja na PC oczarowała mnie do tego stopnia, że nie mogę się oderwać. Jeśli podobał ci się pierwszy Bioshock lub SystemShock, to będziesz zachwycony.

ammarmar
Użytkownik

Nie wiem, jak wygląda demo, bo na PC nie było, ale ta gra to nie jest strzelanka. To raczej coś w stylu gier Deus Ex, gdzie metoda na Rambo kończy się szybką śmiercią albo szybkim wystrzelaniem amunicji (i szybką śmiercią). Tutaj trzeba kombinować – może zamiast wypaść na wroga ze strzelbą na hura, lepiej będzie użyć Gloo Guna by dostać się na drugie piętro, skąd jest lepszy widok, następnie rzucić przynętę, dzięki której wróg wlezie w korytarz, gdzie jest rura z łatwopalnym gazem. Jeden strzał w rurę i wróg smaży się. Albo może lepiej użyć Recycler Charge (takiego granatu, co… Czytaj więcej »

TurboGad
Gość
TurboGad

Co do hakowania – akurat poziom 2 uważam za najtrudniejszy ze względu na przydział czasu. Zabezpieczenia wyższego poziomu mają więcej etapów i więcej czasu, ale jest go jakby nieproporcjonalnie (na korzyść gracza) więcej. Przynajmniej takie wrażenie odniosłem.

PS To, że recycler charge może nawet największe mobilne przeszkody usuwać to dla mnie wielkie zaskoczenie, trzeba będzie potestować…

lukaszsa
Użytkownik

Tak też to zauważyłem. Wkurzało mnie to, że poziom 2 jest trudniejszy niż 3 i 4.

Simplex
Użytkownik

Może na początku, ale tam są 2 schematy na krzyż i szybko nabiera się wprawy – ja hakuję wszystko co się rusza, włącznie z keypadami do których mam kod, właśnie po to żeby nabrać wprawy – nie mam żadnego problemu z hakowaniem (tyle że nadal tkwię na poziomie drugim, bo na razie nie widziałem potrzeby odblokowywania wyższych poziomów).

ammarmar
Użytkownik

A na czym grasz? Może padem jest łatwiej, na klawiaturze ta minigierka to horror.

Simplex
Użytkownik

Faktycznie gram padem.

Freszu
Użytkownik

Hurraa, pierwsza zachodnia gra “triple-a” w tym roku, którą się jaram. Talos na gameplayach wygląda niezwykle przemyślanie, każdy pracownik stacji (żywy czy martwy) ma jakąś historię i związki z innymi. Widać, że Arkane nie kombinowało i nie wykraczało poza koncept gry samej w sobie. Najwyraźniej, udanie połączył pierwsze Bioshocki (szczerze, te nie przypadły mi do gustu) z Dishonored. Gaaah, chcę dostać paranoi od wszechobecnych mimików.

ammarmar
Użytkownik

Właśnie to, że każdy pracownik stacji ma imię, nazwisko i historię jest świetne. Ja np. przemieszczając się na zewnątrz stacji znalazłem zwłoki jakiejś kobiety. Potem chodząc po stacji znalazłem nagranie, w którym właśnie ta osoba stara się skontaktować ze swoim przełożonym, mówi, że wszystkie śluzy są zamknięte, ona nie może się dostać do środka a kończy się jej powietrze. W ogóle, jednym z “achievementów” jest odnalezienie każdego z osobna pracownika stacji (żywego lub martwego). Niby każdy ma nadajnik pomagający w jego wyśledzeniu, ale i tutaj pojawiają się niespodzianki 🙂 BTW, mimiki to jeden z najbardziej wnerwiających wrogów, jakich w ogóle… Czytaj więcej »

enteriusz
Użytkownik

Warto też wspomnieć, że wersja PC jest dobrze zoptymalizowana i nie crashuje do windy. Na i5 4670 + 1060 6GB + 12 GB RAM mam stałe 60 kl/s w FHD/Ultra. Po Dishonored 2, który tuż po premierze wywalał co parę minut do pulpitu, to bardzo miła niespodzianka.

squirrelscanfly
Użytkownik

Po pierwsze, uwaga dla tych, ktorzy wahaja sie kupic pelna wersje po ograniu dema. Mialem te same odczucia. Z zadowoleniem stwierdzam jednak ze wszystkie problemy techniczne, takie jak synchro dzwieku i lag kontrolera na PS4 (to te najbardziej widoczne), zostaly w pelni usuniete. Gra sie naprawde przyjemnie. Gra wciaga, zyczylbym sobie wiekszej roznorodnosci wrogow i szybszego dostepu do lepszej broni. Walka kluczem na poczatkowym etapie rozgrywki potrafi skutecznie zniechecic, tym bardziej ze trafienie mimika za pierwszym razem to jak trafienie szostki w lotka. Interfejs moglby byc bardziej czytelny, szczegolnie lista przedmiotow i zarzadzanie nia. Jestem na w miare poczatkowym etapie… Czytaj więcej »

Redemptor
Użytkownik

Jeżeli masa mówi, że to cudowna gra, że podobna do okrzyczanego i wychwalanego po niebiosa przez nich Bioshocka i Dishonored to już wiem , że tego nie borę. Tymi rekomendacjami odnośnie Bioshocka i Dishonored zdołano mnie skutecznie odciągnąć nawet od dema, a co dopiero od pełnej gry :).

Simplex
Użytkownik

Nie podoba Ci się Bioshock, nie podoba Ci się Dishonored. Strach zapytać jakie gry Ci się podobają.

NightLord
Użytkownik

Szkoda że wizualnie znowu oberwało się PCtowcom na poczet wspaniałych konsol.

Simplex
Użytkownik

Jasne, zwłaszcza że wersja PC wygląda najładniej i ma efekty których na konsolach nie uświadczysz. Idź być PCMR gdzie indziej.

lukaszsa
Użytkownik

Przeszedłem. Polecam to naprawdę bardzo dobra gra jedna z najlepszych w ostatnich 5 latach. Klimat jest świetny. Fabuła okej. Gamepley majstersztyk tak jak i projekty poziomów. Jedyne do czego mogę się przyczepić to optymalizacja.

Simplex
Użytkownik

Zgadza się, optymalizacja na konsolach jest słaba, ale to może być częściowo wina slabego procesora, choć z drugiej strony na PC gra działa w jakości konsolowej w 1080p i 60fps na Pentium G za 250zl i GeForce 1050 za 500zl. Przypomina tym pierwszy Dishonored który na pc działał świetnie.

lukaszsa
Użytkownik

Mówiłem o optymalizacji na PC.

Simplex
Użytkownik

A co Twoim zdaniem jest nie tak z optymalizacją na PC?

http://www.eurogamer.net/articles/digitalfoundry-2017-prey-runs-beautifully-on-pc

trackback

[…] na te wszystkie pochlebne recenzje „Prey” (ok, głównie na tę) i oczy przecieram. Bo nudny i odtwórczy „Prey”, w którego wbiłem już ze 12h (How Long To […]

trackback

[…] некоторых это может быть настолько не логична, как… „Prey” в названии последнего Preya. А Bethesdzie пригодится прозрачный контакт с будущими […]