Zmien skórke
Logo Polygamii

Poza granicami dobra i zła, czyli... w punkcie zero

Microsoft stawia na dziś, Sony na jutro, a Ubisoft składa trudne do pokrycia obietnice.

Fakty są takie, że Beyond Good & Evil 2 będzie mieć więcej wspólnego z No Man’s Sky niż z pierwszą grą. I naprawdę warto już teraz zacząć trzymanie kciuków, by porównania kończyły się na rozgrywce. A nie na rozbudzonych nadziejach, odwlekanej premierze i złamanych obietnicach. Bo widzicie, ta gra jest na samym początku swojej drogi na nasze dyski twarde.

Na samiutkim, samiuteńkim. Takim, gdzie idee często nie mają jeszcze jasnej formy. Ba, jak dowiadujemy się z The Verge, pokazywane prasie za zamkniętymi drzwiami na E3 demo było pełne elementów tymczasowych. Jakąkolwiek oprawę zmajstrowano dopiero na dwa tygodnie przed targami. Żaden system walki nie został jeszcze zaimplementowany, podobnie jak elementy narracyjne.

A Ancel recytację motta każdego wizjonera ma już za sobą.

Teraz mogę z całą pewnością powiedzieć, że zrobimy tę grę. Doprowadzimy to do końca. Mamy tę technologię.

Ciekawe co na to Sony. Pamiętacie jeszcze Wild? Zapowiedzianą w 2015 roku przez Ancela szalenie ambitną, prehistoryczną przygodę, w której jako szaman mogliśmy przejmować kontrolę nad zwierzętami w proceduralnie generowanym świecie? Sony jest jej wydawcą, a poza tym, że nie tytuł nie został skasowany, nic nowego nie wiemy.

Tymczasem Michel Ancel bierze się za kolejny gigantyczny projekt. Z pierwszych zapowiedzi BG&E2 wynika obraz gry, mającej ambicjami przebić nawet te niespełnione obietnice No Man’s Sky.

Z jednej strony ma to być gra o eksploracji kosmosu, odkrywaniu nowych planet i kultur. Z drugiej – RPG, w którym przejdziemy drogę od typowego przedstawiciela społecznych nizin do budzącego postrach w galaktykach kapitana pirackiej floty. A wszystko po to, by szukać przygód między gwiazdami samemu lub w coopie, ale zawsze w świecie współdzielonym (i współtworzonym) z innymi graczami.

Prawdziwe historie będą tworzyć grający ze sobą ludzie.

Ludzie pomogą też tworzyć samą grę. Przypominam, że autorzy zapraszają do społeczności Space Monkey, która ma być rodzajem inkubatora dla tego projektu. Projektu, którego ja nie potrafię ogarnąć rozumkiem.

Wolę rzeczy bliższe, konkretniejsze – mające w sobie więcej z faktu niż z obietnicy. Death Stranding jeszcze do tego etapu daleko, ale Shawn Layden z Sony Interactive America w rozmowie z The Telegraph stwierdził, że grał w kilka prototypowych poziomów. Czyli coś już jest. Ale…

Nie umiałbym wyjaśnić ci, czym ta gra jest.

Grunt – podobnie jak w przypadku BG&E2, że czymś tam jest, ale raczej warto uzbroić się w cierpliwość.

Bardziej podobała mi się inna zapowiedź Laydena, który choć nie zgodził się ze stwierdzeniem, że konferencja Sony została przyjęta dość średnio, to dodał bardzo ważne zapewnienie.

Gry, które pokazywaliśmy z przyszłoroczną datą premiery ukażą się w pierwszej połowie przyszłego roku. Mówimy tu więc o najbliższych 12 czy 13 miesiącach.

I to jest konkret, pokazujący, że Sony znów zamierza zawłaszczyć początek roku, tak jak niedawno zrobiło to z Yakuzą, Niohem, Nierem: Automatą czy Horizon Zero Dawn. Ważnym akcentem końcówki tego roku ma być premiera Gran Turismo Sport, a potem wiosną Spider-man, God of War czy remake Shadow of the Colossus? Chyba, że znowu zaczną się obsuwy…

Jeśli ich nie będzie, mocne tytułu na PS4 mogą odbić się czkawką Microsoftowi. Phil Spencer pokazując na swojej konferencji ponad 40 gier również postawił na konkrety. Na tytuły, które będą dostępne razem z Xboksem One X. Ja go za to szanuję, ale w rozmowie z Waypointem musiał się wytłumaczyć z braku mocnych akcentów, które utwierdziłyby graczy, że studia first party Microsoftu pełną parą pracują nad grami, które zerwą nam z łbów berety.

Nawet niedawno zakontraktowaliśmy rzeczy i pomyślałem “hej, z punktu widzenia PR łatwo mógłbym zmontować taki zwiastun, ale wiem, że gra nie wyjdzie przez następne dwa czy trzy lata, więc wolę tego nie robić”. Choć rozumiem, że niektórzy powiedzieliby wtedy “teraz widzę, że Xbox ma przed sobą przyszłość”.

To nie mógł być łatwy wybór. Jak pokazuje Michel Ancel i Ubisoft – czasy zwiastunów nieistniejących gier (ani kłamstw dot. obecności na E3) wcale nie minęły. Ale cieszy mnie, że z roku na rok coraz więcej w Los Angeles konkretów. Nawet jeśli przez to targi niekoniecznie elektryzują wszystkich obecnie tak samo jak kiedyś.

Maciej Kowalik

2
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
1 Komentarze
1 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Rif-
Użytkownik

Brzmi bardziej bajkowo niż Star Citizen. Zaraz się okaże, że Space Monkey, to będzie jakaś wielka zrzuta, by projekt mógł zacząć powstawać.

s.p.
Użytkownik

No ale przecież już sobie sami bili brawo na E3 po filmiku cgi więc na pewno sukces..