Zmien skórke
Logo Polygamii

ZapowiedziPierwsze (i ostatnie) wrażenia: Onechanbara: Samurai Bikini Squad

Pamiętam jak dziś, że reklamowano tę grę jako Devil May Cry w bikini, może właśnie dlatego szok, jakiego doznałem po …

Facebook Twitter Google Wykop

Pamiętam jak dziś, że reklamowano tę grę jako Devil May Cry w bikini, może właśnie dlatego szok, jakiego doznałem po włożeniu do napędu płytki z Onechanbara: Samurai Bikini Squad również zapamiętam na długo.

Od czego by tu zacząć? Na dzień dobry gra wita nas nieruchomym screenem z przesuwającym się w ślimaczym tempie tekstem, z którego ciężko jest cokolwiek zrozumieć. Ktoś jest potomkiem kogoś i jest duże prawdopodobieństwo, że jakaś zagłada grozi Ziemi… Wciskamy przycisk „skip”, minutę czekamy na wczytanie się poziomu i… tu następuje przysłowiowy opad szczęki.
 
Albo przeniosłem się w czasie w lata 90-te i właśnie odpaliłem mojego PSX'a, albo ktoś miał ogromna fantazję, porównując to do Devil May Cry. Ta gra nie wyglądałaby dobrze nawet na Wii na które oryginalnie wyszła, ale żeby zrobić port na Xboksa 360 i nie poprawić dokładnie nic? D3 Publisher, które wydało tę grę powinno się co najmniej wstydzić. Grafika wygląda fatalnie, brakuje jej jakiejkolwiek płynności. Kolory, tekstury, animacja… wszystko wygląda koszmarnie, do tego pojawiająca się co chwile plansza z napisem „Loading”, która skutecznie odbiera przyjemność z przechodzenia gry dalej.
 


 
Główna bohaterka – Aya, która w zamyśle miała być bardzo ponętna i sexy, a ubrana w skąpe bikini i piórkowe boa wygląda jak tania prostytutka z jeszcze tańszego clubu go-go. Mamy również możliwość grania Saki, młodszą siostrą Ayi. Różnica? Saki nosi znany wszystkim fanom serialu Sailor Moon ubiór marynarsko-szkolny. Wachlarz ciosów pozostaje ten sam.
 
Parę słów o walce. Nie ma tu nic nowego: cios mieczem, kopniak, skok i rzut nożem. Niby są jakieś dwa combosy ale i tak większość gry przechodziłem wciskając tylko X. Jeżeli chodzi o przeciwników, to są ich dwa rodzaje: zombie (w 5 odmianach ubraniowych) i wrony… Walczyłem również z dwoma bossami: pierwszy wyglądał jak czekoladowy pudding, który leżał tydzień na słońcu a drugi był 3-metrowym zombie w garniturze i okularach przeciwsłonecznych. Pokonanie obu na poziomie normal zajęło mi jakieś 30 sekund, co pokazuje dobitnie, że to gra robiona na Wii.
 
Sterowanie i kamera to kolejna rzecz godna pożałowania. O ile w testowanym przeze mnie niedawno Afro Samuraju kamera pracowała tylko w trybie invert, tak tutaj nie mamy nad nią żadnej kontroli. Ustawiona jest zawsze za naszymi plecami, co przekreśla jakiekolwiek szanse na przyjemność z grania w Onechanbara. Dodajcie do tego zacinanie się postaci na dosłownie wszystkim: niezniszczalnych ławkach, koszach na śmieci, butelkach, a otrzymacie całkowity obraz frustracji, jaką miałem podczas grania.
Nie warto pisać o muzyce, gdyż takowa nie istnieje. No, chyba że 3 nuty grane na gitarze elektrycznej można nazwać muzyką.
 


 
Wierzcie mi, próbowałem znaleźć jakąś pozytywną rzecz w tej grze, chociaż jedną i… znalazłem! Podczas wspomnianego wcześniej ekranu z napisem „Loading” mamy możliwość pogrania w mini gierkę, przypominającą stary Splatterhouse, w której kierujemy małym chłopkiem i zabijamy… zombie. Jest to zdecydowanie najlepszy element całej gry, niestety przy tysięcznym ładowaniu się planszy nawet to zaczyna nudzić.
 
Podsumowując ta gra to horror, ale nie taki horror jakiego chcieli producenci. Nudna historia, nieciekawe postacie, ohydna grafika. Negatywy można wymieniać godzinami. Osobiście odradzam grę wszystkim, a jeżeli już musicie ją kupić, to wybierzcie wersję na Wii. Może wtedy mniej się rozczarujecie.
 
 
Wojtek "qbar" Kubarek

Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
  Subskrybuj  
Powiadom o