Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjePhoenix Wright 3 – recenzja

DAWNO TEMU Phoenix Wright 3 to już trzecia odsłona przygód, doskonale znanego chyba każdemu posiadaczowi przenośnej konsoli Nintendo, prawnika (Defense …

Facebook Twitter Google Wykop

DAWNO TEMU

Phoenix Wright 3 to już trzecia odsłona przygód, doskonale znanego chyba każdemu posiadaczowi przenośnej konsoli Nintendo, prawnika (Defense attorney). Jak to często z takimi kontynuacjami bywa, kolejne odsłony bywają już nieco nużące i nic ciekawego nie wnoszą do rozgrywki, stanowiąc swego rodzaju dodatkowe misje, niekiedy dużo słabsze niż pierwsza część sagi. W przypadku recenzowanego tutaj tytułu nic takiego nie ma miejsca! Phoenix Wright 3 to doskonałe rozwinięcie i pewnego rodzaju ukoronowanie trylogii (w kolejnych częściach będziemy już kierować poczynaniami kogoś innego), trzymające genialny poziom części pierwszej. Ba! Można zaryzykować nawet stwierdzenie, że trójka jest najlepszym elementem z całej serii.

Tak naprawdę to tytuł ten stanowi swoistego rodzaju opowieść, a rolą gracza jest należyte rozkoszowanie się tym, co dzieje się na ekranie. A zdecydowanie jest czym się rozkoszować.

CO OCZY WIDZĄ ?

Oprawa graficzna jest genialna. Postacie zostały narysowane rewelacyjnie i każda z nich jest niesamowicie charakterystyczna. Oczywiście powracają starzy znajomi. Warto wspomnieć (dla osób, które nie grały w poprzednie odsłony, o ile takie są) że występujący w grze bohaterowie są bardzo zróżnicowani i bezproblemowo odróżnimy „wioskowego głupka”, od chłodnego geniusza. Ponadto oprawa graficzna jest raczej statyczna – przez ogromną część gry obserwujemy nieruchome lokacje, co jednak dodaje jej charakterystycznego “staroszkolnego” uroku.

CO USZY SŁYSZĄ ?

Muzyka jest świetna, doskonale oddaje to, co dzieje się na ekranie i zmienia się w zależności od naszego progresu. Każdy, kto grał w poprzednie części odnajdzie tutaj znajome kawałki. Do tego wprost rewelacyjnie oddano głosy (a raczej pojedyncze słowa) występujących w grze postaci. Bardzo często latające „Objectiony” spowodują uśmiech na twarzy nawet u największego wapniaka. Również pozostałe elementy dźwiękowe są bardzo charakterystyczne i przyjemne dla ucha.

 

NIE MA TO JAK SOBIE PODOTYKAĆ TU I TAM

Sterowanie wykorzystuje wszystkie możliwe aspekty DS’a. Grać możemy wyłącznie przy użyciu ekranu dotykowego, jak i używając tylko standardowych klawiszy. Jest to o tyle wygodne, że gra naprawdę wciąga i spędzimy nad nią wiele godzin. Urozmaicone sterowanie pozwala uniknąć zmęczenia, co jest z wiadomych względów nieocenione. W znacznym stopniu wykorzystywany jest też mikrofon, do którego w określonych momentach możemy krzyczeć różne rzeczy, co ma wpływ na podejmowane przez naszego bohatera czynności (jeśli nie chcemy zostać uznani za wariata to lepiej upewnić się, kto jest w pobliżu, gdy akurat zapragniemy użyć mikrofonu).

A TAK TO WŁAŚNIE SIĘ ODBYWA

Prowadząc potyczki na sali sądowej przyjdzie nam sterować nie tylko tytułowym Phoeniksem. W dwóch epizodach cofniemy się do przeszłości (wszystko jest powiązane fabularnie z wątkiem głównym i logicznie wyjaśnione – po prostu zapoznajemy się z aktami dawnej sprawy), gdzie pokierujemy losem nieżyjącej już (dla przypomnienia podam, że została zamordowana na samym początku pierwszej części) mentorki naszego bohatera – Mii Fey. Oczywiście to nie koniec niespodzianek, ponieważ w jednym z epizodów pokierujemy jeszcze kimś innym. Kim? Tego zdradzić nie mogę.

Gra ma niesamowitą wręcz fabułę. Pomimo, że składa się z 5 różnych spraw to wszystkie one są w pewnym sensie ze sobą powiązane, o czym dowiadujemy się w ostatnim epizodzie. W dodatku samo zakończenie, a także rozwiązanie wszystkich wątków (poznajemy tajemnice niewyjaśnione w poprzednich częściach sagi!), jest dosyć zaskakujące (w trakcie gry, gdy coraz bardziej zbliżamy się do końca możemy się już domyślać pewnych rzeczy, aczkolwiek przez mniej więcej połowę rozgrywki wszystko spowija otoczka niepewności).

MR GODOT

Naszym głównym przeciwnikiem jest oskarżyciel Godot. Jest to postać bardzo wyrazista, w dodatku skrywa pewien sekret i wyraźnie lekceważy Phoeniksa. Po trochę śmiesznej i udziwnionej Franciszce von Karma z części drugiej (jej fani na pewno się ucieszą, ponieważ wraca na chwilkę również teraz – ja się nie ucieszyłem), postać Godota przyjąłem z dużo większym respektem. Co prawda muszę przyznać, że początkowo wydał mi się on trochę zbyt udziwniony, ale szybko zmieniłem zdanie. Nie budzi on w nas może takiego respektu jak oskarżyciele z części pierwszej, tj. legendarny Manfred von Karma czy też jego uczeń (i przyjaciel Pheoniksa) Miles Edgeworth , ale zdecydowanie ma charakter, co ujawni się w trakcie rozgrywki, a zwłaszcza podczas zakończenia.

ESENCJA

Na pewno już zdajecie sobie sprawę, że w Trials and Tribulations bardzo wiele jest nawiązań do poprzednich części. Gra oczywiście stara się tłumaczyć kto jest kim (zwykle odbywa się to w kilku zdaniach, na zasadzie przypisów), ale jest to opis na tyle lakoniczny, że można się z niego dowiedzieć jedynie fragmentarycznych zarysów. Dlatego też, aby w pełni rozkoszować się częścią trzecią powinniśmy ukończyć poprzednie przygody, których bohaterem jest Phoenix Wright. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że jest to konieczne, aby przeżyć odpowiednio całą historię i wystawić tej grze taką notę na jaką z całą pewnością zasługuje. Pozbawieni wspomnień związanych ze wcześniejszymi odsłonami nie dostrzeżemy wielu smaczków, a także nie zrozumiemy wszystkich wątków, co na pewno przełoży się na wrażenia płynące z gry.

Sama rozgrywka stanowi to, co każdy fan tej serii doskonale zna. Najlepsza zabawa ma miejsce na sali sądowej, gdzie naszym zadaniem jest odkrywanie sprzeczności w zeznaniach poszczególnych świadków. Jest to dosyć proste i polega na zaprezentowaniu w odpowiednim momencie dowodu, który przeczy temu, co dany świadek mówi. Zła prezentacja kończy się jednak brutalnym skarceniem przez sędziego. Zbyt wiele takich błędów = game over. Dowody gromadzimy przed procesem (lub w przerwach między kolejnymi posiedzeniami sądu), prowadząc dochodzenie, tj. rozmawiając z występującymi w grze postaciami oraz zbierając je podczas przeszukiwania kolejnych lokacji. Nowością, którą wprowadziła poprzednia część, są tzw. Psyche Locks, czyli pewnego rodzaju blokady poszczególnych osób, które musimy złamać, aby odkryć głęboko skrywane sekrety.

To, co uderza to doskonały humor oraz genialne dialogi. Słowne potyczki na sali sądowej pomiędzy Phoeniksem a Godotem są najwyższej próby. Zabawni bywają także sędziowie, którzy mało kiedy orientują się co się dzieje. Tworzy to niesamowity klimat, który nie pozwala oderwać się od ekranu przez naprawdę wiele godzin.

 

Przed nami pięć epizodów. Pierwszy tradycyjnie jest swego rodzaju tutorialem i wprowadzi każdego w system rozgrywki. Kolejne są coraz bardziej skomplikowane i wymagają od nas intensywnego myślenia oraz niejednokrotnie ostrego kombinowania. Nie ma się jednak czego bać, bo jeśli tylko potrafimy kojarzyć fakty to na pewno damy sobie radę. Ostatnia sprawa jest jednak w moim odczuciu zbyt długa i trochę za mocno przegadana (przez wiele minut tylko przewijamy dialogi), zwłaszcza że najlepszym rozwiązaniem jest skończenie jej za jednym podejściem (inaczej możemy zapomnieć o wielu smaczkach), co zajmie wiele godzin.

Gra jest dosyć długa (do czego to doszło, że gry na konsole przenośne są dłuższe od tych na sprzęty stacjonarne?) i w zależności od ilości podejść do danej sprawy czas rozgrywki wyniesie przynajmniej kilkanaście godzin (min. 15h) lub też sporo więcej (jeśli ktoś nie będzie sobie radził). Istotne jest to, że tytuł ten trzeba rozsądnie sobie dawkować, tzn. każdy epizod powinno się kończyć albo podczas jednego posiedzenia lub też robiąc niewielkie przerwy (a więc granie godzinę co dwa dni zdecydowanie odpada). Jest to konieczne nie tyle po to, aby doskonale się bawić, ale do tego, by pamiętać co i kiedy się działo, jakie dowody w danej sprawie są istotne oraz jakie informacje zawierają. Bez tego ukończenie gry może być po prostu niemożliwe.

EPILOG

Podsumowanie zacznę od tego, że końcówka 2007 roku z całą pewnością należy do przenośnej konsoli Nintendo. Po fenomenalnej Zeldzie przyszedł czas na równie dobrego Phoeniksa, którego najnowsza odsłona to doskonała kontynuacja i idealne zwieńczenie całej trylogii. Wszystko w tej grze jest na bardzo wysokim poziomie, a czas jaki przy niej spędzimy, więcej niż zadowalający. W moim odczuciu tytuł ten jest równie genialny, co pierwsza część, która stanowi jedną z najlepszych gier na DS’a (i na wszystkie inne konsole), toteż ocena nie może być inna niż ta, jaką widzicie poniżej. Zdecydowanie polecam każdemu.

 

Przemysław Sołtysiak

Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
  Subskrybuj  
Powiadom o