Zmien skórke
Logo Polygamii

Odpuściłem główny wątek w The Evil Within 2, bo wolałem porobić zadania poboczne

No hej, jak wiele horrorów je miało?

Umówmy się, że granie w horrory na targach wypada trochę bezpłciowo. Nawet jeśli robisz to w zamkniętym pomieszczeniu, zbyt wiele bodźców zewnętrznych odwraca Twoją uwagę od tego, co naprawdę wyróżnia ten gatunek. Oprócz mnie, w The Evil Within grało jeszcze kilkunastu dziennikarzy. Pecety buchały gorącym powietrzem, a prowadzący pokaz nerwowo zerkał na zegarek, bo to była ostatnia godzina jego pracy w Kolonii. Dostaliśmy na początek kilka informacji: gramy niecałą godzinę, do dyspozycji mamy dwa połączone rozdziały scenariusza, możemy skupić się w grze na czym tylko chcemy. Podjąłem zatem nietypową decyzję.

Przede wszystkim – kolejne dzieło Shinjiego Mikamiego u podstaw bardzo przypomina pierwowzór. Fabuła kontynuuje historię Sebastiana Castellanosa, choć jej fundamenty skumacie nawet bez odrobienia pracy domowej (poza tym nie była to żadna wyżyna literacka, przyznajmy), kamera śledzi jego ramię w identyczny sposób, liniowe segmenty straszą podobną nerwówką, a inspiracje po raz kolejny zaczerpnięto chyba z każdej możliwej strony. To postmodernistyczny, horrorowy koktajl. Kontynuacja nie zamierza najwyraźniej dziwnego uroku serii w żaden ryzykowny sposób zmieniać.

Pierwszy z rozdziałów z braku laku porównałbym charakterem do Outlasta 2. Chwilę po klimatycznym rozpoczęciu na ekran wpada maszkara z kilkoma głowami i piłą motorową przymocowaną do dłoni, która przywodzi na myśl “Krąg”, czwartego Residenta i Silent Hill jednocześnie. Pisałem, że jest dziwnie. Ucieczka przed nią jest takim nietypowym samouczkiem (bo najmniejsza pomyłka kosztować Was będzie śmierć) i w normalnych warunkach przyprawiać musi o przyjemne dreszcze. Czuć w tym japońską rękę. Chwilę później przemęczymy się przez kilka przeciętnie odegranych dialogów i voila – otwiera się przed nami The Evil Within 2.

W przenośni, ale i dosłownie. Psychodeliczna wioska z wizualnymi atrakcjami rodem z “Incepcji” jest pierwszym (nie jedynym) rozległym kawałkiem terenu. Można ją przeciąć chybcikiem, uciekając od każdego napotkanego potworka, by nie tracić cholernie cennej amunicji i nie dawać reżyserowi powodów do złowieszczego śmiechu – bo nie przesadzał z poziomem trudności – lecz dookoła kusi zbyt wiele atrakcji. Radyjko Sebastiana odbiera jeszcze kilka innych sygnałów prowadzących do wydarzeń pobocznych. Czując oddech prowadzącego na karku, wolałem się trochę powłóczyć po okolicy, niż pędzić do kolejnej wypełnionej spoilerami scenki przerywnikowej.

Trudno o efektowny horror w otwartej przestrzeni. Mikami z taką formułą eksperymentował już w wielu fragmentach “jedynki”, niemniej teraz daje odbiorcy wyraźne ostrzeżenie, że jeśli ten gnał będzie tylko od punktu do punktu, nie tylko utrudni sobie rozgrywkę, ale także ominie jedną trzecią dreszczykowych smaczków. Jak białą panią-zombie, stojącą pod jedną latarnią i charczącą niczym Klikacze z The Last of Us – całkowicie nieruchomą, dopóki nie podejdzie się za blisko. Albo “zglitchowaną” chatkę (w razie czego wolę tego nie tłumaczyć, bo może akurat gracie w pierwowzór) czy milutką umarlako-skradankę na dachu jednego z budynków. Odnoszę wrażenie, że prawdziwy błysk The Evil Within 2 będzie właśnie skryty w mozaice takich drobnych momentów.

A gdy lecimy do przodu, jest dość tradycyjnie. Trochę strzelania, trochę jump-scare’ów, mnóstwo krwi, zbyt blisko ustawiona kamera, by z łatwością nawigować po wąskich korytarzach i całe zaplecze poronionych pomysłów, które mocno zepsują sen naszemu Patrykowi (co horrory uwielbia, ale woli w nie nie grać). Wstępnie jestem bardzo zaintrygowany. Do tematu powrócę po 13 października, gdy drugą przygodę biednego Sebastiana będę znał już na wylot.

Przeczytaj także:

Pod tagiem Prosto z GC 2017 znajdziesz nasze wrażenia z innych ogrywanych i oglądanych w Kolonii gier.

Adam Piechota

Więcej na temat:

4
Dodaj komentarz

Login by skomentować
1 Komentarze
3 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
indeed
Użytkownik

Gra ma te kretyńskie czarne paski na górze i na dole ekranu, jak jedynka, czy może tym razem udało się ją zoptymalizować, żeby wyciągała 30 fps bez takich żenujących sztuczek?

kamil950
Użytkownik

W The Evil Within przynajmniej chyba na PC, One, PS4 po jakiejś aktualizacji da się wyłączyć te paski na górze i dole ekranu (tylko gra wtedy chyba trochę obniża jakieś “ustawienia” grafiki przynajmniej na konsolach, ale też być może ma mniej czy mniejsze spadki płynności animacji).