Zmien skórke
Logo Polygamii

Nintendo chyba coraz bardziej podoba się wysysanie z graczy kasy za karnety na dodatki

Następne po Breath of the Wild jest nowo-stare Fire Emblem Echoes: Shadows of Valentia. Z wielkim karnetem na kilka DLC, które będą dostępne chwilę po premierze...

Myśleliście, że karnet na dodatki* dla The Legend of Zelda: Breath of the Wild to wyjątek potwierdzający regułę? Że Nintendo pod tym względem nie zacznie gonić konkurencji? W przypadku Linka, jak dowiedzieliśmy się podczas majówki (a ja dopiero dzisiaj, gdy przestała boleć głowa), wcale ten cały skok na ładną kasę nie wyszedł jakoś rewelacyjnie – pierwsze DLC trochę rozczarowuje. Ale nadal warto przypominać dodatki do Mario Kart 8, bo tam Nintendo pokazało pazur. Niemniej, wiem, odlatuję od tematu.

Odpowiedź na zadane początkowo pytania to, rzecz jasna, rezolutne “nie”. W tym miesiącu do sklepów trafia Fire Emblem Echoes: Shadows of Valentia, wymuskany remake wcześniej niedostępnej po naszej stronie świata drugiej odsłony Fire Emblem. Gra sama w sobie “gigantyczna”, jeśli wierzyć słowom Wielkiego N. Ale najwyraźniej każdego kolosa można jeszcze jakoś powiększyć.

fire emblem echoes kolI oto, proszę – karnecik za 45 dolarów. Zapewniający dostęp do pięciu rozszerzeń. Z których cztery trafią do gry w trakcie pierwszego miesiąca. A zatem są gotowe od dawna i wycięte tylko dla dodatkowych profitów. Trochę bonusowych lochów, mnóstwo bonusowych przedmiotów, a nawet fabularny prolog (rozszerzający trochę kontekst). DLC można dokupić osobno, oczywiście, albo ZAOSZCZĘDZIĆ w pakiecie.

Ale… czy na pewno będziecie tego chcieli? Bo ja (na pewno) nie. Dołączając kilka lat temu do obozu Nintendo, chwaliłem sobie wierność wobec całej tradycji – pełne, dopracowane produkcje od razu w dniu premiery. DLC do tej pory bywało wyłącznie wisienką na torcie, nie jednym z głównych punktów strategii. A tymczasem osoba wtajemniczona (a zatem taka, która wie, że Fire Emblem bezwzględnie bierze się w dniu premiery, bo potem jest tylko trudniej), zapłaci 19 maja 159 (wydanie standardowe) lub 359 złotych (wydanie kolekcjonerskie z Amiibo) za swoje Shadows of Valentia, a i tak stanie przed dylematem – czy wykładać jeszcze jedną stówę, by zobaczyć wszystko, co przygotowali deweloperzy?

Niefajnie, Ninny. Zwłaszcza że jestem już niemal pewny – “season pass” towarzyszyć będzie każdej istotnej waszej premierze.

Adam Piechota

*jakiś czas temu ustaliliśmy w redakcji, że “karnet na dodatki” to jedyne poprawne tłumaczenie terminu “season pass”, więc będziemy się tego trzymać. Pozdrawiamy hejterów

Więcej na temat:

2
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
2 Komentarze
0 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Sevven
Użytkownik

Podziękować możemy jedynie ludziom, którzy kupują takie bzdety.

makimura
Użytkownik

Póki to są tylko jakieś bonusowe lochy czy predmioty, to jest ok. Byle by nie trzeba było płacić za zakończenie gry jak w przypadku Prince of Persia z 2008. Kto chce, ten kupi, kto nie chce to nie. Podstawowa wersja gry to będzie i tak minimum kilkadziesiąt godzin gry. Ja zawsze po ukończeniu fabuły i paru pobocznych zadań w Fire Emblem byłem znudzony i nie miałem ochoty grać dalej, więc już wiem, że te dotatki nie są dla mnie.