Zmien skórke
Logo Polygamii

PublicystykaNajpierw kochasz, a później zjadasz – losy serii Oddworld

Dzisiaj wyjątkowo zjem kanapki z samym serem.

Facebook Twitter Google Wykop

SZASZŁYK Z MUDOKONA

Przechowywać w temperaturze od -2°C do 0°C. Po otwarciu spożyć w ciągu najbliższych 24 godzin. UWAGA! Może zawierać śladowe ilości orzechów arachidowych oraz włosów. 

Pomysł na Oddworlda powstał ponad dwie dekady temu w głowie Lorne’a Lanninga, szarego pracownika firmy Rhytm and Hues zajmującej się produkcją efektów specjalnych dla wytwórni 20th Century Fox. Praca w branży filmowej mu się podobała, ale pewnego dnia odkrył, że growe medium pozwoli mu na więcej. Zaproponował więc pracodawcy, by stworzyć „coś interaktywnego”. W tamtych czasach na współpracy z Hollywood zarabiało się konkretne pieniądze, ale gry dopiero raczkowały. Nawet najwięksi giganci (jak obecnie Black Ops 4) nie mieli możliwości ścigania się z branżą filmową o najlepszy weekend otwarcia. Nikt poza Lanningiem nie chciał więc pakować się w niepewny interes.

Po dwóch latach wiercenia dziur w brzuchach szefostwa, developer przekonał ostatecznie do swojej wizji jedną z koleżanek – Sherry McKennę. Postanowili porzucić wielki koncern zanim jeszcze indie stało się modne i założyli Oddworld Inhabitats. Jak na debiutantów, do tego nie mających do tej pory większego obycia z grami, duet miał całkiem spore ambicje. Jeszcze zanim Abe’s Oddysee trafiło na rynek, developerzy obiecali powstanie pięciu części. Co do dzisiaj się nie udało.

Szyneczka z babuni

Otwierające serię Abe’s Oddysee zabrało nas do Rupture Farms – fabryki mięsa zarządzanej przez rasę złych glukkonów pod przywództwem Mollocka, przedstawiciela kartelu Magog. Glukkoni to przede wszystkim ucieleśnienie drapieżnego kapitalizmu – podprogowy przekaz jest tu mocno wyczuwalny. Przedstawiciele kartelu to pozbawione górnych kończyn istoty – rączki odebrała im ewolucja. Naukowcy już dawno odkryli, że z biegiem czasu natura odbiera/przekształca u organizmów niepotrzebne im części. Glukkoni natomiast rąk nie potrzebowali, bo do ciężkiej pracy wykorzystywali tylko innych.

By mieć ręce do pracy, zniewolili wykluwających się z jajek trójpalczastych (*) mudokonów. To oczywiście niejedyne istoty zamieszkujące poza nimi uniwersum Oddworlda – ale dylemat był podobny do ściągania mieszkańców Afryki do kolonii w Ameryce. Wytrzymałość i poddańczość. Pracownicy Rupture Farms rodzą się jako niewolnicy, a objawy logicznego myślenia likwiduje się przy pomocy znajdującego się w automatach piwa SoulStorm. Właśnie od nazwy tego uzależniającego napoju wywodzi się podtytuł zaplanowanej na kolejny rok ulepszonej wersji Abe’s Exoddus.

Gdzie pracują mudokoni? Zasilają wszelkie gałęzie przemysłu, a Oddysee skupia się na losach pracowników fabryki mięsa. Mają za zadanie przerabiać inne zamieszkujące uniwersum istoty na smaczne posiłki. Pech chciał, że to mudokoni zostali obdarzeni przez naturę najsmaczniejszym mięskiem…

Krytyka krwiożerczego kapitalizmu…

Gdy nawet sanepid się boi

Koncern odkrywa to jednak dopiero w momencie kryzysu. Ekspansywna polityka i kurczące się złoża żywca wszelakiego sprawiają, że nie ma już czego mielić. Zawsze można jednak (ach ten paskudny kapitalizm) wykorzystać w roli surowca pracowników, przeprowadzając przy okazji redukcję kosztów. Pech chciał, że plan zarządu odkrywa jeden z mniej opitych trunkiem pracowników – Abe (**).

Nasz rewolucjonista (dawniej przykładny pracownik roku) jest niezwykły, gdyż posiada zdolność chwilowego przejmowania kontroli nad innymi istotami. Przed wyzwoleniem swojego ludu nie powstrzymają go wstrętne sligi ani ogromne zaniedbania pracodawcy w temacie BHP. Chyba, że prędzej podda się gracz…

Tak, nietrudno się tu poddać. Abe’s Oddysee wymaga sporych pokładów cierpliwości. Ginie się tu od wszystkiego ze względu na brak paska zdrowia. Pierwsze zgony zalicza się po natrafieniu na pierwszą minę – do rozbrojenia wystarczy jeden przycisk, ale trzeba wcisnąć go w momencie, gdy bomba błyśnie na zielono. Ciut trudniejsze niż typowe „wciśnij A”. Innym zmartwieniem są wspomniane sligi, czyli pochodzące z podmokłych terenów ślimakopodobne istoty, wyposażone przez glukkonów w mechaniczne kończyny i broń do patrolowania Rupture.

Abe nie umie atakować, ale może odwracać uwagę przeciwników rzucając mięsem czy przekradając się obok przysypiających na służbie a nawet przejąć na chwilę kontrolę nad strażnikami celem postrzelania lub załatwienia problemu przy pomocy rozmowy. Sporo narzędzi, ale i tak nie uchronią nas one przed częstymi zgonami.

… i prawdziwa kopalnia czarnego humoru.

Naszym zadaniem jest uratować w czasie zabawy jak najwięcej pobratymców, w czym pomagają proste komendy. I w zasadzie to stopień głupoty naszych podopiecznych jest najbardziej wpływającym na poziom trudności elementem gry. Do swoich podopiecznych trzeba mieć bowiem iście anielską cierpliwość i wydawać im kolejne komendy w taki sposób, aby przy okazji nie zrobili niczego głupiego. Bez wytrwałości trudno będzie odnieść sukces, ale w końcu dobry pasterz nie porzuca swoich „owieczek”.

Abe na Ekranie

Filmowa przeszłość twórców zobowiązuje, zatem w 1998 pokuszono się o egranizację Abe’s Exoddus. Muddokoni pod przymusem wykopują kości swoich zmarłych, by glukkoni mogli uwarzyć z nich piwo. Przy okazji bezczeszczą jednak święte miejsce i zapominają, że ze zmarłymi też da się zadrzeć –duchy przodków przyzywają Abe’a. Animacja została nawet zgłoszona do Oscara, ale nie przebrnęła przez eliminację. Otrzymała też nominację do muzycznej nagrody Grammy.

Od piwa głowa się kiwa

Po pozytywnych recenzjach, twórcy rzucili się do pracy i niespełna 9 miesięcy później wydali dodatek zatytułowany Abe’s Exoddus. Znów wściekle trudny, a przy okazji niezbyt rewolucyjny. Tym razem naszym celem jest powstrzymanie produkcji SoulStorma. Szybki rzut oka na etykietę zwiastuje przy tym, że jednym ze składników są sproszkowane kości mudokonów z pobliskiego cmentarza. Na podstawie dodatku powstała nawet krótkometrażowa animacja z Oscarowymi ambicjami (patrz: ramka). Gra była co prawda dłuższa od poprzednika, ale nie zawierała też zbyt wielu gameplayowych nowinek.

Przede wszystkim wprowadziła opcję zapisu w dowolnym momencie – jednym z głównych zarzutów względem pierwowzoru były oszczędne checkpointy. Do znanych z oryginału odmian ślepych czy chorych mudokonów dołączyły nowe. Jakby mało było problemów z poprzednimi, od teraz nasi podopieczni mogli się na nas dodatkowo obrażać i kręcić nosem nawet o krok od śmierci. Bez przeprosin ani rusz. Technologicznie była to jednak bardzo podobna gra i dalej można było oszukiwać, uciekając przed przeciwnikiem na inny ekran (***). Przewijanie wprowadzi do niej dopiero zapowiedziany na przyszły rok SoulStorm, stanowiący rozszerzenie Exoddus.

Palenie szkodzi

Lanning od początku mówił jednak, że Abe’s Exoddus nie wlicza się ona do obiecanych pięciu odcinków. Na premierę rzeczywistej kontynuacji pod tytułem Munch’s Oddysee trzeba było poczekać do kolejnej generacji konsol. Sprawy obrały niespodziewany obrót, gdy w 2001 roku do walki o konsolowy rynek włączył się Xbox. Oddworld Industries podpisało wtedy z Microsoftem umowę na wyłączność, a wyposażeni już w PS2 fani zapowiedzieli bojkot konsoli. Pomimo niezadowolenia graczy Munch zadebiutował ostatecznie dopiero na kolejnej generacji sprzętu Sony.

Poza trójwymiarem poznaliśmy w nim historię nowej rasy – gabbitów. A zwłaszcza wywodzącego się z nich Muncha, który, podobnie jak kiedyś Abe, zastanawia się, czemu jego plemię zaczęło znikać. Płuca gabbitów okazują się bowiem idealnym materiałem do transplantacji, co pozwala pokonać raka płuc. Bo pomimo braku rąk, glukkoni uwielbiają kurzyć wyjątkowo niezdrowe Lungbustery.

Formuła zabawy została nieco rozwinięta – spadł też poziom trudności. Na kolejnych planszach musimy zbierać minionki, dbać o ich bezpieczeństwo i wydawać im proste rozkazy (walka, otwieranie drzwi etc.). Sporo etapów wymaga współpracy między bohaterami (przełączamy się między nimi w trakcie gry). Jak na gatunek trójwymiarowych platformówek wciąż jest to rzecz szalenie unikatowa, ale nie zapada już tak bardzo w pamięci jak poprzedniczki, które sprawiły, że zwykle odruchowo wciskam do słowa Odyssey drugą literkę d.

Produkcja ostatecznie przypada graczom do gustu, jednak Lanning nie wspomina współpracy z Microsoftem zbyt dobrze. Decyzja o wyłączności okazała się błędem, bo wydawca próbował obniżyć twórcom budżet o 7 milionów dolarów. Lanning wykazał się wtedy jednak iście glukkońską przedsiębiorczością. Zwrócił się do Davida Perry’ego (znajomy z branży filmowej), który pomógł mu spreparować fałszywe demo na PS2, wykorzystane potem do szantażowania wydawcy.

Po nowemu, ale smacznie

Po reaktywacji studia wciąż czekamy na kilka projektów związanych z Oddworldem – choćby na porzucone parę lat temu Munch’s Exoddus (dodatek do „dwójki”). Innym projektem powierzonym Just Add Water jest Hand of Odd, które ma być RTSem. Niestety od 2013 roku nie ma na jego temat żadnych wieści.

Dobra sprzedaż New ‘n’ Tasty zachęciła twórców do odświeżenia też dodatku do pierwowzoru. Soulstorm zaplanowano na przyszły rok i ma być dużo mroczniejsze niż oryginał. Tak jak w remasterze „jedynki” pojawią się nowe lokacje i umiejętności, których nie udało się umieścić w pierwowzorze z powodu bardzo krótkiego czasu produkcji. Powstanie kontynuacji zależy natomiast od tego, czy twórcom uda się przyciągnąć do marki wystarczająco wiele osób.

Oczywiście wszystko było fałszywką, ale przestraszony takim obrotem sprawy Microsoft ostatecznie nieco ustąpił. Sprawa długo trzymana była w tajemnicy – Lanning przyznał się do fortelu dziennikarzom Giant Bomb dopiero w 2016 roku na panelu dyskusyjnym podczas E3.

Na branżowym zachodzie

Abe zainspirował wywołaną dla obalenia glukkonów rewolucję, ale w części trzeciej już się nie pojawił (podobnie zresztą jak jego najwięksi wrogowie). Wydane w 2005 roku Stranger’s Wrath utrzymało trójwymiarową konwencję, skręcają wyraźnie w kierunku shootera. Wbrew pozorom, taka nagła zmiana kursu… nie zraziła fanów do serii. Stranger to łowca głów, który zarabia na poważną operację. Wystylizowano go na rewolwerowca, a klimat mrocznego sci-fi zastąpiono parodią westernu.

Gra była chwalona nie tylko za świetne połączenie perspektywy pierwszo- i trzecioosobowej, lecz także wysoki (i podobnie jak w Munchu niefrustrujący) poziom trudności. Wizyty w saloonach, bijatyki, zlecenia na bandytów – brzmi jak shooter. Nie do końca jednak typowy, bo nasz heros w roli amunicji do swej kuszy wykorzystywał przede wszystkim napotykane po drodze owady. W zależności od gatunku przypominały w działaniu pociski do rakietnicy czy zwykłego pistoletu.

Oddworld znów był czasowym exclusivem dla Xboksa, ale rozczarowująca współpraca z Microsoftem sprawiła, że wydanie tytułu pozostawiono EA. Kolejny gigant również się jednak nie spisał – przez kiepską promocję sprzedano zaledwie 500 tysięcy kopii. Lanning oskarżając o fiasko EA ma zapewne sporo racji, bo 5 lat później, już bez pomocy dużego wydawcy, liczba sprzedanych kopii podwoiła się dzięki wydaniom na nowe platformy.

Seria podobnie jak mudokoni, padła ofiarą koncernów.

Pomimo początkowych obietnic wydania pięciu odsłon, na dzień dzisiejszy przychodzi nam niestety postawić kropkę już w tym miejscu. Oddworld Industries zostało bowiem rozwiązane tuż po premierze Stranger’s Wrath. Firma przekonała się, że pod skrzydłami wielkich wydawców od swobody twórczej liczą się zyski. Historia mocno przypominająca tę z pierwszego Oddworlda, nieprawdaż?

W 2009 roku, kiedy zaczęła się trwająca do dziś moda na indie, McKenna i Lanning postanowili wrócić. Swoją decyzję tłumaczyli właśnie wzrostem popularności cyfrowej dystrybucji, która upraszcza proces wydawniczy i ułatwia nieco trzymanie się z dala od „złych kapitalistów”. Na początek dostaliśmy porty na nowe platformy, a w 2014 roku odświeżone Abe’s Oddysee opatrzone podtytułem New ‘N’ Tasty. Temat „czwórki” wciąż jest raczej odległy (patrz: ramka), ale najważniejsze, że w świecie Oddworlda znów zaczęło się dziać. I to dobra prognoza na przyszłość – mam nadzieję, że już wkrótce taśmy produkcyjne Oddworld Industries opuści niejeden smaczny kąsek.

(*) W Abe’s Oddysee mudokoni posiadali czwarty palec, ale kanon zmieniono przy okazji dodatku. Problem pojawił się w Japonii, gdzie liczbę palców skojarzono z wywodzącymi się z niskiej klasy społecznej pracownikami fabryk z mięsem, którzy często tracili palce przy pracy.

(**) Imię bohatera to skrót od imienia biblijnego Abrahama, ojca narodu Izrael, co pasowałoby do fabuły Oddworlda. Rupture Farms pełni natomiast tutaj rolę Egiptu.

(***) Przewijany ekran wprowadził do serii dopiero New ‘n’ Tasty – remaster „jedynki” z 2014 roku.

5
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
2 Komentarze
3 Odpowiedzi
3 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
gsg
Użytkownik

Hello!
Follow me!
Wait!
*PIEEEEERD*
*FIUFIU*
*NOMNOMNOMNOMNOM*

Oddysee to była gra tyleż wspaniała, co parszywa. Sterowanie nie miało chyba kolejkowania akcji, co przy ślicznych, acz czasem długich animacjach, prowadziło do wielokrotnego powtarzania części sekwencji nie tylko przez brak paska zdrowia ale i przez fakt, że jeśli w łańcuchu działań coś wcisnąłeś za wcześnie, nie wydarzało się nic – albo wydarzała się seria z karabinu i wredny śmiech zadowolonego z siebie strażnika. Ale klimat, przepiękne animacje, udźwiękowienie, to może robić wrażenie i dziś, nawet w swojej pierwotnej wersji (rozdawanej swego czasu za friko).

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Oryginał >> remake
(przepraszam że skrótowo, spieszę się na lot)

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

“mudokonów. To oczywiście niejedyne istoty zamieszkujące poza nimi uniwersum Oddworlda – ale dylemat był podobny do ściągania mieszkańców Afryki do kolonii w Ameryce. Wytrzymałość i poddańczość.” Słowo “dylemat” wg. mnie tu nie pasuje, bo oznacza wybór binarny między dwoma opcjami: https://sjp.pwn.pl/sjp/dylemat;2555642.html “W Abe’s Oddysee mudokoni posiadali czwarty palec, ale kanon zmieniono przy okazji dodatku. Problem pojawił się w Japonii, gdzie liczbę palców skojarzono z wywodzącymi się z niskiej klasy społecznej pracownikami fabryk z mięsem, którzy często tracili palce przy pracy.” Miałem o tym kiedyś tekst w LAG-u oraz na Jawnych Snach. Link do tego drugiego: http://jawnesny.pl/2012/06/delikatna-kwestia-czterech-palcow/ Ogólnie całkiem okej artykuł.… Czytaj więcej »

gseed
Użytkownik

No właśnie pamiętałem ten fakt z LAGa. Ale nie pamiętałem, ze to Ty pisałeś :). Kurczę, szkoda ze LAG padł, było TO fajne. Niby to tylko zebrane i wydrukowane blogowe notki, ale forma robiła robotę.

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Ano ja.

Też żałuję, że LAG padł. Bardzo się w to przedsięwzięcie zaangażowałem. Artykuły z numeru trzeciego udało się odratować: http://jawnesny.pl/tag/jetlag/ 🙂