Zmien skórke
Logo Polygamii

PublicystykaNajdłuższa podróż była moją pierwszą

O powrotach.

Facebook Twitter Google Wykop

– Mogę popatrzeć? – pytałam często ojca, gdy wieczorami odpalał na komputerze jakąś grę. Jeśli się zgadzał – a zazwyczaj się zgadzał – to brałam sobie krzesło, stawiałam obok niego. On sam często grał bez krzesła. Tak jakoś wychodziło, że klęczał przy biurku, zamiast siedzieć.

Pewnego wieczora, gdy miałam jakieś 7, może 8 lat, ojciec włączył coś nowego.

– Więc pragniecie, żebym wam coś opowiedziała, prawda? – zapytała stara kobieta siedzącej na podłodze dwójki młodych ludzi. W kominku trzeszczał ogień, po przytulnej, naznaczonej historią izbie tańczyło ciepłe światło. Głos staruszki był sympatyczny, ale i przesiąknięty bezdenną melancholią.

– Opowieść ta, tak jak wszystkie dobre opowieści, zaczyna się tam, gdzie się kończy. W wieży… w królestwie, którego już nie ma.

Rozszerzają mi się oczy. Smukły, nagi mężczyzna o białej skórze dosłownie wisi w powietrzu. Wygląda jak prawdziwy. W muzyce i obrazie kryje się jakaś odwieczna tajemnica i niepokój, których nie mogę zrozumieć i uchwycić.

– O co tu chodzi, o co tu chodzi? – dopytuję ojca niecierpliwie.

– Zobaczysz.

Widzimy zgrabną dziewczynę w białej bieliźnie. Budzi się w jakimś dziwnym miejscu, które wyrosło mi przed oczami w akompaniamencie orkiestralnych smyczków. Niebo burzy się od kolorów; mieszaniny brudnego błękitu i żółci.

W oddali widzę skaliste, wykręcone w dziwne kształty wzgórza. Częściowo przykrywa je mgła. Piękna dziewczyna chowa twarz w dłoniach w geście zrezygnowania.

– Och, nie… Nie mówcie, że znowu śnię… Wiesz co, miło byłoby raz… jeden, jedyny raz… porządnie przespać całą noc. A nie budzić się z krzykiem o czwartej rano.

To kolejny słoneczny dzień w Newport

Być może tak prawdziwie zanurzam się w Najdłuższej podróży, gdy po raz pierwszy – już samodzielnie – wychodzę przed Hotel Graniczny i spotykam Corteza.

– Seniorita! – zaczepia mnie, gdy przechodzę obok. – Jak się dziś czujesz, piękna seniorito?

Mówi tym swoim męskim głosem, a ja czuję, że się rumienię; bo przecież w jakimś sensie on mówi do mnie. Czy wolę dzień upalny i słoneczny, tak jak dziś? A może zimny i deszczowy? Co sobie pomyśli o mojej odpowiedzi?

Jakiś czas później spotykamy się znowu w muzeum, a on chce wiedzieć, co widzę w obrazie. A ja przecież nie znam się na sztuce. Mówiąc szczerze, nie rozumiem nawet, gdzie głowa, a gdzie ręka, i czy na obrazie, na którym żłobią się jakieś niezrozumiałe dla mnie linie, jest jedna osoba czy dwie. Zanim wybiorę jakąś opcję dialogową, myślę intensywnie.

Moje pierwsze przejście miało miejsce w lipcu 2003 roku, gdy miałam 9 lat. Mogę to swierdzić z taką precyzją dzięki temu, że od przedszkola prowadzę pamiętnik. Gdy koleżanki przychodziły do mnie na nocowanie, sprytnie proponowałam, żebyśmy spędziły wieczór na graniu. A raczej, żebym ja grała, a one patrzyły. Jedna z nich też łyknęła tę magię; moja najlepsza przyjaciółka potrafiła siedzieć ze mną godzinami w wakacje jak byłyśmy jeszcze w podstawówce, patrząc jak gram. W sumie od tego czasu niewiele się zmieniło, bo wtedy też byłyśmy w stanie pochłonąć niebotyczne ilości śmieciowego jedzenia. No, może różnica jest taka, że mając te 9 lat nie widziałyśmy nic złego w siedzeniu do 4 rano i opijaniu się energetykami – w końcu był weekend. Jadłyśmy chipsy cebulowe, żelki Haribo, zamawiałyśmy pizzę pepperoni z jedynej słusznej piastowskiej pizzerii. Co tydzień urządzałyśmy sobie takie małe, dwuosobowe święto.

Moja najlepsza przyjaciółka potrafiła siedzieć ze mną godzinami w wakacje, jak byłyśmy jeszcze w podstawówce, patrząc jak gram w Najdłuższą podróż.

Prawda! Właśnie...

Chyba nie byłoby kłamstwem stwierdzenie, że Najdłuższa podróż to dla mnie synonim powrotów. Przez wiele lat korzystałam z tej samej kopii gry, zajmującej cztery płyty. Myślę, że ukończyłam ją spokojnie jakieś sześć razy. A może więcej? Nie mam pojęcia. Może to zabrzmi głupio, ale za każdym wracam do Stark i Arkadii w bardzo podniosłej atmosferze. Do dziś pamiętam, jak już w ostatniej klasie liceum znowu odpaliłam grę po kilkuletniej przerwie, po raz pierwszy jako trochę bardziej świadomy odbiorca. Było już późno, wszyscy w domu spali.

Zgasiłam światła, zamknęłam się w pokoju, na głowę założyłam słuchawki. Zachwyciłam się po raz kolejny. Gdy siedziałyśmy z Fioną w salonie, spijałam jej z ust każde słowo, kończąc za nią niektóre zdania na głos. Cieszyło mnie, że jest tak dużo opcji dialogowych, że mogę z nią rozmawiać dobrą godzinę. Opowiadała o różnych rzeczach – coś o seksie, o Emmie, o Zacku (którego nazwała skończonym, aroganckim fiutem) oraz o tym, że Mickey jest przykuta w piwnicy. Teraz rozumiałam, co miała na myśli mówiąc, że to dla niej kusząca wizja. Rozumiałam też już, że Mickey nie jest facetem, a żeńskie końcówki to żadna pomyłka.

Jak mam wyrazić słowami uczucia, które towarzyszyły ponownym przemierzaniu uliczek Newport czy odwiedzinom akademii sztuk pięknych, w której uczyła się April? Albo gdy rzeźba ożyła, a ja mimo że wiedziałam doskonale, że to zaraz nastąpi, i tak dałam się przestraszyć? Albo duszną, leniwą atmosferę kawiarni, w której leci jeden z najlepszych kawałków całej gry, „Dragon”, i to wcale nie autorstwa głównego kompozytora (a Tora Linløkkena)? Mam wrażenie, że są rzeczy, których nie jestem w stanie opisać tak, żeby oddać w pełni to, co chciałabym oddać.

Swoje poruszenie uzewnętrzniałam na przestrzeni lat na różne sposoby. Jako nastolatka napisałam opowiadanie na kilkanaście stron, które pod kątem fabuły do złudzenia przypominało Najdłuższą podróż, choć oszukiwałam samą siebie, że wcale tak nie jest. Zdarzyło mi się też rysować April, ale to już wiele lat poźniej, gdy moje rysunki przestały wyglądać nieproporcjonalnie i koślawie. I pomyślałam, że nawet jednym się podzielę, bo czemu nie.

Niestety, malutka, popęd na dziewczynki zniknął razem z moimi nogami

Gdzie się podziała ta magia w kolejnych grach? W którym momencie i dlaczego Ragnar Tørnquist ją stracił? A może tak naprawdę ten brakujący składnik to sentyment; silne odczucia z wczesnych lat, gdy jesteśmy w stanie odbierać rzeczy niezwykle intensywnie, bo to dla nas coś zupełnie nowego, pierwszego? Może gdybym usłyszała te dźwięki i wzięła myszkę w dłoń po raz pierwszy dopiero teraz, mając odbiór czysty i niczym nienaznaczony, stwierdziłabym, że nie ma w tej grze nic niezwykłego?

Bo dziś faktycznie jedna rzecz w pewnym sensie straciła swój urok. Kiedyś wydawało mi się, że Edyta Olszówka była idealna jako April. Teraz słyszę wyraźnie, że wielokrotnie musiała pracować na scenariuszu pozbawionym kontekstu, prawdopodobnie nie widząc nawet przed sobą obrazu. Zdarza jej się powiedzieć coś dziwnego, tonem zupełnie nie pasującym do sytuacji.

Mam jednak wrażenie, że mimo wszystko to i tak pozostaje naprawdę wybitna gra. I że takie będzie moje zdaje jak niedługo w nią znowu zagram. W April wraz z wiekiem mogłam coraz mocniej odnajdywać samą siebie. To naprawdę jedna z najbardziej ludzkich bohaterek, jakie dały nam gry wideo. Zoe wydaje mi się jej niepotrzebną iteracją – Tørnquist powinien był po prostu kontynuować opowieść z Ryan w roli głównej.

Ortografia na poziomie.

Problemy, jakich ona doświadcza w życiu codziennym, są niezwykle prozaiczne i realne. Presja jaką odczuwa w związku ze studiami, złożone relacje z rodzicami, poczucie wyobcowania, nagła wyprowadzka i start dorosłego życia. Osłanianie się przed nieszczęściem za płaszczykiem ironii i humoru. To również chyba jedyna gra, w której autentycznie czytałam od deski do deski pamiętnik bohaterki, bo autentycznie pogłębiał ten świat. Dopowiadał też to, czego jako gracz możemy się tylko domyślać, sygnalizując prawdziwe uczucia April wobec ludzi w jej życiu. Trochę na tym polega też wyjątkowość tej gry. Jakimś cudem udaje jej się być barwną, mroczną opowieścią opartą na wątkach fantastycznych, pozostając przy tym historią o traumie małej dziewczynki.

Niech Równowaga ma cię w swojej opiece

Moje wspomnienia nie zniknęły wraz z Bjørnem Arve Lagimem. Człowiek, który stworzył jedne z najpiękniejszych dźwiękowych kompozycji, zaginął w odmętach internetu. Co jakiś czas próbuję wyszukać jego nazwisko, ale niestety nie mam pojęcia, co się z nim dzieje. Czy żyje gdzieś na skarpie z widokiem na morze, ukryty przed ludźmi, popijąc whiskey? A może ślad po nim zaginął, bo po The Saga of Ryzom udało mu się odnaleźć portal do Arkadii, której niezwykłością oddychał i on, i jego muzyka? Chciałabym się kiedyś dowiedzieć.

Na zawsze zapamiętam pierwszy strach towarzyszący ujawniającej się żerlicy, której przestraszyła się nawet moja mama. Nie zapomnę lęku towarzyszącego pierwszemu skokowi, ani momentu, gdy Tobias wyprowadził mnie ze świątyni i pokazał tętniący życiem targ pełen dziwnych zwierząt i nachalnych kupców. Chętnie ponownie przeżyję poczucie spokoju i rozluźnienia, gdy uda mi się jeszcze raz wrócić do Stark po odwiedzeniu szalonego alchemika.

Doświadczę znowu przyjemności płynącej z konwersacji z Charliem, który ewidentnie czuje do mnie miętę. Rozbawienia przy rozmowach z Flipperem. Przyjaźni z niezastąpionym, wiernym Krukiem. Ale i niepokoju, gdy zauważę, że w Newport zrobiło się dziwnie cicho i pusto, a kawiarnia jest zamknięta; przecież nie powinna.

W grudniu minie 20 lat od premiery. Aż nie mogę w to uwierzyć. Zbieram się właśnie do kolejnego powrotu, bo znowu zatęskniłam. I coś czuję, że to nie ostatni raz. A za każdym razem będę oglądać Najdłuższą podróż w innym kontekście, przez soczewkę nowych doświadczeń, odkrywając w niej co i raz rzeczy zupełnie nowe i nieoczekiwane. I nie obchodzi mnie, że to zakończenie może brzmieć sztampowo – niech sobie brzmi na zdrowie.

27
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
9 Komentarze
18 Odpowiedzi
11 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Bartosz Witoszka
Użytkownik

Kompulsywne zakupy level “ponad wszelką miarę” :O Szkoda, że mam tyle pracy, bo pewnie od razu bym usiadł do grania :/
https://imgur.com/36k4rDF

ZmanieryzowanyTim
Użytkownik

Najdłuższa podróż to świetna gra, myślę że ta inwestycja spokojnie zwróci się z nawiązką.
… z sequelem może być trochę inaczej (Dreamfall: The Longuest Journey). Ja z jego powodu zawsze traktowałem część pierwszą jako jedyną słuszną, a na kontynuację patrzyłem bardziej jak na interesujący, ale jednak niepotrzebny dodatek.

@Tatiana – a jaka jest twoja opinia o trzeciej części? Bałem się ją trochę tknąć (gdyby okazała się bardziej rozczarowująca, niż dwójka, którą i tak trochę lubię), ale może to będzie ten impuls do działania.

Simplex
Użytkownik

Ja też bałem się grać w trójkę, mimo że wsparłem na Kickstarterze. Wg wielu recenzji jest najsłabsza. Na jej tle dwójka nei wydaje się taka zła.

Simplex
Użytkownik

Świetny, osobisty tekst. TLJ na zawsze w moim sercu, Aż mam ochotę przejść kolejny raz. Oczywiście z jedynym prawilnym dubbingiem – angielskim 😉 Tatiano, skoro tyle razy przechodziłaś grę po polsku, to zachęcam do przejścia dla odmiany po angielsku, jeśli nigdy w nie ukończyłaś gry w tej wersji. https://pcgamingwiki.com/wiki/The_Longest_Journey – jak widać wersja PC ma sporo problemów z kompatybilnością, ale na szczęście jest też wersja na iPada. W pewnym momencie chciałem bardzo zagrać ponownie w TLJ ale nie dałem rady uruchomić jej na PC, więc specjalnie jechałem 20 kilometrów za Kraków aby pożyczyć iPada od kolegi i w ten sposób… Czytaj więcej »

wombat
Użytkownik

Świetny, pisany od serca tekst. Na TLJ w czasach młodości się niestety nie załapałem – próbowałem nadrobić ileś lat temu, ale dość szybko zniechęciła mnie raczej archaiczna oprawa i mechanika. Co do ścieżki dźwiękowej, to kompletnie przyznaje Ci rację, że siła nostalgii musi rzeczywiście być porażająca. Szczerze i brutalnie (wybacz), ta cała ‘muzyka’ (a przynajmniej zalinkowane w tekście kawałki) to przecież maksymalnie generyczne loopy składające się z kilku sampli, brzmiące jakby zostały wyklepane w sekwencerze przez jakiegoś studenta w jedno popołudnie… Absolutnie nic co chciałbym usłyszeć więcej niż raz (a to i tak chyba za dużo…). Z drugiej strony absolutnie… Czytaj więcej »

gsg
Użytkownik

Ładne!

Totalnie rozumiem inspiracje do pisania własnych, zupełnie oryginalnych, wcale nie xerowanych przygód. W podstawówce, kiedy miałem fazę na Mortal Kombat, zaś na horyzoncie majaczyła premiera Tekkena 3 i prasa publikowała wielostronicowe zapowiedzi z opisem każdego bohatera i tego który z kim i o co ma kosę, miałem zeszyt ze swoją własną grą, pełną obrzydliwie narysowanych ludzików o imionach typu Henihachi, Mroczny Sokół Ninja czy Liu Lee, gdzie niemal każdy każdemu zabił mistrza, żeby był motyw do zemsty w boju. Gdzieś mi przepadł, niestety, a chciałem o nim na blogu przypomnieć w okolicy premiery ostatniego Mortala.

vicek83
Użytkownik

Cieszę się, że taki tekst trafił na Polygamię. Przyznam, że po ostatnich zmianach kadrowych pojawiało się tu coraz mniej materiałów, które byłyby mnie w stanie zainteresować. Zawsze postrzegałem ten serwis jako odrobinę alternatywny, dający szansę grom niezależnym i gatunkom niszowym, nieobecnym w mediach mainstreamowych. Zabolał mnie brak choćby imformacji o premierze Irony Curtain, jednej z najlepszych klasycznych przygodówek ostatnich lat (ponad 80% na Metacritic), w dodatku stworzonej przez polskie studio. Zmartwił mnie deficyt newsów i recenzji przygodówkowych. Na domiar złego z Polygamii zniknął eSzperacz, a promowanie blogów zdecydowanie wyhamowało. Miałem wrażenie, że serwis zaczął tracić własną tożsamosć i przestał wyróżniać… Czytaj więcej »

EgonBondy
Użytkownik

Jedna z pierwszych oryginalnych gier, jakie kupiłem. Po tym artykule nabrałem chęci na ponowne przejście 🙂

Kalrais
Gość

Najdłuższa Podróż… Jaka to była piękna gra. Przeszedłem chyba 3 albo 4 razy. Po raz pierwszy poznawałem patrząc bratu przez ramię podobnie jak twoja koleżanka. 🙂 Oczywiście tylko i wyłącznie polska wersja z Edytą Olszówką i Jarosławem Boberkiem, który tutaj daje prawdziwy popis! Arkadią byłem zafascynowany chyba tak samo jak główna bohaterka i odkrywanie jej tajemnic i zwyczajów, przedstawionych na tych pięknie malowanych tłach było niebywałą przyjemnością. Jedna z nielicznych fabuł w grach, które mnie rzeczywiście poruszyły, a następną była chyba dopiero To the Moon i chyba jedyna historia z motywem przejścia między światem fantasy i rzeczywistym, która mi przypadła… Czytaj więcej »

gseed
Użytkownik

A mi niedawno stuknęło 10 lat od przejścia TLJ. Gra zrobiła na mnie wówczas kapitalne wrażenie. I nie tylko dlatego, ze po prostu była świetna gra, ale była tez pierwsza przygodówka jaka przeszedłem. Jako konsolowiec nie miałem zbyt wiele do czynienia z PnC. Chciałem to zmienić i za namowa kolegi sprawdziłem właśnie Najdłuższa Podróż. Cóż, wciągnęło maksymalnie, ale jednocześnie sprawiło, ze już żadna inna przygodówka nie miała do niej startu, tak ze w tym gatunku wiele więcej nie nadrobilem. Jakoś 2 lata temu chciałem wrocic do tego świata i sięgnąłem po Dreamfall. Popełniłem mały błąd nie odświeżając wcześniej TLJ, z… Czytaj więcej »

3mortis
Użytkownik

Kurcze, przyznam ze nie gralem w najdluzsza podroz “premierowo” po latach znajac fenomen tej gry ogralem, przyznam ze chwilami szukajac w internecie tego czy owego, przyzwyczajony niejako do dzisiejszych gier gdzie czlowiek nie utyka szukajac kij wie czego kij wie gdzie… (kaczuszka i klucz… no #$%@#) I pamietam tez jak bardzo sie zawiodlem kiedy dreamfall i chapters okazaly sie… rozczarowujace co najmniej… WHOA, fajna gra, fajnie ze przeszlem, a teraz jeszcze tyle historii do eksplorowania… a tu takie meh 🙁 Niby czlowiek wiedzial a jednak troche sie ludzil jak to mowi znany mem chociaz dzis mysle ze life is strange… Czytaj więcej »