Zmien skórke
Logo Polygamii

PublicystykaLista prezentowa dla zapominalskich – komiksy, książki i gry

Iga, Asia i Igor polecają.

Facebook Twitter Google Wykop

Na pewno są wśród Was spóźnialscy, którzy jeszcze nie kupili prezentu – ta lista jest dla Was. Zamiast jednak stosować klasyczny podział “najlepsze prezenty dla niego/niej”, postanowiliśmy wybrać prezenty po prostu dla graczy. Oto nasze propozycje książek, komiksów, gier wideo i gier planszowych. Na zbliżające się święta, ale też urodziny, Walentynki, Dzień Osób Nieśmiałych (cichutko przypomnę, że to 14 stycznia) oraz z okazji zbliżającej się soboty, albowiem nie trzeba mieć wielu powodów do dobrej lektury i satysfakcjonującej gry!

IGA

“Replay: The History of Video Games” Tristan Donovan

Na rynku jest cała masa książek historycznych o grach elektronicznych. Wiele z nich skupia się na mniejszych zakresach czasowych, gdyż medium rozwija się w tempie, które trudno jest zawrzeć w druku zwartym. Jeśli jednak ktoś z Waszych bliskich interesuje się tematem i chciałby sięgnąć po kompetentne zestawienie tekstów o historii gier od ich początków, Replay: The History of Video Games autorstwa Tristana Donovana z pewnością jest książką, którą można polecić. Napisana w przystępny sposób, bierze na warsztat mnóstwo tytułów, opisując trendy i politykę wydawców i twórców medium. To dobra książka do rozpoczęcia badań historycznych, niezwykle przydaje się też podczas pracy naukowej. Ale przede wszystkim jest ciekawa i obcowanie z nią nie męczy.

“Krew, pot i piksele. Chwalebne i niepokojące opowieści o tym, jak robi się gry” Jason Schreier

O ile nie uważam, że książka Schreiera oddaje pełną prawdę na temat opisywanych wydarzeń, nie jestem w stanie napisać, że źle się ją czyta. Jest zachowawcza, co pokazuje po części bardzo toksyczny związek prasy growej z wytwórcami medium. Ale Schreier pisze bardzo dobrze, co powoduje, że książkę czyta się na raz, dwa razy. Jeśli więc interesuje was, jak powstawały wielkie tytuły gigantów medium, decyzje, jakie zapadły, które prowadziły często do katastrof oraz co je argumentowało, z pewnością można po tę książkę sięgnąć. Czytać jako dzieło rozrywkowe, a po rzeczy autora z pewnością lepiej sięgać bezpośrednio na Kotaku.

“Significant Zero. Heroes, Villains, and the Fight for Art and Soul in Video Games” Walt Williams

Książka autorstwa Walta Williamsa, człowieka odpowiedzialnego za warstwę narracyjną i fabularną Spec Ops: The Line. Opowiada o tym, jak autor pojawił się w medium i o długiej drodze jaką przeszedł, by być w stanie stworzyć tę fenomenalną pod względem opowiadania historii grę. Książka jest bardzo ludzka – Williams wypowiada się w niej niezwykle krytycznie na temat medium, warunków pracy oraz własnej osoby. Treść książki opowiada o niewygodnych tematach, pokazuje pułapki branży i daje na ich temat surowy, celny komentarz. Jedna z najlepszych lektur o branży i to napisana w taki sposób, że zwyczajnie nie chce się jej odkładać.

“Masters of Doom: How Two Guys Created an Empire and Transformed Pop Culture” David Kushner

Każdy z nas grał w Dooma. Wielu z nas zna legendę jego twórców. Pomimo tego, zachęcam z całego serca po sięgnięcie po tę książkę. To historia gwiazd rocka naszego medium. David Kushner opisuje historię id Software od momentu poznania się jego założycieli, po konflikt interesów i rozpad firmy, jak i dalsze losy autorów. Wszystkie fakty przedstawione w książce znakomicie obrazują to, jak Doom oraz jego twórcy na zawsze zmienili medium i spowodowali, że warto mieć w domu PC.

GRY

Święta już tuż, tuż, stąd pomyślałam, że skupie się na wydaniach cyfrowych gier – graczy ucieszą prawie tak samo, a Wy będziecie mieć szansę nabyć je nawet w ostatniej chwili.

Minit

Hej, macie minutę na porozmawianie o Minit? (hy, hy, hy) Minit to mała, czarno biała gra, która bierze na warsztat tylko jeden pomysł mechaniki – na wszystko mamy minutę, po niej nasz bohater umiera. Mamy więc minutę na znalezienie nowego punktu respawna, otworzenie skrótu, zdobycie przedmiotu itd. Gra jest niezwykle pomysłowa, zabawna i stworzona z przymrużeniem oka. No i ma spektakularną walkę z ostatnim bossem.

The Return of the Obra Dinn

Najlepiej zaprojektowana gra tego roku. Jeśli macie wśród bliskich fana przygodówek, awangardowego podejścia do gier i zamiłowaniem do zagadek, to nie znajdziecie dla niego/niej lepszego tytułu. Pope, twórca Papers, Please, przeszedł samego siebie, a The Return of the Obra Dinn to po prostu arcydzieło.

Celeste
Celeste to pikselowa gra platformowa, któ– NIE, NIE ODCHODŹCIE JESZCZE! CZYTAJCIE DO KOŃCA — która opowiada o pokonywaniu siebie i czerpaniu satysfakcji z własnych osiągnięć. Mówi o zaakceptowaniu siebie, nawet z cechami, które sami widzimy w sobie jako najgorsze, o pokonaniu strachu i potrzebie rozwoju. Przy okazji jest zupełnie niewybaczająca, a pomimo tego szalenie uzależnia rozgrywką. Dla fanów gry opartych na refleksie i diabelskich umiejętnościach. Tutaj recenzja.

Stardew Valley

Święta to czas odpoczynku, bliskości z rodziną i przypominaniu sobie, o co właściwie w życiu chodzi i co jest w nim ważne. Stardew Valley pomaga wrócić do tej części siebie, która ciągnie nas do samotnych chatek, ognia w kominku i czytaniu książek. Jeśli macie wśród bliskich gracza, który potrzebuje nieco wolniejszej rozgrywki, by chwilę przystanąć, godziny władował w Harvest Moon i Animal Crossing, to kupujcie bez dwóch zdań. I sobie też. Bo TRYB WIELOOSOBOWY.

ULTIMATE GIFT: SWITCH

Chcecie w całości nakarmić gracza w bliskiej wam osobie? Pokazać jej, że ta marna generacja ma jednak w sobie serce i duszę? Przynieść na jej twarz uśmiech i wprowadzić do jej wnętrza dziecięcą radość? Nic lepiej nie zadziała niż Switch. Nintendo stworzyło w tej generacji najlepszą konsolę i wszystko na Switchu jest lepsze. To fakt, nie opinia. Masa gier niezależnych, tytuły Nintendo oraz coraz więcej pozycji od większych wydawców – i wszystko to można wziąć ze sobą do pociągu, samolotu, nawet na imprezę na dachu i boisko od koszykówki. Kupić można w bundlu z grami (np. nowymi Pokemonami albo Super Smash Bros.) ale sama konsola to po prostu najlepszy prezent pod choinkę, jeśli chcemy wydać na takowy mnóstwo złotych monet.

ASIA

Ja ograniczę się do gier planszowych opartych na albo luźno odwołujących się do gier wideo.

Age of Empires III: Age of Discovery

Age of Empires III z jednej strony jest bardzo inna od gier wideo, ale zachowuje charakterystyczny klimat serii. Tym razem dowodzimy imperiami, które kolonizowały obie Ameryki – i to Nowy Świat jest terenem działań. Age of Empires bardziej skupia się na ekonomii niż komputerowy oryginał, jest w niej niewiele walki, a ważniejsze jest planowanie i myślenie wprzód na kilka tur. Najlepsza do grania w minimum 3 osoby, ponieważ to nie jest gra kooperacyjna, jej sedno tkwi w rywalizacji i wzajemnym podkopywaniu się.

Scythe

Zawsze i wszędzie polecam Scythe, grę opartą o autorski system 1920+, z obłędnymi grafikami Jakuba Różalskiego. To świetna strategia typu 4x, ukazująca alternatywną historię po pierwszej wojnie światowej, osadzona w klimacie diesel punk. Planszówka jest obłędna, a to, co mi się w niej bardzo podoba to ograniczony czynnik losowy. Tylko trochę wykracza poza kryteria tej listy, bo za jakiś czas ukaże się Iron Harvest, RTS osadzony w tym samym uniwersum. We wrześniu Scythe pojawiła się na Steamie w wersji cyfrowej, ale gry planszowe są świetne jako pretekst do spotkania się z przyjaciółmi, poza tym tytuł został pięknie wydany (zwłaszcza figurki mechów).

Arkham Horror

W przypadku tego tytułu pobiliśmy z przyjaciółmi rekord rozegranych sesji – przeszło 60. Były lata, gdy graliśmy w to co dwa tygodnie, dwa razy w ciągu spotkania. I wciąż są scenariusze do rozegrania, Przedwieczni do pokonania oraz niepoznane czary i sposoby, by utracić poczytalność. Wynika to oczywiście ze sporej liczby dodatków, które urozmaicają mechanikę, ale najważniejszy jest klimat. Dla mnie to idealna gra kooperacyjna oraz idealna gra lovecraftowska. Jest też bardzo pieczołowicie wydana, pięknie zilustrowana i po prostu plugawa. Każda postać ma własny opis, nie ma banalnych umiejętności i czarów, a wydarzenia, które przytrafiają się w lokacjach Arkham albo w innych wymiarach są oparte na twórczości Lovecrafta. Nic tylko grać.

Star Wars – Imperial Assault

Gra rozwijająca mechanikę Descenta, w której można grać albo po stronie Imperium i dowodzić małymi oddziałami (taka osoba staje się też kimś w rodzaju Mistrza Gry), albo po stronie Rebelii – wtedy gracze dostają po jednej postaci bohatera i w ich przypadku jest to RPG połączony z kooperacyjną grą taktyczną. Mimo tej wyraźnej asymetrii udało się zachować balans. Nie powiem Wam jednak, jak to jest grać Lukiem Skywalkerem, bo rola dowódcy armii imperialnej spodobała mi się tak bardzo, że ani razu nie oddałam nikomu możliwości zagrania nim. Ten moment, gdy stawiasz przed graczami figurkę Dartha Vadera…

Merchants and Marauders

Znowu trochę naginam, ponieważ ten tytuł pojawił się tutaj jako urozmaicenie, nie jest oparty na franczyzie żadnej gry wideo. Jeśli ktoś lubi takie tytuły jak Port Royale czy Pirates! Sida Meyersa, to Merchants and Marauders będzie spełnieniem marzeń. To gra ekonomiczno-przygodowa, w której można być kupcem i ciułać sobie grzecznie złoto, albo rzucić to wszystko i oddać się beztroskiemu łupieniu. Nie musimy deklarować się na samym początku, kim będziemy grać. To jest piękne, jak szybko okoliczności (i okazja to łatwego wzbogacenia się, hehe) potrafią ze skromnego kupca zrobić korsarza.

Fallout: The Board Game

Fallout: The Board Game obliczona jest na czterech graczy i mimo, że możliwości współpracy są mocno ograniczone, to wciąż jest to lepszy co-op od Fallouta 76. Ok, trochę przesadziłam, bo tak naprawdę gramy bardziej obok siebie, ale możemy mieć wspólny cel. Chodzi mianowicie o wsparcie jednej z dwóch wylosowanych na samym początku frakcji. Rewelacyjnie została opracowana mechanika misji, które ciągną się przez całą grę i rozwijają w najbardziej zaskakującym kierunku. Graficznie tytuł nie powala, ale utrzymuje klimat Falloutów, nawet tych od Interplaya (mimo że akcja obejmuje wydarzenia z trzeciej i czwartej części). Aha, jest Pepper jako towarzysz.

IGOR:

“Ja, Nina Szubur” Daniel Chmielewski

Chyba najciekawszy polski komiks 2018 roku. Oparta na prozie Olgi Tokarczuk (inspirującej się z kolei sumeryjskimi mitami) opowieść o tytułowej Ninie, próbującej uratować swą ukochaną w dystopijnym mieście przyszłości. Chmielewski stworzył komiks, będący jednocześnie świetną opowieścią z twistem, wyzwaniem intelektualnym dla lubiących myśleć o miejscu jednostki w procesach historycznych i bardzo ładnym przedmiotem.

“Pewnego lata” Mariko i Jilian Tamaki

Doskonała powieść graficzna o dwóch dorastających nastolatkach, spędzających wraz ze swoimi rodzicami lato nad morzem, marnujących czas i obserwujących piekło, jakie zgotowała sobie pewna niedojrzała emocjonalnie para. Ładna, zabawna, ale i mądra rzecz o tym, jak męska narracja zdominowała dyskurs i jak trudna jest ta cała “kobieca solidarność”.

“Head Lopper” Andrew MacLeana

Do tej pory w Polsce ukazały się dwa tomy i oba są doskonałą rozrywką. Opowieść o odcinającym głowy barbarzyńcy, to jednocześnie parodia i hołd złożony popkulturze spod znaku Conana i jemu podobnych. Świetny prezent dla każdego, kto ceni sobie bezstresową, sprawnie podaną rozrywkę. I jeden z najlepiej narysowanych i poprowadzonych komiksów, jakie można obecnie przeczytać.

“Krótka historia siedmiu zabójstw” Marlona Jamesa

Niesamowicie wciągająca, rozpisana na wiele głosów (w tym duchów, zabójców, analfabetów i gwiazd rocka) historia o Jamajce lat 70. i 80. James rozpoczyna od nieudanego zamachu na Boba Marleya, by zabrać czytelnika w dziką podróż po krainie muzyki i przestępczości, w której krzyżują się interesy ulicznych gangów, karteli narkotykowych, partii politycznych, Fidela Castro i CIA.

“Wypalić chrom” Williama Gibsona

Gibson jest dobry na każdą okazję, a fakt, że w Polsce ukazał się słynny zbiór jego opowiadań, to okazja by odświeżyć sobie twórczość autora “Neuromancera”. W tomie znajdują się tak znane opowiadania, jak “Johnny Mnemonic”, tytułowe “Wypalić chrom” (jedno z najlepszych opowiadań sf w historii, tekst założycielski cyberpunka), “Kontinuum Gernsbacka”, “Barbarzyńcy” czy “Czerwona gwiazda, orbita zimowa” (pisane wraz z Bruce’em Sterlingiem).

“Wydział zabójstw. Ulice śmierci” David Simon

Nieco przeoczony w Polsce reportaż autorstwa późniejszego twórcy “The Wire”, “Generation Kill” i “Treme”. Drobiazgowy raport z roku pracy policji w Baltimore. Świetna książka dla wszystkich, których interesują realia pracy policjantów czy mechanizmy rządzące współczesnym miastem. Simon nie podsuwa prostych odpowiedzi i sensacyjnych obrazków. Zamiast tego cierpliwie tłumaczy czytelnikom, że świat jest skomplikowany, a każdy, kto obiecuje, że go łatwo i szybko naprawi, po prostu kłamie.

Joanna Pamięta - Borkowska, Iga Ewa Smoleńska i Igor Trout

Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
  Subskrybuj  
Powiadom o