Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeLEGO Hidden Side – recenzja. “Don’t cross the streams!”

Mariaż klocków z grą w rozszerzonej rzeczywistości.

Na zakończenie wakacji mam dla Was coś nietypowego! Po serii Scooby Doo, wydanej w 2015, oraz kilku zestawach związanych z Ghost Busters, Lego postanowiło powrócić do tematyki polowania na siły nadprzyrodzone. Hidden Side wyróżnia się tym, że od początku powiązane jest z grą mobilną z obsługą rozszerzonej rzeczywistości.

Do recenzji otrzymałam zestaw 70423: Autobus Duchozwalczacz 3000. Zanim miasteczko Newbury zostało opanowane przez upiory, dowoził on dzieci do miejscowej szkoły. Obecnie zaś służy specjalistce od duchów, J.B., za mobilne centrum dowodzenia i narzędzie walki z siłami mroku.

Zestaw składa się z 689 klocków podzielonych na pięć paczek. W pierwszej znajdują się elementy potrzebne do zbudowania: wysuwanej z pojazdu platformy ze stanowiskami pracy naszych dzielnych łowców duchów, oraz sprzętu i akcesoriów dwojga robotników drogowych, Billa i Nanny. Ci ostatni są celem dla upiorów i mogą zostać przez nie opętani – wystarczy zamienić wesołe, choć nieco przybrudzone żółte buźki na zielone, przezroczyste, upiorne gęby duchów. Niestety, nie świecą w ciemnościach. Za to w komplecie do nich są narzędzia, barierki i nawiedzona przenośna toaleta… która może strzelać brązowymi krążkami. Jakoś tak mi się Golgothan z Dogmy przypomniał.

Kolejne cztery torebki pozwalają na dokończenie pokaźnego autobusu szkolnego, mierzącego 15 cm wysokości i 29 długości. Jest to ciekawa konstrukcja, z obszerną kabiną kierowcy, dwoma otwieranymi platformami ze sprzętem do łapania duchów, radarem i czymś w rodzaju anty-duchowego działka na dachu. Autobus jest poza tym wyposażony w dwie armatki, więc może efektywnie i efektownie odpowiedzieć na brązowy ostrzał toi-toja. Interesująco prezentuje się front autobusu, z licznymi światłami, armatkami, przerobionym napisem “school bus” (“cool bus”, cha, cha…?) i lusterkami. Jedynie do tych ostatnich mam zastrzeżenie – zbyt łatwo odpadają w trakcie zabawy. Poza tym, konstrukcja jest solidna, stabilna i wytrzymuje długą zabawę.

W trakcie budowy wykorzystuje się naklejki – na przykład, wspomniany napis “school bus”, ekrany komputerów czy numery rejestracyjne autobusu. Pojawia się także kilka ciekawych elementów z nadrukami – oczy nawiedzonej toalety, klapy na dachu autobusu i… smartfony, każdy w innym kolorze i z innym wizerunkiem potwora. Taak, cała trójka łowców ma telefony, gdyż to za ich pomocą mogą wykrywać i łapać duchy. Znak czasów… mi w dzieciństwie musiała wystarczyć imitacja wykrywacza energii psychokinetycznej niejakiego E. Spenglera.

W zestawie jest łącznie pięć minifigurek: dwie to wspomniani robotnicy, z wymiennymi główkami, dodatkowymi upiornymi włosami dla pani i takąż brodą dla pana. Trzy pozostałe figurki to łowcy duchów. Wszystkie mają dwustronne główki. Wspomniana już J.B., naukowiec o liliowych włosach, ma do swojej dyspozycji laptopa i coś w rodzaju pistoletu, do którego podłącza swojego smartfona.
Parker L. Jackson jest, według strony Lego, trzynastolatką. Jej figurka ma długie, fioletowe włosy, częściowo skryte pod żółtą skarpetką… znaczy się, taką dużą czapką. Na niebieskim wdzianku ma nadrukowane naszywki w stylu “Yo” i “pow” , więc pewnie jest jak autobus – cool. Z kolei Jackowi Davidsowi, który jest równolatkiem Parker, towarzyszy duch psa, Spencera, zrobiony z częściowo przezroczystego plastyku.

Całość zapewnia świetną zabawę, pięć figurek i możliwość konfrontowania upiornej toalety z autobusem pozwala na tworzenie mnogich scenariuszy. Tymczasem mamy jeszcze aplikację…

Lego posiada długą historię łączenia aplikacji z klockami. Smartfony wykorzystano do sterowania robotami Mindstorms EV3, obecnie można nimi programować serię Boost. Wygaszona już linia Nexo Knights też miała swoją grę, w której skanowało się tarcze z zestawów, dające unikalne moce wirtualnym odpowiednikom rycerzy. Hidden Side idzie o krok dalej i wprowadza rozszerzoną rzeczywistość.

Aplikacja jest prosta w obsłudze i działała stabilnie, choć natrafiłam na kilka błędów – np. duch Timothy ma opis pani Maiken, a podczas jednej rozgrywki zdarzyło się, że komentarz o rozpoczęciu polowania na duchy miał tag w nawiasie. Grą nacieszą się posiadacze smartfonów z Androidem 7.0 lub nowszym, albo iOSem 11 ze wsparciem dla ARKit 2 lub wyższym. Testowałam ją na iPhonie 8 i Motoroli G6 plus z Androidem 9.0.

Akcja gry toczy się w nawiedzonym miasteczku Newbury. Podpowiedzi udziela nam J.B., która już na wstępie tłumaczy, że najlepszym narzędziem do wykrywania duchów jest właśnie smartfon, wyposażony w opracowane przez nią oprogramowanie. Następnie wybieramy strony konfliktu – łowców duchów albo drużynę trzech potępionych dusz. Nagrody z misji trafiają do wspólnego worka i możemy do woli na przemian potrząsać łańcuchami i przepędzać mroczne towarzystwo.

Misje łowców duchów wymagają oczywiście posiadania zestawów Hidden Side, a tych jest obecnie osiem (dziewiąty ma dołączyć we wrześniu jako gratis do zakupów w sklepach firmowych i na stronie producenta). Istnieje wprawdzie tryb, w którym możemy po prostu pochodzić z telefonem po okolicy w poszukiwaniu źródeł mroku, ale główna frajda leży w ożywianiu zestawów przy wykorzystaniu rozszerzonej rzeczywistości.

Aplikacja bez problemu rozpoznaje autobus, który rusza z miejsca (ten w telefonie, znaczy się), a umieszczony na jego szczycie radar zaczyna się obracać. Wokół materializuje się cyfrowe otoczenie – ulica ze starymi budynkami, świecącymi zielonym blaskiem, budzącym słuszne skojarzenia ze spotkaniami wiejskich kółek nekromanckich. Wygląda to bardzo zgrabnie – pojazd można obejść z telefonem w ręku dookoła i nawet zajrzeć do wnętrza zrujnowanego domku.

Mimo że większą część rozgrywki będziemy prowadzić za pomocą telefonu, od czasu do czasu przyjdzie nam przestawić fizyczny element zestawu. Misje rozpoczniemy od obrócenia radaru. W jego podstawie ukryte są kolory odpowiedzialne za “pasma”, w których ukazują się duchy: czerwone, żółte i niebieskie. Aplikacja lojalnie uprzedza, że musimy grać w dobrym oświetleniu i na powierzchni, która nie odbija mocno światła. Przy sztucznym świetle zdarzało jej się, że czerwony kolor brała za żółty.

Po tym jak zeskanujemy pasma, nadchodzi pora na przeszukanie pozostawionych przez duchy śladów ektopla…. mroku. Kryją się w nich różne niespodzianki – punkty mroku, potrzebne do badań, energia do telefonu oraz nasi przeciwnicy – duchy. Te ostatnie musimy utrzymać na celowniku i stukać szybko w ekran telefonu – z krótkimi przerwami, by się nie “przegrzał”. Musimy też zestrzeliwać kupki mroku, którymi w nas rzucają, gdyż każde trafienie zjada nam baterię telefonu. Ta ostatnia jest wykorzystywana do skanowania i stanowi pasek życia – gdy telefon pada, łowca duchów jest bezużyteczny.

Nawet z jednym zestawem gra jest w miarę zróżnicowana – poza radarem, autobus ma jeszcze trzy elementy, którymi da się manipulować: broń na dachu i klapki ze sprzętem bo bokach pojazdu. Raz na kilka misji aplikacja prosi, byśmy ustawili na autobusie jakąś figurkę do zeskanowania.

A jak to wygląda z przeciwnikami? Każdy ma swoje imię i swoją historię (niektóre nawet całkiem zabawne), ale mając do dyspozycji jeden zestaw nie poznamy, naturalnie, wszystkich. Są jeszcze bossowie – w przypadku autobusów jest to góra śmieci – Zgnilec. Pokonanie ich jest konieczne, by uzyskać tzw. artefakty duszy, potrzebne do walki z głównym duchem sezonu.

Walka po drugiej stronie barykady jest już niestety dość nużąca. Kompletujemy drużynę z duchów, które udało się wcześniej złapać, po jednym na każdy kolor pasma i ruszamy, by nawiedzać Newbury. Misje duchów nie wymagają posiadania zestawów i nie wykorzystują rozszerzonej rzeczywistości. Nasze zadanie sprowadza się do strzelania w wybrane elementy otoczenia, co ma obrazować straszenie. Aby nie było za łatwo, nad naszym duchem unosi się, niczym oko Saurona, smartfon łowców duchów, który oświetla fragment mapy w jednym z trzech pasm. Jeżeli dobierze kolor do tego, który odpowiada naszemu duchowi, zaczyna do nas bezlitośnie strzelać i musimy pędzić do punktu, w którym zamieniamy postacie.

Oba rodzaje misji gromadzą nam fikcyjnych subskrybentów – założenie jest takie, że ktoś ogląda nasze zmagania w internecie. Szkoda tylko, że tak jak duchy da się rozwijać, tak już ulepszenia telefonu są całkowicie losowe.

W tym wszystkim brakuje mi spójnej historii. Aplikacja nie opowiada o postaciach, które pojawiają się w zestawach – poznajemy jedynie duchy. Strona Lego dostarcza szczątkowych informacji, ale mam cichą nadzieję, że powstanie serial na wzór Ninjago, albo choćby Lego Elves. Póki co, mamy do dyspozycji krótki filmik.

Jako rodzic mam mieszane uczucia co do Hidden Side. Klocki, które w założeniu ćwiczą kreatywność, są przeciwieństwem aplikacji na smartfony, wychowujących pokolenie niezdolne do koncentracji na zadaniach zajmujących więcej niż pięć minut. Powiązana z zestawem apka nie jest zła, ale mogłaby być bardziej rozbudowana.

Z drugiej strony, im mniej rozbudowana gra, tym więcej czasu latorośle spędzą przy klockach. Rozumiem też doskonale, że Lego musi walczyć o klienta i musi przemawiać do niego językiem, który ten rozumie. Stąd ci wspomniani subskrybenci! W badaniu przeprowadzonym przez Lego i Harris Poll w 50 rocznicę lądowania na księżycu okazało się, że co trzeci nastolatek najchętniej wybrałby karierę streamera, podczas gdy tylko co dziesiąty chciałby zostać astronautą. Taki znak naszych czasów.

W przypadku Hidden Side zwycięża więc strategia: nie możesz ich pokonać, przyłącz się do nich. W raporcie Lego Play Well znajdują się wyniki analizy różnych aspektów zabawy, od czasu poświęconego dzieciom przez rodziców po konsekwencje łączenia rozrywki cyfrowej z fizyczną. Wnioski są takie, że dzięki integracji świata wirtualnego i rzeczywistego ulega poszerzeniu przestrzeń do zabawy i zwiększają się jej możliwości. Taka forma rozrywki otrzymała termin “fluid play”, płynnej zabawy. Cóż, jeżeli choć część zapatrzonych w telefony dzieciaków zainteresuje się klockami i spędzi więcej czasu na budowaniu, punkt dla Lego.

Moja córka jest poniżej 8+ rekomendowanych przez lego dla Hidden Side, ale i tak poczułam dumę, gdy patrząc głodnym wzrokiem na zestaw, powiedziała: “Mamo, ja straaasznie potrzebuję tych elementów…”

1
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
1 Komentarze
0 Odpowiedzi
1 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Bartosz Witoszka
Redaktor

Ale ekstra to wygląda. Przypomniało mi się Lego Nexo Knight i skanowanie tarcz dodawanych do gazetek. Muszę mojemu siostrzeńcowi to pokazać, wielki fan Lego 😀