Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeKnack 2 – recenzja. Poprawa w każdym calu

No, prawie każdym. Nie spodziewajcie się na przykład lepszej historii.

Facebook Twitter Google Wykop

Knack 2 jest niemal podręcznikowym przykładem tego, jak w gamedevie można uczyć się na popełnionych błędach. Sequel niesławnego tytułu startowego PlayStation 4 jest lepszy od swojego pierwowzoru w niemal każdym aspekcie.

Wyobraźcie sobie na przykład, że Knack w końcu jest platformówką. Osoby, które jedynkę ominęły szerokim łukiem, mogą zapytać: jak to w końcu? Ano chodzi o to, że jedną z głównych wad pierwszej części była pozbawiona jakiejkolwiek głębi rozgrywka, która sprowadzała się do kolejnych killroomów z falami przeciwników pokonywanych tym samym nudnym i wąskim zestawem ciosów… Segmenty platformowe pojawiały się od święta i miały budowę cepa. Tym razem jest zupełnie inaczej.

Platformy: PS4
Producent: SIE Japan Studio
Wydawca: SIEE
Data premiery: 06.09.2017
Wersja PL: dubbing
Graliśmy na PS4. Grę do recenzji udostępnił wydawca, zdjęcia pochodzą od redakcji.

Owszem, walka wciąż jest ważnym elementem całości, ale sekwencje ze skakaniem i nawet rozwiązywaniem prostych zagadek logicznych odpowiednio to balansują. Twórcy umiejętnie żonglują tymi aspektami rozgrywki, sprawiając, że Knack 2, uwaga, trzymajcie się, bo nie uwierzycie – Knack 2 nie nudzi.

Elementy platformowe nie są może trudne, ale angażują. Jest pewien przykuwający do pada rytm w skakaniu po tych wszystkich platformach i nieustannym, dynamicznym cyklu zmieniania swojego rozmiaru. Bo supermocą Knacka dalej jest transformowanie swoich gabarytów; teraz jednak możemy przełączać się między wersją dużą i małą w dowolnym momencie za pomocą R1, co bardzo często wykorzystywane jest w sekwencjach platformowych i podczas zagadek. Mały Knaczek przebiegnie po wąskiej krawędzi, ale już duży Knack doskoczy do półki skalnej. Mały Knaczek wbiegnie do szybu, a po drugiej stronie duży Knack przesunie odpowiednie pudło. I tak dalej.

Knaczek

Zagadki cieszą. Dorosłemu nie sprawią raczej kłopotów, młodsi w kilku miejscach mogą mieć jednak zagwozdkę. Łamigłówki zazwyczaj sprowadzają się do tego, żeby wykonać jakąś sekwencję w odpowiedniej kolejności – najpierw przesunąć pudło, żeby potem wcisnąć guzik, zmienić rozmiar, wskoczyć na półkę i przejść przez bramę przed jej zamknięciem. Tego typu rzeczy, tylko z czasem trochę bardziej skomplikowane. Późniejsze rebusy doprawiają też ulepszenia Knacka, które dają mu chwilowo mroźny oddech albo metalową powłokę zwiększającą ciężar i pozwalającą przewodzić elektryczność. Deweloperzy pomysłowo integrują te moce z zagadkami.

Jest pewien przykuwający do pada rytm w skakaniu po tych wszystkich platformach i nieustannym, dynamicznym cyklu zmieniania swojego rozmiaru

Knaczysko

Ale Knack 2 to nie tylko tak boleśnie nieobecne w jedynce sekwencje platformowe i zagadki przestrzenne. Walki też jest bardzo dużo. Jeśli ktoś pamięta, jak ona wyglądała wcześniej, może w tej chwili chcieć gwałtownie ewakuować się z tej recenzji i zapomnieć o wizji zagrania w sequel. Uspokajam jednak – w tym wypadku również jest znacznie lepiej. Przede wszystkim wachlarz ciosów Knacka jest o wiele szerszy. Uderzenia są zróżnicowane i przydatne w różnych sytuacjach. Kolesi z halabardą najlepiej najpierw przyciągnąć długim chwytem, roboty z polem siłowym obezwładnić bumerangiem, gobliny z tarczą rozbroić potężną piąchą. Dodatkowo wszystkie te kopy i sierpowe dobrze wyglądają i mają w sobie moc, szczególnie gdy na przestrzeni jednego poziomu z dwumetrowego Knacka zmieniamy się w dziesięciometrowego kolosa ściągające na cios tych, którym wcześniej musiał przyfasolić kilka razy. Po zsumowaniu tych wszystkich czynników walka zamienia się w miły dla oka i przyjemny dla palców taniec.

Mało tego, tym razem rozwijamy też drzewka umiejętności. Szkoda tylko, że zróżnicowanie wygląda to tylko na papierze; w praktyce kolejne drzewka odblokowują się w zaplanowanej kolejności po tym, jak już niemal wykupimy wszystko w poprzednim. Mało tu dowolności. Poza tym umiejętności to też raczej zbyt mocne słowo – bardziej chodzi o wzmacnianie już posiadanych chwytów: 50% mocniejsze uderzenie, 50% szybszy unik i tak dalej… Nowych trików uczymy się natomiast wraz z rozwojem fabuły.

I to też znacząco poprawiono w Knacku 2. Jedynka była bezlitośnie monotonna, dwójka natomiast posiada stały, energiczny rytm. W praktycznie każdej nowej lokacji do gry dochodzi jakiś element. Świeży cios, umiejętność, mechanizm. W taki sposób trzeba właśnie prowadzić rozgrywkę w grze. Dodawać nowe, nawet drobne, elementy w regularnych, częstych odstępach czasowych. Idealnym tłem dla tego rytmu jest natomiast zróżnicowana galeria plenerów w jakich przychodzi nam skakać, rozwalać i okazyjnie główkować. Od miast, przez wioski, pustynie, dżungle i muzea. I o ile sama grafika jest dosyć przeciętna (wyjątkiem efekty cząsteczkowe rozpadającego się Knacka), o tyle krajobrazy są zwyczajnie przyjemne, a liczba klatek na sekundę zazwyczaj oscyluje w okolicach sześćdziesięciu i na zwykłym PS4.

W grze znajduje się kilka całkiem dobrych sekwencji akcji

Jedynym, czego nie poprawiono względem jedynki, jest sam scenariusz. Mark Cerny zachwalał, że tym razem nad historią czuwa jakaś pisarska, która zdobyła nagrodę BAFTA, ale w takim razie przy Knacku 2 zrobiła sobie chyba wyzwanie, żeby pisać lewą ręką z zawiązanymi oczami pod wpływem alkoholu, posiłkując się tylko największymi kliszami, które wcześniej zapisała na karteczkach, wrzuciła do słoika, a potem wylosowała z dziesięć.

Gra dalej ma aspiracje, by przypominać dobry film Piksara, ale narracją przypomina fanfik dziesięciolatka. W historii o walce z goblinami brakuje choćby krztyny błyskotliwości, postacie rzucają “żartami”, które nie rozśmieszą nawet najmniej wybrednego odbiorcy, główny twist można zaś przewidzieć niemal od razu… I tu nie chodzi nawet o to, że oceniam historyjkę dla dzieci przez prymat dorosłego i dlatego mi się nie podoba. Po prostu jest ogromna przepaść między dobrze napisaną, wartościową animacją, a tą infantylną, nudną papką oferowaną przez Knacka. A najgorszy z tego wszystkiego jest właśnie tytułowy bohater – ze świecą szukać kogoś równie bezpłciowego. Goomby mają sto razy więcej charyzmy. I myślę, że po każdym “żarcie” Knacka czy okrutnie słabym one-linerze gdzieś umiera właśnie taki mały goomba.

Z tych powodów Knack 2 w całości utrzymywany jest przez rozgrywkę – dynamiczną i nieustannie urozmaicaną mieszankę prostej platformówki oraz dziecięcego slashera. Przygoda trwała dziesięć godzin, ale po jej zakończeniu odblokowała się Nowa Gra Plus (w podstawce nie zdążyłem nawet napocząć ostatniego z czterech drzewek rozwoju Knacka), próby czasowe (kilka przygotowanych tras) i Koloseum, gdzie jak najszybciej musimy pokonać jak najwięcej przeciwników. Każdy poziom gry możemy też odpalić osobno i wykonać dodatkowe zadania w rodzaju zniszczenia wszystkich kryształów na mapie czy zrobienia czegoś unikatowego dla danego scenariusza. Na planszach ukryto też sto znajdziek znanych z jedynki – części gadżetów, które po zebraniu kompletu łączą się w jakąś drobną umiejętność dla Knacka. Jest zatem co robić.

Gra jest za łatwa? Można ustawić wyższy poziom trudności, wtedy nawet sekwencje platformowe będą miały szybsze tempo. Dziecko nie radzi sobie na Normalu? Spokojnie, Easy otworzy nowe ścieżki w poziomach, dzięki którym uniknie się trudniejszych sekwencji.

A skoro przy dzieciach, czyli głównych odbiorcach, jesteśmy – w grze znajdziemy też kanapowego co-opa, podobnie jak reszta usprawnionego względem jedynki. Tym razem obaj gracze są sobie równi, a w walce mogą nawet łączyć swoje ciosy w interesujące, nowe combosy, których nie zobaczy się poza trybem kooperacji. Pogłębia to i tak całkiem rozbudowany system walki. Druga osoba może też do nas dołączyć w dowolnym momencie gry, a jeśli jedna postać odbiegnie zbyt daleko od drugiej, ta, która została w tyle, zostanie po prostu przeteleportowana naprzód. Stanowi to zatem idealny fundament pod miłe spędzanie czasu z naszymi pociechami i pomaganie im w razie trudniejszego momentu bez wykluczania ich z gry. A jeśli któryś malec zatnie się na jakiejś zagadce, wygodny i nieinwazyjny system podpowiedzi bardzo obrazowo wytłumaczy, co należy zrobić.

Gra jest w pełni zdubbingowana. Knacka 2 słucha się zatem jak porządnej animacji dla dzieci. Niestety, i w tym przypadku problemem jest tytułowy bohater, którego głos zwyczajnie nie pasuje do wyglądu postaci i brzmi jak drewno. Ale takie samo zło dzieje się w wersji angielskiej.

Nie cieszyłem się z recenzowania Knacka 2. Paweł wepchnął mi ten tytuł, bo nie było komu go wziąć (trudno się dziwić), więc grę odpalałem ze skwaszoną miną. Ale potem po każdej sesji wyłączałem ją z lekkim oporem. Nie dlatego, że mamy do czynienia z czymś nie wiadomo jak dobrym, nie. Ale mamy do czynienia z czymś bardzo grywalnym. Rozgrywka jest przyjemna i dobrze zaprojektowana, więc jak już złapiesz rytm przebijania się przez zróżnicowane poziomy, mniej zaboli idiotyczna historia czy brak większej oryginalności, którą chciałoby się czasem tam zobaczyć.

Knack z gry kiepskiej stał się grą zwyczajnie solidną i o wiele bogatszą, a to już duży krok naprzód. Myślę, że powtórzyłbym tę przejażdżkę z moją siostrzenicą, kiedy już podrośnie. Zatykałbym jej tylko uszy za każdym razem, gdy Knack otwiera usta. Nie robi tego na szczęście specjalnie często.

Patryk Fijałkowski

ZAGRAĆ?
MOŻNA
3.5

1
Dodaj komentarz

Login by skomentować
1 Komentarze
0 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
yasiu071
Użytkownik

Jak już przejdzie mi pierwszy bum na Destiny 2, kupię dzieciakom. Ratcheta i Clanka jeszcze od czasu do czasu męczą, ale przyda im się coś nowego 😀