Jetfighter 5: Homeland Protector

Jetfighter 5: Homeland Protector23.11.2003 11:59
Sławomir Serafin

Jetfighter 5: Homeland Protector

Co robi większy huk niż startujący odrzutowiec? Dwa startujące odrzutowce!

Seria Jetfighter studia Interactive Vision wypracowała już sobie na rynku pewną renomę. Owszem, nie uważa się jej za tytuł z górnej półki, ale fani symulatorów cenią ją sobie, za wierność realiom, nieszablonowe pomysły i ogólną konsekwencję w utrzymywaniu standardu „tanie-ale-dobre”. Piąta już część sagi właśnie dociera do zachodnich sklepów. Nie za bardzo wiadomo, kiedy będzie u nas, i czy pojawi się w ogóle – dystrybucją „czwórki” zajmował się Play-It, który jak wiadomo dogorywa. Większość tytułów Take 2, czyli wydawcy Homeland Protector przejęła Cenega, ale w jej planie wydawniczym na razie piątego „dżetfajtera” nie ma...

Ale co tam. Nie mnie się martwić kto, kiedy i za ile wyda grę. Moja broszka to pisać zapowiedź. Co też czynię...

Więc, zacznijmy od truizmów - Jetfighter V: Homeland Protector to symulator nowoczesnego myśliwca wielozadaniowego. Konkretnie zaś trzech myśliwców, bowiem na każdą z 30 misji (a będą to takoż walki powietrzne, jak i ataki na cele naziemne), które zawiera główna kampania gry (trzymająca w napięciu i zaskakująca, podobno), możemy wybrać się jedną z trzech maszyn, jak najbardziej autentycznych, na licencji i w ogóle. Są to – znużony koń roboczy US Air Force, czyli F-16 Fighting Falcon, w miarę nowe, prawie niewidzialne cacko F-22 Raptor oraz supernowoczesny, arcytajemniczy, ultrawymiatający F-35 Joint Strike Fighter. Na tych to cudach amerykańskiej myśli technicznej walczyć będziemy w obronie ojczyzny z... no właśnie, z kim? A w tym właśnie cała rzecz, że na początku nie będzie za bardzo wiadomo, kto jest naszym wrogiem. Nagle u zachodnich wybrzeży USA pojawia się potężna flota uderzeniowa niewiadomego pochodzenia, a na jej czele potężny superlotniskowiec z rzędami MiG’ów na pokładzie. Specjaliści wywiadu, prezenterzy telewizyjni oraz Sejmowa Komisja Śledcza zgodnie twierdzą, że to jakaś ponadnarodowa zbrodnicza organizacja, mająca poparcie Chin i Rosji, a składająca się głównie z fanatycznie nastawionych Eskimosów oraz uciekinierów z rezerwatów Indian Navajo, dyszących rządzą zemsty za zbrodnie sodomii popełnione na ich bizonich trzodach przez pierwszych kolonizatorów Dzikiego Zachodu. Niektóre nieoficjalne czynniki przebąkują też coś o Osamie i Saddamie, którzy wspierają agresorów logistycznie (ostatni transport zaopatrzenia zawierał prawdopodobnie 100 tys. egzemplarzy Koranu w wersji komiksowej, który ma służyć do wzbudzenia nastrojów defetystycznych w Kalifornii i Newadzie).

Akcja gry toczyć się ma w Kalifornii i Newadzie (echo? nieeee...). Autorzy pracowicie poskładali do kupy satelitarne zdjęcia i stworzyli za pomocą silnika Renderware teren działań wojennych liczący sobie przeszło 40 tysięcy mil kwadratowych, usiany miastami, miasteczkami, stacjami benzynowymi oraz mniej lub bardziej zagubionymi autostradami. Wedle obietnic twórców gry, oprócz śmigania nad pustynią (tudzież oceanem) będziemy mogli też lotniczo zwiedzić takie atrakcje turystyczne jak Wielki Kanion, Złote Wrota w San Francisco, Hollywood i drapacze chmur w Los Angeles, a nawet kasyno Ceasar’s w Las Vegas (ale tutaj trzeba będzie uważać z dopalaczami, bo korytarze w hotelu nie są szerokie i zdarza im się gwałtownie zakręcać, a nie chcemy się przecież rozbić o ścianę z „uautografionym” zdjęciem Franka Sinatry, nie?).

Model lotu, jak na symulator przystało, ma być zaawansowany, ale z drugiej strony nie aż tak, by nie poradził sobie z nim początkujący pilot. Autorzy stwierdzili, że tym razem zaprezentują trochę mniej hardcore’owe podejście do tematu – może to zrazić fanów „twardych” symulacji, ale z pewnością uczyni grę nieco łatwiejszą do przełknięcia dla przeciętnej wielkości pelikana.

Ja, przyznam się szczerze, wielbicielem symulatorów nie jestem (a już szczególnie takich, w których broni się Ameryki), więc i kwestia tego, czy Jetfighter V zostanie u nas wydany, czy też nie, ani mnie ziębi ani parzy. Z drugiej jednak strony na pewno by się znalazła garstka amatorów na takie danie, więc w ich imieniu wyrażam nadzieję, że jednak któryś z polskich dystrybutorów zainteresuje się tym tytułem, i zobaczymy go kiedyś na półkach w sklepie...

Źródło artykułu:WP Gry
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)