Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeHelp Will Come Tomorrow – recenzja. Ideologiczna uległość i walka z syberyjskim mrozem.

Nierozwinięte pomysły przeplatane brakiem redaktorów i UX/UI designerów.

Facebook Twitter Google Wykop

Arclight Creations przy produkcji Help Will Come Tomorrow bardzo mocno chciało złapać kilka srok za ogon. Już samo osadzenie akcji gry (Cesarstwo Rosyjskie roku 1917) sugerowało, że twórcy wezmą na warsztat poważny i na dobrą sprawę mało eksploatowany temat. Rewolucja Lutowa była – jak każdy przewrót polityczny – wyjątkowo krwawym wydarzeniem i w pewnym sensie ukształtowała Rosję, a także to, co działo się z nią przez ostatnie 100 lat

Tuż przed tym konfliktem klas, gdzieś na szlaku kolei transsyberyjskiej, jeden z pociągów został zaatakowany przez lokalnych bandytów, co ostatecznie doprowadziło do katastrofy, z której ocalała zaledwie garstka pasażerów.

Założenie twórców było proste – wrzucić do gry kilka postaci, pochodzących z różnych klas społecznych i wyznających różne poglądy polityczne, by skonfrontować ze sobą różne spojrzenia na przyszłość, jaka maluje się przed nową Rosją. O ile faktycznie postacie przedstawiają skrajne poglądy, reprezentując tym samym zarówno fundamentalistów, jak i socjalistów, to na tym w zasadzie kończy się to, co mają one do powiedzenia.

Wszystko w grze kręci się wokół dwóch rzeczy – przetrwania oraz dywagacji politycznych, co z jednej strony jest zrozumiałe i nietrudno odnieść to do obecnej sytuacji w naszym kraju, gdzie wszystko wskazuje na to, że najbliższe wybory prezydenckie odbędą się w cieniu szalejącego koronawirusa. Z drugiej jednak zostało to przedstawione w wyjątkowo nudny sposób, co tym bardziej boli, bo jak już wspominałem, tematyka jest na tyle rzadko poruszana, że obecne wykonanie zwyczajnie prosi się o jakieś poprawki.

Twórcy postawili na małe zróżnicowanie i w przypadku słownej konfrontacji przy ognisku, która odbywa się zawsze na koniec dnia, postaci mogą albo znienawidzić się na zabój, albo jedna musi odpuścić, by nie obniżać zanadto morale całej, czteroosobowej grupy. Zabrakło tutaj jakiegoś pójścia na kompromis, pokazania, że w tych trudnych warunkach wszyscy jesteśmy po prostu ludźmi, którzy znaleźli się w takiej, a nie innej sytuacji. Tymczasem dostaliśmy kolejną – znaną chociażby z The Walking Dead – wizję świata (ograniczonego w tym przypadku do małej grupy uwięzionej w syberyjskim tajdze), w której najgorszym wrogiem nie są brak pożywienia/zombie/bandyci (skreślić niepotrzebne), a drugi człowiek.

Jasne, nie ma nic złego w inspirowaniu się klasykami (o ile tak można nazwać The Walking Dead), ale za tym powinna iść jakaś refleksja lub przynajmniej mieć jakiś wpływ na przebieg gry. Tymczasem nic takiego w Help Will Come Tomorrow się nie dzieje, a zdecydowana większość dialogów jest zwyczajnie nudno poprowadzona, przez co sam wątek polityczny (teoretycznie jedna z ważniejszych rzeczy w grze) jest mało angażujący. Brakuje w tym jakiejś dramaturgii, czegoś, co pozwoliłby przejąć się losem bohaterów; by nie było to po prostu naciskanie “A” i jak najszybsze przechodzenie do właściwej rozgrywki.

Do tego dialogi wyglądają jakby były na siłę stylizowane, by jeszcze bardziej podkreślić, że całość działa się ponad 100 lat temu. O ile normalnie nie byłby to duży problem, to w przypadku Help Will Come Tomorrow nałożyły się na to niezredagowane dialogi, w których znaleźć można zabłąkane litery (czasem całe słowa czy zdania) wyrwane z kontekstu i doprawiane fatalnie zoptymalizowanym interfejsem na Switcha.

Chwalone przez mnie na początku kwietnia In Other Waters było pod tym względem doskonałe. Tutaj dwa bloki zwyczajnie na siebie zachodzą, przez co cała gra znacznie traci na czytelności. Samo sterowanie na konsoli Nintendo również pozostawia wiele do życzenia, ale być może jest to wina kiepskiego portu i na komputerach osobistych Help Will Come Tomorrow prezentuje się lepiej.

Być może tam też został przygotowany lepszy samouczek, bo ten, z którym miałem do czynienia na Switchu, zasypywał mnie ścianami niepotrzebnego tekstu, o tym, jak się gra w survival i co trzeba w nim robić. Mamy 2020 rok i naprawdę nie było to potrzebne, zwłaszcza że sama gra nie jest specjalnie trudna.

Gdy we wrześniu zeszłego roku pisałem o “nowej grze tworzonej pod skrzydłami Klabatera”, zauważyłem, że Help Will Come Tomorrow bardzo mocno inspiruje się Dead in Bermuda, gry będącej początkiem cyklu Dead in… autorstwa CCCP-games. Jako rozbitek na Bermudach spędziłem wiele godzin, bawiąc się przy tym doskonale i po cichu liczyłem, że skoro deweloperzy z Arclight Creations tak wyraźnie czerpią z tamtej produkcji, to w jakiś sposób rozwinął ten pomysł. Tymczasem stał się on wyjątkowo ciężkostrawny, niczym posiłek złożony z robaków, kilku jadalnych korzeni i grzybków halucynogennych.

To, że uczyniło się coś bardziej skomplikowanym i mniej czytelnym, nie oznacza przy tym, że całość stała się przez to ciekawsza, bo zyskała dodatkową warstwę. W tym przypadku składa się ona z frustracji wymieszanej z nudą i przeplatanej od czasu do czasu elementami losowymi w postaci spotkań z miejscową fauną czy maruderami dobijającymi ocalałych z katastrofy.

Grając w Help Will Come Tomorrow, miałem nieodparte wrażenie, że historia lubi się powtarzać. Pod koniec zeszłego roku swoją premierę miało Warsaw, o którym powiedzieć, że inspirowało się Darkest Dungeon, to jak powiedzieć wszystko. Gra Polaków wyglądała jak mod do niezwykle popularnego dungeon-crawler autorstwa Red Hook Studios. I absolutnie nic z tym nie zrobiła – oprócz tego, że świat fantasy zastąpiono realiami powstania warszawskiego. Co więcej – okazała się jedynie marną, źle zrobioną kopią, co pokazały oceny recenzentów i kiepska sprzedaż. Niestety, w przypadku debiutanckiej gry Arclight Creations mamy do czynienia z podobną sytuacją.

Pomimo kilku naprawdę ciekawych rzeczy, jak choćby historii pojedynczych postaci czy systemu opartego na punktach akcji (w zależności od samopoczucia każdy bohater może wykonać od dwóch do trzech czynności jednego dnia), Help Will Come Tomorrow nie jest ciekawą grą. Deweloperom trzeba jednak oddać to, że tytuł jest bardzo uczciwy i dokładnie czuć, w którym momencie popełniło się błąd i z czego wynikała porażka całego “runa”. Tytuł bezlitośnie wyłapuje wszystkie potknięcia i kara je poprzez odmrożone kończyny, nudności, depresję czy niedożywienie.

To w zasadzie tyle, co można o Help Will Come Tomorrow pozytywnego powiedzieć, bo dalej są już tylko niewykorzystane pomysły i koncepcje zaczerpnięte z Dead in Bermuda. Przed napisaniem tekstu zamieniłem mroźną tajgę na tropikalne wyspy – chciałem sprawdzić, czy może przez te pięć lat wspomnienia o grze CCCP-games przyćmiły mi jej realny wygląd.

W żadnym wypadku. Dead in Bermuda to dalej sprawnie napisany i dobrze zrobiony survival. A Help Will Come Tomorrow? Cóż, ląduje w przegródce ze średniakami – i to tymi z niższej półki.

Platformy: PC, Switch, PS4, Xbox One
Producent: Arclight Creations
Wydawca: Klabater
Data premiery: 21.04.2020
Wersja PL: tak
Wymagania: Windows 7+, Intel Core 2 Duo E8400, 2 GB RAM, 1GB VRAM.
Grę do recenzji podrzucił wydawca. Graliśmy na Switchu. Obrazki pochodzą od redakcji i wydawcy

Bartek Witoszka

ZAGRAĆ?
OSTATECZNIE
2.5

Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
  Subskrybuj  
Powiadom o