Zmien skórke
Logo Polygamii

PublicystykaGry, w które zawsze chciałam zagrać, ale o tym nie wiedziałam

Czyli o tym, czego w grach wideo czasami bardzo mi brakuje.

„W grze wcielimy się w bohatera, który stawi czoło pradawnemu złu, zagrażającemu całej krainie. Innowacyjny system walki i piękna grafika w stylu fantasy to cechy charakterystyczne nowego RPG studia XYZ”. „Gracze dostaną możliwość grania wszyscy przeciwko wszystkim w popularnym trybie battle royale”. „Zbuduj własne miasto, poczuj się jak bóg”. Ile takich zdań czytacie codziennie, przeglądając prasę? Ile z nich obiecuje nam wyjątkowe przeżycia, podczas gdy tak naprawdę są tą samą opowieścią, ale ze zmienionymi bohaterami i dekoracjami? A gdyby tak zagrać w coś zupełnie innego?

Nie zrozumcie mnie źle – doceniam urok odsłuchiwania cały czas tej samej opowieści. Lubię granie z konwencją, nawiązania, wszelkie takie postmodernistyczne zabawy. Ale czasami chciałabym czegoś nowego.

Niedawno zastanawiałam się, w co mam ochotę zagrać. Nie myślałam o konkretnych tytułach, a raczej o rodzaju doświadczenia, którego szukam. I okazało się, że tak jak rywalizację, walkę, trudne wybory moralne gry potrafią mi zapewnić, tak jest kilka rzeczy, których na próżno szukać w cyfrowej rozrywce. A przecież oferuje ona bardzo szerokie możliwości oddziaływania – może łączyć w sobie zalety dobrej książki i porywającego filmu, dodając do tego jedyne w swoim rodzaju poczucie kontroli nad wydarzeniami. Czemu zatem nie wyjść poza schemat i na bazie samej definicji (gra to czynność o ustalonych zasadach i rozrywkowym charakterze) zastanowić się, co jeszcze mogą dać nam gry wideo?

Rozmawiałam jakiś czas temu ze znajomym, który tłumaczył mi swoją fascynację symulatorami typu Euro Truck Simulator. Powiedział, że te gry niesamowicie go relaksują. Nieważne było nabijanie achievementów, wypełnianie misji czy porównywanie wyników ze znajomymi. Znajomy sięgał po tę grę dla samej przyjemności prowadzenia samochodu. Myślałam nad jego słowami i zastanawiałam się, co mnie by relaksowało. Nie musiałam zastanawiać się długo.

Marzy mi się symulator życia pustelnika. Jako oprawa konieczna byłaby muzyka 4D, dźwięki stereo wysokiej jakości oraz piękna, fotorealistyczna grafika. Mamy małą chatkę, zbieramy zioła, czasami możemy coś zjeść, ale generalnie gra nie karze za dłuższy post. Kąpiemy się w rzece, a noce spędzamy śpiąc, co przewija grę do rana, albo siedzimy na łące, patrząc w gwiazdy i medytując. Tryb dnia i nocy może być skorelowany z naszym, chociaż wolałabym, by pogoda była zawsze słoneczna. Taki cyfrowy zakątek wiecznej wiosny i spokoju, tylko ja, drzewa, ziemia i szemrzący nieopodal strumyk. Twórcy gry mogliby też zasugerować mi, że trawa oraz niektóre mniejsze rośliny rosną powoli, zaś po kilku dniach pąki kwiatów rozwiną się. Powie ktoś – można pojechać w Bieszczady. Ale ja chcę się znaleźć w chatce w górach w ten piątek wieczorem, a nie za kilka miesięcy w wakacje. Pomijam fakt, że takiej chatki nie posiadam. Czy gra zawsze ma mnie zaskakiwać i zaspokajać moje najdziksze fantazje? A może czasami wolę zrelaksować się przy czymś zgoła prostym, ale po prostu w danej chwili nieosiągalnym?

Kolejna na liście gier, których brakuje w mojej bibliotece, jest naprawdę ciekawa gra edukacyjna, która nauczy mnie historii, ale nie w postaci ściany tekstu wrzuconej podczas ekranu ładowania. I nie jako otoczka dla strzelanki, ale coś w stylu trybu muzeum w Assassin’s Creed: Origins. To, co udostępniło niedawno Ubistoft to przedsmak tego, co mogłoby być na porządku dziennym w świecie cyfrowej rozrywki. Chciałabym poznać życie proroków i świętych różnych religii w formie interaktywnego filmu, ale w wysokiej jakości, a nie uciułanych z publicznych pieniędzy krótkich gierek robionych we flashu.

Ale dość o nauce. Pora pomyśleć o grze, w której musimy wszystko zawalić. Tak, dobrze przeczytaliście – popsuć. Gramy robotem, który poddawany jest testom i postęp gry nastąpi tylko wtedy, jeśli będziemy po kolei oblewać wszystkie postawione przed nami zadania. Naukowcy będą próbowali dociec przyczyn naszych problemów. Jeśli będziemy wykonywać ich instrukcje, po prostu trafimy do dystrybucji i gra się skończy. A nam zależy na kolejnych testach.

Jednocześnie, zawalanie ich nie może odbywać się w sposób chamski – musimy kombinować, by badacze chcieli nas dalej sprawdzać, więc porażki muszą jednocześnie sugerować, że nastąpiła jakaś mała usterka, którą warto odkryć i naprawić. A w całej grze chodzi o to, że robot zakochał się w badaczce i chce dotrzeć do testu, który będzie ona nadzorować osobiście. Jego celem jest wyznanie jej miłości.

Lubię dostawać coś razem z grą – coś materialnego. Uwielbiam gadżety w stylu: mapy, figurki, albumy z grafikami, płyty z muzyką, t-shirty. Ale brakuje mi jednego – te wszystkie dodatki nie mają przełożenia na samą rozgrywkę. I nie chodzi mi o figurki Amiibo czy z Disney Infinity, ale o większy mariaż cyfrowej zawartości i fizycznych przedmiotów. Marzy mi się gra łącząca rzeczywistość cyfrową i real, do której dołączone zostanie pudło ze skrzyneczkami. W trakcie rozgrywki będziemy otwierać wskazane skrytki i koperty, zawierające kody, zdjęcia do rozszyfrowania i zeskanowania, puzzle, z których powstanie mapa potrzebna w grze, albo listki zapachowe (zgadnij, co tak pachnie i wpisz nazwę na konsoli), lub inne drobiazgi. Otwieranie ich w określonej kolejności, według instrukcji wyświetlanych na ekranie, będzie integralną częścią gameplaya. Oczywiście, koszt jednego egzemplarza takiej gry będzie dość wysoki, dlatego paczkę dostawalibyśmy na specjalne zamówienie. Ale skoro tak, to można by dodać mozliwość personalizacji – pod płęć, imię itd. Pewnie całość kosztowałaby 500 zeta, ale to by było coś.

Poza jakie schematy wychodzimy w wymienionych wyżej grach? Zawartość nie musi być tylko cyfrowa, wykonywanie misji niekoniecznie jest nastawienie na osiągnięcie sukcesu. Osiąganie poszczególnych etapów jako warunek konieczny pchnięcia do przodu fabuły zostało zastąpione po prostu uczestnictwem w grze i obserwacją zmieniającego się otoczenia. Tryb edukacyjny nie zawsze musi być nudnym dodatkiem. I nie są to pomysły wydumane, w każdym razie – nie w moim odczuciu. Chętnie kupiłabym każdy z tytułów, więcej – wsparłabym na kickstarterze każdego, które obieca mi, że wypuści którąś z tych gier. Zdaję sobie bowiem sprawę, że nie są to projekty, na które zdecyduje się jakieś większe studio.

Oczywiście, moim celem nie jest wymyślenie koła od nowa. Niektóre z elementów wymienionych przeze mnie gier można w istniejących już produkcjach znaleźć. Z pewnością relaksujące jest życie na wsi, które oferuje nam Stardew Valley, zaś Amiibo nie są tylko i wyłącznie figurkami do postawienia na półce. Są też gry, w których sianie zniszczenia jest nadrzędnym celem misji, więc teoretycznie chęć “psucia czegoś” też zostanie zaspokojona – chociaż w opisie gry o robocie chodziło mi bardziej o niewypełnianie zadań. A niektóre interaktywne mini-gierki, które można znaleźć w Centrum Nauki Kopernik są świetnie zrealizowane i w idealny sposób łączą funkcje edukacyjne z atrakcyjną formą.

14
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
4 Komentarze
10 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Cruzer969
Użytkownik

Wow Asiu, coś niespodziewanego z Twojej strony. Sam mam ostatnio bardzo podobny problem – nie wiem w co zagrać. dopadł mnie chyba kryzys gracza. O grach wiem naprawde dużo (a przynajmniej tak mi się wydaje), branża nie ma przede mną za dużo tajemnic i najprawdopodobniej przez to ciężko znaleźć mi coś dla siebie. Bo wiem, że w takie i takie grze, ta mechanika była lepsza, a ten i ten deweloper robi gry pod taki schemat. Brakuje mi błogiej nieświadomości niedzielnego gracza. Przez to, tak ciężko sięga mi się po nowe gry, bo przyzwyczaiłem się do tego co znam i w… Czytaj więcej »

wiaderny
Użytkownik

Hm, spróbuj popisać opowiadania. W ten sposób z biernego odbiorcy (gracza) zmienisz się w kreatora (pisarza), może to zaspokoi te Twoje pragnienia 😉 Stworzysz dokładnie taką historię, jaką chcesz. Może to będzie substytut takiej wyśnionej gry.

Cruzer969
Użytkownik

Już to robię. Dzięki kilku osobom, które poznałem dwa lata tem piszę artykuły o grach. Mam wreszcie jakiś udział w tej branży, coś o czym zawsze marzyłem.

Cruzer969
Użytkownik

A i Asiu, gra w której celem gry jest łamanie zasad to Stanley Parable 😉 Polecam, w coś takiego jeszcze nie grałaś 😉

pukacz
Użytkownik

Co do tego Euro Truck Simulator ja mam podobnie w elite dangerous. wybralem sciezke odkrywcy latam id systemu do systemu i skanuje planety. nie ma wrogow (moj pojazd jest wrecz nie uzbrojony) jedyne niebezpieczenstwo to czarne dziury lub brak paliwa. obecnie w zamieszkanej czesci galaktyki trwa inwazja obcych o czym dowiaduje sie z voice logow ale mnie to nie dotyczy. jestem tylko ja i ciemnosc kosmosu zamieszkala przestrzen jest 2000 lat swietlnych za mna do celu mam jeszcze 18000 Ly ( moj dbx skacze maks 40 Ly na raz). niesamowity relaks i ta ciekawosc co bedzie w nastepnym systemie czy… Czytaj więcej »

gsg
Użytkownik

Metal Gear Solid 1 wymagał w toku rozgrywki użycia kodu, który znaleźć można było na pudełku z grą. Mała rzecz, która mnie i pewnie całej rzeszy dwunastoletnich piratów z pewnego kraju nad Wisłą zalazła nieźle za skórę te dwadzieścia lat temu. Dowolna ambitniejsza gra video oczywiście nie ma na współczesnym rynku szans dostać budżetu na fotorealistyczną – nawet jeśli nie dosłownie a po prostu “fotorealistyczną na współczesne standardy” – grafikę. Było nie było, większość rynku naszego hobby to po prostu branża rozrywkowa. Pieniądz musi generować więcej pieniądza. Czy mamy już na świecie rynek na grę o pustelniczej chatce? Wątpię. Czy… Czytaj więcej »

gsg
Użytkownik

Pawła Schreibera, oczywiście, wybaczcie literówkę. Schreier pisze zupełnie w innej części świata 🙂

(Kolejny niemy krzyk o edycję komentarzy!)

Cruzer969
Użytkownik

Też się dołączam, edycja komentarzy jest potrzebna 😀

kamelrma
Użytkownik

Fajny tekst. Brakuje mi tylko (bardzo mi brakuje) podpisów do skrinów, tj. z jakiej są gry. 🙂