Zmien skórke
Logo Polygamii

PublicystykaFuturystyczne uzbrojenie w grach – plazma, Gauss i “Tęcza 6”

Czyli kolejna odsłona z cyklu: fizyka w grach okiem inżyniera.

Facebook Twitter Google Wykop

Jakiś czas temu po raz kolejny ukończyłem gry z serii Dead Space. Moją uwagę zwróciła Piła Plazmowa, która jest pierwszą i w zasadzie najlepszą pukawką dostępną w grze. Jednak dopiero podczas tego podejścia zacząłem się zastanawiać, czemu w zasadzie to narzędzie ma w nazwie słowo “plazma”? Chodzi o to, że z jej pomocą zasilamy tę broń, a może to pociski są z niej stworzone?

Wiele serii gier ma narzędzia, nas szczególnie będzie interesować uzbrojenie, które opierają się na plaźmie (tak jak Piła z Dead Space opisana wyżej), czy innych, jeszcze nieosiągalnych dla nas technologii. Jednak ile z tego ma potwierdzenie w fizyce? Czy futurystyczne uzbrojenie jest w jakiś sposób prawdopodobne i można je odnieść do tego czym dysponujemy obecnie? I o co chodzi z tą plazmą? Faktycznie jest taka wszechstronna jak sugerują to gry? Sprawdźmy to!

Plazma, czyli co?

Na pewno pamiętacie z lekcji fizyki w szkole średniej, że plazma jest nazywana czwartym stanem materii. Jednak co to dokładnie znaczy? Czy jest ona czymś pośrednim pomiędzy trzema dobrze znanymi nam fazami (ciecz, gaz, ciało stałe)? Tak naprawdę ponad 99% materii we Wszechświecie jest w stanie plazmy, a to nic innego, jak zjonizowany gaz, czyli mieszanina jonów, elektronów i cząstek obojętnych. Duża część z Was słyszała pewnie, że słońce jest zbudowane z plazmy. Jednak nie musicie lecieć w jego pobliże, by mieć z nią kontakt. Płomień, widoczny promień lasera, błyskawica, czy jonosfera – to wszystko jest właśnie plazmą. Istnieje kilka rodzajów tej substancji; ta z której składa się słońce i inne gwiazdy nazywamy plazmą gorąca; z kolei ta wykorzystywana np. palnikach plazmowych, których używamy do cięcia i spawania trudnotopliwych materiałów to plazma zimna.

Plazma zagłady

W serii Doom bronią opartą na plazmie jest BFG 9000. Mimo, że występuje ona w każdej części Dooma, ja skupię się na tej ukazanej w “trójce”, bo jest to najbardziej fabularna odsłona serii i w trakcie rozgrywki można było natknąć się na różne opisy technologii tego uniwersum.

BFG 9000 zostało stworzone przez korporację UAC, która na Marsie prowadziła badania związane z genetyką, archeologią, technologią i militariami. Wymarła planeta wydaje się znacznie lepszym miejscem na poligon doświadczalny, niż Ziemia. Jednym z efektów prac zespołu badawczego była właśnie omawiana pukawka. Broń zasilana jest ogniwami plazmowymi, co w 2145 roku nie stanowi problemu – ludzie opanowali technologię, która umożliwia tanią produkcję tej substancji i przetworzenie jej na energię. BFG wystrzeliwuje kulę skondensowanej plazmy, wewnątrz której znajduje się mikroprocesor sterujący całym procesem – odpowiada za określenie liczby wrogów i czas potrzebny do zdetonowania ładunku. Przeciwnicy w promieniu 15 metrów dosłownie wyparowują.

Rozważania na temat plazmy w grach warto zacząć od tego, że nie ma czegoś takiego jak ogniwa plazmowe. Na jednym z materiałów wideo, na które natrafimy podczas rozgrywki, wyraźnie jest pokazane, że substancja “rozlewa się” po całej broni, tuż po umieszczeniu ogniwa. To jest niemożliwe, ponieważ jej temperatura liczona jest w tysiącach kelwinów. Aktualnie nie istnieje materiał, który byłby w stanie to wytrzymać. Bardziej prawdopodobny wydaje się pomysł z wymiennym źródłem energii, które zainicjowało by proces tworzenia gęstej plazmy. Napiszę o niej więcej przy okazji omawiania następnej gry.

Warto pochylić się tutaj nad mikroprocesorem, który w jakiś tajemniczy (pewnie magiczny, na 100%) sposób otoczony jest plazmą, co sugeruje, że wystrzelony pocisk można zaprogramować. Firma Rheinmetall zajmuje się produkcją takiego rodzaju amunicji, między innymi do czołgów i pojazdów opancerzonych. DM-11 były stosowane w czołgach M1 Abrams przez USMC (United States Marine Corps) w Afganistanie.

W grze jednak dalej mamy do czynienia z dość luźną materią, a nie litym pociskiem. Zatem czy da się zmusić pewną ilość substancji do tego, by przybrała żądany przez nas kształt? Programowalna materia jest dość młodą koncepcją, bo pierwsza poważna wzmianka na ten temat pojawiła się dopiero w 1991 w artykule Tommasa Toffoli i Normana Margolusa. Jego tematem była powierzchnia, na której znajdują się węzły obliczeniowe które na nią oddziałują. Te węzły obliczeniowe dla uproszczenia można nazwać komputerami, jednak mają one znacznie bardziej ograniczone możliwości. Zatem wysyłając sygnał do jednego z urządzeń, tak naprawdę wpływamy na wszystkie. Bezpośrednia kontynuacja tej koncepcji, claytronic, polega na tworzeniu nanokomputerów, które mogą ze sobą oddziaływać tak, by stworzyć dowolny kształt.

By lepiej to zobrazować, podrzucę Wam przykład z filmu Terminator: Genisys. Tuż po udanej podróży w przyszłość Kyle Reese i Sarah Connor spotykają całego i zdrowego Johna Connora. W dalszej części filmu okazuje się jednak, że jest to nowy rodzaj Terminatora, który składa się właśnie z takich nanokomputerów. Dzięki tej technologii John (albo raczej Skynet) mógł przyjąć dowolny kształt i dzięki autopowielaniu, zyskać niewrażliwość na broń konwencjonalną. Z podobną materią mamy też do czynienia w “czwartej” części Transformersów w reżyserii Michaela Baya. Nowy Megatron został właśnie stworzony za pomocą technologii claytronic.

Teoretycznie istnieje możliwość wplecenia w cząsteczki plazmy nanokomputerów, by np. za pomocą pola magnetycznego nadać całej mieszaninie odpowiedni kształt. Jednak materiały potrzebne do stworzenia takich nanourządzeń musiałyby być odporne na działanie wysokich temperatur rzędu kilku, kilkunastu tysięcy Kelwinów (od kilkuset do kilku tysięcy stopni Celsjusza). Sama elektronika bywa bardzo wrażliwa na skrajne temperatury, nie mówiąc już o tym, że najprawdopodobniej wszystko, co nie jest plazmą wyparuje.

Zatem jak mógłby wyglądać ostateczny projekt broni? Jak wspomniałem w poprzednim akapicie, kluczem do rozwiązania, które opiszę dalej, będzie opracowanie nanokomputera działającego w skrajnie wysokich temperaturach. Dodatkowo należy również założyć, że będzie się on znajdował w osłonie, która zapobiegnie jego stopieniu. Małe porcje mieszaniny plazmy i komputerów wykonanych w technologii claytronic byłyby przyspieszane do możliwie dużej prędkości i wyrzucane w kierunku wroga. W trakcie lotu pocisk programował by się tak, by doleciała on we wskazane przez operatora miejsce i przy okazji nie rozbryznął się na wszystkie strony tuż po opuszczeniu lufy. Sam koszt wytworzenia takich komputerów i zespolenie ich z cząsteczkami plazmy byłby na tyle przytłaczający, że nikt o zdrowych zmysłach najprawdopodobniej nigdy nie wyłoży na to pieniędzy.

Ktoś mógłby powiedzieć – “Zaraz, zaraz, przecież wcześniej pisałeś, że plazma to zjonizowany gaz. W jaki sposób chcesz go wystrzelić i zaprogramować?”. Dwa słowa – gęsta plazma.

Plazma, która czuwa

Moira O’Deorain przed wstąpieniem do Blackwatch była naukowcem. Prowadziła badania nad zmianami w DNA na poziomie komórkowym, za co została skrytykowana przez środowisko naukowe. Starczy tej metanarracji i skupmy się na tym, co robi sama postać. Potrafi wytwarzać kule plazmy, które są jednocześnie śmiertelne dla wrogów i stanowią wybawienie dla członków drużyny. Dodatkowo może wysyłać strumienie zjonizowanego gazu, które leczą, bądź zadają obrażenia. Swoje nietypowe zdolności zawdzięcza prawdopodobnie gęstej plazmie, a do jej produkcji używa urządzenia, które znajduje się na jej plecach.

DPF (Dense Plasma Focus) został stworzony we wczesnych latach 60. i służył do wytwarzania energii termojądrowej. Urządzenie to wykorzystuje zjawisko skurczu plazmy, które polega na ściskaniu przewodnika (którym jest omawiana substancja) przez siły magnetyczne wywołane przepływem prądu elektrycznego. Przykładem takiego zjawiska są wyładowania elektryczne, takie jak pioruny czy zorze polarne. DPF składa się z dwóch elektrod cylindrycznych (jednej wewnętrznej, drugiej zewnętrznej) umieszczonych w pojemnikach próżniowych. Gdy prąd zaczyna płynąć przez elektrodę zewnętrzną, powoduje to gwałtowne jonizowanie gazu w układzie. Wytwarza się plazma, która jest popychana przez pole magnetyczne (uzyskane wskutek przepływu prądu) do końca układu, gdzie formuje się swoisty “parasol” plazmy. W tym punkcie dalszy ruch ustaje, a prąd powoduje ściskanie odcinka w pobliżu elektrody wewnętrznej. Ostatecznie cały “parasol” zostaje ściśnięty do formy słupka wystającego poza koniec elektrody wewnętrznej. Gęstość materii w tym obszarze jest znacznie zwiększona, stąd nazwa – gęsta plazma. Cały proces trwa kilka mikrosekund i przebiega wielokrotnie.

Ten “słupek” może być właśnie strumieniem wystrzeliwanym przez Moirę. Problem w tym, że “skupiacze plazmy” stosowane obecnie mają bardzo duże rozmiary i nie da się ich przenosić. Inną sprawą jest system wystrzeliwania plazmy, postać w grze dosłownie strzela z palców. Oczywiście, można to wytłumaczyć modyfikacjami genetycznymi, jednak nawet wtedy byłoby to dla niej tragicznie. Taka ilość energii przepływająca przez ludzkie ciało kończy się zazwyczaj śmiercią. Poza tym sam zasięg takiego promienia jest bardzo ograniczony. Inaczej. Jego zasięg ogranicza sama wielkość maszyny. Zatem jeśli nasze urządzenie ma być w jakikolwiek sposób przenośne, to i promień będzie odpowiednio mały, a współczesne pole bitwy to walka na dalekie odległości. Co do kul plazmy, które Moira może utworzyć i wypuścić w określonym kierunku, to potrzebne jest do tego zewnętrzne urządzenie, które opisałem przy okazji omawianie BFG. Dodatkowy problem stanowi brak energii elektrycznej potrzebnej do zainicjowania całego procesu. O ile w Doomie były to wymienne ogniwa, tak Moira w Overwatchu w ogóle się tym nie przejmuje. No i plazmą wytworzoną w ten sposób nie da się również nikogo wyleczyć.

Sama koncepcja wystrzeliwania silnie zjonizowanej, gęstej plazmy jest jak najbardziej warta dalszych badań. Dzięki nim można częściowo symulować niektóre zjawiska astronomiczne takie jak wiatr słoneczny czy strumienie gwiezdne, co daje możliwość ich bezpośredniego zbadania, ale forma, w jakiej zaprezentowano to w Overwatch, jest bardzo mało prawdopodobna.

Plazma w “Martwej Przestrzeni”

Wróćmy teraz do Piły Plazmowej z Dead Space. Została stworzona z myślą o górnikach, którzy z jej pomocą w łatwy sposób mogli prowadzić prace wydobywcze w przestrzeni kosmicznej. Obrotowa głowica, która pozwala wysyłać wiązki zarówno w pionie jak i w poziomie, czyni Piłę bardzo precyzyjną i przydaje się ona zarówno na początku, jak i na końcu gry. Amunicją do niej są energetyczne kartridże, bądź, jak sugeruje Internetowy leksykon uniwersum – akumulatory plazmowe.

Ciąć za pomocą palników plazmowych można już od dawna, jednak trzeba znajdować się bardzo blisko powierzchni, którą chcemy przeciąć. W grze, Isaac wystrzeliwuje pocisk, a nie podchodzi do nekromorfów, by powoli i metodycznie odciąć im wszystkie kończyny. Odpada też bezwiedne “wypluwanie” plazmy, jak miało to miejsce w poprzednich przykładach. Muszą to być precyzyjne wiązki.

W 1956 roku Winston H. Bostick użył słowa plazmoid dla obiektu, który przez działanie pola magnetycznego skupia małe drobinki plazmy w większą całość. Ta “całość” przypominała torus, którym szczególnie interesują się matematycy. Nam wystarczy wiedzieć, że plazmoidy można zmierzyć i kształtować za pomocą silnego pola magnetycznego.

Teoretycznie jest to możliwe – ukształtowanie plazmy za pomocą odpowiednio potężnego i właściwie ukierunkowanego pola magnetycznego można spróbować wystrzelić plazmoid (zrobił to sam Bostick, by symulować powstawanie galaktyk). Problem tkwi w źródle energii, dzięki któremu pocisk miałby odpowiednią siłę rażenia. Próbki stworzone przez Winstona H. Bosticka były mikroskopijnych rozmiarów i nikomu nie zrobiłyby krzywdy. Wraz z wielkością rośnie również pobór mocy, a obecnie nie dysponujemy tak wydajnymi źródłami energii.

Plazma jest już wykorzystywana w górnictwie do wiercenia otworów głębinowych. Firma GA Drilling opracowała metodę wiercenia plazmowego, która jest znacznie bardziej wydajniejsza od tych tradycyjnych, z użyciem wiertła. Główną zaletą takiego rozwiązania jest możliwość ciągłej pracy. Nie trzeba wymieniać wiertła, a dodatkowo otwór ma cały czas stałą średnicę.

Postapokaliptyczny Gauss

W serii Fallout używana jest broń oparta na technologii zarówno plazmowej, jak i laserowej, jednak zawsze ciekawiło mnie, o co chodzi z tym karabinem Gaussa. Broń została wprowadzona w 2 części gry i przez lata, obok Pip-Boy’ów czy pancerzy wspomaganych, stała się jedną z ikon całego uniwersum. Karabin używa amunicji 2 mm EC, która w świecie gry jest bardzo rzadka, dlatego na taką broń mogą sobie pozwolić tylko ci bogatsi mieszkańcy pustkowi. Skrót “EC” oznacza “Electric Conductivity”, czyli przewodnictwo elektryczne. Doskonała, precyzyjna broń, z pomocą której powalimy większość przeciwników za pomocą dwóch, trzech strzałów. Wraz z kolejnymi częściami pukawka ewoluowała i wprowadzano do niej różne modyfikacje, takie jak celowniki optyczne i wymienne kolby.

Efekt Gaussa, bądź bardziej poprawnie – magnetoopór, polega na zmianie oporu metali i półprzewodników pod wpływem pola magnetycznego. Nazwa “działo Gaussa” pochodzi od niemieckiego fizyka Carla Friedricha Gaussa, który za pomocą matematyki opisał elektromagnetyczne oddziaływania, jak i ich praktyczne zastosowanie. Możecie pamiętać również z lekcji fizyki w szkole średniej (jeśli byliście na mat-fizie) prawo Gaussa, które opisuje ten efekt dokładniej.

Tu nie muszę się silić na gdybanie, jak dana broń miałaby działać w rzeczywistości, bo miotacze oparte na zjawisku Gaussa istnieją i co więcej, przy odrobinie wprawy i odpowiedniej wiedzy, sami możecie je zrobić. Urządzenie zbudowane jest z rury wykonanej z materiału słabo przewodzącego prąd elektryczny (dielektryka) i nawiniętego na nią solenoidu (jednego, bądź kilku), czyli cewki z drutu miedzianego służącej do wytworzenia jednorodnego pola magnetycznego. Dodatkowo do całego zestawu powinno być podłączonych kilka kondensatorów, które będą gromadzić energię potrzebną do wyrzucenia pocisku, a wszystko powinno być wyzwalane za pomocą przełącznika (w przypadku broni chodzi o spust). No i sam obiekt, który chcemy wystrzelić, musi być wykonany z ferromagnetyka, czyli materiału wytwarzającego wokół siebie pole magnetyczne (np.żelazo). Zatem jak to wszystko połączyć w karabin, którym będzie można ustrzelić jakiegoś mutanta?

Gdy użyjemy przełącznika, następuje rozładowanie kondensatorów przez cewkę, czyli przez cały układ zacznie płynąć prąd, który wytwarza silny impuls magnetyczny “zasysający” pocisk umiejscowiony na jednym z końców całej konstrukcji i wyrzuca go poza układ z dużą prędkością. Ta zaś zależy od pojemności kondensatorów, masy pocisku i napięcia elektrycznego. Tak skonstruowana broń ma jedną zasadniczą wadę; po oddaniu jednego strzału następuje rozładowanie kondensatorów i należy je ponownie naładować. W laboratorium nie jest to dużym problemem, jednak na polu walki nie ma na to czasu. Wyzwanie stanowi też załadowanie następnego naboju, bo ten strzelec musi wprowadzić ręcznie, co przywodzi na myśl XVII wieczną muszkiety czarnoprochowe. We współczesnej broni automatycznej bądź półautomatycznej ciągłość prowadzonego ognia zapewnia siła gazów prochowych, która powoduje przygotowanie całego mechanizmu do oddania następnego strzału. W przypadku działa Gaussa żołnierz jest zmuszony robić to wszystko sam, a dodatkowo musi poczekać, aż kondensatory się naładują. W tym czasie “The Chosen One” zostałby rozszarpany na strzępy przez Szpona Śmierci. Wspomniałem wcześniej, że karabin Gaussa w Falloucie używa specjalnego rodzaju amunicji “EC”. Na szczęście, nam wystarczy pocisk stworzony z materiału ferromagnetycznego, jednak musi on dobrze pasować do lufy, nie może to być zatem jakiś skrawek metalu ze złomowiska.

Napisałem wyżej, że sami możecie stworzyć taką broń. Będzie miała wszystkie ograniczenia, które opisałem w poprzednim akapicie, ale dużym dzieciom znającym się co nieco na majsterkowaniu sprawi to dużo radości. Na stronie HackedGadgets znalazłem kilka samoróbek. Nie przypominają broni znanych z gry, ale trochę serca i wolnego czasu wystarczy, abyście mogli powiesić na ścianie swój własny i, co najważniejsze, działający karabin Gaussa z Fallouta.

Tarcza, tęcza i pioruny

Wraz z trzecim sezonem trzeciego roku wsparcia Rainbow Six Siege dodanych zostało dwóch nowych operatorów. Jednym z nich jest Morowa “Clash” Evans, brytyjska policjantka, której specjalizacją jest “kontrola tłumu”. W tym zadaniu pomaga jej gadżet CCES (Crowd Control Electro Shield), który razi przeciwników wiązkami elektrycznymi skutecznie spowalniając atak. Wielu graczy zaangażowanych w ten tytuł narzeka na futurystyczne gadżety niektórych operatorów. Grupa ta uważa, że wraz z dodawaniem kolejnych postaci, Ubisoft posuwa się za daleko i tworzy coraz bardziej niedorzeczne i nieprawdopodobne zabawki, co w tytule nastawionym na taktykę i “realizm” jest niedopuszczalne. Czy faktycznie ta granica została już przekroczona, a Clash i jej tarcza z piorunami są tego potwierdzeniem?

Tarcze w wojsku były używane od zawsze, jednak wraz ze wzrostem popularności broni palnej zaczęły odchodzić do lamusa i częściej zdobiły ściany dworów, niż stanowiły realne wsparcie na polu walki. Teraz jednak znów wracają do łask i w formie tarcz balistycznych znajdują zastosowanie między innymi przez siły porządkowe właśnie do “kontroli tłumu”, czy jednostki specjalne policji, takie jak SWAT.

Drugą kwestię stanowią wiązki energii elektrycznej wystrzeliwane z tarczy. Oczywiste skojarzenie stanowi paralizator, zarówno ten kontaktowy, jak i taser, czyli pistolet wystrzeliwujący dwie elektrody na odległość do 5 metrów. Broń razi cel wysokim napięciem przy jednocześnie niskim natężeniu powodując jego ból i paraliż. Świetnie sprawdza się ona do obalania, a nie zabijania celów żywych, co znalazło szerokie zastosowanie wśród ochroniarzy. Projektanci w Ubisoft postawili jednak na efektowność, bo w grze wyraźnie widać, że nie są to elektrody wystrzeliwane za pomocą sprężonego powietrza, a wiązki prądu elektrycznego. Jednym z możliwych wytłumaczeń jest łuk elektryczny, czyli jeden z rodzajów wyładowania elektrycznego, które występuje w gazie w warunkach normalnych (atmosferycznych). Zjawisko to zachodzi pomiędzy dwoma elektrodami, które zostały stworzone z materiału przewodzącego prąd elektryczny. Teoretycznie pasuje to do założeń Clash i jej gadżetu – na tarczy zamontowane są dwa urządzenia wytwarzają wiązkę, więc może są to po prostu elektrody? Łuk elektryczny może wystąpić tylko pomiędzy dwoma przewodnikami (elektrodami), więc musiały by mieć one długość piętnastu metrów, bo taki zasięg mają wiązki wystrzeliwane przez tarczę Clash. Zresztą samo zjawisko jest raczej negatywne i w elektronice czy elektrotechnice robi się wszystko, aby nie dopuścić do jego powstania. Podczas rozłączania styków aparatury komutacyjnej, czyli wszelkiego rodzaju włączników, przełączników, przycisków, przekaźników i styczników, może nastąpić “przeskoczenie iskry elektrycznej” (tak, chodzi o łuk elektryczny), co spali całe urządzenie.

Czy Ubisoft tym razem przesadził z futuryzmem? Nie ma fizycznych podstaw, by tarcza Clash przedstawiona w takie formie, jak w tytule Ubisoftu istniała naprawdę. Jednak Rainbow Six Siege, nieważne, jak taktyczny by nie był, jest tylko grą. Zresztą istnieje całkiem prawdopodobna teoria, że gadżety kolejnych operatorów będą rozwinięciem już tych istniejących. Doskonałym przykładem jest Maestro, którego rozkładana kamera połączona z wieżyczką jest modyfikacją gadżetu innego operatora, Valkyrie. Więc pewnie już niedługo zobaczymy odpowiednik Blackbearda, który będzie posiadał kuloodoprną zasłonę montowaną na karabinie, z dodatkową termowizją. Nie, Panie Ubisofcie, proszę tego nie robić…

Omni-Ostrze i miecz energetyczny

Co z bronią do walki w zwarciu? Przecież nie raz zdarza się, że przeciwnicy w grze podchodzą zbyt blisko i nie ma już czasu na użycie broni głównej. W takich sytuacjach bohater błyskawicznie wyciąga nóż, bądź uderza oponentów kolbą broni, by szybko rozprawić się z nimi rozprawić. W serii Halo czy Mass Effect mamy ostrza energetyczne, które są zarazem lekkie i zabójcze, a dodatkowo widać je tylko, gdy się ich używa.

W grach z serii Halo jest to miecz energetyczny, używany do walki w zwarciu przez rasę Sangheili. Jednak w porównaniu z Omni-Kluczem, który w serii Mass Effect był narzędziem ogólnodostępnym, mieczem energetycznym mogli posługiwać się tylko najbardziej zasłużeni spośród wojowników tej dumnej rasy. Jedyną stałą częścią broni jest zakrzywiona rękojeść, w której znajduje się źródło energii potrzebnej do wygenerowania plazmy, a także dwa generatory pola magnetycznego, potrzebne by ostrze przybierało odpowiedni kształt. Wraz z każdym udanym trafieniem ostrze stopniowo się rozładowuje.

Znowu wracamy do plazmy i jej niezliczonych zastosowań. Pisałem wcześniej, że “plazmoidy” są tworami plazmo-magnetycznymi, więc teoretycznie da się ukształtować materię za pomocą pola magnetycznego. Dalej jednak ta technologia jest poza naszym zasięgiem, bo torusy stworzone przez Bosticka były bardzo małe i niestabilne. Jednak istnieje inny sposób na “prawie plazmowe” ostrze. Jednym z zastosowań tej substancji jest jej natrysk wraz z materiałem ceramicznym na różnorakie powierzchnię, przez co stają się one twardsze i odporne na szkodliwe działania środowiska. Taka technologia znalazła zastosowanie między innymi w lotnictwie, gdzie mieszaniną plazmowo-ceramiczną pokrywa się skrzydła samolotów, by nie nagrzewały się nadmiernie podczas lotu. Zatem wystarczy wykuć taki kształt ostrza, który będzie dla nas najbardziej wygodny i pokryć go taką warstwą, zapewniając mu odpornosć bliską nizniszczalności. Zatrzymajmy się na chwilę przy kształcie i samej funkcjonalności ostrza, bo to zaproponowane w serii Halo nie nadaje się do niczego, oprócz parad. Znacznie lepiej pod tym względem prezentuje się Mass Effect’owe Omni-Ostrze, z którym można normalnie funkcjonować. Jednak dalej rdzeń takiego ostrza musiałby być zrobiony z metalu. Dobrym rozwiązaniem byłyby stopy tytanu, które stosowane są w łopatkach sprężarek silników turbinowych używanych w samolotach, głównie przez swoją lekkość i ogólną wytrzymałość. Klinga powinno być składana na dwie albo trzy części (w zależności od preferencji użytkownika), jak to mam miejsce w przypadku broni Corvo Attano w Dishonored. Mechanizm z wcześniej przygotowanym ostrzem montowany by był tak, jak Omni-Klucz. Walka nim nie należałaby do najprostszych, jednak w rękach odpowiedniego użytkownika okaże się zabójcze.

Na współczesnym polu walki broń biała nie jest już aż tak częstym widokiem jak kiedyś, jednak amerykańscy żołnierze armii Ranger dalej mają na swoim wyposażeniu tomahawki. Pamiętacie Medal of Honor: Warfighter? Tam, jedną z opcji wyważania zablokowanych drzwi było zniszczenie zamka właśnie za pomocą tomahawka. Dodatkowo, nasz bohater do walki wręcz zamiast noża używał toporka.

Zatem co z tą futurystyczną bronią w grach? Mocarstwa na całym świecie ciągle szukają nowych metod na rozbudowę swoich arsenału po to, by być o jeden krok przed potencjalnym wrogiem. Broń hipersoniczna i działa kinetyczne przechodzą już testy, by za kilka lat wejść do użytku i czekać na “coś większego”. Wykorzystanie plazmy do zasilania broni, tak jak przedstawiają to gry, prawdopodobnie nigdy nie będzie dla nas osiągalne. Jednak czy przez to źle masakruje się demony w Doomie, bądź odcina kończyny w Dead Space? Regularnie wracam do obu serii (w przypadku Dooma jest to trzecia część) i mimo tego, co napisałem wyżej, nie czuję się oszukany przez twórców. Szczególnie dotyczy to Rainbow Six Siege, gdzie doskonale strzela się “główki” i używa wszystkich operatorów. A że można strzelać w niej piorunami z tarczy, cóż, to tylko gra.

4
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
2 Komentarze
2 Odpowiedzi
3 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
MlodyO23
Użytkownik

Kolejny kawałek porządnego tekstu. Jakoś człowiek grając gry nie zastanawia się skąd to się bierze i jak działa. A tu proszę. Kilka ciekawostek poszerzających wiedzę.

Cruzer969
Użytkownik

Dzięki za miłe słowa, bardzo to motywuje 🙂

madoc
Użytkownik

Skąd informacja, że Moira korzysta z plazmy? To raczej nie jest prawda, tym bardziej że jej atak raczej wysysa życie z wrogów, a wystrzeliwuje cokolwiek.

Cruzer969
Użytkownik

Główną ideą umieszczenia Moiry w tym tekście były jej kulki lecząco-atakujące, które od razu skojarzyło mi się właśnie z kulami plazmy. Nie jest nigdzie wyjaśnione, czy wytłumaczone jak Mora czyni swoje “czary”, dlatego ja podjąłem się takiego wyjaśnia. I mi skojarzyło się to ze strumieniami gęstej plazmy. Jasne, jeśli masz jakieś lepsze wytłumaczenie jej umiejętności, to bardzo chętnie poczytam. Główną idęą moich dwóch tekstów ukazanych tutaj było gdybanie i próba uzasadnienia, bądź obalenia tego, co robią postacie z gier, za pomocą znanej nam nauki. I o ile w przypadku pierwszego artykułu, miałem duże ułatwienie w postaci leksykonu Mass Effect, tak… Czytaj więcej »