Zmien skórke
Logo Polygamii

PublicystykaFizyka w grach okiem inżyniera #4: Statki kosmiczne

Jak (nie)projektować statków kosmicznych.

Facebook Twitter Google Wykop

Czy zdarza się Wam patrzeć w gwiazdy? Mi ostatnio coraz częściej, łapię się na tym, że podczas wieczornego spaceru stoję przez minutę albo dwie i po prostu patrzę. Jest to bardzo uspokajające, ale i daje do myślenia; jak i czym będziemy je zdobywać? Zawsze wtedy przypominam sobie wszystkie te space opery, których miałem okazję doświadczyć. Z tyłu głowy towarzyszy mi jednak świadomość, że większość z tego, co tam zobaczyłem to pewnie mocne nagięcie nauki, tak, by wszystko pasowało do wizji twórcy. Wiecie, te krążowniki, fregaty i skokowce są oczywiście piękne i majestatyczne, a ich widok zawsze sprawia mi dużo radości. Jednak ile z tego, co widzieliśmy ma jakieś odzwierciedlenie w tym jak obecnie projektuje się takie konstrukcje i jak będzie się je projektowało w najbliższej przyszłości?

Na skrzydłach do nieba

W większości gier science fiction takich jak Mass Effect, No Man’s Sky czy Star Citizen pojazdy poruszające się w przestrzeni kosmicznej mają skrzydła, na których zazwyczaj montuje się uzbrojenie takiej jednostki. Dobrym przykładem są tu krążowniki Turian, które możemy podziwiać w Mass Effect 3 podczas potyczki nad Palavenem, ich ojczystą planetą. Mass Effect Andromeda rozwinął tę ideę jeszcze bardziej, bo Tempest, statek którym dowodzi Pionier, oprócz skrzydeł, posiada również winglety (które w obecnie stosowanych samolotach służą do obniżenia zużycia paliwa) zamontowane na ich końcach. Dzięki temu statek wygląda jeszcze bardziej majestatycznie i, nie oszukujmy się, bardziej “cool”.

We współczesnych statkach powietrznych płaty nośne (w sensie aerodynamicznym), które dalej będę nazywał skrzydłami, służą do wytwarzania siły nośnej. W przekroju skrzydło ma kształt profilu lotniczego i to właśnie ono stanowią dużą część badań aerodynamiki, czyli działu mechaniki płynów zajmującej się przepływami powietrza i wyznaczaniu sił w takich przepływach. Pewnie nieraz słyszeliście już o sile nośnej, ale na potrzeby artykułu warto uściślić wiedzę. Stanowi ona składową siły aerodynamicznej, która powstaje na skutek różnicy ciśnień nad i pod skrzydłem. Na górnej powierzchni skrzydła tworzy się obszar niskiego, zaś na dolnej obszar wysokiego ciśnienia. Siła ta jest zwrócona ku górze, prostopadle do kierunku ruchu (w naszym przypadku lotu). Wspomniałem wcześniej o profilu lotniczym; kształtuje się je tak, by w danych warunkach osiągnąć jak największą siłę nośną, przy jak najmniejszym oporze. Dlatego tak istotne są badania w tunelach aerodynamicznych, by ciągle doskonalić istniejące już rozwiązania. By skrzydła miały jakikolwiek sens musi dochodzić to przepływu powietrza, a w przestrzeni kosmicznej taki nie występuje. Wiele konstrukcji z gier ma tylko coś, co przypomina skrzydła, jednak ich geometria kompletnie nie nadaje się do wytwarzania siły nośnej. Wspomniane wcześniej krążowniki turian mają skrzydła zwrócone ku dołowi pod zbyt dużym kątem, co uniemożliwia wytworzenie siły nośnej.

Jednak istnieje kilka ciekawych teorii na temat roli skrzydeł w statkach kosmicznych. Jedna z nich mówi o zamontowaniu na ich powierzchni paneli fotowoltaicznych, które pozwoliłyby na wytwarzanie energii elektrycznej wykorzystując do tego promienie słoneczne. W EVE:Online przykładem takiej jednostki jest Slasher, tanii i wszechstronny statek frakcji Minmatar, którego cztery skrzydła to właśnie panele słoneczne. Takie rozwiązania jest obecnie stosowane na satelitach komunikacyjnych, które krążą nad Ziemią. Jednak ilość energii wytworzona w ten sposób jest bardzo mała i wystarcza tylko na zaspokojenie podstawowych potrzeb takiego satelity. Na statku kosmicznym pobór mocy jest znacznie większy, a same panele nie wystarczą do jego zasilenia. Istnieje szansa, że panele słoneczne mogą funkcjonować jako zapasowe źródło energii, ale do tego byłyby potrzebne kolektory próżniowe, które oprócz tego, że wytwarzają, to dodatkowo ją przechowują. Są one jednak znacznie droższe i bardziej podatne na awarie.

Innym, dość prawdopodobnym pomysłem jest chęć oddzielenia niektórych, bardziej niebezpiecznych materiałów. W okrętach przyszłości może być ich wiele, jak materiały radioaktywne. We współczesnych samolotach w skrzydłach umieszczone są zbiorniki paliwa, nie widzę większych przeciwwskazań do wykorzystania tego samego rozwiązania w statkach kosmicznych przyszłości. O ile paliwo do takiego statku dalej będzie w formie płynu, jak hydrazyna, a nie na przykład antymaterią.

Trzecim rozwiązaniem jest wykorzystanie skrzydeł jak radiatorów ciepła, które służą do jego odprowadzania na zewnątrz układu (czyli naszego statku). Nawet jeśli uda nam się stworzyć napęd nadświetlny, to będzie on produkował duże ilości ciepła, z którymi coś trzeba będzie zrobić. Obecne stacje kosmiczne wykorzystują takie “skrzydła” właśnie do tego celu.

Jednak już teraz istnieją statki kosmiczne, które mają skrzydła i, co najważniejsze, są one niezbędne do jego poprawnego działania. Promy kosmiczne, takie jak amerykańskie Columbia czy Atlantis, mają skrzydła w układzie delta (nazwa pochodzi od greckiej litery “delta”). Dzięki nim po wejściu w atmosferę można sterować takim promem i bezpiecznie wylądować, co pozwala na jego ponowne użycie. A w zasadzie pozwalało, bo wahadłowce te zostały wycofane ze służby w 2011 roku.

Skrzydła niby nie są potrzebne, ale wciąż fajnie wyglądają i to jest ich główny cel. W takim Battlefleet: Gothic Armada krążowniki wojenne Imperium są wielkie, masywne i wyglądają bardziej jak katedry, ale w przyszłości tak to może właśnie funkcjonować. Nie muszą być piękne, mają działać i budzić strach. Wszystko zmieniło się po roku 1977, kiedy to do kin weszła “Nowa Nadzieja”. Od tego momentu myśliwce i inne okręty mają wyglądać “poprawnie” dla zjadacza naukowo-fantastycznego chleba, bo każdy po wyjściu z kina chciał być Lukiem Skywalkerem i mieć swojego X-Winga (a przynajmniej tak mówił mi mój tato).

“Nazywam się Myrton Grunwald i jestem alkoholikiem”

Takimi słowami przywitał swoją nową załogę kapitan skokowca “Wstążka” Myrton Grunwald w pierwszym tomie space opery autorstwa Marcina Podlewskiego “Głębia”. Dość osobliwe powitanie, ale jako załoga muszą przygotować się na jeszcze więcej dziwactw nowego pracodawcy. A wbrew pozorom dbanie o swoich ludzi to podstawa, dlatego ważne jest, by każdy na takim statku miał gdzie się ulokować. Na Normandii w serii Mass Effect każdy z naszych towarzyszy miał swój własny pokój dostosowany do ich indywidualnych i niecodziennych potrzeb. W końcu część z nich stanowili obcy (turianin, kroganin, salarianin, asari, quarianka, drell, geth, a nawet proteanin), co nie wszystkim ludzkim załogantom przypadło do gustu. Nawigator Presley uważał, że nie warto dzielić się z nimi technologią, zwłaszcza, że Normandia uważana jest za najnowocześniejszy statek Przymierza. Nie zmienia to jednak faktu, że Garrus Vakarian miał swój kawałek podłogi w centrali artyleryjskiej i nikt nie uważał tego za niestosowne (bo kalibracja armaty jest bardzo fascynująca).

Organizacja załogi na statkach kosmicznych w grach i szeroko pojętej popkulturze jest często inspirowana tym, jak wygląda to na okrętach podwodnych, czy lotniskowcach, z którymi mamy do czynienia obecnie. Brian Horton, dyrektor artystyczny Call of Duty: Infinite Warfare, w wywiadzie dla Play Station.blog powiedział, że inspiracją dla stworzenia krążowników w tej części CoDa były właśnie okręty marynarki wojennej. I widać to w każdej minucie trwania kampanii. Architektura statku czy samo centrum dowodzenia na Retribution, naszej bazie wypadowej, bardzo przypomina to znane z amerykańskich lotniskowców. Gra posiada znacznie więcej takich smaczków, jak choćby relacje między “marines kosmosu” (tak, tu również żołnierze mówią o sobie marines), które miejscami są dość przerysowane i przesiąknięte amerykańskością (kto oglądał “Helikopter w ogniu” wie o czym mówię), ale nie odbiegają od standardów serii. Tytuł jak najbardziej polecam sprawdzić, moim zdaniem jedna z lepszych części serii. Warto wyrwać teraz na jakiejś promocji.

W obecnych projektach statków kosmicznych realnie myśli się o załodze i jej bezpieczeństwie. To już nie będą tylko promy kosmiczne, które mają dostarczyć astronautów gdzieś na orbitę okołoziemską. Przewiduje się, że podróż na Marsa może trwać od 6 do 9 miesięcy. W tym czasie załoga musi normalnie funkcjonować, a nie siedzieć ściśnięta na małej przestrzeni i liczyć na cud. W sierpniu tego roku SpaceX zorganizowało pokaz dla dziennikarzy, gdzie został pokazany nowy projekt statku Dragon, którego rakietą nośną będzie Falcon 9. Zaznaczam, że to, co tam zobaczyli, jest tylko makietą i ma raczej pokazać, że Musk i spółka coś tam jednak robią. Jednak i tak robi to wrażenie; kapsuła ma 34 metry sześcienne, co pozwala zmieścić siedmioosobową załogę, bądź czteroosobową z ładunkiem. I co najważniejsze, te osoby mają naprawdę dużą swobodę ruchu. Zmienia się sposób myślenia projektantów takich pojazdów i pozwala mieć nadzieję, że przyszłe pokolenia pionierów i zdobywców kosmosu będą miały wygodne narzędzia do eksploracji galaktyki.

Okna to słabość konstrukcyjna

W Mass Effect 2 podczas misji lojalnościowej dla Legiona dowiadujemy się, że gethy, inteligentna rasa maszyn, na swoich statkach czy stacjach kosmicznych nie używają szyb. Twierdzą, że to słabość konstrukcyjna, dlatego zrezygnowali z niej całkowicie. Używają za to nowocześniejszej technologii, która pozwala im na wielopoziomowe skanowanie całej Mgławicy Perseusza, ich rodzimego systemu, i wykrywanie wszelkich obcych jednostek.

W tym szaleństwie jest metoda, bo gethy to syntetyki, nie mają w pełni rozwiniętej duszy czy uczuć. Dlatego nie potrzebują podziwiać kosmosu i rozkoszować się widokiem pustki, podchodzą do tego czysto praktycznie. Statki sterowane przez WI czy SI to jeszcze odległa przyszłość, ale już teraz da się zaprogramować drony, by latały po wyznaczonym obszarze. Następne w kolejce są samoloty i śmigłowce, które będą całkowicie sterowane przez komputer. Zresztą już niedługo do sprzedaży trafią samochody autonomiczne, czyli takie, które potrafią wykrywać przeszkody i jeździć bez człowieka. Za jakiś czas okna mogą okazać się faktycznie zbędne, ale myślę, że ludzie nigdy nie zaufają maszynom na tyle, by całkowicie oddać im prowadzenie. Z drugiej strony już teraz zawierzamy większość naszych sekretów Internetowi, który tylko z pozoru jest “bezpieczną przystanią” czy narzędziem.

Jednak nie poruszyłem tematu statków bez szyb tylko po to, by rozmyślać nad problemami ludzi XXI wieku. Postępująca cyfryzacja i miniaturyzacja skutkuje tym, że piloci dostają w swoje ręce coraz to nowsze zdobycze techniki. Szklany kokpit to idea polegająca na zastępowaniu wskaźników analogowych i mechanicznych ich w pełni cyfrowymi odpowiednikami. Naturalnym rozwinięciem tej idei jest kokpit wirtualny; wszystkie wskaźniki i zegary będą znajdowały się tuż na linii wzroku pilota, w tym na szybie kokpitu, którą kiedyś zastąpi lity, nieprzenikalny materiał. Takie wirtualne nakładki miałyby sens, bo pozwoliłyby “wyrysować” trajektorię lotu naszego statku w czasie rzeczywistym, jak i obiekty wokół niego.

Warto też wspomnieć o ułatwieniu w prowadzeniu walk – znacznie lepiej celuję się z wyprzedzeniem, gdy nie strzela się na oko. W kosmosie ciężko polegać na wzroku, bo wszystko dzieje się na bardzo duże odległości. Dlatego w przyszłości, na podobieństwo gethów w Mass Effect, coraz częściej będzie polegało się na skanach otoczenia, a nie wzroku. Zresztą już teraz współcześni piloci myśliwców, poruszający się z prędkości dwóch machów (ok. 2300 km/h) do nawigacji i orientacji w przestrzeni używają głównie przyrządów. W przypadku podróży kosmicznych, gdzie prędkości są znacznie większe, ta idea będzie się jeszcze bardziej popularyzować.

Sztuczna grawitacja

Dość znaczącym problemem, który wiele gier zdaje się pomijać albo tłumaczy to w bardzo prosty, często nieprawdziwy sposób jest sztuczna grawitacja. W pierwszym Dead Space, w niektórych miejscach na stacji Ishimura, nie działają “płytki grawitacyjne” odpowiedzialne za generowanie na niej sztucznej grawitacji. Isaac, jako inżynier, używa wbudowanych w kombinezon butów magnetycznych, które pozwalają mu na przemieszczanie się po obszarach o obniżonej grawitacji. Zaś w serii Mass Effect mamy generatory oparte na Pierwiastku Zero. Czym jest i jakie właściwości posiada Pierwiastek Zero tłumaczyłem tutaj.

Nie ma czegoś takiego jak generator sztucznej grawitacji, a żeby symulować warunki panujące na Ziemi używa się siły odśrodkowej, którą wytwarzamy poprzez obrót całej stacji wokół jej osi symetrii. Z siłą tą spotykamy się podczas skręcania samochodem. Gdy skręcamy w prawo, to siła odśrodkowa odczuwana jest jako siła ciążenia działająca na pasażera w lewo. Stacja jednak musiałby mieć kształt torusa, który przypomina pączka z dziurką.

Grą, która w taki sposób tłumaczy sztuczną grawitację jest Elite:Dangerous. Tam duże stacje kosmiczne obracają się, jednak nie przypominają one torusów. Jedną z nich jest Coriolis, czyli port kosmiczny, który jest typowym “quest hubem” z gier MMO. Frontier Developments, twórcy gry, nagięli nieco fizykę, ale przynajmniej nie użyli “magicznego minerału” jak w przypadku Mass Effecta.

Kosmiczny żaglowiec

Kolektory słoneczne to nie jedyny sposób na czerpanie energii z życiodajnej gwiazdy. Zefir z EVE:Online to statek, który prawie w stu procentach polega na energii pochodzącej ze słońca. Pojazd posiada żagiel słoneczny wykorzystujący ciśnienie cząsteczek wiatru słonecznego do wytworzenia siły, która pcha nasz okręt w zadanym wcześniej kierunku. Dzięki konstrukcji szkieletowej i ultralekkim materiałom, z których zbudowany jest Zefir, idealnie sprawdza się on jako statek eksploracyjny. Charakterystyczny kształt sprawia, że nie da się go pomylić z żadną inną jednostką dostępną w grze. Tu warto też przypomnieć osobisty statek Hrabiego Dooku, którym w “Ataku Klonów” uciekł z Geonosis. Tak, ta jednostka również posiadała żagiel słoneczny.

IKAROS (Interplanetary Kite-craft Accelerated by Radiation Of the Sun) to japońska sonda kosmiczna wyposażona w żagiel słoneczny, która w 2010 roku została wyniesiona na orbitę okołoziemską. Spędziła tam 240 dni, podczas których przeszła szereg testów. Sprawdzano, jaką prędkość będzie w stanie uzyskać sonda i czy w ogóle da się nią sterować. Żagiel miał kształt kwadratu, którego długość boku wynosiła 14,1 metrów, a jego powierzchnia to 173,63 metry kwadratowe.

Żagiel słoneczny ma podobne wady, jak omawiane na początku kolektory słoneczne; w przypadku mało wymagających sond sprawdzają się dość dobrze, ale przy większych jednostkach ilość energii wytworzona wskutek promieniowania bądź wiatru słonecznego jest niewystarczająca. Tu wychodzi też na wierzch uproszczenie, które zastosowali twórcy EVE:Online. Sonda poruszała się głównie dzięki ciśnieniu, jakie wywierała na żagiel światło słoneczne, a nie pchana przez wiatr wytworzony przez wybuchy na powierzchni gwiazdy. Inną niedogodnością jest czas rozkładania takiego żagla, w grze statek jest gotowy do lotu w kilka chwil, zaś IKAROS pełną sprawność osiągnął dopiero po kilkunastu godzinach.

Kolejnym problemem są mikrometeoroidy, które w bardzo łatwy sposób mogą uszkodzić taką konstrukcję. Ogólnie, gry czy filmy raczej nie uwzględniają czegoś takiego jak mikro śmieci w kosmosie, a stanowi to poważny problem przy projektowaniu sond czy przyszłych statków kosmicznych. Nawet bardzo mały kawałek może spowodować rozdarcie kadłuba, co skończy się zassaniem ludzi w próżnię kosmosu. W 1983 roku odprysk farby uderzył w jedno z okien promu Challenger pozostawiając po sobie milimetrowy krater. Oczywiście, bywa też tak, że statki czy stacje kosmiczne są wyposażone w lasery, których zadaniem jest rozbijanie takich przeszkód, jak choćby w pierwszym Dead Space. Podczas jednej z misji, Isaac Clarke musiał stanąć za sterami działka i niszczyć właśnie takie “kamyczki”. Jednak w rzeczywistości znacznie bardziej niebezpieczne są te mniejsze asteroidy, bo ich nie widać, przez co nie da się ich wyminąć. W grach czy filmach wszystko załatwiają bariery, pola siłowe i inne tego typu rzeczy. Ciekawym rozwiązaniem w tym temacie wydaje się Tarcza Whipple’a, która nie niszczy mikrocząstek, a rozprasza energię i rozdziela ją na mniejsze części. W taką tarczę zaopatrzony jest między innymi Stardust, czyli amerykańska, bezzałogowa sonda kosmiczna.   

Wracając do sondy IKAROS, poruszała się ona w obrębie Ziemi, przez co mogły do niej dotrzeć promienie słoneczne. Podczas normalnego lotu taki żagiel byłby bardziej przeszkodą, bo statek traci przez niego zwrotność. Jednak istnieją  już pewne wstępne koncepcje na połączenie kilku napędów – silnik (na antymaterię lub inne paliwo) i kolektory słoneczne, bądź żagiel słoneczny. Jednak zarówno pierwsze, jak i drugie rozwiązanie będzie miało sens tylko gdy statek znajdzie się w pobliżu jakiegoś słońca.

Według najnowszych doniesień Oumuamua, czyli obiekt, który pojawił się w Układzie Słonecznym ponad rok temu, może być zwiadowczym, bezzałogowym statkiem kosmicznym wyposażonym w żagiel słoneczny, a nie, jak zakładano na początku, asteroidą czy kometą. Dwaj naukowcy, Shmuel Bialy i Abraham Loeb, postanowili bliżej przyjrzeć się “gościowi” spoza naszego układu planetarnego po tym, jak zaczął przyspieszać i zmieniać kierunek dryfu w pobliżu Słońca. Teoretycznie nie jest to nic dziwnego, komety wykazują zwiększoną aktywność w pobliżu gwiazdy centralnej, stąd zresztą początkowe próby wyjaśnienia czym jest Oumuamua – asteroidą lub kometą. Jednak asteroida nie przyspiesza w pobliżu słońca, a jak na kometę Oumuamua ma zbyt nienaturalny kształt, jest przesadnie wydłużona, co idealnie pasuje do wizji gwiezdnego krążownika. Naukowcy we wspólnej pracy sugerują, że powierzchnia obiektu jest pokryta materiałem, który działa na podobnej zasadzie jak żagiel słoneczny, stąd jego dziwne zachowanie w pobliżu Słońca.

Więc nasz “gość” jest samowystarczalną jednostką skonstruowaną i wysłaną przez pozaziemską cywilizację, by odkrywać nowe światy? Pewnie, ta teoria, jak każda teoria, jest prawdopodobna, ale zanim zaczniecie szykować się na inwazję (Asia już robi zapasy, poważnie) to może najpierw przeczytajcie ten akapit do końca, dobrze? Sentencja “człowiek jest miarą wszechrzeczy” pasuje tu chyba najlepiej; obiekt według wyliczeń jest nienaturalnie wydłużony, co przypomina statek kosmiczny, którego “idealny model” popkultura wryła nam w pamięć, ale to wciąż może być tylko kometa. Pamiętacie Marsjańską Twarz? Zdjęcie zrobione w 1976 roku wywołało swego czasu wiele spekulacji, ale w rzeczywistości przedstawiało strukturę geologiczną, która z twarzą ma niewiele wspólnego. Pewnie zdarzyło się Wam patrzeć w chmury i rozpoznawać wśród nich “znajome” kształty, jak zwierzęta czy właśnie twarze (kto nigdy nie widział mordki pieska ten przegrał życie!). Połączcie to z bardzo niewyraźnym zdjęciem i “inwazją zielonych ludzików z Marsa”, a dostaniemy Marsjańską Twarz. Oumuamua raczej nie grozi aż taka rozpoznawalność (w końcu dedykowany odcinek “Z Archiwum X” czy easter egg w Doomie 3 piechotą nie chodzą), ale praca naukowa dwóch profesorów Harvardu też robi wrażenie. Może kiedyś uda się przechwycić obiekt i sprawdzić, czym tak naprawdę jest, kto wie?  

Silniki i utleniacze

Skoro jesteśmy już przy tym, jak napędzać statki kosmiczne, to warto rozwinąć nieco tę kwestię. Serce SSV Normandii z serii Mass Effect stanowi napęd Tantal, który posiada dwukrotnie większy rdzeń niż inne jednostki. Dzięki temu silnik wydziela skondensowaną masę, która umożliwia ruch bez generujących ciepło silników. W połączeniu z systemem maskującym IES (Internal Emission Sink) statek przez dwie godziny nie będzie widoczny na radarach, co czyni z Normandii świetną jednostkę zwiadowczą

W rzeczywistości sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Przy obecnie wykorzystywanej technologii podstawą promów czy sond kosmicznych są rakiety nośne zapewniające odpowiednio dużą siłę ciągu, które pozwalają przeciwdziałać sile grawitacji. Po wyczerpaniu całego paliwa takiej rakiety jest ona odrzucana, a rolę “silnika” pełni wtedy wewnętrzny zespół napędowy takiej jednostki. W przypadku promów kosmicznych mówimy o trzech silnikach na paliwo ciekłe, które generują ciąg rzędu 1800000 Newtonów. Ktoś mógłby zapytać – “Skoro w próżni nie ma powietrza, to jak przebiega reakcja spalania?”. W rakiecie Saturn IB pod zbiornikiem z ciekłym wodorem znajduje się podobny, tylko z ciekłym tlenem, który pełni rolę utleniacza. Spalanie odbywa się w proporcji sześć do jednego; sześć jednostek utleniacza na jedną jednostkę paliwa (ciekłego wodoru). Jako ciekawostkę wspomnę, że w samolotach ten stosunek wynosi piętnaście do jednego.

W Mass Effect silnik to po prostu jedna całość, co nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. W przypadku statków powietrznych czy promów kosmicznych mówimy częściej o zespole napędowym. Normandia posiada cztery dysze wylotowe, czyli powiedzielibyśmy, że ma cztery silniki, które razem tworzą zespół napędowy. Oczywiście, to tylko gra, a energia wytwarzana przez rdzenie napędowe w Mass Effect pochodzi z oddziaływania prądu elektrycznego na Pierwiastek Zero (który nie ma prawa istnieć), jednak warto mieć na uwadze, że jest to dalekie od tego z czym stykamy się teraz. Również naprawa takiego silnika podczas użytkowania jest niemożliwa, a przynajmniej nie odbywa się tak swobodnie, jak na pokładzie Normandii. Do przeglądów czy ewentualnych napraw zawsze dochodzi po zakończeniu lotu, na ziemi. A co zrobić w przypadku gdy awaria uniemożliwia dalszy lot i żeby wrócić na Ziemię, należy dokonać prowizorycznych napraw na miejscu? No właśnie, co wtedy?  

To się wyklepie…

Wędrowna flota quarian boryka się z tym problemem od czasu wygnania z Mgławicy Perseusza (ich rodzimego systemu) przez gethy. Flotylla liczy 50 tysięcy jednostek, na których mieszka 17 milionów quarian. Każdy z nich od małego jest wychowywany, że statek, na którym się urodził jest jego domem, dlatego musi umieć o niego zadbać. Flota rzadko zatrzymuje się w portach czy stoczniach kosmicznych, dlatego quarianie sami naprawiają swoje statki. Rasa ta to świetni inżynierowie, którzy z kilku drutów i baterii potrafią zrobić praktycznie wszystko.

Podobnych umiejętności wymaga się od techników na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, wykonujących na niej naprawdę kawał solidnej roboty. Większość napraw przeprowadza się w przestrzeni kosmicznej, co wymaga noszenia niewygodnego i ograniczającego ruchy kombinezonu. Dodatkowo z tyłu głowy mają oni ciągle myśl, że jak coś pójdzie nie tak, bo na przykład linka, którą są przymocowani do kadłuba odczepi się, to odlecą w przestrzeń. I nikt po nich nie wróci, bo nawet nie będzie takiej możliwości. Inną kwestią są narzędzia wykorzystywane do naprawy, te muszą być odporne na działanie ekstremalnych temperatur. Podstawą jest wiertarko-wkrętarka “Pistol Grip Tool”, która pozwala na bardzo precyzyjny wybór momentu, jak i prędkości obrotowej. Nie jest zasilana standardową baterią litowo-jonową, a akumulatorem wodorowym, który zapewnia pracę w każdych warunkach. Technicy muszą też uważać, by przypadkiem nic nie zostawić w przestrzeni kosmicznej, bo potem stanie się to kosmicznym złomem, który może uszkodzić satelity krążące wokół Ziemi.

Tak, drobne naprawy są możliwe do przeprowadzenia w przestrzeni kosmicznej, ale wymagają one planowania analityków na Ziemi. Ten proces trwa często wiele miesięcy, by astronauci na stacji mogli krok po kroku przeprowadzić skomplikowane operacje nie naruszając jednocześnie wszystkich przepisów bezpieczeństwa.

Więc co z tymi gwiazdami? Kiedyś pewnie uda się nam ich sięgnąć, ale czy polecimy na statkach, które będą miały skrzydła? Nie. Ale hej (Adam nie bij!), nie smućcie się zanadto, bo w takim Mass Effecie zawsze fajnie lata się od planety na planetę, nawet jeśli Normandia jest zasilana nieistniejącym Pierwiastkiem Zero. Skrzydła i tak wyglądają “cool”, co z tego, że nie wytwarzają siły nośnej? Detal, na który przymykamy oko już dobre 40 lat i pewnie dalej będziemy to robić. A ja wracam do patrzenia w gwiazdy, w końcu co mi pozostało, jak nie świadomość tego, że moi następcy będą je kiedyś zdobywać. 

14
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
6 Komentarze
8 Odpowiedzi
8 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
meatbag
Użytkownik

“gethy to syntetyki, nie mają w pełni rozwiniętej duszy” :E

Carry on. Fajna seria.

Cruzer969
Użytkownik

Dziękuje, miło mi, że się podoba 🙂

A co oznacza ta emotka “:E”? 🙂

mirek83
Użytkownik

Obstawiam, że nerda z wadą zgryzu.

mirek83
Użytkownik

A Sailor Moon co ma z tym wszystkim wspólnego?

Cruzer969
Użytkownik

Absolutnie nic, ale uznałem, że zamiast jakiegoś krążownika z Mass Effect albo czegoś w tym stylu dam coś, co dobrze będzie współgrało ze wstępem i zakończeniem. Ostatecznie wszystko zaczęło się od patrzenia w gwiazdy, to marzenie o kosmosie. I to co kiedyś osiągniemy w tej dziedzinie (w sumie to już trochę osiągnęliśmy) miało początek właśnie w tym – w patrzeniu w bezkres. Myślę, że ten screen idealnie to oddaje. Poza tym, fajny jest 🙂

cybermat
Użytkownik

Powinno być takiego satelity, a nie takiej. Satelita jest rodzaju męskiego.
Co do Oumuamua to jedną z możliwości na wytłumaczenie takich krzywych zmian blasku jest to, że na powierzchni obiektu znajduje się ciemna plama. Wtedy jej kształt nie będzie znacząco odbiegał od tego co znamy m.in. z Układu Słonecznego.
Poza tym fajny teksy.

Cruzer969
Użytkownik

Dzięki za zauważenie błędu.

Bardzo możliwa teoria, w sumie to nie pomyślałem o tym. Problem w tym, że dalej tak naprawdę nie wiemy jak to wygląda, bo mamy do dyspozycji tylko wyliczenia naukowców. Mam nadzieję, że uda się to kiedyś lepiej zbadać, bo bardzo zaciekawił mnie ten obiekt.

A dziękuje bardzo 🙂

PentaStar
Użytkownik

Dobry cykl, podoba się.

Tymczasem idę fruwać w Elite, w międzyczasie trzymając kciuki za X4: Foundations 🙂

Cruzer969
Użytkownik

Tak, zapowiada się naprawdę ciekawie, mam nadzieję, że wyjdzie dobrze. Nie wiem czy sam będę miał czas sprawdzić, bo to jednak duża gra, ale może kiedyś mi się uda.

Dziękuje, cieszę się 🙂

Copypaste
Użytkownik

Zwróciłbym również uwagę, że silniki wielkich kosmicznych krążowników przez większość czasu byłyby prawdopodobnie wyłączone. Opory aerodynamiczne w kosmosie praktycznie nie istnieją, więc ciągłe ich “grzanie” skutkowałoby ciągłym przyspieszaniem. A to spory kłopot bo potem trzeba zużywać paliwo na hamowanie. Podobnie z myśliwcami, które podczas walk używałyby ich bardziej to korygowania kursu i manewrów niż do przyspieszania. Choć i tu bym uważał, bo odprowadzanie ciepła w próżni jest trudne (jak wspomniano w artykule), więc łatwo byłoby ustrzelić kogoś rakietą sterowaną na podczerwień. Na tle zimnego nieba paliłby się jak rozżarzony węgielek. No i te obrazki wielkich statków majestatycznie lądujących na planetach.… Czytaj więcej »

Cruzer969
Użytkownik

Ok, a skoro będę wyłączone to jak statek będzie się poruszać? Jasne, dryf itp., ale wtedy trwałoby to bardzo długo, a czas w przypadku podróży kosmicznych jest kluczowy. Myślę, że inżynierowie przyszłości będą uwzględniać również konieczność hamowania. Można by zamontować silniki, które będą skierowane w przeciwną stronę do tych głównych. Albo te napędy przyszłości będą na tyle rozwinięte, by dało się je na przykład “obracać” (tak, wiem, źle to brzmi), jednak wtedy należałoby je wyłączyć, obrócić i znów uruchomić, co zajmie za dużo czasu i zużyje za dużo paliwa. Co do lądowania, promy kosmiczne (o czym pisałem w tekście) dają… Czytaj więcej »

brzanka
Użytkownik

Obracanie nie jest złym pomysłem. To kwestia priorytetów. Silniki manewrowe zużyją stosunkowo niewiele energii/paliwa, ale jednak zużyją – jeżeli ograniczenie zużycia jest priorytetem, to się nie nadadzą. – Ale jeden układ napędowy to znacznie mniejsze koszty produkcji, mniejsza masa końcowa jednostki: a zatem oszczędności, również związane z paliwem. Warto by było może stworzyć jakiś model i przeliczyć czy oszczędność paliwa nie jest warta zastosowania manewrówek. Jak to działa w niewielkich i średnich jednostkach? Bardzo zachęcam wszystkich do obejrzenia “The Expanse”, gdzie model poruszania się w kosmosie jest nieco bardziej zbliżony do rzeczywistości niż w “Gwiezdnych Wojnach”, czy w “Battlestar Galactica”.… Czytaj więcej »

Cruzer969
Użytkownik

Odniosę się najpierw do drugiego akapitu. O kruchości ludzi w podróży i negatywnych skutkach tego typu lotów kosmicznych pisałem w pierwszej części cyklu, gdzie na przykładzie Mass Effecta tłumaczyłem między innymi dylatację czasu. Aktualnie nie ma za bardzo sposobów na radzeniu sobie z tym, bo problem ten nas jeszcze nie dotyczy i jeszcze pewnie długo nie będzie dotyczył. Teraz przy lotach na orbitę należy się odpowiednio przygotować, a po powrocie czeka nas seria treningów i spotkań ze specjalistami, by jak najszybciej wrócić do formy. A jak pokonać znaczący dystans w kosmosie bez “magii”? Jeśli jakiś znasz, to myślę, że NASA… Czytaj więcej »

larrylurex
Użytkownik

super tekst dzięki, wreszcie coś sensownego a nie jakiś syf typu top 10 Igorka chamowskiego na ppe