Zmien skórke
Logo Polygamii

eSzperacz #4: Celeste

Oddychaj. Pamiętaj o piórku.

Weekend się dłuży, a Switch zerka na Was wymownie? Ostatnia wizyta w eShopie nie była szczególnie owocna? Właśnie po to stworzyliśmy ten cykl. Będą się tutaj pojawiać rzeczy, o których w przeciwnym wypadku nigdzie byście nie poczytali w języku polskim, oraz rzeczy, które zdążyły odbić się w ogólnej świadomości. Gry za grosze, tanie, po trzy dyszki, ale i te drogie również. Nowości lub starocie pamiętające premierę konsoli. Arcydzieła albo średniaki z jakąś iskrą. Po prostu będziemy tak sobie regularnie szperać. Dlaczego? Bo lubimy spędzać wolny czas ze Switchem.

Miało być o czymś innym, ale nie potrafię wyrzucić Celeste z głowy od kilku długich tygodni. To efekt szoku. Wiedziałem, że nowy szpil autora TowerFalla jest o czymś. Że nie jest tylko i wyłącznie kolorowym platformerem. No przecież czytałem naszą recenzję. Pamiętam, jak na redakcyjnym Slacku pojawiały się wiadomości Macia, któremu zdobycie tego szczytu dało bardzo mocno popalić. Być może miałem lepszy weekend, gdy zaliczyłem większość poziomów po raz pierwszy, bowiem dotarcie do napisów końcowych zajęło mi o cztery godziny mniej. Ale o ile wyraźniej odbiło się to na mojej psychice.

Umówmy się, że Celeste jest świetną zręcznościówką. Tak świetną, jak Super Meat Boye czy inne N++, z tego samego, dziesięcioletniego już nurtu sceny niezależnej. Dla wiecznie spragnionych ma w zanadrzu osiem bezczelnie utrudnionych poziomów. Dla jeszcze bardziej szalonych – osiem następnych, o których jeszcze nie mogę napisać, bo dopiero kończę wcześniejsze b-side’y (jeden dziennie, tutaj bez mięsa czy rzucania padem byłoby już trudno). No i git. Bardzo lubię wszelkie hasanki. Mają u mnie taryfę ulgową za sam gatunek. Bo dobrze zaprojektowana platformówka to przecież niemal definicja gry wideo.

Niemniej Celeste nie chce, żebyście ją zapamiętali właśnie tak. Swój poziom trudności wykorzystuje jako narzędzie narracyjne. Próbuje Wam tymi setkami przypadkowych zgonów o czymś opowiedzieć. Historyjkę, którą wielu na pewno nazwie “słodko wypierdzianą” lub “infantylną”. Ale historyjkę prawdziwą, bowiem część zespołu nie ukrywa, iż w swoim życiu albo zmagała, albo nadal zmaga się z problemami, które doprowadzają Madeline do podnóża niebezpiecznej góry. Dla nich, dla fanów na całym świecie, dla mnie również – Celeste miało stać się interaktywną terapią. Nawet nie macie pojęcia, jak mocno trzymałem kciuki za sterowany przeze mnie zlepek pikseli.

Zabawne jest to, że sprawdziłem ten tytuł ze sporym opóźnieniem, a jako stały słuchacz podcastów IGN-a – portalu, który rozpoczął kontrowersję wokół Celeste, wynagradzając je maksymalną notą – doskonale wiedziałem, jaką opowieść mam przed sobą. Ale gdy zobaczyłem zwieńczenie drugiego poziomu, tego, gdzie Madeline po raz pierwszy obejrzy się w lustrze, coś we mnie pękło. To właśnie te 20 minut z hakiem polecam potraktować jako idealną próbkę. W najgorszym przypadku zostaniecie z bardzo dobrym, choć wycenionym na osiem dyszek platformerem. W najlepszym, tysiące ryzykownych skoków dalej, odkryjecie w sobie coś nowego, coś, od czego podświadomie od dawna uciekaliście. Tak “dawna”, że jesteście już zmęczeni.

Ja na przykład chciałbym wyciągnąć 100% z Celeste, żeby… podziękować twórcom. Wiem, że mamy dopiero czerwiec, daleka droga, dziesiątki gier. Wiem. Co z tego? Nie tylko “nie spodziewam się”, a po prostu wiem, że to niemożliwe, bym po raz kolejny przeżył podobną przygodę. I w roku Red Deada, God of Wara, Dragon Questa czy swojej ulubionej Yakuzy na prywatnym piedestale wyłożę rozpikselowanego indyczka. Hipsterska Polygamia, no! Ale może niektórzy zrozumieją. Z każdym następnym rokiem w tej branży coraz rzadziej gry doprowadzają mnie do wzruszeń. A już prawie w ogóle do płaczu.

Warto o Celeste przypominać. Bo być może któryś czytelnik od wielu miesięcy czuje się tak, jak gdyby pływał na dnie oceanu i nic, co robi, nie ma większego sensu. Może komuś jeszcze ta wspinaczka pomoże.

6
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
5 Komentarze
1 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
gieniowski
Użytkownik

Świetna gra, zdecydowanie warta swojej ceny. Niezdecydowani niech się dłużej nie zastanawiają i biorą. Co ciekawe, to mnie na początku wystraszyły porównania do Super Meat Boy, którego nie lubię, ale Celeste pięknie siadło.
Adam, po cichu wspominasz o grze roku i nie byłoby to żadnym zaskoczeniem. Ta gra ma w sobie to coś, czego w naszej branży już od dłuższego czasu niestety brakuje.

squirrelscanfly
Użytkownik

Myslalem ze zadaniem szperacza jest wyszperanie gier, ktore normalnie umsknelyby uwadze wiekszosci graczy, gier mniej znanych i ginacych gdzies w natloku dziesiatek produkcji naplywajacych do eShopu. Celeste to jeden z najbardziej znanych chyba indykow na Switcha i podejrzewam ze 90 % ludzi slyszalo o tej grze i nie wymaga ona specjalnie przedstawienia.

Maciej Kowalik
Użytkownik

Też nie wiem jaki jest sens powtarzania się z grami, które miały recenzje. Może na Switchu brakuje już perełek. Co, Adam? 🙂

Arcybibosz
Użytkownik

To ma być perełka wyłowiona z dna e-shopu?

Przecież to najgłośniejszy indyk ostatnich miesięcy i jest w switchowych chartsach.

Kompletnie nie widzę jaki jest sens w takich newsach.

reggieminator
Użytkownik

Ja akurat bardzo się cieszę, że powstał ten kącik. Jestem posiadaczem Switcha od stosunkowo niedawna i mam tylko Zeldę. Po odpaleniu e-sklepu dostaję oczopląsu i ciężko mi cokolwiek tam wykopać. Nie przeszkadza mi, że w artykułach pojawiają się gry już zrecenzowane, bo nierzadko godne uwagi pozycje trafiają na Switcha z opóźnieniem. Moje podejście jest takie, że na konsoli czy piecu raczej ogrywam AAA, więc każde info z dobrego źródła (pozdro Poly) odnośnie jakiejś indykowej perełki na Pstryka jest dla mnie na wagę złota :]

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Warto też napisać, że prototyp Celeste powstał na Pico-8 – zarówno o wirtualnej konsolce jak i grze wspominałem na Poly tutaj: https://polygamia.pl/rozwazania-nagorze-pico-8-proste-jest-piekne/