Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeDziennik 29 – recenzja. Nie traktujcie tego dosłownie

Zestaw zagadek na każdy dzień. Szkoda tylko, że żaden demon nie położył na nich łapy.

Powiem wam, jak to sobie wyobrażałam – jeden dzień to jedna zagadka, trudniejsza bądź łatwiejsza, ale rozbudowana na tyle, by chcieć dawkować sobie kolejne w odpowiednim tempie. I tak po maksymalnie dwóch miesiącach (opcja dla leniwych, ale lubiących smakować przyjemności), albo po tygodniu (opcja dla niecierpliwych, ale dość bystrych) poznajemy całą historię zaginięcia grupy naukowców, którzy badali ruiny obcej cywilizacji. Oczywiście, wydawca niczego takiego nie obiecywał. Na okładce widnieje tylko, że „Dziennik 29” jest jedynym, co pozostało po naukowcach, którzy nagle zniknęli, a naszym celem jest rozwiązanie 63 zamieszczonych w nim zagadek w celu poznania losów ludzi. Wiadomo zatem, że można interpretować to po swojemu.

Interaktywność książki polega na tym, że każdej zagadce towarzyszy kod QR, przenoszący nas do strony, na której mamy wpisać rozwiązanie zagadki. Dostajemy wtedy klucz, który wykorzystujemy w kolejnych łamigłówkach. I tyle.

Po doskonałym Detektywie wydawnictwa Portal Games, po tych wszystkich przygodówkach, które wgniotły mnie w fotel (zeszłoroczne Lamplight City, Return of the Obra Dinn, czy dość świeże Don’t Escape: 4 Days in a Wasteland) oczekiwałam od „Dziennika 29” wiele. Zbyt wiele, jak się okazało.

Nie chcąc przedłużać, przejdę do meritum – to po prostu zbiór zagadek, które każdy wielbiciel sudoku czy łamigłówek typowych dla testów na inteligencję zna od podszewki. Są tam rebusy, szyfry, szarady, ciągi, zagadki słowno-logiczne, matematyczne, ale też geometryczne łamigłówki testujące wyobraźnię przestrzenną, wiedzę ogólną czy zdolności kojarzenia faktów. Na plus zaliczam fakt, że ich różnorodność jest spora, ponadto nie zdarza się, by formuła dwóch zagadek się idealnie powtarzała. Typ może być ten sam, ale twórcy postarali się, byśmy nie mieli wrażenia déjà vu.

W zasadzie nie nazwałabym tego dziennikiem. W paru miejscach zdarzają się stylizowane na odręczne zapiski, które jednak niewiele mówią o tym, co się działo z właścicielem zeszytu. Na siłę można w pewnym miejscu uznać, że coś się wydarzyło, czuć pewien dramatyzm… ale potencjał na opowiedzenie historii został niewykorzystany.

Za nieco ponad 20 złotych dostajemy zatem po prostu książeczkę z zagadkami. Ładnie zilustrowaną, o szkicach trzymających klimat i z małą liczbą powtarzających się grafik – trzeba przyznać, że twórca, czyli
Dimitris Chassapakis, włożył dużo serca w ogólny wygląd Dziennika. Co istotne, całość została wydrukowana na dobrym, matowym papierze, na którym wygodnie robi się notatki.

Ale poza wspomnianym już rozczarowującym brakiem opowieści, moją uwagę zwrócił też niewykorzystany interaktywny charakter Dziennika. Wystarczyło, by po podaniu prawidłowej odpowiedzi na stronie internetowej pojawiła się choćby szczątkowa notka, dziwne zdjęcie czy nagranie. Chciałabym, by twórca pewniejszym krokiem wszedł do świata interaktywnej rozrywki, nawet za wyższą cenę produktu. Mam nadzieję, że kolejna jego książka będzie się cechować większą odwagą.

3
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
2 Komentarze
1 Odpowiedzi
2 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Bartosz Witoszka
Użytkownik

Tak czekałem aż Asia w końcu dorwie dziennik w swoje ręce – całkiem przyjemna zabawa, mi się podobała, choć czułem niedosyt. Na szczęście sama książka nie jest droga, więc warto dać szansę 😉

Zacco
Użytkownik

Cieszę się że znowu mogłem Cię przeczytać Joanno, ale mam wrażenie że o dzienniku już raz pisałaś na Poly. Jeżeli dobrze pamiętam to było gdzieś w lutym. Wtedy tak mnie zaciekawił ten tekst, że postanowiłem dziennik kupić. Trochę czasu w wile upłynęło a ja zapomniałem. Dzięki za odświeżenie pamięci. 😁

Bartosz Witoszka
Użytkownik

“ale mam wrażenie że o dzienniku już raz pisałaś na Poly” – no tak, w tekstach proponowanych na dole masz wpis o tym 😉