Zmien skórke
Logo Polygamii

Dwie twarze Simów - konsolowe The Sims 4 i The Sims Mobile

Jedno działa wzorowo, drugie to bałagan. Zgadniecie które?

Konsolowe The Sims 4 przypomniało mi czasy dzieciństwa. Grałem wtedy na PC i nie miałem najlepszego sprzętu, więc mnóstwo gier przechodziłem na wydajnościowej czkawce, gubiąc klatki gdzie popadnie. The Sims 4 odpalone na PS4 Pro przypomniało właśnie te czasy. Gra klatkowała, jakbym włączył ją na wysłużonym blaszaku, potrafiąc co i raz zwiesić się i na dwie sekundy. Nie wyglądała przy tym jak Miss Grafiki; kilkuletnie już Simy na dużym telewizorze prezentowały się zwyczajnie brzydko.

– Co się dzieje? – zapytałem pracownika EA, który stał nieopodal. – To na każdym stoisku tak?

Podobno tak. I podobno to wczesna wersja, która będzie jeszcze optymalizowana. I ja to rozumiem, ale po pierwsze z jakiegoś powodu pokazywana jest na Gamescomie, więc powinna być reprezentacyjna, a po drugie do premiery nie zostało już tak dużo czasu. 17 listopada jest tuż za rogiem. Nawet nie chcę myśleć, jak testowany build działałby w takim razie na zwykłym PS4 czy Xboksie One. Gra szczególnie nie radziła sobie z przełączaniem się między trybami budowania a sterowania Simami. Jest to coś, co w okolicy premiery trzeba będzie koniecznie zweryfikować, bo w takich warunkach nie dało się nawet za bardzo czerpać przyjemności z rozgrywki.

Nie pomagało też sterowanie. Nie jestem znawcą Simów, więc nie wiem, jak pod tym względem radziły sobie poprzednie konsolowe odsłony serii, ale przeklikanie się od wysłania Sima do łóżka do zbudowania ściany zajmowało zdecydowanie zbyt dużo czasu. Wciśnięciem panelu dotykowego przełączamy się między dwoma podstawowymi trybami (budowania i kontrolowania postaci), ale w tych trybach czekają nas jeszcze kolejne rozgałęzienia i skakanie między mnogością ikonek. The Sims 4 to rozbudowana gra, pełna opcji, okienek i zakamarków, więc operowanie tym wszystkim za pomocą pada okazało się męczące. Nie wiem, w jak dużym stopniu jest to kwestia przyzwyczajenia, ale próg wejścia nie był zbyt łaskawy. Poza tym jednak mieliśmy do czynienia po prostu z czwartą odsłoną Simów, więc jeśli ktoś na nią czekał i nie ma dostępu do PC, to pewnie i tak się skusi, zaciskając zęby przy sterowaniu i problemach z wydajnością. Ja jednak nie czuję się zachęcony.

Znacznie lepiej wypadło The Sims Mobile. Filozofia Simów została perfekcyjnie przekonwertowana na język gier mobilnych. Wiążą się z tym zarówno plusy, jak i minusy. Na te pierwsze składa się zadziwiająco intuicyjne i wygodne sterowanie oraz zasady rozgrywki. Oto mamy naszego samodzielnie stworzonego Sima i możemy nim wypełniać różne aktywności – a to towarzyskie (np. randka), a to służbowe (np. bycie baristą). W zamian otrzymujemy punkty doświadczenia i simoleony, a wraz z następnymi poziomami odblokowujemy nowe rzeczy, które możemy robić (wyjść do parku, stworzyć kolejnego Sima, zatrudnić się w nowej pracy) lub kupować (dodatkowy pokój do mieszkania, zestaw stołów, kino domowe). Do tego co kilka poziomów dobieramy sobie cechy, które dostarczają różnych bonusów – na przykład większe powodzenie we flircie czy ambicja pozwalająca na wykonywanie wielu zawodów. Jednocześnie nasze postacie od tych wszystkich aktywności tracą energię, więc takie działania jak prysznic czy spanie im ją przywrócą. Na wszystko jest jednak cooldown, a wszystko trzeba czekać…

I tutaj pojawiają się potencjalne minusy nowej, mobilnej formuły Simów. Z gry wylewa się potencjał na wszechobecne mikrotransakcje. A to żeby kupować simoleony i gromadzić wszystkie te odblokowywane wraz z poziomami pierdoły, a to żeby kupować babeczki przywracające naszą energię, by móc robić aktywności, by odblokowywać nowe rzeczy, by je nabywać i robić aktywności, by na nie zarobić, przy okazji odblokowując następne… Podręcznikowa mobilna pętla, która w najlepszym wypadku po prostu wciągnie jak dobra gra, a w najgorszym nakłoni do ciągłego wydawania prawdziwych pieniędzy. Bo ile można czekać na tę energię? Ten jeden raz sobie pozwolę na mały wydatek, w końcu jeszcze jeden poziom i wreszcie odblokuję basen…

Samo wykonywanie aktywności to natomiast bardzo dużo klikania na gwiazdki i wybierania opcji, co zrobić. Przy czym nie ma znaczenia czy swoją randkę przytulicie, czy zaproponujecie wspólne oglądanie telewizji; nie zauważyłem tutaj możliwości popełnienia błędu. Wybieramy którekolwiek opcje, ważne jest, żeby je po prostu wybrać, odklikać, powtórzyć akcję paręnaście razy, aż zapełnimy pasek postępu i wykonamy aktywność. Nie jest to zatem specjalnie angażująca rozgrywka, co może dobrze wpisywać się w niezobowiązujący charakter gier mobilnych. Do tego gra ma przyjemną dla oka, charakterystyczną oprawę i działa bez problemów. Co prawda na iPadzie Pro, bo tytuł ma duże wymagania, ale po klatkującej czwórce na PS4 Pro i tak była to miła odmiana…

The Sims Mobile w pigułce. Graliśmy 25 minut na iPadzie Pro. W The Sims 4 20 minut na PS4 Pro

Głównym daniem The Sims Mobile ma być chyba kupowanie kolejnych rzeczy i rozbudowywanie swojego mieszkania. Myślę, że wielu osobom to starczy i wróżę mobilnym Simom duży sukces. Gra jest prosta (mocno uproszczona względem pierwowzoru), przyjemna i wypełniona setkami rzeczy do zdobycia. Nie wiem jeszcze tylko czy to dobrze, czy jednak źle. Zależy czy Electronic Arts podejdzie z szacunkiem do gracza i zrównoważy rozgrywkę tak, by dało się grać bez ciągłego wydawania drobniaków.

Przeczytaj także:

Pod tagiem Prosto z GC 2017 znajdziesz nasze wrażenia z innych ogrywanych i oglądanych w Kolonii gier.

Patryk Fijałkowski

Więcej na temat:

Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
  Subskrybuj  
Powiadom o