Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeDoki Doki Literature Club – recenzja po czasie na dwa głosy. Specyficzny język miłości

Jak wiele będziesz w stanie znieść, by ją zdobyć?

Facebook Twitter Google Wykop

Adam: No, w końcu nadrobiliśmy tak głośną pozycję (i dziękujemy czytelnikowi za zachętę w dziale blogów!). Która jak ulał pasuje do formy „recenzji po czasie”. Jak inaczej o Doki Doki mówić, jeśli nie właśnie poprzez dość biegunową dyskusję?

Przecież jest tutaj dużo do obgadania, zanim dobrniemy do części “spoilerowej” (niczego nie zepsujemy, spokojnie!). Po pierwsze – jak tendencyjna warstwa gatunku symulatorów randkowych wygląda ze swoim seksistowskim podejściem w oczach dojrzałej, grającej kobiety? Nie miałaś problemu z przesadnie „haremowym” stylem Literature Club? Czy może dzięki wiedzy, że pod tym kożuchem kryje się coś zupełnie innego i zaskakującego, spokojnie łyknęłaś całą iluzję?

Aśka: Gdybym obrażała się za każdym razem, gdy w grze pojawi się facet i cały wianuszek zapatrzonych w niego dziewczyn, to po prostu bym po takie gry nie sięgała. Na szczęście, Doki Doki to nie jest ani podręcznik dla inceli, ani wulgarny randkowy sim. Napięcie budowane jest umiejętnie i stopniowo, a sam bohater w sumie wcale nie jest taki beznadziejny i bezosobowy. Czasami wręcz zaskakiwały mnie jego teksty. I wiedząc, że powinnam spodziewać się czegoś szokującego, skupiałam się właśnie na nim – na jego myślach i czynach.

A cała iluzję łyknęłam bez problemu, chociaż każde zdanie podszyte było pewnym niepokojem. Wiedziałam, że coś się stanie. Czytałam uważnie każde zdanie, bez przewijania.

A i tak nie byłam przygotowana.

Nic nie byłoby mnie w stanie przygotować.

Nie pamiętam, kiedy ostatnio jakiś tekst kultury – książka, film czy gra – tak mnie psychicznie sponiewierał.

Adam: Bo widzicie, po krótkiej rozmowie telefonicznej wyszło, że oboje z Aśką byliśmy pozytywnie zaskoczeni tym tytułem. Ja od dwóch lat świadomie wymijałem wszelkie głębsze analizy i do przygody podszedłem jedynie z „wiem, że ta gra może mnie wystraszyć” w głowie. Aśka – zaraz pewnie opowie.

A jako horrorowy ultraweteran mam sporo problemów z gatunkiem. Jeśli patrzymy na ostatnie pięć lat, ogólnie pojętą obecną generację, poczułem się głęboko zaniepokojony tylko przy P.T. oraz drugim Outlaście. Doki… na szczęście też się udało. Dzięki tak zabawnemu kombinowaniu z ostatnim gatunkiem, jaki byśmy kojarzyli ze „strachem”. Czym Literature Club jest bardziej – horrorem czy dating simem?

Aśka: Dating simem, który zamienia się w horror.

Dating simem podszytym niepokojem i strachem, ale nie takich zwykłym, typowym dla dreszczowców. Autentycznie parę razy czułam aktywizację gadziego móżdżku, który kazał mi po prostu uciekać. To był inny rodzaj strachu – nie takie “ach, ojejku, potwór”, tylko coś bliższego uczuciu, które towarzyszy patrzeniu w otchłań. Jak u Nietzschego. Poznałam nowe oblicze strachu. Nie przesadzam. Obcowanie z Doki Doki bierze mózg i zamienia w papkę.

Adam: Robi to w pełni świadomie, wykorzystując ponadto unikalne dla naszego kochanego medium formy przekazu. Zanim jednak przejdę do PRAWDZIWEGO MIĘSKA, chciałbym poruszyć coś bardzo… zwykłego. Która z czterech pań jest „tą” wartą grzechu? Przynajmniej w pierwszej połowie zabawy?

Poznałam nowe oblicze strachu

Aśka: Hmm, trudne pytanie. Każda z nich jest na swój sposób wyjątkowa. Fajnie zarysowane charaktery, specyficzny ton wypowiedzi. Oraz to, co piszą. Chyba najlepiej mi się je poznawało za pośrednictwem ich dzieł. Najpierw skłaniałam się w stronę nieco mrocznej Yuri, ale w końcu mój wybór padł na Sayori. Mimo że w ogóle nie jest w moim typie.

Adam: Yuri była tą, którą bym normalnie wybrał. Ale bardzo szybko zauważyłem, że Doki Doki chce zrobić wiele, by podświadomie czuć respekt i ciągotki w stronę Moniki. Ci, którzy przeszli, znają prawdziwy powód. Reszta – będzie próbowała zrozumieć, dlaczego nie zawsze wszystkie próby licealnej bajerki idą po ich myśli. Wystarczy trochę więcej doświadczenia z „analizą i interpretacją” wiersza.

No dobrze, to teraz trzeci gatunek. Wiem, że pojęcie „metagier” nie jest ci obce, ale masz z nim nieco mniejsze doświadczenie. Tradycyjnie oznacza coś zupełnie innego – ustalanie własnych zasad na przekór zasadom gry – dziś odnosi się coraz częściej do niezależnych dziwactw, które z premedytacją przyznają przed graczem, że… są grą. I mają z tego faktu sobie pokorzystać. Co innego wzruszajacy erpeg w stylu Undertale, co innego ewentualny straszak. Tutaj wrócimy do Asiowego gadziego móżdżka. To nie przypadek, że czuła się źle nie tylko w świecie fikcji, ale również we własnym pokoju, w obecności komputera. Prawda, towarzyszko?

Aśka: Tak, bo to było takie uczucie, gdy ten bezpieczny realny świat, pokoik, w którym ogrywasz jakiś tytuł, nagle przestaje być taki wygodny. Gra zwraca się bezpośrednio do Ciebie, dosłownie i w przenośni. Oczywiście, nie jest tak, że nagle tracę poczucie rzeczywistości. Ale jednak… troche tak. Zwłaszcza osoba taka, jak ja, która mocno przeżywa gry. Która się w nich zatapia po uszy. To niebezpieczne i dopiero przy Doki Doki zdałam sobie z tego sprawę.

Niebezpieczne, ale też wielce pożądane. Żyję dla takich gier.

A Ty, Adam? Trząchnęło tobą choć trochę? Nic się nie boisz horrorów, jump scare’y spływają po tobie. Czy Doki Doki znalazło dostęp do twoich lęków?

Adam: Znalazło. Kilka razy. Dźwiękiem i obrazem. Jestem nieco niestabilną osobą psychicznie, jak się okazało kilka miesięcy temu, i działają na mnie wymierzone w epileptyków czy lękowców zabiegi. Autentycznie drżałem, gdy kilka razy gra robiła formalne psikusy, żeby pozbawić mnie poczucia zahaczenia w rzeczywistości.

Aśka: Tak, to uczucie, gdy coś dziwnego napiera na cienką granicę między ułudą a rzeczywistością, a ty boisz się, że to coś zaraz ją przerwie i wydostanie się na zewnątrz… brrr, daj inny zestaw pytań!!

Adam: Już ostatnie pytanie, przecież nie chodzi o to, by odebrać czytelnikom możliwości dołączenia własnego głosu. Jak zareagowałaś na finalne… zadanie w grze? Walkę z „głównym bossem”? Gdzie kończy się granica interakcji z grą wideo? Jestem przekonany, że na coś takiego właśnie miał nadzieję wpaść w czwartym lub piątym MGS-ie Kojima. Udało się za to jakiemuś „noname’owemu” zespołowi, który swoje dzieło rozdaje w zasadzie za darmo!

Gdzie kończy się granica interakcji z grą wideo?

Aśka: Tak, to było.. niesamowite. Tylko że ja się poddałam bez walki. Nie miałam siły po prostu. I to też jest świetne, że istnieje taka możliwość. Zaakceptowałam swój los i wyższość tego “bossa”. Bo czyż czasami nie jest tak, że napotykamy przeciwnika, z którym nie chcemy walczyć, czy to z powodu braku motywacji, czy po prostu zmęczenia? Mi już było wszystko jedno.

To był zresztą ten moment, który ostatecznie przesądził o mojej ocenie tej gry. Jest wyjątkowa. Jest straszna. Jest boska. Jest niszcząca. Jest anielska.

Adam: Jest bardzo dobra, ale nie wypada niszczyć flow Wiedźmie, gdy się rozkręca. Grajcie koniecznie, jeśli to doświadczenie wciąż przed Wami!

14
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
7 Komentarze
7 Odpowiedzi
9 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
gsg
Użytkownik

Kojima uwiązany do ekosystemu konsoli pewnie miałby nieco trudniej niż Doki Doki na PC, ale przecież kazał nam kiedyś przepinać pady, szukać częstotliwości na pudełkach albo wyłączać telewizor, bo najwyższy czas! Jest też Yoko Taro. Nie mogę powiedzieć, że DD trzepnęło mnie równie mocno, może mam mniej instynktu samozachowawczego lub zadatki na psychopatę: o ile naturalnie reaguję na wszelkiego typu jumpscare’y, tu powiedziałem: ok, czyli teraz zaczyna się heca o którą głośno w internecie. Za to z powodów, które wspomniałem pod przywoływanym blogiem, ubawiło mnie wszystko podwójnie. Lubię czasem trafić na te zabawy czwartą ścianą: częścią mechaniki Anodyne było wychodzenie… Czytaj więcej »

indeed
Użytkownik

Aż się zainteresowałem i opis fabuły na wikipedii przeczytałem (alergia na mangę robi swoje) i nie mogę oprzeć sie wrażeniu, że coś takiego już kiedyś było i też czytałem tego fabułe na wiki. Albo to własnie było Doki Doki, skoro recenzja podobno spóźniona 😉

adwark
Użytkownik

Idea przełamania czwartej ściany to nic nowego nawet dla gier wideo, uwzględniając poziom zabawy z plikami gry poza samą aplikacją gry. Całkiem możliwe że to był inny tytuł.

Bjorn
Użytkownik

Czegoś z recenzji się nauczyłem, Asia użyła określenia ”incel” przeszło 15 lat w internetach, a nie znałem, zgooglowałem, zaciekawiony przeczytałem obszerny opis w wikipedii i… zgłupiałem, fakt istnienia grupy tak postrzegającej świat jest bardziej przerażający niż doki doki.

Cruzer969
Użytkownik

Też wygooglałem – Polygamia uczy i bawi 🙂

Simplex
Użytkownik

To wam zazdroszczę, że nie znaliście tego slowa 😉

Cruzer969
Użytkownik

Bardzo podoba mi się ten cykl recenzji po czasie. Myślę, że niejeden tytuł wymaga odkurzenia czy ponownej interpretacji (lub tak jak w tym przypadku, interpretacji po raz pierwszy, ale po czasie). Myśleliście może o Spec Ops The Line? Moje osobiste 10/10 i to jest coś, co powinno robić więcej gier – za pomocą dość, zdawać by się mogło, prostackiego środka jakim w tym przypadku jest strzelanina… choć Doki Doki robi coś podobnego, bo przecież to “zwyczajny” dating-harem-sim. Wracając do sedna, za pomocą medium jakim jest gra wideo przekazać coś więcej, wykorzystując przy tym pełne dobrodziejstwo inwentarza giereczek.

snik
Użytkownik

Ze Spec Ops miałem ten problem, że mimo świetnej historii, atmosfery czy rozwoju postaci, sama rozgrywka była zwyczajnie przeciętna, żeby nie powiedzieć: słaba. Samo strzelanie było drewniane, chowanie się za przeszkodami nieintuicyjne, AI współtowarzyszy głupie, a projekt poziomów wołał o pomstę do nieba. Przez to wszystko byłem zwyczajnie zbyt zmęczony, gdy dochodziło do jakiejś wstawki fabularnej, aby się nią delektować :/. No ale nic to, może kiedyś wrócę i, wiedząc już jak potoczy się akcja, będę zwracał uwagę na fabularne detale i kiepski gameplay zostanie zepchnięty na dalszy plan.

Cruzer969
Użytkownik

Właśnie mi gameplay nie przeszkadzał, był przyjemny, ale miejscami zbyt trudny; przesadnie duża ilość przeciwników w ostatnich etapach gry mogła irytować – zwłaszcza, gdy chciało się zrobić platynkę, do której potrzebne było przejście gry na najwyższym poziomie trudności.

Słyszałem kiedyś, że ten przeciętny (ale ciągle ok!) gameplay był po prostu zrobiony specjalnie, by ukryć pod tą otoczką budżetowości mięsko, żeby jeszcze bardziej… sponiewierać gracza? Lub po prostu gra miała niski budżet, co nie zmienia faktu, że warto ograć 🙂

snik
Użytkownik

Kurde, zawsze miałem nie po drodze z dating simami, czy, nawet szerzej, visual novelami, ale że nigdy nie dałem w żadnego przedstawiciela tych gatunków (2064:Read Only Memories to chyba jednak nie jest VN, nie?), to od pewnego czasu chciałem dać szansę jakiemuś reprezentantowi. Wcześniej patrzyłem w kierunku Hatoful Boyfriend, bo Devovler zawsze wydaje dobre gry, nawet jeśli nie zawsze trafiają w mój gust, ale jednak jakoś inne gry wskakiwały do mojego koszyka podczas Steamowych wyprzedaży zamiast niej… a tu proszę! Wysoko oceniany dating sim, z bardzo dobrą recenzją na Polygamii i jakimś twistem fabularnym, do tego za darmo! W przerwie… Czytaj więcej »

Joanna Pamięta - Borkowska
Użytkownik

Ależ proszę bardzo 🙂

Bartłomiej Nagórski
Użytkownik

Podwójne propsy: za format i za dobór tytułu.

Simplex
Użytkownik

Czy jest sens czytać przez zagraniem? Pytam jako paranoiczny spojlerofob.

Joanna Pamięta - Borkowska
Użytkownik

Czytaj. Pilnowaliśmy się.

Chociaż może Adam lepiej oceni….