Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeDirt Rally – recenzja. Nowa generacja rajdów

Podczas przygody z Dirt Rally byłem chyba najbliżej zrozumienia fenomenu Dark Souls. Przeżywa się tutaj taki magiczny moment, w którym jakikolwiek uśmiech schodzi z ust. Gdy do pierwszej pozycji w czteroodcinkowym rajdzie zabrakło Ci siedmiu minut…

Facebook Twitter Google Wykop
Nawrót

Najwyraźniej chuliganom z Codemasters także daleko było do żartów po premierze ostatniego tytułu z tej serii, średnio przyjętego Showdown, który generalnie z rajdami miał już niewiele wspólnego. Ktoś zapragnął powrócić do korzeni i zamiast piątego Dirta, stworzyć nowego Colina. A tych to na dobrą sprawę nie było od dekady. Opracowana od zupełnych podstaw symulacja rok temu zawitała na Steama w early access i tam długo dusiła się z oczekiwaniami graczy. Gotowy Dirt Rally, w którego nareszcie możemy zagrać na konsolach, to owoc współpracy twórców i odbiorców, przez Master Race już dawno temu ogłoszony hardkorowym mesjaszem rajdowych ścigałek. Czy rzeczywiście od czasów Richard Burns Rally nie mieliśmy równie brutalnej symulacji?

Z całą pewnością mogę stwierdzić, że na konsolach ósmej generacji żaden szuter nie dał mi tak popalić. Bardzo fajny przecież Sebastien Loeb Rally borykał się z pewnymi niedoskonałościami modelu jazdy (waga pojazdu), przy których możliwość przewinięcia czasu była obowiązkiem. Nikt nie lubi zawalić wyjątkowo żmudnego wyścigu z winy kolizji przeczącej podstawowym prawom fizyki. Niemniej czasy, które trzeba było w Loebie wyciągać od normalnego poziomu trudności wzwyż, wymagały nieraz maksymalnego skupienia.

I tutaj do gry wchodzi Codemasters. Dirt Rally nie zadowala się przymiotnikiem „fajny”, Dirt Rally nie chce być fajny. Nie tylko pozbawia gracza całego wachlarza standardowych obecnie ułatwień, jak niedorzecznych asyst w stylu wspomagania hamowania, ale przywraca wszystko do czasów, gdy nie mieliśmy wpływu na poziom trudności i nie mogliśmy w dowolnym momencie cofnąć taśmy, by skorygować źle pokonaną szykanę.

Okładka

Można złośliwie zauważyć, iż brytyjscy developerzy sami nawarzyli tego piwa (elastyczny poziom trudności wprowadzał pierwszy Dirt, manipulację czasem wypromował Grid), więc sami powinni je wypić. Wypili, brodę przetarli i stwierdzili „Teraz zrobimy coś lepszego!”.

Idealne warunki na rozstrój nerwowy
Nie ścinaj!

Nowy Dirt nie pieści się zatem z początkującymi graczami. Dla nich przygotował kilkanaście minut filmików z ogólnymi poradami czy wyjaśnieniami podpowiedzi pilota. Ale potem wszystko zostawia na pastwę ich umiejętności. Kluczowa do zrozumienia tej gry jest przede wszystkim cierpliwość. Nic nie przychodzi łatwo, zwłaszcza znajomość kontrolowanego samochodu. Przesiadka z jednego pojazdu do drugiego oznacza często naukę sposobu jazdy od początku. Gdy opanuje się tutejsze zabawki dla początkujących, Mini Coopera S lub Lancię Fulvię z lat 60., pierwsze kilka rajdów za kierownicą tylnonapędowych potworków z następnej kategorii okazuje się po prostu druzgocące.

Stąd mocna inspiracja współczesnym trendem wplatania do innych gatunków motywów erpegowych. W Dircie objawia się to przede wszystkim koniecznością grindowania. Każdy zakupiony samochód ulega odczuwalnym usprawnieniom, jeżeli przejedziemy nim odpowiednią liczbę kilometrów.

Dlatego przed przystąpieniem do głównych mistrzostw warto spędzić godzinkę lub dwie na pojedynczych rajdach. Raz, że zgarniemy wtedy już wszystkie ulepszenia, dwa, że zarobimy odrobinkę gotówki. A o kredyty, wzorem starych gier wyścigowych, trzeba będzie się starać. Na szczęście gra nie skąpi nagród nawet za zajęcie trzeciego lub czwartego miejsca, jednak przypomina się szczeniackie żyłowanie kilku wyścigów w Gran Turismo 2, byle tylko uzbierać na Suzuki Escudo. Nie mam z tym większych problemów, ponieważ zanim zdobyłem samochód ze współczesnych kategorii (którym de facto zabiłbym się na pierwszym zakręcie w początkowych godzinach zabawy), zdążyłem oswoić się z hardkorowym obliczem nowego Colina.

Można złośliwie zauważyć, iż brytyjscy developerzy sami nawarzyli tego piwa (elastyczny poziom trudności wprowadzał pierwszy Dirt, manipulację czasem wypromował Grid), więc sami powinni je wypić.

Dodajmy jeszcze opcję zarządzania zespołem naszych mechaników. Możemy wynajmować nowych inżynierów, ulepszać starych za pomocą specjalnych perków i w efekcie skonstruować drużynę, której żadna kolizja nie będzie straszna. Gdy na mistrzostwa składa się już wiele odcinków, efektywna naprawa jest na wagę złota. Warto zatem sypnąć chłopakom odrobinę ciężko zarobionej gotówki. Odwdzięczą się.

W przeciwieństwie do odsłon, które wspominamy z największym rozrzewnieniem („dwójki” chociażby), nie musisz wygrywać, aby być zwycięzcą. W ogóle wiele wody w Nilu upłynie, nim pierwszy raz wygrasz. Miejsce na podium początkowo będzie wystarczyć, by ruszyć z karierą do przodu. Nawet jeśli utrzymanie tej trzeciej pozycji do najłatwiejszych nie należy – jedna głupia pomyłka na górskiej szykanie w Monte Carlo może Cię kosztować piętnaście karnych sekund i zmusić do restartu. I tak, każde rozpoczęcie od początku zmniejsza Twoją ewentualną nagrodę. Dirt nie chce, żebyś restartował.

Ostrożnie!

W normalnych warunkach taka doza kucia manewrów, samochodów czy odcinków doprowadzałaby do szewskiej pasji. Codemasters wygrało jednak moją cierpliwość dwoma aspektami, które z czystym sumieniem pozwalają mi pisać o „nowej generacji wyścigów rajdowych”.

Pierwszy z nich to oczywiście model jazdy. Dokręcony do ostatniej śrubki. Wymagający, nieskazitelny i szalenie satysfakcjonujący. Pamiętam, jak lata temu zachwycaliśmy się starymi Colinami, które Rally zjada pod tym względem na śniadanie. Sprawdzałem. Jeszcze nigdy nie czułem podobnej imersji, żadna gra nie zachęcała równie mocno do szlifowania jazdy z kamerą pierwszoosobową i zwyczajnie zazdroszczę maniakom, którzy rozpracują nowego Dirta na wypasionej kierownicy. Stres towarzyszący każdemu odcinkowi nie ma sobie równych. To kolejny wyznacznik, gdzie całkiem na miejscu wydają się porównania z produkcjami From Software.

A przecież im szybszy samochód, tym więcej wysiłku trzeba włożyć, by w ogóle dojechać do końca. Zacznijcie od przejażdżki Cooperem po urwiskach w Grecji, zauważcie, jak wybrzuszone fragmenty drogi wpływają na fizykę pojazdu. Weźcie Opla Mantę 400 na zalodzone, pozornie bezpieczne drogi Monaco, by poczuć się bezsilnym przy byle „czwórce”. Opanujcie skoki nisko zawieszoną bestią z kategorii 2010s. Puśćcie dowolne auto zaśnieżonymi drogami w Szwecji (chyba najbardziej dopracowana nawierzchnia) lub szarpnijcie się na zdobycie szczytu Pikes Peak budzącym prawdziwą grozę Peugeotem 208 T16. Symulacyjne świry poczują wyważoną mieszankę respektu i strachu przed nadchodzącymi wieczorami.

Przechodzimy do drugiego zwycięskiego aspektu Dirt Rally – tras. Nie ma ich tak dużo, jak by się chciało przy równie długiej produkcji, to warto podkreślić. Jeśli jednak za ilość WRC 5 dostaję jakość Colina – wybaczam. Wspomniane Grecja, Monaco, Szwecja, do których doliczyć należy Walię, Niemcy i Finlandię oferują łącznie spory zestaw (uwaga) najlepszych odcinków specjalnych, jakie widzieliśmy w grach od wielu lat.

Koncentracja to podstawa. Nie ma cofania czasu

Tak zupełnie bez żartów. Finezja, z którą gra oddaje rzeczywistość, może zachwycić. Pierwsze ujrzenie następnego kilometra górskiej drogi w greckim Argolis prowokuje uśpione „Serio, za chwilę będę tam jechał?”. W podobną euforię wprawiła mnie krótka przeprawa przez niemiecki las („Dolny Śląsk jak nic”), rozjaśnione śniegiem mroki szwedzkiej nocy lub nieudolne próby ogarnięcia zalanej deszczem Walii. Każdy odcinek można dowolnie „podkręcić” atmosferycznie. Fenomenalnie jedzie się zwłaszcza po zmroku, modląc by następne drzewo nie pozbawiło nas reflektorów.

W ramach urozmaicenia – przynajmniej na razie – trzy tory rallycrossowe i hillclimb. Pierwsze, choć pozornie niewymagające, pozwalają rozpychać się łokciami między rywalami i wypada to o wiele pozytywniej niż w ostatniej grze studia Milestone. Widać, że eksperymentalne ciągotki pierwszych trzech Dirtów nie poszły na marne. Hillclimb to „zaledwie” calusieńkie Pikes Peak, zarówno w wersji asfaltowej, jak i klasycznej, żwirowej. Szkoda, że na przejażdżkę w Colorado wybierzemy się wyłącznie specjalnymi maszynami. Pikes Peak w deszczu wystraszyłoby nawet chucherka z lat siedemdziesiątych.

Bardzo ładnie!

Tryby sieciowe dla recenzowanej wersji (PS4) śmigały już przed premierą, więc wstępnie można stwierdzić, co z czym się tutaj je. Wydarzenia czasowe, czyli odcinki ukartowane przez twórców, podzielone na wyzwania dobowe, tygodniowe i miesięczne. Niczym w Driveclub – wbijasz, wykręcasz najlepszy czas i czekasz na podsumowanie Twoich wyczynów na tle wszystkich innych chętnych. No i asynchroniczny tryb PvP, żebyś mógł podbić swój bębenek, gdy kariera da Ci za bardzo w kość. Po co, oprócz czystej zabawy, brać w tym udział? A choćby dla kredytów, które dla obu trybów będą wspólne. Jak ustaliliśmy wcześniej – pieniążków nigdy za wiele.

Wspomniane Grecja, Monaco, Szwecja, do których doliczyć należy Walię, Niemcy i Finlandię oferują łącznie spory zestaw (uwaga) najlepszych odcinków specjalnych, jakie widzieliśmy w grach od wielu lat.

Jeżeli zaś idzie o mięsko większości branżowych newsów związanych z nowym Colinem, oprawa graficzna to najwyższa liga. Jasne, nie zobaczysz tutaj aż takich widoków, jak we wspomnianym dziele śp. Evolution Studios lub drugiej Forzie Horizon, jednak mityczne 60 klatek na sekundę robi piorunujące wrażenie, zwłaszcza jeśli pamiętamy, że niektóre odcinki zajmą nawet powyżej dziesięciu minut szalonej jazdy. Ostrej jak żyletka grafice towarzyszą dźwięki silników rodem z mokrych snów fanów motoryzacji. Tych bestii aż chce się słuchać. Po prostu AAA, pierwsze w tym gatunku na tej generacji sprzętu.

Bądź odważny!

W zachodnich recenzjach bardzo często powraca zachwyt jednym zakrętem w Niemczech. Wcale nie jakimś wyjątkowo paskudnym czy niemożliwym do wyczucia. Zakręt jak zakręt, każdy w Dirt Rally może doprowadzić do porażki. Ale przed tym jednym z niewiadomego powodu pilot nagle dodaje: „Be brave!”, co przypisuje się grze jako jej myśl przewodnią. Odwaga będzie potrzebna, na pewno. Jednak nie zapominaj o cierpliwości i konsekwencji. Codemasters nie celowało w grę niemożliwą. Prawdziwy spadkobierca Colin McRae Rally wynagrodzi wszystkie trudy nieporównywalną satysfakcją.

To tytuł, który tak naprawdę zaledwie liznąłem przygotowującym do recenzji maratonem. Do którego wrócę lada moment, żeby pograć już z Wami i prawdopodobnie grać jeszcze długie miesiące, aż do wymarzonej platyny. Fajnie, że ludziom chciało się czuwać przy tym projekcie od roku. A czy zagrać? Pytanie retoryczne.

Platformy: PC, PS4, Xbox One
Producent: Codemasters
Wydawca: Codemasters
Dystrybutor: Cenega
Data premiery: 05.04.2016
PEGI: 3

Wymagania: Intel Core i3 / AMD FX, 4GB RAM, AMD HD5450 / Nvidia GT430 / Intel HD4000 z 1 GB VRAM

Grę do recenzji udostępnił dystrybutor. Testowaliśmy wersję na PS4. Screeny pochodzą od redakcji.

9
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
4 Komentarze
5 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Arczikun
Użytkownik

“W ramach urozmaicenia – przynajmniej na razie – trzy tory rallycrossowe i hillclimb.”

To mnie niestety najbardziej boli. Zmarnowana licencja na Rallycross. Fajnie, że mamy wszystkie licencjonowane samochody i kierowców, ale całe 3 tory z 12 to troszkę smutne. Rozumiem, że RX miał być pewnie swojego rodzaju dodatkiem do całości, ale Rallycross idealnie pasuje w takiej grze do rozgywek multi. A niestety nic na razie nie wskazuje na to, by Codemasters w ogóle planowało jakieś dodatkowe DLC do gry. Mimo to, czekam do premiery, kierownica już czeka.

conath
Użytkownik

Bardzo fajny przykład na to, że gry wyścigowe/rajdowe wcale nie muszą być uproszczone, żeby dawały frajdę. Symulacja = fun!

skabanos
Użytkownik

Od kiedy 60 fps jest mityczne? 😀

SebaOnePL
Użytkownik

Też mnie interesuje co jest mitycznego, kiedy 60 klatek na PC to standard.

MartyMcFly
Użytkownik

Heh.. konsole.. PS4 miało być nie wiem jak mocne, a ta gra przecież hula na silniku z porzedniej generacji..

SimonX
Użytkownik

Rozumiem, że skoro nie ma słowa o kontrolerach w tekście, to gra była ogrywana dualshockiem? Da się komfortowo grać na padzie? Jak byście porównali sterowanie do Project Cars i Drivecluba? Bliżej której z tych dwóch zupełnie innych ścigałek jest Dirt Rally?

SebaOnePL
Użytkownik

Też chciałbym wiedzieć na jakiej kierownicy było grane bo mam nadzieję, że nie był to pad, który nie nadaje się do symulacji.

SimonX
Użytkownik

Ja wręcz przeciwnie, mam nadzieję, że ogrywali na padzie i że gra się przyjemnie. Inaczej daruję sobie zakup.
W Gran Turismo 5 i 6 rewelacyjnie gra się symulacyjnie na kierownicy, i jednocześnie da się przyjemnie i skutecznie grac na padzie – da się. Mam nadzieję, że CodeMasters ogarnęli temat, bo w taki ProjectCars na padzie gra się ciężko.

MartyMcFly
Użytkownik

Można pograć na padzie, szczególnie w Rally Crossa, gdzie często depcze się do dechy i skręca w opór. W rajdach już jest trudniej, ale jak do wszystkiego, można się przyzwyczaić. Ale jak jesteś maniakiem rajdów, to do tej gry zdecydowanie warto kupić kierownicę. Bardziej niż do Gran Turismo.