Zmien skórke
Logo Polygamii

Recenzje„Czarnobyl” – recenzja. Perfekcyjna katastrofa

Wgniecie was w fotel i przemieli emocjonalnie na drobne kawałeczki. Serial wybitny – co do tego nie mam wątpliwości.

Facebook Twitter Google Wykop

Gdy świat skupiał się na spektakularnej porażce „Gry o tron”, w HBO GO pojawił się niepostrzeżenie „Czarnobyl”. Oczywiście pierwsze pytanie, które nasuwało się na myśl, to: dlaczego ktokolwiek miałby wypuszczać zupełnie nowy, nieznany serial w trakcie emisji ostatniego sezonu serialowego giganta, na który czekał cały świat?

Okazało się to strzałem nie w stopę, a w dziesiątkę, bo „Czarnobyl” nie tylko skupił na sobie ogromną uwagę, lecz także nie mógł opędzić się od porównań do „Gry o Tron”. Oczywiście wcale nie wypadały na jego niekorzyść. Głównie przewijał się wątek, że David Benioff i D. B. Weiss powinni uczyć się od „Czarnobyla” jak pisać dobre scenariusze. To o tyle ciekawe, że Craig Mazin, scenarzysta serialu, nie ma na swoim koncie wcale jakichś wielkich hitów. Wręcz przeciwnie – „Kac Vegas w Bangkoku”, „Kac Vegas 3”, „Łowca i Królowa Lodu”,  dwa „Straszne filmy”… stoją w niezwykłym kontraście wobec klasy „Czarnobyla”.

Potęga sposobu opowiadania

Pytanie, przed jakim stanęli twórcy „Czarnobyla”, nie brzmiało „co”, ale „jak”. Pod tym względem robotę wykonali perfekcyjnie. Każdy odcinek to emocjonalna i wizualna uczta. Zadziałało wszystko – gra aktorska, dobór aktorów, rezygnacja z wprowadzania rosyjskiego akcentu, konstrukcja fabularna, stopień dramatyzacji wydarzeń, dialogi, szkice psychologiczne postaci. Serialowy Diatłow na przykład podobno bardzo przypomina swój rzeczywisty pierwowzór, wzbudzając niezwykle żywe emocje.

Legasow to postać, którą się rozumie i lubi. Szczerbina Stellana Skarsgårda jest tyleż nieoczywisty, co fascynujący. Dodajmy do tego przepiękne, przemyślane ujęcia, niepokojącą, ale i nieoczywistą ścieżkę dźwiękową. Całość spina zgrabna narracyjna klamra, która pozwala twórcom trzymać widza w napięciu do ostatniej minuty. Wszystko się ze sobą pięknie komponuje.

Mimo że wszyscy wiemy, jak ta historia się kończy, twórcy dokonali niemożliwego, bo udało im się utrzymywać na przestrzeni pieciu odcinków niezwykły stopień emocjonalnego napięcia i zaskakiwać widza. Szokuje nie tyle to, co się dzieje, ale to, w jaki sposób reagują na to postaci. W nieprzedramatyzowany, realistyczny, ludzki sposób, który paradoksalnie byłby chyba ostatnią rzeczą, na jaką wpadłby scenarzysta wymyślając tego typu historię. Dzięki temu „Czarnobyl” staje się przede wszystkim psychologicznym dramatem. Prawdziwą ucztą dla tych, których fascynuje działanie ludzkiej psychiki w sytuacjach ekstremalnych.

Sowiecka natura

Zazwyczaj po romantycznym, wielkim pocałunku czy wielkim wybuchu film się kończy, wskakują napisy końcowe i pozamiatane. „Czarnobyl” tę formułę odwraca. To, co następuje po katastrofie, napędza fabułę, skupiamy więc uwagę głównie na skutkach. Również na takich mało prozaicznych, smutnych skutkach, które odczytywane suchym głosem z kartki papieru w scenie narady w Moskwie przyswajamy bez większego zastanowienia. A potem doznajemy szoku, gdy serial nam to unaocznia.

To, co następuje po katastrofie, napędza fabułę, skupiamy więc uwagę głównie na skutkach.

To naprawdę świetny zabieg, oddający wiernie obraz katastrofy i tego, jaką rolę w pracy nad zapobieganiem jeszcze większej tragedii odegrali ludzie.

Głównym motywem przewodnim serialu są oczywiście kłamstwa – próba zatajania przez Sowietów nie tylko przed resztą świata, ale i przed własnym narodem skali katastrofy.

To niesamowity i wstrząsający obraz utwardzonej mentalności, kierowanej sztywnymi zasadami niezwiązanymi z dobrem obywatela. Nie mówię, że to jakieś nowe odkrycie ze strony twórców serialu; bardziej chodzi mi o to, że bardzo zręcznie dobrali narzędzia umożliwiające opowiedzenie tej historii i dzięki temu byli w stanie w bardzo dosłowny i obrazowy sposób to ukazać.

W „Czarnobylu” widzimy, co robi z człowiekiem presja społeczna. Widzimy skalę zagrożeń, jakie niesie sposób myślenia oparty na przestrzeganiu ślepej hierarchii i potrzebie utrzymywania wizerunku opartego na pozorze siły. Obserwujemy też zakrzywianie rzeczywistości i zatajanie przed społeczeństwem potencjalnych realnych zagrożeń tylko i wyłącznie po to, aby właśnie ów obraz niezachwianej siły w ich oczach utrzymać.

Serial a rzeczywistość

„Czarnobyl” podobno bardzo wiernie oddaje zdarzenia w 1986 roku. Scenariusz opiera się na licznych materiałach – raportach napisanych zarówno w Związku Radzieckim, jak i poza jego granicami, wywiadach przeprowadzanych z naukowcami, tłumaczącymi działanie reaktorów nuklearnych, a także na osobistych historiach osób powiązanych z katastrofą. Mazin odwiedził też strefę wykluczenia w Czarnobylu.

Pojawiają się oczywiście zmiany i drobne odstępstwa od prawdy historycznej służące lepszemu opowiedzeniu tej historii, ale w większości możemy przyjąć, że tak właśnie mogło to wyglądać. Ku mojemy zaskoczeniu na przykład historia żony strażaka zdarzyła się naprawdę – znajdziemy ją w książce „Czarnobylska modlitwa” autorstwa noblistki Swietłany Aleksijewicz, która literacką nagrodę Nobla otrzymała w 2015 roku.

Tylko czekam, aż któregoś dnia przyśni mi się scena, w której żona strażaka odwiedzała męża w szpitalu.

Chyba największy wpływ wywarły na mnie sceny pokazujące ludzi dotkniętych chorobą popromienną, gdy widzimy ich ciała. Ich skóra wyglądała, jakby stopniowo się dosłownie rozpływała.

Prawdziwą wirtuozję scenariusza i gry aktorskiej pokazuje chyba też to, że – znowu odwołam się do „Gry o Tron” – losem postaci, które znałam na przestrzeni pięciu zaledwie odcinków, przejmowałam się bardziej niż losem tych, których wątki rozciągnięto na osiem sezonów. Ech, nie mogę przeboleć, że w tak brzydkim stylu zakończono ekranizację „Pieśni Lodu i Ognia”.

Wracając jednak do zgodności z faktycznymi wydarzeniami, największym chyba odstępstwem zdaje się wprowadzenie Ulany Chomiuk granej przez Emily Watson.

Ma ona stanowić reprezentację wszystkich naukowców zaangażowanych w badanie przyczyn i skutków katastrofy w Czarnobylu. Jako postać niehistoryczna i tak wypada bardzo wiarygodnie.

Moim zdaniem nie wpływa to negatywnie na wartość serialu. Niektóre sceny uległy dramatyzacji, niektóre postaci przedstawiono w nieco innym świetle, część rzeczy trzeba było też dopowiedzieć, decydując się na obranie jakiegoś kierunku. Trzeba więc brać poprawkę, że nie mamy do czynienia z dosłownym odwzorowaniem tamtych wydarzeń, a jednak też pewną fikcjonalizacją.

W „Czarnobylu” widzimy, co robi z człowiekiem presja społeczna. Widzimy też skalę zagrożeń, jakie niesie sposób myślenia oparty na przestrzeganiu ślepej hierarchii i potrzebie utrzymywania wizerunku opartego na pozorze siły.

Chyba nie ma potrzeby, żebym to pisała, bo to wynika z moich zachwytów zawartych w tekście, ale powiem i tak – jak najbardziej, „Czarnobyl” gorąco polecam. To naprawdę jeden z lepszych seriali, jaki widziałam, a oglądam je niemal nałogowo. Ostatnio dość mocno wciągnęły mnie też świetne „Black Summer” i „Olive Kitteridge, ale i tak „Czarnobyl” na długo przyćmi wszelką konkurencję, plasując się w mojej osobistej ścisłej topce.

Nieco nadmierna serialowa dramatyzacja wydarzeń wyłazi w jednej tylko scenie, ale nie rzutuje to na szczęście w żaden sposób na odbiór całości. Jedna mała ryska na diamencie. I wcale mnie nie dziwi, że ostatni odcinek ma na IMDb ocenę 10/10 przy niemal 22 tysiącach głosów (!). To na ten moment najwyżej oceniany serial w historii serwisu. W pełni sobie na to zasłużył.

28
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
7 Komentarze
21 Odpowiedzi
9 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
JohnStar
Użytkownik

Największą siłą Czarnobyla jest ukazanie mocy atomu i tego, że my sami zaoramy tą planetę dostając do ręki siłę która wymaga skupienia, odpowiedzialności i szacunku. Dostajemy obraz państw które dzięki technologii i swojej wrodzonej nieodpowiedzialności mogą doprowadzić cały świat ku upadkowi… Działa mi to strasznie na nerwy. Niestety nie ma innego rozwiązania.

Aimagylop
Użytkownik

“Dostajemy obraz państw”
Raczej obraz jednego, konkretnego, historycznego już państwa, które miało pewien specyficzny ustrój.

JohnStar
Użytkownik

Poczekaj na Indie Białoruś Chiny 😉 itp.

gnat81
Użytkownik

Aż się zarejestrowałem, żeby odpowiedzieć 🙂 Poczytaj o katastrofach Boeinga MAX, Smoleńsku. Jeśli myślisz, że niekompetencja, głupota ludzka i nieodpowiedzialność umarła z tym “specyficznym państwem” to niestety jesteś bardzo naiwny…..

deng
Użytkownik

“Mimo że wszyscy wiemy, jak ta historia się kończy, twórcy dokonali niemożliwego, bo udało im się utrzymywać na przestrzeni pieciu odcinków niezwykły stopień emocjonalnego napięcia i zaskakiwać widza. Szokuje nie tyle to, co się dzieje, ale to, w jaki sposób reagują na to postaci.” Dla mnie i kilku znajomych, z którymi rozmawiałem (nie wszystkich rzecz jasna) – na przestrzeni czterech odcinków. Pierwszy odcinek dla osób, które znają temat i żyły w tamtych czasach był mocno przewidywalny, tak w scenach jakimi chcieli uraczyć nas scenarzyści, a które mają wywołać zdziwienie/złość/grozę/współczucie/szok, jak i w reakcjach postaci. Natomiast pozostałe cztery odcinki (wiem, mocno… Czytaj więcej »

C.C. Stellar
Użytkownik

Co prawda urodziłem się krótko po katastrofie, więc tamtych wydarzeń naturalnie nie pamiętam, ale mimo tego oglądało się ten serial niesamowicie. Do tego niektóre wydarzenia mogłem na bieżąco weryfikować, bo moja TŻ jest z wykształcenia chemikiem, a z zawodu technologiem. 😉

indeed
Użytkownik

Rewelacyjny serial, natknąłem się na niego zaraz po premierze pierwszego odcinka i wraz z kolejnymi rozczarowaniami ostatni epizdoami Gry o Tron coraz bardziej łapałem się na tym, że na kolejne Czarnobyle czekam bardziej niż na GoTa.

Absolutna perełka i pozycja obowiązkowa, jedyny minimalny zgrzyt miałem w ostatnim odcinku podczas końcowej przemowy Legasowa – zbyt dramatyczna, jak dla mnie ale to dorbiazg był.

Aimagylop
Użytkownik

Serial ogólnie fajny ale z tym 10 na 10 to przesada. Wyolbrzymienia, sztuczne wypełniacze czasu ekranowego no i największa dla mnie wada – niekonsekwencja w tworzeniu ekranowego świata. Komunikaty są w rosyjskim języku lecz aktorzy mówią po angielsku. To tworzyło kontrast który bardzo wytrącał ze skupienia i w takich momentach zastanawiałem się czy old chaps zamówią fish and chips.

Lord Bart
Użytkownik

HBO >>> Netflix

PentaStar
Użytkownik

Trochę naciągane, bo i tu i tu są produkcje wybitne i mierne… Za to interfejs i jakość działania usługi, tu od Netflixa HBO może sporo się w temacie nauczyć.

Lord Bart
Użytkownik

To była przynęta, zadziałała, więc można pogadać normalnie. Czarnobyl jakoś tak zawsze fascynował mnie. To takie dziwne uczucie, że człowiek lubi się bać, a radiacja, objawiająca się wyłącznie skrzypieniem i piskami detektora, przeraża chociaż jest niewidoczna. Do dzisiaj żałuję, że nie udało mi się kupić biletów na mecz Szachtara z Bayernem w LM, bo planowaliśmy potem z kumplem skoczyć na wycieczkę do Strefy. A teraz jakoś nie ma do tego okazji, poza tym kopuła. Fallout, Metro, Stalker… jest coś w tym fascynującego. Obejrzałem dopiero pierwszy odcinek, to trochę zabawne, że jednak Gra spadła już z… tronu, bo D&D okazali się… Czytaj więcej »

PentaStar
Użytkownik

Wersja rosyjska będzie taka “reaktory RMBK nie wybuchają”.

Zona jest spoko, szczególnie jeśli lubi się czasem dać nura w pustostan, a atmosfera w strefie jest gęstsza niż gdziekolwiek indziej, bo cały czas czuć ciężar historii. Generalnie planuję jeszcze raz pojechać, ale na dłużej i z jakimś bardziej konkretnym planem działania.

PentaStar
Użytkownik

O dziwo sporo faktów przedstawiono w sposób rzetelny, a gdzie można było sobie pozwolić tam podkręcono dramatyzm, czego raczej nie można mieć za złe. Bardzo solidna produkcja, która opowiada o jednej z największych katastrof energetyki jądrowej.

Simplex
Użytkownik

Serial świetny, recenzję dobrze się czytało.

Dwie drobne poprawki:
Khomyuk – Chomiuk
Swietłany – Swiatłany