Zmien skórke
Logo Polygamii

Capcom woli wysokie oceny w recenzjach niż wysoką sprzedaż - a mi tu czołg jedzie

Nie przesadzałbym tak z entuzjazmem, delikatnie ujmując.

Okej. Pamiętacie, jak długo Capcom narzekał na nieciekawą sprzedaż Resident Evil VII? Pamiętacie premierowy stan Street Fightera V? Wyniki sprzedaży Monster Hunter World? O, a może co niektórzy pamiętają też ledwo trzymające się kupy Resident Evil 6? (Nie ja wymyśliłem zmianę numeracji z arabskiej na rzymską przy ostatniej odsłonie) Bardzo dobrze. Zapamiętajcie to wszystko, dodajcie do faktu, że żółto-niebiescy są gigantyczną korporacją…

…a teraz słuchajcie, co szycha z europejskiego oddziału firmy powiedziała w rozmowie z GameIndustry:

Choć mamy akcjonariuszy do zadowolenia, nie chodzi o nasze osiągnięcia komercyjne. Pozostaje jeszcze element artystyczny, gdy to my wiemy, że idziemy we właściwą stronę. I nawet jeśli zauważymy że „siódemka” Residenta w porównaniu z „szóstką” na poziomie liczb się różnią, pod względem rentowności wszystko się zgadza. „Siódemka” spełniła nasze oczekiwania. Została bardzo dobrze przyjęta.

Street Fighter V
Street Fighter V mat. prom.

I pod pewnym względem Capcomowi zależy w równym stopniu na tym, by gry otrzymywały dobre recenzję, jak na tym, by sprzedawały kolejne miliony. Wolimy grę, która dostanie 9/10 i sprzeda mniej egzemplarzy niż grę, która otrzyma 6, ale sprzeda się lepiej. Nie skupiamy się tak mocno na początkowej sprzedaży. Interesuje nas długoterminowe zainteresowanie produkcjami. I tak patrząc, ostatni Resident poradził sobie wręcz znakomicie. Nawet dziś, niemal dwa lata później, wciąż jest flagowym tytułem na VR.

To, moi drodzy, nazywa się białymi kłamstewkami. Marketingowym nawijaniem makaronu na uszy. Oczywiście, że takiej firmie zależy na tym, by gra sprzedawała się CIĄGLE. Ale gdyby Resident Evil VII całkowicie wtopił, na pewno przekreśliłby nowy kierunek serii. Ba, nawet nie wtapiając, powodował długo gorzkie komentarze Japończyków. Gdyby ostatni Monster Hunter nie okazał się gigantycznym hitem, marka znowu rozwijałaby się na zachodzie metodą „później, mniej, wolniej, na małe platformy”. Premierowa wersja Street Fightera z kolei nawet nie ukrywała, że nie została dokończona. Gdyby wreszcie DmC było hitem, następną odsłoną serii byłoby DmC 2, a nie prawdziwa “piątka”.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie chcę mówić, że walka o przyjazny image w mediach jest bez sensu. Ale nie róbmy z takich wypowiedzi wielkiego sygnału, że od teraz Capcom będzie wydawał tylko idealne rzeczy. Łączmy kropki. Ja ten cytat interpretuję w taki sposób, że mam być spokojny o nadchodzący remake Resident Evil 2. Że mimo powrotu do kamery zza pleców, pozycja nie odpuści dusznego klimatu fantastycznej „siódemki”. Że nie przekreśla poprzedniej odsłony, nawet jeśli nie sprzedała się tak, jak “wybuchowa” “szóstka”.

Więcej na temat:

2
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
1 Komentarze
1 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Bobok
Użytkownik

Jestem fanem starych residentów i gdy grałem w RE6 razem z kumplem, kisłem na potęgę ja nie mam pojęcia skąd taka wysoka sprzedaż tego krapiszcza. Ok gra była średnią strzelanką ale na pewno nie była Residentem choć miała to w tytule. Mogli dać inny tytuł i byłoby dobrze ale wtedy gra nie sprzedałby się tak dobrze. W moim prywatnym rankingu gra sięgnęła dna i niech tam pozostanie po wsze czasy, uważam że płacąc 6 ojro przepłaciłem. W niedziele dałem szanse RE7 demo i o ile klimat jest przedni muzyka i dźwięki dają naprawdę rade to bliżej tej grze do Outlasta… Czytaj więcej »

Popularne wpisy

Popularne Gry