Zmien skórke
Logo Polygamii

Blog - Królicza nora

11.12.2017

Wielkimi krokami nadchodzi ósmy epizod Gwiezdnych Wojen, więc pewnie wielu z was odświeża sobie poprzednie filmy z uniwersum wykreowanego przez Georga Lucasa. Chcąc wyjść na przeciw tej potrzebie, postanowiłem przygotować mini-poradnik na temat tego jak oglądać tę kosmiczną sagę, gdyż miała ona wiele różnych wydań, z większymi bądź mniejszymi zmianami, a każda z tych zmian ma wpływ na odbiór danego filmu.

No to lecimy… od początku

Czy zacząć od trylogii poprzedzającej, czy od oryginalnej?

Nie ma tu jakieś jednej najlepszej kolejności. Moim zdaniem ważne jest tylko to, że jeżeli nigdy nie widzieliście Star Wars lub nie pamiętacie nic z filmów, to zacznijcie od oryginalnej (IV-VI).

Jeżeli już znacie Star Wars, to kolejność od Mrocznego Widma do Powrotu Jedi (I-VI) jest ok.

Jeżeli znacie Star Wars dobrze, to najciekawszym rozwiązaniem będzie „Machete Order”. Pomijamy zupełnie Mroczne Widmo, a kolejność pozostałych filmów wygląda tak: 1. Gwiezdne Wojny (Nowa Nadzieja); 2. Imperium Kontratakuje; 3. Atak klonów; 4. Zemsta Sithów; 5. Powrót Jedi (czyli epizodami: IV-V-II-III-VI). Najważniejszym elementem tej układanki jest umieszczenie Zemsty Sithów tuż przed Powrotem Jedi, co nadaje dodatkowego kontekstu i wzmacnia motywy z Powrotu Jedi. Jeżeli nigdy w takiej kolejności nie oglądaliście Star Wars, to warto to zrobić chociaż raz.

Czy oglądać Rogue One przed Nową Nadzieją? Możecie, jeżeli nie przeszkadza wam fakt, iż film zupełnie nie trzyma się kupy i fatalnie łączy się z Nową Nadzieją – Vader, Leja i wszyscy na statku, na początku czwartego epizodu zachowują się tak, jakby zupełnie zapomnieli, co działo się wcześniej (w Rogue One).

Teraz rzecz ważniejsza – jak oglądać (które wydania) Star Wars, żeby zmiany Georga Lucasa nie zepsuły wam idealnych wspomnień filmów (to jeżeli już je widzieliście); lub żeby zobaczyć Gwiezdne Wojny takimi, jakimi powinno się je widzieć (to jeżeli nie widzieliście/nie pamiętacie).

Star Warsy zostały wydane na prawie każdym nośniku wideo jaki istnieje w tej galaktyce, jednak ważniejsze od samego nośnika jest źródło dla niego, czyli tzw. master. Możemy tu mieć do czynienia z nowym wydaniem filmu (np. na Bluray mieliśmy wydania SW w 2011, 2013 oraz w 2015), gdzie otrzymamy jakieś sceny dodatkowe względem poprzednich wydań, jednak (re)master dla filmów pozostaje bez zmian.

Nowy master może oznaczać zarówno zmiany w scenach filmu (nowe sceny, zmienione aktualne), nowe efekty (CGI itd.), jak i odnosić się do samej jakości – być zgrany w wyższej rozdzielczości, innym formacie oraz z nową korekcją barw; czy niemniej ważne zmiany dotyczące jakości dźwięku. Tu przykład trzech różnych masterów, lecz na dwu nośnikach:

 

Tu macie kompletną listę wydań (nośników) oraz listę zmian (masterów/remasterów) Gwiezdnych Wojen:

http://starwars.wikia.com/wiki/Star_Wars_home_video_releases

http://starwars.wikia.com/wiki/List_of_changes_in_Star_Wars_re-releases

 

Poniżej postaram się to połączyć i opisać:

W przypadku trylogii poprzedzającej oraz nowych filmów od Disneya nie ma problemów. Wybieramy blu-ray, który oferuje lepszą jakość (1080p) niż DVD (576 w przeplocie) czy VHS (240?). Możemy też wybrać pierwsze wydania DVD lub jedyne VHS, jeżeli chcemy się katować mapetem Yody w Mrocznym Widmie i gorszymi CGI. Audiofile mogą sięgnąć po Mroczne Widmo na LaserDisc.

Jeżeli chodzi o oryginalną trylogię, to tu już jest gorzej. Generalnie (re)mastery pierwszych filmów możemy podzielić na 4 grupy (wydania wewnątrz każdej z grup będą do siebie bardzo zbliżone/identyczne poza nośnikiem i jakością jaką daje taki nośnik):

Porównania kilku z opisanych tu masterów będziecie mogli zobaczyć na filmikach w punkcie 4.

  1. Mastery od premier filmowych do 1997. Cechuje je niewielka liczba zmian względem oryginałów, jednak różnią się jakościowo (mamy tu dwa główne mastery). To właśnie wydania z tej grupy oglądają najzagorzalsi fani gwiezdnej sagi. Na czym możemy je oglądać?

    – oryginalne wydania filmów z 1982 (Nowa Nadzieja), 1984 (Imperium Kontratakuje) oraz 1986 (Powrót Jedi) są na bazie pierwszego mastera, przygotowanego dla wszystkich formatów. Możemy go zobaczyć na VHS (też Betamax), LaserDisc (w wyższej rozdzielczości – ale master ten sam), CED VideoDisc. Jeżeli chodzi o zmiany względem wydań kinowych, to jest ich sporo, ale nie mają one dużego wpływu na odbiór filmu (odsyłam do listy zmian we wcześniejszym linku);

    Jeżeli chodzi o jakość, wydanie to było zgrywane z 35mm taśmy kinowej, skan niskiej rozdzielczości i w formacie Pan and Scan (4:3), bez jakieś większej korekcji kolorów względem kinówki. Prawdopodobnie to właśnie tę wersję Gwiezdnych Wojen widzieliście jako pierwszą.

– (re)master pod LaserDisc z 1993. Tu piszemy o pierwszej* znaczącej poprawie Gwiezdnych Wojen. Jeżeli chodzi o treść filmów, to liczba zmian jest niewielka względem poprzedniego mastera.

Jeżeli chodzi o jakość, to tu jest o czym mówić. Zgrywany z taśmy 70mm, formacie Letter box (2.35:1, widescreen -* Japończycy już to mieli w 1986), skan wyższej rozdzielczości, z poprawionymi kolorami (więcej czerwonego). Zdecydowanie poprawiony jest też dźwięk. Możemy go oglądać na LaserDisc (Star Wars Trilogy – The Definitive Collection i wydania każdego filmu osobno na LaserDisc z 1995) oraz na bonusowych płytach DVD do wydania „limited edition” z 2006 (tzw. GOUT).

  1. Master z 1997. Przygotowanie fanów pod nową trylogię. Wprowadzono tu sporą liczbę CGI (od Jabby po miasta i zespół muzyczny), to tu Greedo strzela pierwszy, to tu dodano wiele (nie)potrzebnych scen oraz zmieniono muzykę i dodano nowe sceny w zakończeniu całej trylogii. Jeżeli chodzi o jakość, to ten master bazuje na tym z 1993 (LaserDisc). Możemy go oglądać na VHS oraz LaserDisc (Star Wars Trilogy Special Editions). Na nim opierają się też wydania VHS z 2000 roku.

  1. Mastery od 2004

    – master pod DVD z 2004. Nowy master, w którym liczba CGI ośmiesza wręcz pod tym względem wydanie z 1997; nowe sceny rozpalają do czerwoności; Palpatin (hologram) i Anakin (duch) zmieniają się w tych z trylogii poprzedzającej. Jakościowo niby poprawiony – skanowany w jeszcze wyższej rozdzielczości z cyfrową korekcją. Niestety cyfrowa korekcja często sprawia, iż kolory jaskrawe wydają się nienaturalne, a ciemne sceny zlewają się w czarne plamy. Ogólnie kolorystyka z cieplejszej (Master laserdisc) ucieka tu w tony niebieskie. Wszystkie te świetne zmiany możemy oglądać na DVD z 2004 (Star Wars Trilogy DVD set) oraz 2006 (Limited Edition – to ta, w której jako bonus mamy też DVD bazujące na Masterze z 1993).

– remaster pod Bluray z 2011. Tu kolejna garść „dobrych” zmian. Lucas postanowił pokazać, jak ważne jest operowanie ciszą w scenach i w jednej z najważniejszych Vader zamiast zachować ciszę, krzyczy teraz „No, Noooo”; a ja wraz z nim. Do tego trzeba dorzucić choćby fakt, iż Boba Fett uzyskał w końcu obywatelstwo meksykańskie i rozpoczął gorliwą naukę języka hiszpańskiego.

Jeżeli chodzi o jakość, to bazuje on na masterze pod DVD z 2004 – z wszystkimi jego zaletami i wadami. Możemy go podziwiać we wszystkich wydaniach blu-ray (2011, 2013, 2015). Bardzo prawdopodobne, że jeżeli chcieliście zobaczyć Gwiezdne Wojny na swoim komputerze lub w TV, to oglądaliście właśnie tę wersję.

  1. „Mastery” nieoficjalne. Fanom nie bardzo podobają się zmiany, które Lucas wprowadzał do oryginalnej trylogii na przestrzeni lat. Już w 1997 kręcili głowami, a każde kolejne wydanie tylko pogarszało sytuację. Oczywiście rozwiązaniem jest oglądanie poprzednich wydań, lecz tych Lucas, świadomie lub nie, nie umieścił nigdy na Blu-ray, tak, aby każdy mógł się nimi cieszyć w dobrej jakości. Dla niego najnowsze wydanie jest zawsze tym najlepszym, gdyż kiedyś nie mógł zrobić Star Wars takimi, jakimi sobie je wyobrażał. Dopiero technologia mu to umożliwiła i dla niego nie ma znaczenia co sądzą o tym fani. Mamy więc problem z jakością (przede wszystkim rozdzielczością) poprzednich wydań. VHS na TV 4k (upscaling z 240 lini do 2160)? Nie każdy ma też LaserDisc lub limitowane wydanie DVD z 2006, by zaznać zdecydowanie lepszej jakości od VHS, lecz nadal znacząco odbiegającej od dzisiejszych standardów. Lepiej też nie wspominać o Internetowych, sztucznie upscalowanych wydaniach. Rozwiązaniem było stworzenie nieoficjalnego remaster i takich powstało bardzo wiele, lecz uznane są tylko dwa:

    – (Harmy’s) Despecialized Edition. Remaster biorący z Blu-ray wszystko to, czego nie udało się popsuć Georgowi, uzupełniający to o sceny z mastera GOUT (wydanie DVD z 2006 – na bazie mastera LaserDisc 1993) i dodający wiele od siebie (np. nowe efekty specjalne i CGI w określonych scenach, tak by pasowały do nowej rozdzielczości). Całość poddana korekcji barw, zbliżonej do tej z blu-ray lecz bez popsutej czerni. Jest wiele wersji Despecialized Edition dla każdej z części oryginalnej trylogii i powinniśmy zawsze szukać tej najnowszej;

    – Silver Screen/Renegade Grindhouse Edition. Mówimy tu o nowy masterze – skanie kinowych taśm w wysokiej rozdzielczości. W przypadku Nowej Nadziej (Silver Screen Edition – aktualnie wersja 1.6) dodatkowo oczyszczono skan z szumów i poddano subtelnej korekcji barw. Efekt jest genialny. W przypadku Imperium Kontratakuje i Powrotu Jedi mówimy o Grindhouse Edition – „czystym” skanie – bez redukcji szumów, ze wszystkimi wadami taśmy.

Którą wersję wybrać? Jak się domyślacie i mogliście odczytać z moich wypocin, to nie przepadam za zamianami jakie wprowadzał Lucas. Jeżeli uważacie podobnie lub nigdy nie widzieliście innych Star Warsów jak te na DVD, blu-ray czy puszczanych w TV, to moim zdaniem są trzy opcje:

– master pod LaserDisc z 1993. Czyli do wyboru mamy następujące wydania: LaserDisc Star Wars Trilogy – The Definitive Collection; LaserDisc z 1995 – każda z części osobno; lub GOUT – czyli bonusowe dyski DVD do Limited Edition z 2006; ew. odszukać takie wydanie w Internecie. Ta opcja pozwoli nam zobaczyć Star Wars bardzo zbliżone do wersji kinowej w przyzwoitej jakości: widescreen, dobry dźwięk. Tu oczywiście duże znaczenie będzie miało na czym to obejrzymy (w szczególności jakość naszego upscalera).

– mastery z 1997. Niby już z tymi „dobrymi” zmianami, ale w niezłej jakości i kiedy przymkniemy oko na część ze zmian (na inne, jak samo zakończenie, nawet nie musimy przymykać), jest to jak najbardziej akceptowalne. Tę wersję możemy zobaczyć na VHS z 1997 oraz 2000; LaserDisc (Star Wars Trilogy Special Editions) i w Internetach.

– mastery nieoficjalne. Despecialized Edition miało sens dopóki nie pojawiła się wersja Silver Screen/ Renegade. Jeżeli chcemy dziś oglądać Gwiezdne Wojny w wysokiej rozdzielczości i niezmienione przez Lucasa, to nie ma lepszego wyboru niż ta wersja. Do odnalezienia w czeluściach Internetu.

Komentuj
(4)
Facebook Twitter Google Wykop
Udostępnij

4
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
4 Komentarze
0 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ks.Ignacy
Użytkownik

Jak oglądać ? Najlepiej w ogóle

newnadgnilykangur
Użytkownik

Nawet nie wiedziałem że jest aż tyle wersji SW. Świetny wpis.

ks.Ignacy
Użytkownik

STar Wars ssie po same kule. To baja dla dzieci i pryszczatych dwunastolatków którym nie idzie w COD. Star Trek jest dużo lepszy i dojrzalszy.

Sly
Użytkownik

Wiedziałem o Despecialized Edition, ale nie o Silver Screen. Dzięki za wskazówkę!

Od siebie mogę dodać, że jeśli chcecie wkręcić znajomych (dorosłych) w SW, to lepiej zawsze zaczynać od IV, a w żadnym razie od I. Z doświadczenia wiem, że Mroczne Widmo potrafi bardzo zrazić dorosłego widza do całego uniwersum.

Natomiast na logikę, jeśli chcemy wprowadzić kogoś młodego, to pierwsza część wydaje się całkiem dobrym pomysłem na początek. Ale tego nie sprawdzałem w praktyce 😉