Zmien skórke
Logo Polygamii

Blog - Nie Wszystek Ogram

29.04.2019

Jakieś dwa tygodnie temu Gnuśnemu Gustawowi udało się skończyć Grim Fandango, po półrocznej przerwie! Moje gratulacje za wytrwałość i nie zrezygnowanie z tego ponadczasowego dzieła. Okoliczność ta natchnęła mnie do podzielenia się moim odczuciami do tego tytułu, a szczególnie do jego topowej ścieżki dźwiękowej.

Wpis z wrażeń Gustawa możecie przeczytać tutaj:   https://polygamia.pl/blog/dont-wanna-mess-up-my-blade/

 

Nigdy nie przepadałem za przygodówkami, ze względu na ich jednorazowość i frustrację kiedy nie można posunąć akcji do przodu bo nie ma się pojęcia co trzeba zrobić, ewentualnie zagadki są o dark soulsowym poziomie trudność lub są nielogiczne (TotemieAce Ventura – patrze tu na Ciebie) Grim Fandango jest jednak przygodówką mojego życia. Zgodziliśmy się, że można mieć taki jeden tytuł na przekór wszystkim wadom gatunku. Przygody uroczego agenta pośmiertnych podróży pokochałem od pierwszego wejrzenia w 1998 r. za kolorową oprawę graficzna, humor tytułu oraz klimat. Czego tutaj nie ma. Spiski, oszustwa, rewolucja, nocne kluby, miłość, motyw podróży, meksykańskie święto śmierci i indiańskie zaświaty. Pamiętam, jak kilkukrotnie czytałem recenzję w Świecie gier komputerowych  i solucję do gry w Secret Service. Tytuł wówczas (1998) był trudno dostępny na polskim rynku, poza tym rodzice nie kupili by mi gry ze szkieletami…pozostało sobie wyobrażać o czym jest ta gra i jak wyglądają sytuację zawarte w opisie. Więc tak, znałem fabułę gry zanim udało mi się w nią zagrać. Później przechodziłem ją trzykrotnie w 2001, 2006 i 2016 r. za każdym razem bawiąc się tak samo dobrze. Teraz znowu chce wrócić.

 

I am your friend, my name is Manny Calavera

 

Tak własnie, muzyka…do dzisiaj w top 3 moich ulubionych soundtracków z gier. Dzięki niej przekonałem się do jazzu. Ciepłe brzmienia kontrabasu, triolowy rytm perkusji wybijany na ride i prowadząca trąbka, która dostarcza gęsiej skórki. Mafijna atmosfera nocnego klubowego życia w stylu lat 30tych w USA oraz wszechobecna stylistka filmu noir.

Co sprawia, że muzyka z Grim Fandango jest tak wyjątkowa? Myślę, że właściwym stwierdzeniem jest właśnie bezbłędna interpretacja. W przypadku medium, jakim są gry, jest to tym bardziej wzmocnione z uwagi na to, jak muzyka koresponduje z obrazem i historią. Instrumenty charakterystyczne dla jazzu i obecne w ścieżce dźwiękowej tworzą atmosferę, która przemawia nie tylko do serca, ale i do duszy. Basista – mimo iż pozostaje w tle – w Grim Fandango wykazał się genialną umiejętnością sterowania emocjami, zmieniając kurs w zależności od utworu, niczym kapitan statku po obserwacji pogody.Wspaniałej tekstury ścieżce dźwiękowej dodają klawisze, które na drugim planie uwidaczniają kolory muzyki. Oczywiście na pierwszym planie w największej części mamy mistrzowską sekcję dętą, ciekawe tematy i wiodące, agresywne, bezkompromisowe melodie. Jakby tego wszystkiego było mało, trzeba również wspomnieć, że ścieżka jest na tyle różnorodna, że znajdziemy tu utwory odbiegające od jazzu (w których usłyszymy wiodące skrzypce), jednak mimo to kompozytorowi udało się utrzymać klimat.

Oprócz Smooth Jazzowych klimatów mamy też do czynienia z lekkim ambientem oraz muzyką, którą można określić jako meksykańsko – indiański folk. Osobiście nie jestem wielkim fanem tego typu brzmień (uczulenia na fletnie pana i wszelkie tego typu podobne do fletu instrumenty), muszę natomiast przyznać, że doskonale wpasowują się do wydarzeń które mają miejsce w grze, a w samej ścieżce dźwiękowej nie mam tytułów przypadkowych i niepotrzebnych.

 

Play it again, Glottis

Klimat filmów z Humpreyem Bogartem wylewa się z każdego zakamarka drugiego aktu gry toczącego się w portowym miastem Rubacava i to jest właśnie muzyczna esencja tego tytułu. Dla koneserów małe oczko od Tima Shaffera w postaci piosenki Glottisa. Do dziś śpiewam ją pod prysznicem. Oh my boat’s got anchor…

 

 

Natomiast  surf rockowy motyw towarzyszący wygłupom Glottisa (love forever) na swoim groteskowo – jak sam demon – stuningowanym pojeździe przywodzi na myśl filmy Quentina Tarantino.

 

Ten soundtrack jest niesamowity, soczysty i świeży pomimo 20 lat od kompozycji…i sprawia że chce sięgnąć po ten tytuł ponownie, nie dla samego przechodzenia historii, a po prostu pokręcenia się po tym martwym, a jednak jakże żywotnym świecie.  Pisząc ten fragment doszło do mnie, że dalej nie wiemy dlaczego Manny trafił do “czyśćca” i co takiego porabiał na ziemi, że nie załapał się na The Ninth Heaven…muszę…zgłębić…temat…

 

Fun fact: Byłem tak zauroczony tym OST, że wypaliłem go na płytce i puszczałem podczas jazdy autem wraz z ojcem. Od razu podchwycił jazzowe klimaty i nagrania słucha do dziś, tylko narzeka, że kawałki jakieś takie krótkie i zanim się rozkręcą to się kończą. Nigdy nie powiedziałem mu, że to ścieżka dźwiękowa z gry, do których odnosi się z dystansem i niechęcią (człowiek starej daty), a to że słucha muzyki z medium którego nie lubi jest moim małym zwycięstwem 🙂

My scythe–I like to keep it next to where my heart used to be.

Komentuj
(6)
Facebook Twitter Google Wykop
Udostępnij

6
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
4 Komentarze
2 Odpowiedzi
3 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
gsg
Użytkownik

Jeśli ja mogę skończyć Grim Fandango, Ty możesz przejść Sekiro, Yaro! 🙂

vicek83
Użytkownik

“zagadki są o dark soulsowym poziomie trudność lub są nielogiczne (Totemie z Ace Ventura – patrze tu na Ciebie)”

Patrzysz na zabezpieczenie antypirackie 🙂 Poprawnie ułożony totem widniał na pudełku z grą.

kano777
Użytkownik

Hijole mano!

Kocham ten soundrack, kocham tę grę. Mógłbym nigdy nie wychodzić z Rubacavy i tylko krążyć między kasynem a klubem Blue Casket. No i od czasu do czasu zajść do doków żeby popatrzeć na księżyc. 🙂