Zmien skórke
Logo Polygamii

Blog - Gierkoteka

19.04.2019

Nintendo 64 rozeszło się w 32.93 milionach egzemplarzy. W porównaniu do 102.49 milionów PlayStation, można z całą pewnością powiedzieć, że bitwę generacyjną przegrało (choć Nintendo miało później i gorsze statystyki sprzedaży – weźmy na przykład następcę GameCube’a czy ostatni “fuck-up” w postaci Wii U). Żadna ze wspomnianych platform Nintendo nie była zła – absolutnie daleko im do takiej etykiety. Konsole pogrzebać mógł chociażby marketing i komunikacja z graczami.

Tak się złożyło, że jeszcze za dzieciaka miałem okazję poobcować trochę z egzotycznym sprzętem z magicznym numerkiem 64 na obudowie. Wymieniliśmy się z kolegą – on otrzymał ode mnie mojego przerobionego, komunijnego szaraka, ja dostałem sprzęt z dziwacznym padem wraz z nowymi przygodami wąsatego hydraulika. Dorzucił też Star Warsy, ale dla dzieciaka, który wymęczył ośmiobitowe przygody Mario na swoim Pegasusie, możliwość obcowania z nim w trójwymiarze była czystą magią. Gwiezdne Wojny nie miały szans.

Dla kolegi wymiana była klęską urodzaju, masa gier wypalonych na Verbatimach, nie wiadomo było w co ręce włożyć. Ja z kolei choć na chwilę mogłem zakosztować magii Nintendo, od której jestem uzależniony po dziś dzień (i nie ja jeden, pozdrowienia dla Ciebie Adam!).

Po wielu latach, kiedy odbiła mi retro szajba, postanowiłem zakupić starusieńką już konsolę i zobaczyć, co poza wspaniałym Super Mario 64 ma do zaoferowania. Szybki rzut oka na listę wydanych gier – 388 tytułów wydanych we wszystkich regionach. W porównaniu do Szaraka, jest licho. Ale więcej, nie zawsze znaczy lepiej, a samo Nintendo jest znane z wydawania perełek. Przegląd topek dla konsoli przedstawia najbardziej znane tytuły – chociażby Zeldy czy gry od studia Rare. Ale tu i ówdzie wspomina się o ukrytych perełkach, wśród nich pojawia się Snowboard Kids.

Krytycy przyrównują tytuł do Mario Kart, tylko, że zamiast pojazdów, mamy snowboard. Jest dobrze. Wydawcą gry jest Atlus. Jest jeszcze lepiej. Atlus słynie z wydawania gier ciekawych, dla kolekcjonera często pożądanych – poważnie, piękne są niektóre tytuły, aczkolwiek po portfel nie sięgnę, bo są nieadekwatnie drogie.

IGN wali prosto z mostu: “Mario Kart w śniegu”. Zgadzam się z tym zupełnie. Lubimy w domu odpalić wersję Deluxe na Switch’a, zabawy naprzemian z frustracją w tym niemało. Podobnie było po włożeniu cartdridge’a do konsoli – wybraliśmy tryb dla dwóch graczy i zaczęła się frajda. Podobnie jak w MK, pozycja na przedzie nie oznacza wygranej, a wręcz wystawia nas na ataki – przewagę możemy stracić więc bardzo szybko (i wtedy zaczyna się złość, która wystawi na próbę niejedną relację).

W standardowym trybie możemy się ścigać. Na torze leżą oczywiście rozmaite dopałki, które możemy wykorzystać w wyścigu. Jest tu też system okrążeń i to chyba najśmieszniejsza rzecz jaką w ostatnim czasie widziałem w grze. Dojeżdżasz na sam finisz stoku i musisz wcelować w wejście na wyciąg, by powrócić na górę. Jednak zamiast trafić do celu, uderzasz w barierkę, a twój przeciwnik oczywiście nie śpi i wykorzystuje ten moment, by dostać się na orczyk pierwszy. To trzeba przeżyć.

Jest też, jak na grę o snowboardzie przystało, system prostych trików w powietrzu, ale te nie mają większego sensu podczas wyścigu. Co innego gra na punkty za styl – tu można się popisać i powalczyć.

Z całego serca polecam spróbować, jeśli macie sposobność. Tak się robiło gry, tak się kiedyś grało. Jakże miło by było zobaczyć powrót serii na pstryczku. Racjin, twórca gry, zaserwował jeszcze drugą część snowboardowych zmagań, również na N64, a ostatnia część serii to wydane w 2005 roku SBK: Snowboard Kids, tym razem na Nintendo DS. Ta ostatnia nie zebrała już tak dobrych ocen jak poprzedniczki. Obu gier poszukuję, więc jeśli rzucą Wam się w oczy, dajcie cynk!

Nie ma też oczywiście sensu oceniać tytuł po latach, nie bawię się tak. Grając, sprawdzam jednak na ile gra może przynieść frajdę i dziś, gdzie wielgachne gry, mają zaimplementowane systemy powiększania i pomniejszania końskich jąder, a my zachwycamy się falującym na wietrze źdźbłem trawy. Snowboard Kids może rzeczywiście przyciągnąć was do ekranu, w pojedynkę to raczej ciekawostka, ale we dwie, trzy czy cztery osoby, to już inna dyskusja. Można robić turniej, będzie dobra zabawa.

Studio Racjin wciąż działa w Osace, brali na swoje barki między innymi projekty z Bombermanem w tytule (wydali nawet swoją grę gokartową w tym świecie). Stworzyli również grę w uniwersum Wizardy, Naruto czy kilka tytułów z serii Fullmetal Alchemist. Na ich stronce możecie zobaczyć ich najnowsze projekty, głównie są to tytuły typowo japońskie, no ale tworzą na Switcha, więc może jest jakaś szansa na powrót Snowboard Kids?


Z czego korzystałem:


Ciekawostka: w Japonii wydana została również wersja na PlayStation – Snowboard Kids Plus.

Komentuj
(4)
Facebook Twitter Google Wykop
Udostępnij

4
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
1 Komentarze
3 Odpowiedzi
2 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Adam Piechota
Administrator

Grałbym, ale jako nadal nieposiadający 64, wpisałbym Kidsów daleko na liście rzeczy, które będę powoli nadrabiał (no okej, znam wszystko, co mi zremasterowali, więc Mario i dwie Zeldy mam za sobą. I to Majora’s Mask była TĄ grą, przez którą trwająca w sercu walka między S a N została nareszcie zakończona sukcesem tych z Kioto). Cieszę się, tomaha, że Twój kierunek i styl blogowania jest już w pełni ukształtowany. I że produkujesz to u nas. Wpadaj jak najczęściej 🙂