Zmien skórke
Logo Polygamii

Blog - Git Gud

28.03.2019

Skończyłem Sekiro. Oczywiście nie skończyliśmy jeszcze ze sobą, daleko do tego, ale mam wiedzę o przeszło dwadzieścia pięć godzin większą, niż kiedy dzieliłem się wrażeniami z wersji demo.

Zasadnym pewnie byłoby wytłumaczyć, czym właściwie soulslike jest. Ale nie mam ambicji definiowania wąskiego podgatunku action-RPG. Opowiem Wam po prostu, jakie są tu dla mnie z ostatnimi grami From Software punkty wspólne, a jakie niekoniecznie.

Wspólny jest zatem doskonały w każdym aspekcie level design. Poziomy i świat są zakręcone jak faworek w tłusty czwartek, plączą się niczym wielki wąż z trailerów. Co i rusz jakiś zakamarek. I są śliczne. Malownicze. Baśniowe wręcz – znalazło się tu miejsce na latawce i wiatraki. Nie aż tak różnorodne jak mogły was przyzwyczaić Soulsy, których rycerskie fantasy rzucało gracza od wiejskiej zagrody, przez puszcze i bagna, aż do królewskiego pałacu, ale dostatecznie, żeby było na czym zawiesić oko. Powiedzmy, że to raczej skala spektrum świata z Bloodborne.

W powyższym niewątpliwie pomaga fakt, że w Sekiro się skacze i śmiga na lince z hakiem, niczym japoński Człowiek Pająk. Można zejść bardzo nisko, można wejść bardzo, bardzo, bardzo wysoko. To nowy wymiar, który wpływa na wszystko. Inaczej zwiedza się poziomy, inaczej je ogląda, inaczej podejmuje się lub unika walki, linka bywa przydatna też w starciach z bossami.

Jeśli mowa o unikaniu walki: jest też skradanie. Potrafi bardzo pomóc, ale raczej nie da się o nim powiedzieć, że stanowi esencję gry. Zbyt wiele w nim umowności: wrogowie nie grzeszą inteligencją, mają nieco opóźnione reakcje nawet jeśli właśnie po skoku z dachu wbijamy się w gardło stojącego metr dalej kompana. Bardzo teatralnie dobywają wtedy broni, łaskawcy. To dodatek, który czasem potrafi pomóc i w walce z bossem, ale całej nie wygra. Możecie bawić się w skradanie, ale po prostu nie należy na Sekiro patrzeć jako na skradankę.

Bo podstawą rozgrywki jest tu cudowny model walki. Cudowny, powtarzam. Nie jakoś wybitnie złożony, ale będący solidnym kompromisem między skillem gracza a efekciarstwem.

Zaczyna się jak w Soulsach – i jak w każdej grze action-RPG czy slasherze na dobrą sprawę – od rozpoznania zachowania wroga. Wrogi piechur ma ich mniej i są mniej złożone, mid-bossowie i bossowie natomiast rozdają wielociosowe serie jak ulotki przy Rotundzie. Znajomo? Niby tak. Ale ponieważ ruchów bohatera nie ogranicza stamina, nie bardzo zostawiają przerwę na oddech. Jest szybko. Zamiast na staminę uważamy tym razem na posturę (nieszczęśliwe słowo, bardziej by pasowała garda), którą nabija blokowanie i zbijanie ciosów. Pełny pasek wytrąca bohatera z równowagi. Przy dobrej grze wrogowie nabijają nam niewiele postury, zaś my, ucząc się rytmu zbijania ciosów, rozbijamy ich gardę w trymiga.

Są w grze wąskie gardła nie do przejścia bez takiego podejścia.

I wspaniale to wygląda, szczególnie w pojedynkach z bossami. Jasne, że to tylko gra wideo i bieganie w kółko i ciukanie drania raz od czasu do czasu też działa. Tylko trwa długo. Ale naprawdę, nie o to tu chodzi. Liczy się krzesanie iskier i szczęk metalu, kiedy krzyczę – Dawaj! – i idealnie kontruję wroga, który jeszcze godzinę wcześniej rozbijał mnie w kilkanaście sekund.

Co innego wtedy krzyczałem.

Cudowne jest Mikiri – samurajska technika przydeptywania podstępnych pchnięć do ziemi. Nigdy się nie znudzi. A ponieważ części pchnięć nie da się zbić w inny sposób, będziemy przeciwnikom co i rusz obcasem pokazywać miejsce w szeregu.

Walka w Sekiro jest jak Dzień świstaka. Pierwsze podejścia do wyzwania przypominają próby samobójcze, ale na końcu realizuje się perfekcyjnie przemyślany scenariusz, mając w głowie kontry na konkretne, wymuszane naszymi działaniami, zachowania wroga. Jest w tym nutka dobrego mordobicia – tu nie chodzi tylko o reagowanie na to co przeciwnik robi, chodzi o takie ustawienie go sobie, żeby go naprawdę zabolało. A co! Należy mu się, po tej godzinie czy dwóch znęcania się nad nami. Bo i margines błędu mamy niewielki.

Częściowo wynika to z wykluczenia wpływu grindu na statystyki bohatera. Co nie znaczy, że grindu nie ma: wykupienie wszystkich umiejętności i ulepszeń z drzewek dla technik i dodatkowych narzędzi to będzie dla mnie zabawa na długie godziny po ostatnim bossie. Po prostu mamy jednego bohatera (nawet ciuchów nie zmienia), któremu statystyki rosną jedynie w nagrodę za pokonywanie unikalnych wyzwań: bossów i mid-bossów. Szczęśliwie stosunkowo szybko gra otwiera kilka ścieżek, więc jeśli trafimy na ścianę na daną chwilę nie do przebycia (pozornie, przyrzekam!), można spróbować gdzie indziej.

Za to cała historia i lore krzyczą wielkimi wołami: JESTEM GRĄ MIYAZAKIEGO. Zmylić może pierwsze pół godziny, gdzie sporo jest scen fabularnych, jakimi From Software w minionym dziesięcioleciu nie rozpieszczało. Trafiają się i później. Ale podana wprost opowieść o Wilku nic a nic nie przeszkadza istnieniu sieci mglistych powiązań, szczątkowych opisów przedmiotów, doświadczaniu mniejszych i większych tragedii i melancholii świata, jego obsesji i szaleństw.

No dobra. To jak? Soulslike czy nie?

Nie dla mnie. W Soulsach, nawet w Bloodborne, które przez brak bloku ma opinię “agresywnej” gry, nie da się tak walczyć. Można próbować w Sekiro grać jak w Soulsy (i przeklinać błyskawicznie skracających dystans wrogów) ale nie da się na odwrót. A dla mnie to jak prowadzi się rozgrywkę, sekunda po sekundzie, to podstawa. Nie bez znaczenia jest również uboższy kreator postaci: systemowo złożony, ale nieistniejący kosmetycznie. To próżne, ale ja tam lubię soulsowe przebieranki i buildy.

A dla ciebie? Jeśli bardziej patrzysz na globalny rytm przygody, na te sploty walk z bossami i eksploracji w stopniowo otwierającym się świecie i kod gry ewidentnie spisany ręką Miyazakiego: być może tak. Być może to będzie dla ciebie soulslike. Tylko, dodaję, żeby nie było wątpliwości: piekielnie trudny!

Fani Soulsborne już się w sieci śmieją, że Sekiro jest jak Dark Souls dla fanów Dark Souls.

Komentuj
(18)
Facebook Twitter Google Wykop
Udostępnij

18
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
5 Komentarze
13 Odpowiedzi
1 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
3mortis
Użytkownik

“To próżne, ale ja tam lubię soulsowe przebieranki i buildy.” mam podobne odczucia, po przejsciu gry nie mam potrzeby grac w nia jeszcze raz, postaralem sie zeby obejzec wszystkie 4 zakonczenia (przy czym 1 skraca gre a pozostale 3 mozna zaliczyc praktycznie za 1 podejsciem wczytujac savea juz z samego konca gry i wybierajac inna opcje jezeli wczesniej sie przygotowalismy) ale bez buildow, hardkorowych skrajnych buildow, smiesznych buildow… itp nie mam potrzeby wracac do gry w dark soulsach kiedy gralismy tankiem nastawionym na blok, to calkiem inaczej gralo sie wybierajac postac pod zwinnosc i uniki, calkowicie inaczej magiem, a postacie… Czytaj więcej »

C.C. Stellar
Użytkownik

A czy Nioh jest soulslike? Moim zdaniem nie. Może jakieś części wspólne są, ale generalnie gra się zupełnie inaczej, niż w DS, czy nawet BB. Zresztą zawsze śmieszył mnie ten upór wśród fanów FS do przyklejania tego typu grom różnych łatek. Był już soulslike i soulsborne, teraz ciekawi mnie, co nowego wymyślą w przypadku Sekiro (soulsnot?). 🙂

soulsonist
Użytkownik

Bardzo fajnie napisane, ale czy jest tak jak w soulsach ze musze co chwile ginac by nauczyc sie mechaniki? bo to mnie deprymuje najbardziej.

PentaStar
Użytkownik

Przyznam (na razie proszę bez bicia), że Soulsy są dla mnie nie do przełknięcia… począwszy od otoczki fabularnej, dalej idąc przez te ślamazarne monologi emo-NPCów, a skończywszy na sytuacjach kiedy jakiś cholerny gigant (nieważne który) depcząc (jak wskazuje animacja) metr od mojego dzielnego wojaka, wbija przy okazji jego ego w glebę. Generalnie, 3 razy próbowałem, z każdą częścią Dark Soulsów, ale zawsze dopadała mnie padaka, zmęczenie i wewnętrzny cynizm do tego, co widzę na monitorze… A Sekiro to na szczęście osobny twór, zdecydowanie nie souls’likeowy. Jak gardzę niemal wszystkimi jRPGami i wytworami japońskiej myśli gamingowej, tak rzucenie klimatu feudalnej Japonii… Czytaj więcej »

larrylurex
Użytkownik

idzie wam to szybko. ja dopiero ubiłem bosa na koniu i teraz męcze się z tym ognistym dzikiem co jest kilka metrów dalej. może do wakacji skończę

O Autorze

gsg

gsg

O mnie:
Gram w Soulsy, TESy, metroidvanie, indyki i różne starocie. Wiecie, slow-gaming (pisał o tym Paweł Kamiński ostatnio? "Patient gaming"), skoro w XXI wieku trendy jest być slow-cośkolwiek. Tylko ja byłem wcześniej (GSG, to ja, znaczy Gnuśny, czyli slow, c’nie?), więc WCALE NIE JESTEM JAKIMŚ HIPSTEREM OD GRANIA. Nie no, żarcik. Wiadomo, że to żadne slow-gaming. To wyprzedaż-gaming. Blog mógłby się nazywać gry z promocji, ale wstyd mi było słomy w butach. Kontakt: pawelkumor (at) outlook.com Grupa fanów Soulsborne na FB: https://www.facebook.com/groups/preparetodie/ Zdarza mi się streamować: https://www.twitch.tv/gusloth/

Wróć do listy postów