Zmien skórke
Logo Polygamii

Blog - Hidden Palace Zone v2.0

05.12.2016

Rok wydania: 2012

 

Powiedzmy sobie szczerze – fani co niektórych starszych konsol to nie mają lekkiego życia. Mowa oczywiście o wszelakich machinach opartych na kosmicznej technologii CD-ROM – coś, co kiedyś urywało głowę przy samej dupie (“wow, 650 MB miejsca na gry?!”), dziś może przyprawić o niezły ból głowy, kiedy okaże się, że kolejny sprzęt w Twojej zacnej kolekcji wyzionął ducha. Nie ma lekko, chlebek po sześć pięćdziesiąt – zepsuty motor, padnięta optyka lasera – jest całe mnóstwo rzeczy, które mogą się śnić po nocach posiadaczom takich wspaniałych maszyn jak Turbografx-16 CD, Sega Mega CD, PlayStation czy Sega Saturn. Bo nie oszukujmy się – nic nie jest wieczne, a zwłaszcza lasery w takich starszych konsolach.

 

Posiadacze maszynek opartych na kartridżach mają nieco ułatwione zadanie, jako że karty z grami, o ile tylko odpowiednio się o nie dba, tj. nie trzyma pod łóżkiem czy w lodówce, a okazjonalnie czyści się styki kartridża/slotów konsoli i wymienia bateryjki podtrzymujące save’a, mogą okazać się praktycznie nieśmiertelne. A jakby jeszcze tego było mało, to niemalże każda taka konsola otrzymała swojego własnego flash carta, czyli specjalnego kartridża, ze złączem karty SD/microSD, na którą można władować całe mnóstwo obrazów ROM, co dodatkowo eliminuje potrzebę posiadania ogromnej biblioteczki gier (oczywiście to tylko opcja, większość kolekcjonerów, których znam, nadal posiada od groma kartridży, a flashcartów używa jedynie do giercowania w tytuły, które posiadają, jako że nie chcą używać (i zużywać) cennych gierek ze swojej kolekcji). I ten właśnie motyw wywęszyli utalentowani konsolowcy-cdromowcy. Po co w ogóle używać lasera w swojej maszynce, skoro można go zastąpić czymś nieco bardziej żywotnym (i o wiele bardziej wydajnym)? Puf, i tak oto powstał Chocap- tfu, znaczy się, płytki ze sprzętowymi emulatorami laserów. Cała zabawa tego rozwiązania polega na kompletnym olaniu lasera danej konsoli i zmuszeniu jej do odczytywania danych z obrazów płyt, znajdujących się na dołączonej karcie SD/microSD, przez wyżej wspomnianą płytkę. Dziś na rynku można odnaleźć m.in. PSIO (zapewne domyślasz się do jakiej konsoli to to), czy Rhea (do Saturna). Dziś z kolei (i tramwaju) przyjrzymy się z bliska jednej z takich płyteczek, mianowicie emulatorowi GDEmu dla konsoli Sega Dreamcast.

 

gdemu1

<a oto i co czekało na mnie w paczuszce>

 

Instalacja ów cudeńka jest niewyobrażalnie prosta – nie ma tutaj żadnych myków z lutowaniem, kabelkologii czy innych wyczynów natury manualnej, wymagających idealnej synchronizacji ciała i umysłu. Całość sprowadza się do zdjęcia górnej obudowy konsoli, usunięcia CAŁEGO mechanizmu GD-ROM (czyt. wykręcenia 3 śrubek i wyjęcia całości z konektora), i wsadzenie płytki GDEmu do wspomnianego wcześniej konektora. Plus dokręcenie go śrubką, by nie rozbabęszał się po wnętrznościach konsoli i przypadkiem czegoś (w tym siebie) nie uszkodził. I to tyle, po odpowiednim spreparowaniu karty SD (wrzuceniu pliku konfiguracyjnego i obrazów gier do odpowiednich katalogów), pozostaje tylko wsadzić kartę do gniazda na GDEmu i odpalić Dreamcasta, aby móc z powrotem przycinać w swoje ulubione tytuły. Dodajmy jeszcze do całości fakt, że istnieje bardzo fajne narzędzie, o nazwie GDMenu, które niezwykle ułatwia poruszanie się po katalogach z grami na karcie SD, dlatego też zdobycie go jest bardzo wskazane. I to naprawdę tyle, można już cieszyć się nową funkcjonalnością w swej konsoli. Przyznacie, że niezwykle proste?

 

gdemu2

<płytka w konsoli prezentuje się o tak>

 

Ok, słów kilka o samym działaniu urządzonka. Przede wszystkim i na początek – GDEmu, ze względu na swoją konstrukcję, jest praktycznie kompatybilne z każdą grą wydaną na Dreamcasta. Konsola nie widzi różnicy pomiędzy działaniem GDEmu, a normalnym laserem, dlatego też spokojnie łyka dane przesyłane przez płytkę. Co lepsze – gry idące z GDEmu działają o wiele sprawniej, niż na poczciwym laserze, przez zerowy czas dostępu do danych. Dzięki temu każdy użytkownik zauważy, że gry ładują się o wiele szybciej (od 40 do 60% mniejszy czas na ekranach ładowań), zwłaszcza te bardziej opasłe (np. Shenmue). Dodatkowo można wspomnieć, że GDEmu nie wymaga żadnego babrania się z BIOSem konsoli, dodatkowo posiada opcję ‘free boot’, jeżeli zaszłaby potrzeba użycia takowej, plus spokojnie obsługuje gry z muzyką w formacie CDDA. Najważniejszą (i zarazem najfajniejszą) jednak cechą GDEmu, zwłaszcza dla największych fanów ostatniej konsoli Segi, jest możliwość odpalania gier z obrazów w formacie *.CDI, jak i *.GDI – dzięki temu spokojnie możemy pogrywać w pełne wersje tytułów, a nie tylko w te okrojone do 700 MB. W trakcie testowania poszczególnych gier nie dopatrzyłem się absolutnie żadnego problemu, zarówno z samymi tytułami, jak i całością okołogierkową, czyli np. obsługą klawiatury czy graniem online (tak jest, Phantasy Star Online na prywatnym serwerku i krótsze czasy ładowań!). Sprawdziłem na urządzonku takich oraczy, jak Sonic Adventure 1 i 2, Grandia 2, wspomniany Phantasy Star Online, Skies of Arcadia, Rayman 2, Tony Hawk’s Pro Skater 2, ale także i te nieco mniej znane tytuły, jak Frogger 2 czy Bomberman Online – absolutnie do niczego nie mogłem się przyczepić. Za działanie szósteczka z plusem.

 

gdemu2

<dzięki GDEmu bez problemu pograsz w takie klasyki, jak Sonic Adventure czy Rayman 2>

 

Nie ma jednak róży bez kolców, i tak też jest w tym przypadku. Owszem, GDEmu to sprzęcik zacny i wspaniały, jednak jest parę ‘ale’ o których powinieneś wiedzieć. Jeżeli już napaliłeś się na kupno sprzętu i przygotowujesz portfel w celu rzucania mamoną w ekran, muszę nieco ostudzić Twoje zapędy – GDEmu jest dostępny wyłącznie na zamówienie i tylko jak Deunan otworzy preordery. A ze względu, że to towar na który zapotrzebowanie jest przeogromne, te są otwarte na góra godzinkę lub dwie. I to tylko co parę miesięcy – choć autor planuje reorganizować swoją pracę i przyjmować mniejszą ilośc zamówień, a częściej! Broń Boże nie krytykuję tutaj twórcy za takie podejście (chwała, że w ogóle chciał on podjąć temat, a w dodatku pracuje przy tym sam, i to wieczorami – godne podziwu!), po prostu wspominam, aby nie było zbyt dużego rozczarowania. Należy być także przygotowanym na małe zwiększenie temperatury Dreamcasta, ze względu na usunięcie całego mechanizmu optycznego (dodatkowe napięcie 12V na wewnętrznym zasilaczu powoduje nie za duży – ale jednak – wzrost wydzielanego ciepła). Najstarsi Indianie wspominają, że nie z każdą konsolą tak się dzieje, u mnie jednak wystąpiły wspomniane objawy. Nie jest to jednak coś, co uniemożliwi granie, gdyż wystarczy tylko zdjęcie obudowy (dla mniej ambitnych), lub wylutowanie jednego rezystora z płyty zasilacza wewnętrznego (dla bardziej ambitnych), a ciepło już nie będzie stanowiło problemu. Na koniec dodam też, że GDEmu jest troszkę kapryśny jak chodzi o używane karty SD. Ja przetestowałem 3 – Toshibę 8GB, mircoSD z Sandiska 16GB i EMTEC 16GB. Na dwóch pierwszych trochę kiszka, bo może i wszystko działało, ale konsola potrafiła się paskudnie zawiesić w najmniej odpowiednim momencie, lecz z tej ostatniej wszystko śmigało przez parę godzin non-stop aż miło. Sam autor na swojej stronie podkreśla, że niektóre karty SD mogą sprawiać mniejsze lub większe problemy z płytką, i proponuje co niektóre, przetestowane i sprawdzone modele, a przestrzega przed tymi, które kompletnie się kaszanią.

 

I tak oto kilkanaście godzin i 18 przetestowanych gier później mogę wydać werdykt ostateczny sądu najwyższego. Co mogę ogółem powiedzieć o płytce? Dla posiadaczy Dreamcasta, martwiących się o żywot swojego lasera, lub w ogóle posiadających martwą konsolę – istny strzał w dziesiątkę. Ogromna kompatybilność, obsługa najpopularniejszych obrazów, łatwość instalacji i prostota użytkowania – czegóż chcieć więcej? No, powiedzmy, że może Dreamcasta 2/HD. Pytanie tylko co zrobisz ze swoją bezcenną kolekcją gier na płytach, jako że te, przy takich rozwiązaniach jak GDEmu, nieco tracą na swojej, ee, używalności. Plus jaki jest Twój stosunek do ściagania obrazów gier z internetów. Cóż, na to pytanie już musicie odpowiedzieć sobie sami.

 

Zresztą jeżeli coś Ci tu nie pasi, możesz zawsze spróbować swoich sił z konkurencyjnym produktem – USB-GDROM, czyli dziełem Rosjan – praktycznie tą samą funkcjonalnością, ale uruchamianą z urządzeń USB, zamiast kart SD, tyle że mocno droższą – ok. 170 dolarów, w porównaniu do 115 za GDEmu. Jak widzisz, do wyboru, do koloru!

Komentuj
(0)
Facebook Twitter Google Wykop
Udostępnij

Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
  Subskrybuj  
Powiadom o

O Autorze

Kurasiu
, 49 lat,
Kraków
O mnie:
27/M/PL - teraz już magisterek inżynierek informatyki, siedzący w branży gier (freelancing, CI), okazjonalnie rysujący/próbujący rysować, towarzyski, grający w najróżniejsze gierki - od Angry Birdsów, Katamari i Sonic'a po Call of Duty czy Skyrima. Więcej na http://kurasiu.blogspot.com/  

Wróć do listy postów