Zmien skórke
Logo Polygamii

ZapowiedziBattle Chasers: Nightwar – zapowiedź. Cicha woda brzegi rwie

Przed Wami gra tak ładnie zrobiona, że aż chce się grać.

Facebook Twitter Google Wykop

Muszę przyznać, że istnienie Battle Chasers: Nightwar umknęło mojej uwadze. Dopiero gdy THQ Nordic zaproponowało zapoznanie się z demem, oczom ukazała się ślicznie wyglądająca pozycja, która chyba jeszcze nie odbiła się zbytnim echem. A mamy przecież nazwisko Joe Madureiry znanego choćby z Darksiders, mamy całkiem głośny komiks z lat 90. i mamy kampanię na Kickstarterze, gdzie uzbierano ponad 850 tysięcy dolarów. Premiera Battle Chasers: Nightwar nastąpi już 3 października, a my tymczasem przyjrzyjmy się, z czym mamy do czynienia.

Nightwar jest kolejnym zachodnim podejściem do gatunku jRPG-ów. Umiejscowiony w komiksowym, arcanepunkowym uniwersum Battle Chasers zabiera graczy w świat lochów, pstrokatych postaci i turowych walk. I co najważniejsze, po ograniu dema wydaje mi się, że robi to w naprawdę dobrym stylu.

Tytuł przede wszystkim bardzo ładnie wygląda. Czy przechadzamy się po mapie, czy z bliższej perspektywy zwiedzamy podziemia, czy walczymy z jakimiś rzezimieszkami albo prowadzimy dialog – wszystko zawsze jest świetnie narysowane, przygotowane z dbałością o szczegóły i oprawione schludnym interfejsem. Ze swoimi klockowatymi kształtami Nightwar przypomina Warcrafta z japońskim sznytem. Bardzo przyjemnie się na niego patrzy i równie przyjemnie się gra.

Walka to klasyczne jRPG, w którym ustawieni w kolejce klepiemy się po buziach przez kolejne tury. A to atakujemy standardowymi atakami, a to wykorzystujemy manę, leczymy się, poświęcamy ruch, by w następnym uderzyć mocniej… Zmagania w demie były satysfakcjonujące, choć na Normalu trochę zbyt łatwe. Ale to jak ataki wyglądają, jak się niekiedy uzupełniają i różnicują, obiecywało odpowiednio rozbudowaną mechanikę. Szczególnie że wchodząc do lochu, mogłem wybrać jego poziom trudności.

Sama eksploracja tych generowanych losowo miejsc to nie tylko kolejne bitwy, ale też otwieranie skrzynek, rozwiązywanie zagadek i unikanie zręcznościowych pułapek. Poziomy przemierzamy w trzyosobowej drużynie. Budowa lochu z dema nie należała akurat do skomplikowanych; ot, taki szeroki korytarz, z którego trudno zboczyć. Wierzę jednak, że wynikało to z wczesnego etapu gry. Bo ogólnie Battle Chasers: Nightwar zapowiada się na złożoną przygodę.

Przewertowanie zakładek w interfejsie pokazało m.in. rozległy bestiariusz czy encyklopedię zwiedzanego świata, gdzie znalazło się miejsce nawet na spis ryb, które można łowić za pomocą prostej minigierki. Z kolei w mieście jakiś podejrzany sprzedawca handlował mroczną energią, a skrzynia w lochu przeteleportowała się gdzieś indziej, gdy podałem złą odpowiedź na zadane pytanie. Kiedy indziej drzwi w podziemiach nie chciały się otworzyć, sugerując, że powinienem wrócić później. Wszystkie postacie mają też oczywiście i swój ekwipunek, i oddzielne umiejętności, i mogą tworzyć nowe przedmioty z zebranych gratów. Poza tym raz walczą z magicznymi nietoperzami, a innym razem z wadliwymi botami. W Nightwar dużo się dzieje na poziomie mechanizmów, ale uniwersum też nie przynudza, krzyżując magię z nauką. Twórcy nie szczędzili zresztą dokumentów poszerzających wiedzę na jego temat. Czuć, że to bogata gra.

Ze swoimi klockowatymi kształtami Nightwar przypomina Warcrafta z japońskim sznytem. Bardzo przyjemnie się na niego patrzy i równie przyjemnie się gra

Fabularna część Battle Chasers to jedyny aspekt, którym się martwię. O ile same postacie to typowa dla gatunku grupka niecodziennych wojowników z dziewczynką w magicznych rękawicach bokserskich na czele, o tyle już wątek, którym zajmowałem się w demie, nie porywał oryginalnością. Ot, w poszukiwaniu przyjaciół trzeba było zbadać typowe obozowisko bandytów. Tam dostawaliśmy dziwnie pośpieszną scenę, w której wszyscy źli uciekają i z jakiegoś powodu tylko my zostajemy na miejscu, by walczyć z bossem. Dialogi są nieme, ale niech przynajmniej będą dobre. Niestety, ich jakość trudno jeszcze ocenić.

Byłoby szkoda, gdyby tak ładna, zgrabnie zaprojektowana gra potknęła się na tym, co dla gatunku też cholernie istotne – wciągającej historii. Nie mogę tego jednak ocenić po tych czterdziestu minutach, pozostaje mi więc tylko trzymać kciuki za pomysłowość twórców. Może pewną wskazówką będą też stare komiksy Battle Chasers? Gra ma podobno kontynuować tamtejsze wątki.

Przed zagraniem w Nightwar nie wiedziałem zbyt wiele o tym tytule. Ale gdy boss z parunastoma lewitującymi mieczami padł i wbiłem kolejny poziom, a gra podziękowała za przejście dema, zrobiło mi się przykro, że to już koniec. Nightwar ma w sobie pewien urok; tętni życiem, którego brakuje w SpellForcie 3 i jest dopracowany o wiele bardziej niż Elex. Czemu wspominam teraz o tych dwóch grach? Bo to dwie inne pozycje THQ Nordic, w które miałem okazję przedpremierowo zagrać. I z wszystkich trzech właśnie to cichutkie Battle Chasers: Nightwar zrobiło na mnie najpozytywniejsze wrażenie. Niech tylko scenariusz nie przynudza, a możemy dostać kawał przyjemnego jRPG-a. I to takiego, co wyjdzie nie tylko na PC, PS4 czy Xboksa One, ale i Nintendo Switcha.

Patryk Fijałkowski

1
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
1 Komentarze
0 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aimagylop
Użytkownik

O jak miło, w końcu ta kontynuacja komiksu ujrzy światło dzienne. Zupełnie o nim zapomniałem po zbiórce w 2015 roku.
O ile sam komiks mnie nie wciągnął ani fabularnie ani wizualnie (amerykańska pseudomangowa kreska, może być gorszy bękart?) to nie można było odmówić twórcy wyobraźni i stworzenia czegoś nowego. Śmiało stwierdzę że bez Battle Chasers nie powstałby jeden z moich ulubionych bitewniaków , Warmachine.