Zmien skórke
Logo Polygamii

Avengers: Koniec gry - co myślimy o ostatniej części cyklu Marvela? [Klub Dyskusyjny]

6/10.

Krzysiek: Szczerze? To dla mnie najbardziej przereklamowany film tego roku. Jasne, czeka nas jeszcze IX epizod wiadomo czego, dla którego nienajlepszym prognostykiem jest już złowieszczy śmiech kanclerza Palpatine’a z pierwszego teasera. No ale trudno mówić o rozczarowaniu jak na nic się nie liczy… Co innego Avengers Endgame, które miało ukoronować ten cykl. I koronuje go wybitnym pokazem technologii (acz po seansie scena Oblężenia Gondoru wciąż jest dla mnie najbardziej epicką walką w dziejach kina) oraz idiotycznym scenariuszem. Jasne, filmy o superbohaterach przyzwyczaiły nas do odmiennej logiki i pozwalamy im na więcej, ale Endgame nawet własnej logice często przeczy. Za wcześnie jednak na spoilery.

Do tego niweczy cały trud Czasu Ultrona, który kończy się nie tak jak filmy o superbohaterach powinny. I byłoby to fajne, ale… Endgame pomimo iż próbuje być jak Mroczny Rycerz czy Logan nieschematyczną, niepowtarzalną opowieścią o superbohaterach, paradoksalnie swoją treścią niszczy to, co udało się stworzyć w Czasie Ultrona. Zakończenie sprawia, iż pomyślałem sobie, że oryginalnym jedynie się bywa – i Endgame pomimo 3 godzin dość oryginalnego widowiska dociera na metę nie jako kolejny Ultron, Logan czy Mroczny Rycerz, ale kolejny nieoryginalny film o superbohaterach. Cały czas niepotrzebnie zajmuje się sprzątaniem przyjemnego, nietuzinkowego bałaganu i przywraca stary porządek. Nie mówię, że jest złym filmem. Rozwala wykonaniem, cieszy masą nawiązań do Ragnaroków i innych Civil Warów, ale też za dużo w nim napinki braci Russo. Miałem wrażenie, że z każdej sceny tego filmu bije usilna próba zaimponowania publice. Tak mocno, że aż wyszedłem z kina lekko umęczony. I po co… tyle dobrze, że z pękniętej żyłki wypłynie nie krew, lecz strumień dolarów, który zasili kolejną fazę. Ale przed nią zalecałbym twórcom wdech i wydech, wdech i wydech…


Krzysztof Tomicz: Jestem jeszcze przed obejrzeniem filmu i mam nadzieję, że zobaczę go w kinie, bo pierwszą część właśnie tak pochłonąłem. Wiem jednak, że masę nawiązań do wcześniejszych filmów ze świata Marvela umknie mi, bo nie jestem jakimś megafanem serii. Generalnie ta seria filmów stoi u mnie na równi z tym, co mogliśmy zobaczyć w Resident Evil z Millą Jovovitch z tą różnicą, że tam mieliśmy horror/slasher klasy B, a tutaj mamy kino akcji/komedie klasy B. I tu i tu wpakowano masę kasy w produkcje i końcowo tabelki w Excelu wychodzą na plus.

Nie czarujmy się jednak: to nie było, nie jest i nigdy nie będzie ambitne kino. Powiem nawet więcej – w pewnym sensie możemy tu mówić o wysokobudżetowym serialu. W końcu kolejne marvelowskie produkcje są zaplanowane na kilka lat do przodu. Czy to jest złe? Nie. Tak po prostu działa przemysł rozrywkowy i naburmuszanie się, że jest tak a nie inaczej, byłoby zwykłą, dziecinną naiwnością. Najważniejszy jest produkt końcowy, a ten jest wciąż ligę wyżej niż produkcje, które powstają na bazie DC Comics (o tobie tu mówię: Batman v Superman: Dawn of Justice!).


Adam: Pisałem już w naszej pararecenzji – świetne wydarzenie, warto było towarzyszyć Marvelowi od 11 lat, by wziąć w nim udział. Że to tylko miłe popcorniaki, nie będę nawet próbował mówić inaczej. Malkontenci winni po pierwsze zluzować gumkę w majtkach (zbytnie ciśnienie męczy, jak się dużo macha z oburzeniem rączkami), bo przecież nikt tutaj od razu do porównuje MCU do dzieł sztuki, a po drugie – zastanowić, czy będą mieli okazję jeszcze kiedyś w życiu doświadczyć czegoś podobnego – 20iluś filmów z jednym, wypełnionym fanserwisowym nektarem FINAŁEM. Bardzo mało prawdopodobne.

Jasne, Endgame ma problem z trójaktową budową – nigdy nie pokocham środkowego heist movie – sporo dziur logicznych, wymaga znajomości całego uniwersum, więc totalnie nie daje sobie rady jako samodzielne dzieło, a do tego upraszcza najfajniejszego superbohaterskiego przeciwnika na dużym ekranie od Jokera Nolana, ale gdy wieńcząca bitwa jest w swym kluczowym momencie, gdy pada w końcu “Assemble”, ja zdaję sobie sprawę, że oto stało się coś, o czym marzyłem od najwcześniejszych lat popkulturowego życia.


Bartek: Trochę mi to lata, a trochę powiewa. Obejrzałem ze dwa Iron Many, któregoś Thora i Kapitana Amerykę, a przygodę skończyłem na Ultronie. Filmy Marvela nigdy nie były mi potrzebne do szczęścia, ale też nie uważam, że powinny zniknąć.

Przynosi to pieniądze, ogląda się, bawi ludzi. No to kim ja jestem, żeby wam mówić czy to dobre czy nie.


Dominik: Nie mam jakichś szczególnych emocji, związanych z tym filmem. Oglądało mi się okej, podobał mi się bardziej od poprzedniej części, która mnie miejscami aktywnie irytowała (chociażby bezsensowną motywacją Thanosa, który kreowany był przy tym na takiego sensownego, myślącego złoczyńcę). Endgame mnie nie irytowało, bawiłem się okej, środkowa część filmu ucieszyła mnie niezłym pomysłem konstrukcyjnym, nawet jeżeli logicznie się to kupy nie trzymało (niewiele w tych filmach się trzyma tak czy inaczej).

Ale przy tym wszystkim minął tydzień od kiedy film widziałem i już teraz niewiele z niego pamiętam. Za kilka miesięcy nie będę pamiętał nic. I to jest dla mnie jego główny problem. Jak na tak “epokowe” dzieło, zwieńczenie 11 czy ilu tam lat Marvela, wielkie wydarzenie, którym miał być, jest to film strasznie zachowawczy. Nie dzieje się tu nic szczególnie zapadającego w pamięć, zadziwiającego, zachwycającego. To po prostu kolejny Marvel. Do takiego chociażby Thora: Ragnarok mu bardzo daleko.

Jestem tymi Marvelami przez to wszystko już strasznie zmęczony. Również tym, że od bardzo dawna są to już filmy kompletnie o niczym. Nie ma tu żadnej treści poza samą fabułą o bijących się ze sobą facetach w rajtuzach. Nic z tego nie wynika, nie ma w tym żadnej myśli, żadnych spostrzeżeń, to taka pusta, pozbawiona jakiejkolwiek ciekawej treści rozrywka. Bawiłem się okej, ale na kolejne już raczej nie pójdę.

Redakcja

Więcej na temat:

16
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
14 Komentarze
2 Odpowiedzi
16 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
madoc
Użytkownik

Trochę bez sensu ta dyskusja, jeśli nie można spojlerować.

Dla mnie to fantastyczny film, wypełniony po brzegi fanservice’em. Wbrew pozorom wcale sobie nie przeczy, jak na obraną tematykę jest zaskakująco spójny. Nie wszystko było tak, jak sobie wymarzyłem, ale nigdy nie jest. Świetny finał 11-letniej przygody.

Pytanie do Krzyśka – o co chodzi z tym Ultronem?

Krzysztof Kempski
Redaktor

Chodzi o to, że pokręciłem tytuły. Cały czas mam na myśli oczywiście wojnę bez granic.

gseed
Użytkownik

Nigdy nie widziałem żadnego filmu z tego uniwersum. Czy warto coś nadrobić czy olać? Batmany nawet mi się podobały, takie właśnie 6/10.

focka01
Użytkownik

Hulk, Iron mam 1 i 2, 3 od biedy, pierwszego kapitana Amerykę żeby zimowego żołnierza się lepiej oglądało, guardiansy pierwsze ok, pierwsza mrówka też ok.
Ostrzegam że filmy Marvela wyglądają tylko dobrze i tylko jak je się ogląda na premierę bo cgi starzeję się jak mleko.

bezloginu
Użytkownik

nie oglądałem, nie oglądam, nie mam zamiaru.
disney zepsuł blockbustery, gwiezdne wojny i filmy komiksowe.
nawet nie wspomnę o tym, że zepsuł wyśmienitą trzecią część toy story.
chciwi mordercy palestyńczyków.

Deniryer
Użytkownik

Osobiście dla mnie to było znakomite zwieńczenie historii uniwersum i jego bohaterów przez 11 lat. Owszem bylo kilka rzeczy, do których można by się przyczepić, ale w porównaniu do innych filmów to nic. Przez całą serię filmów mieliśmy okazję oglądać jak rozwijają się bohaterowie – jak wpływają na nich wydarzenia, jak radzą sobie z emocjami (np Tony w obliczu zagrożenia i pod wpływem stresu rzuca sarkastycznymi żartami) , jak wychodzą z opresji – ogólnie ich osobisty rozwój. I to co mi się najbardziej podoba w całym MCU, czyli to, że pomimo bycia super bohaterami, bogami czy ponad przeciętnymi ludźmi jak… Czytaj więcej »

krissu88
Użytkownik

Super kino!!! (dla nadpobudliwych 12-latków)

przemek32143
Użytkownik

Trzeba być skończonym matołem żeby oceniać ten film jak każdy inny. Oczywiście można to robić ale wtedy zapomina się o ważnej rzeczy, Endgame od początku był budowany jako zwieńczenie 10 letniej drogi którą przyjął Marvel. Nie było mowy żeby ten film miał tak ciekawą fabułę jak Zimowy Żołnierz czy Mroczny Rycerz. Tutaj chodziło o danie fanom satysfakcji nawet jeżeli dla postronnych ludzi ten film będzie słabszy.

arewehavinfunyet
Użytkownik

Widziałem prawie każdy film marvela z tej paczki i jakoś tak “meh” to zakończenie 11-sto letniej przygody mi się widziało. Nie wiem czego oczekiwałem, ale na pewno nie takiego czegoś. Po pierwszej ~godzinie był to drugi ragnarok. Heszke w meszke i takie tam. No, ale tak jak mówię – nie jestem fanem i sam nie wiem, co by mnie “zadowoliło”. Może jakieś naprawdę mroczne zakończenie. Infinity war lepiej mi się oglądało.

pstraghi
Użytkownik

Krzysztofom się filmy pomerdały. Poprzednia cześć nie była zatytułowana „Czas Ultrona” i nie była pierwszą, a trzecią.

antyszyba
Użytkownik

Fanservice, nic więcej. Trochę się zgadzam z Adamem, że być może takiego wydarzenia już więcej nie doświadczymy, ale czemu usprawiedliwiać w ten sposób kiepski film? Generalnie fakt, nie był tragiczny, ale czym wyższa poprzeczka, tym “wrażliwsza” jest ocena. I o ile “Infinity War” było świetne, spójne i od samego początku stopniowo rozwijało jeden wątek, tak “Endgame” chwyta kilka srok za ogon i wyrywa tylko parę piórek. Cieszyłbym się jak “Endgame” się chociaż starał dorównać “Infinity War”, ale obawiałem się już przy premierze poprzedniej części, że mogą się zamotać w odkręceniu skutków zakończenia “Wojny…” i przez to ucierpi na tym cały… Czytaj więcej »

snik
Użytkownik

Lubię filmy Marvela, ale jakoś nie oczekiwałem z zapartym tchem na finał tej sagi z jednego powodu – wiedziałem, że nie uda się w jakiś sensowny sposób domknąć wszystkich wątków przewijających się przez wszystkie filmy marki. I tak też się stało, historie większości postaci zostały mocno przyspieszone, żeby zmieścić się w tych ‘legendarnych’ 3 godzinach, do tego nowe motywy pojawiające się z tyłka… Ale jednocześnie wiem, że zwyczajnie nie dało się tego zrobić lepiej, domknięcie tak wielkiego projektu jakim było (a w zasadzie nadal jest) MCU w jednym filmie w taki sposób, aby dać fanom to przyjemne uczucie zamknięcia, jednocześnie… Czytaj więcej »

ZmanieryzowanyTim
Użytkownik

Bardzo mi się podobało, bardziej nawet niż przypuszczałem. To taka rzadka sytuacja, żeby cykl filmowy, rozciągający się na wiele lat i wiele, wiele filmów, zakończyć w tak satysfakcjonujący sposób – ale udało się. Cieszy, że tak duże zaangażowanie – głownie czasowe, ale też finansowe – opłaciło się z nawiązką. Film zdecydowanie tworzony dla fanów, dopiero w drugiej kolejności dla księgowych. Ma pewne wady, jasne, ale nigdy nie są one na tyle znaczące, by uprzykrzały seans.

Raidenorius
Użytkownik

Film średni. Pierwsza połowa ma złe prowadzenie akcji (pacing), przez co się dłuży, a immersja nie przebiega prawidłowo (nie wchodzimy całkowicie do tego świata – przynajmniej ja pozostawałem świadomy tego, iż jestem w sali kinowej). Do tego liczyłem, że twórcy zaskoczą i zamiast 5 min dla każdego, postawią na bardziej osobistą historię Thanosa i Tonego Starka. Infinity War, w swojej klasie, to bardzo dobre kino i stworzyło potencjał na jeszcze lepszą kontynuację. Niestety, twórcom zabrakło odwagi, by pójść inną, niż oczekiwana, ścieżką. i mamy, po prostu, więcej tego samego (bo w filmie nic nowego się nie pojawia i to też… Czytaj więcej »

Aimagylop
Użytkownik

Nie warto było. Dwa ostatnie filmy, Kapitan Akorsko Drewno Prywatnie Beznadziejny Człowiek i Game Over to filmowa szkoła Riana Johnsona, czytli tak jak w Ostatnim Jedi – negowanie uniwersum i pokazywanie fanom środkowego palca.
Wątki rozwiązane beznadziejnie, finałowa walka bez niczego co by angażowało widza (potencjał Thanosa który w tej wersji jeszcze nie znał Avengersów – mega zmarnowany), jakieś głupie zasady podróży w czasie, niekonsekwentne poziomy mocy postaci.
Dla mnie zwieńczeniem serii jest Infinity War.

gsg
Użytkownik

Bardzo podobał mi się pierwszy akt, desperacja i upadek tak niski, jak jeszcze nigdy w kinowej historii tego dream teamu. Nie da się chyba inaczej patrzeć na znęcanie się nad zniedołężniałym emerytem na odległej planecie. Bolesne spotkanie głównych bohaterów, gorzkie pretensje Starka zamiast padania sobie w ramiona, odrosty, palce lizać. Część w środku ubawiła, ale bez rewelacji. Finał ok. Wprawdzie o wiele, wiele bardziej podobało mi się starcie z Thanosem na Tytanie z poprzedniego filmu (za to Wakanda arc ani trochę), bardziej osobiste i intymne, i z o wiele ciekawszą choreografią, ale i tu nie miałem na co narzekać. Fanserwis… Czytaj więcej »

Popularne wpisy

Popularne Gry