Zmien skórke
Logo Polygamii

Publicystyka1:1 – małe zagrożenia nowej metody na remake

Gdy retro przestaje być retro.

Facebook Twitter Google Wykop

Nienawidzę remake’ów, bo niosą ze sobą widmo zastoju branży, o której ciągłą ewolucję walczyłem niczym mój ojciec o upadek komuny (inny świat, inne ideały, jakoś mnie nie boli ta metafora, chociaż tacie jestem cholernie wdzięczny). Kocham remake’i, ponieważ bez nich myślałbym już powoli o wycofaniu się z pola bitwy. Jednocześnie to robię, jedno i drugie. Niemożliwe? Bynajmniej. Nie ma prawdziwych relacji bez skrajnych odczuć – zapytajcie wszystkie moje niedoszłe drugie połówki, albo zajrzyjcie za kurtynę pełnego wybojów połączenia „wy – rodzice”. Takim battle royale wyłącznie gardzę (nawet jeśli słowo to zbyt mocne w owym kontekście), zatem nigdy nie narodziła się między nami jakakolwiek więź. Z kolei remake’i są bezwzględnym elementem mojego growego ego.

Ale remake remake’owi nierówny, więc zaznaczmy granice tego, co przez „remake 1:1″ albo „remake totalny” na przestrzeni poniższego tekstu należy rozumieć. Chociaż powoli węższa definicja stapia się z tą ogólną. Bo zauważcie, że nieuchronnie kończy się era bardziej eksperymentalnych, kreatywnych odświeżeń, wśród których jako czołową reprezentację wskażemy nieśmiertelne DmC od Ninja Theory, z Devil May Cry mające wspólne imiona bohaterów, konotacje gatunkowe oraz rozwinięcie akronimu z tytułu. To tytuł istniejący dzisiaj już tylko po to, by doprowadzać do białej gorączki „starych” fanów, wyznawców „jedynej poprawnej” inkarnacji demonicznego uniwersum synów Spardy. Bardzo chciałbym wdać się w polemikę, dlaczego DmC jest lepsze od przynajmniej dwóch kanonicznych odsłon marki, a jego kontynuacja pięknie współistniałaby z niedawną „piątką“, lecz wracamy do naszego tematu – oto przykład remake’u-rebootu, uwspółcześniającej resuscytacji, artystycznego performence’u kogoś albo całkowicie szalonego, albo odważnego niczym himalaista po czterdziestce.

Bardziej napady z nożem na zapatrzonego w nostalgiczne czasy wielbiciela niż próba wyssania z niego wszystkich pieniędzy za wygodny powrót do przeszłości

Kojarzycie te pozycje. Tomb Raidera od Crystal Dynamics, Castlevanię: Lords of Shadows od MercurySteam, Climaxowe Silent Hill: Shattered Memories. Bardziej napady z nożem na zapatrzonego w nostalgiczne czasy wielbiciela niż próba wyssania z niego wszystkich pieniędzy za wygodny powrót do przeszłości. Nie twierdzę, że takie remake’i nie zdarzają się już w ogóle – nie ma w naszej – ani żadnej innej w zasadzie – branży zupełnej śmierci jakiegoś trendu, ruchu, gatunku. Jako czołowy dowód zawsze w takiej sytuacji wyciągam anegdotę z czasów uniwersyteckich: pewien wykładowca opowiadał, że ileś roczników wcześniej zbyt mocno zaryzykował stwierdzeniem, że poemat epicki jako gatunek umarł pod koniec XX wieku; dla jednego studenta punktem honoru stało się napisanie oraz wydanie własnego poematu, byle tylko zagrać na akademickim nosie. Zawsze znajdzie się ten, co będzie chciał czegoś spróbować, nawet jeśli wszystkie znaki na niebie i ziemi sugerują mu odwrotnie. Ludzka natura.

Remake 1:1 to, rzecz jasna, przeciwieństwo takiego DmC. Zbudowanie gry od podstaw, nowoczesnymi metodami, z dzisiejszym sznytem, ale możliwie bez żadnych zmian dla generalnego doświadczenia. We wsi płonie kościół, więc na jego miejscu stawiamy nowy, taki sam, tylko witraże jakieś bardziej nasycone barwami, a poduszeczki pod tyłkiem jak gdyby wygodniejsze. Pakujemy kupę kasy nie po to, by ryzykować. Chcemy zagrać na tych samych strunach, trafić do wszystkich stęsknionych. I na wspomnieniach, być może!, postawić nowy rozdział maltretowanej serii. W efekcie dostajemy właściwie tę samą grę, która zrobiła kiedyś mniejszy lub większy szum, ale wygląda/działa tak, jak w naszej pamięci. Bo przełączenie swojego wewnętrznego retro w tryb aktywny, odpalenie takiej dwudziestolatki na dedykowanej jej maszynie, prawie zawsze kończy się delikatnym zgrzytem.

I jeśli zaczynamy dostawać ich dwa lub więcej rocznie (na przykład: Shadow of the Colossus + Spyro Reignited Trilogy w 2018, Crash Team Racing Nitro-Fueled + MediEvil w 2019), ponadto wszystkie sprzedają się przynajmniej bardzo dobrze, to doskonale wiemy, w jakim kierunku sytuacja zawędruje. Zwłaszcza że nostalgia jest wredną kreaturą, która nie przestaje pożerać kolejnych istnień, puchnąć w oczach. Dziś „retro” to osiem bitów, całe lata dziewięćdziesiąte oraz szósta generacja konsol, a na pewno to mniej wokalne pokolenie graczy-streamerów zaczyna powoli tęsknić za tytułami, jakie ogrywali na swoim „starusieńkim” PlayStation 3/Xboksie 360 – ta saga Gierkowa była sztucznie wydłużona, więc zawładnęła dwukrotnie wyższą sumą podatnych na emocjonalną manipulację głów. Za chwilę wszystko, co zaliczałem w przeciągu swojego ponaddwudziestoletniego związku z branżą, będzie retro. Poza recenzowanymi właśnie przebojami, oczywiście.

Dwa duże zagrożenia. Jeśli z „dwóch rocznie” zrobi się „sześć“, więc w zasadzie możliwe będzie pełne „wyjście” ze strumienia rzeczy współczesnych – granie cały czas w nowości, ale w ogóle nie w gry „na czasie” – magia pryśnie zupełnie. Czekanie na trylogię Crasha trwało prawie dwa lata, od pierwszych domysłów po wystąpieniu Shawna Laydena w koszulce Rudego do sklepowej premiery (dla mnie do końca „niepewnej”, do recenzji zabierałem się z delikatnym strachem). Nie trzeba było lat, by budowanie hype’u skrócić do kilku miesięcy (CTR), a wielkie powroty maskotek mojego dzieciństwa formalnie zamienić w coroczny cykl na wzór Call of Duty. Nikt nie zastanawia się, co dla Activision liczy się najbardziej. Wiemy: nie sentymenty. Nawet jeśli zatrudniani do nowych taśm deweloperzy autentycznie kochają marki, które ożywiają, rytuał ma przebiegać wedle ustalonego porządku, nieważne, że miesiąc przed planowaną premierą wszystko jest jeszcze rozsypane jak trzeci Spyro w Reignited Trilogy.

Nawet jeśli zatrudniani do nowych taśm deweloperzy autentycznie kochają marki, które ożywiają, rytuał ma przebiegać wedle ustalonego porządku

A skoro odgrzewanie 1:1 będzie przynosić pewne zyski, w odstawkę pójdzie zmysł autorski. To, co młode pokolenie może wnieść od siebie. Wszystkie pomysły, herezje, eksperymenty, ryzyka, rzuty kośćmi. Nie będzie „Martwego zła” Alvareza, zabraknie zaćpanego DmC albo „zlynchowanego” Shattered Memories. Które w najlepszych przypadkach stają się własnymi tworami, wartością równą debiutującym markom. Może z padem w łapach bawić się będziemy lepiej, owszem, ale niczego innego się przecież nie spodziewamy, pobierając odpowiedni kafelek na dysk swojego grającego sprzętu. Płacimy dokładnie za to, żeby było tak fajnie, jak drzewiej. Tylko ładniej, szybciej. Ale na pewno nie inaczej. Zamiast ewentualnego „wow”, pobudzenia intelektualnego, które zapewni nawet zbezczeszczenie kultu młodości, mamy tylko przyjemny uśmiech. Również potrzebny, wiadomo. Niemniej coś-tam, coś-tam, że kto się nie rozwija, ten…

Czy z tego powodu mam zamiar od teraz NISZCZYĆ remake’i 1:1 gdziekolwiek nie przyszłoby mi o nich pisać w przyszłym roku czy za lat pięć lub dziesięć? Skąd. Będę grał, analizował, dokładał do swojej skojarzeniowej mozaiki. W naszej branży istnieje gigantyczny problem dostępności – możliwości sprawdzenia rzeczy sprzed lat inaczej niż za pośrednictwem YouTube’a. Boję się tylko, czy za chwilę dyskurs nie zmieni kierunku i zacznie przypominać tego o obecnych poczynaniach Disneya w Hollywood. Coraz mocniej będzie mi też brakować autentycznego szoku, którego nawet nie zakładałem, bo „ktoś mi zmienia coś, co nie potrzebowało zmian”, a ja zauważam, że robi to… dobrze.

10
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
6 Komentarze
4 Odpowiedzi
9 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aimagylop
Użytkownik

“Kojarzycie te pozycje. Tomb Raidera od Crystal Dynamics”
Tego kojarzę ale to nie był remake tylko reboot. I wydaje mi się autorze, że masz problem z tymi pojęciami, remake, reboot, remaster, więc wymyślasz jakieś remake 1:1.

gseed
Użytkownik

Przecież jest wyraźnie napisane, że w tych przypadkach jest mowa o rebootach.

LorDex
Użytkownik

Tomb Raider Anniversary byl, zdaje sie, remakem TR1 zrobionym przez Crystal Dynamics (a przynajmniej na silniku Legends)

3mortis
Użytkownik

Pamietaj, ze sa osoby ktore nie graly np w crashe na psx, spyro, medievil itp
one juz nie zagraja, a te gry sa warte, gameplay przeciez sie nie zepsul

Jasne drobne poprawki sa mile widziane, ale dzialajaca wersja z lepsza grafika tez jest ok, ostatecznie jezeli grales w pierwowzór to nikt nie kaze ci ich kupowac, a dziecku mozesz kupic, ono nie zna pierwowzoru i bedzie sie czulo jak ty 20 lat temu

antyszyba
Użytkownik

Fakt, słowo “reboot” zostało użyte tylko raz, a praktycznie jest sednem całego tekstu. I nie sądzę, żeby było w nim jakieś zagrożenie. Przytoczyłeś Adamie tutaj przykład Devil May Cry – fajne gry. Zarówno główna seria, jak i spin-off. Ale – nie dostalibyśmy remake’u jedynki. Dostaliśmy kontynuacje. I reboot, który miał potencjał na osobną część marki. Czy ktoś zrobiłby sequel Shadow of the Colossus? Nie sądzę. Nowy Crash? Niekoniecznie. Reboot tych dwóch marek też by nie wypalił, za duży kult. Ta zresztą się stało z DmC. Fajne rozmyślenia, ale … nie wiem czy można z tego wyciągnąć jakieś wnioski, poza oczywistościami… Czytaj więcej »

Trikson
Użytkownik

Trochę nie na temat ale czy Shattered Memories na prawdę ma w sobie coś z Lyncha? A jeżeli tak, to bardziej Mulholland Drive czy Twin Peaks?

BioBuster
Użytkownik

Jeden rabin powie tak, a inny powie nie. Grałem w grę (nawiasem mówiąc, IMO to nie remake, a dekonstrukcja, zjawisko z którym w kulturze spotykałem się dość rzadko) i nie przyszło mi na myśl nazwanie jej “zlynchowaną”, i nadal bym jej tak nie nazwał, głównie dlatego, że nie brzmi mi tak sformułowane porównanie, poszedłbym bardziej w “ma w sobie coś z nastroju filmów Lyncha”.
Dobra, odpowiedź na Twoje pytanie. Bardziej Mulholland Drive, zdecydowanie.
Jeśli szukałbyś czegoś bardziej Twin Peaks, to (choć pewnie to wiesz) spojrzyj w stronę Deadly Premonition.

Trikson
Użytkownik

Wielkie dzięki za odpowiedź – wszystko jasne. Z DP mam ten problem że średnio się starzeje (np. mechanika jazdy po mieście) więc (wracając do tematu tekstu) przydałby się remake! 😉

gsg
Użytkownik

To chyba nieodłączny element historii gier, że po tym jak już została wymyślona, kupę kasy kosztują kolejne wydania, za to pomysł już nic a nic. I nie tylko gier video – gry i zabawki logiczne na które nie trzyma już nikt patentów, to przecież czyste technikalia, same linie produkcyjne – vide szachy czy inne klasyczne planszówki. Być może tak kiedyś skończą klasyczne gry video (które to będą?) – jako zabawki wymagające wprawdzie solidnej kasy na produkcję, ale bezpieczne jako inwestycje, które przepełnieni nostalgią gracze będą podsuwać własnym pociechom, jak my dzisiaj Kostkę Rubika. Ale! Są całe sklepy z zupełnie nowymi… Czytaj więcej »

Simplex
Użytkownik

“Ludzka natura.”

Pewnie jestem przewrażliwiony i zostanę zminusowany, ale widzę tu kalkę z angielskiego “human nature”. Moim skromnym zdaniem, zakładając że mogę się mylić, to po naszemu to byłoby raczej “natura ludzka”. Bynajmniej ;)* ja bym tak napisał.
https://trends.google.com/trends/explore?q=ludzka%20natura,natura%20ludzka

* – mam nadzieję, że ten emotikon wskazuje, że celowo zrobiłem tu błąd.