Zmien skórke
Logo Polygamii

Publicystyka10 rzeczy, które najbardziej zdziwiły mnie po powrocie do Baldur’s Gate

W końcu przemogłem się i postanowiłem zacząć Baldur’s Gate od początku. Po 18 latach!

Facebook Twitter Google Wykop

Jest tylko jeden powód, dla którego warto dziś grać w Baldur’s Gate. Po to, żeby później przejść „dwójkę”. Tak przynajmniej myślałem do niedawna, nieodmiennie uważając kontynuację za grę lepszą, pełniejszą, godną tytułu „RPG wszech czasów”, „jedynkę” zaś zaledwie za jej wstęp. I o ile zdania na temat Baldur’s Gate 2 może jeszcze nie zmienię, o tyle powrót do pierwszej części, za który w końcu się wziąłem, bardzo mnie zaskoczył.

To w ogóle nie jest gra taka, jak zapamiętałem.

1. Tu się naprawdę mało gada
Tego typu odpowiedzi nie są bardzo częste, ale się zdarzają!

Współczesne gry BioWare to olbrzymie ilości dialogów. Gada się w nich z każdym, o wszystkim, każdy ma też coś do powiedzenia czy skomentowania. Nie da się spotkać nowego bohatera w takim Mass Effekcie czy Dragon Age’u, żeby zaraz na wstępie nie opowiedział on nam całej historii swojego życia.

Podobnie jest w ostatnich, nawiązujących do klasyki grach Obsidianu – Pillars of Eternity i Tyranny. Obie bardzo lubię, w obu też rozmowa z każdą ważniejszą postacią przypominała klikanie po Wikipedii. Tymczasem spotkanie z jednymi z pierwszych kluczowych postaci w Baldur’s Gate 1, Khalidem i Jaheirą, wygląda tak:

(Khalid, podnosząc głowę w stronę gracza zza baru) O, Jaheira, czy maniery tego młodzieńca kogoś ci nie przypominają? To na pewno syn Goriona! Ale czemu podróżuje bez niego? Na pewno nie puściłby go samego! O nie, Gorion musi być martwy! Na pewno potrzebuje pomocy, przyłączmy się do niego! I chodźmy razem na południe do kopalni Nashkel.

2. Nie tylko z bohaterami niezależnymi - pomiędzy członkami drużyny też!

No dobra, myślałem sobie, rozmowy ze spotykanymi w świecie gry postaciami nie są tu tak rozbudowane, jak mi się zdawało, ale przecież przynajmniej wewnątrz drużyny będą długie dialogi! Przecież gry BioWare, od pierwszego Baldura poczynając, od zawsze słynęły z kształtowania relacji pomiędzy członkami prowadzonej przez gracza ekipy.

Ale nie, nie tutaj! Jeżeli pamiętacie „romanse”, rozbudowane zadania związane z poszczególnymi bohaterami, odkrywanie ich tajemnic, pomaganie im w uporaniu się z przeszłością… To żadnej z tych rzeczy nie ma w pierwszym Baldurze. Tu jest prosto jak w konstrukcji cepa – na drodze stoi woj, woju chodź ze mną zabijać gobliny i jazda.

Podobnie brzmią wymiany zdań między bohaterami – owszem, zdarzają się, ale ograniczają do pojedynczych kwestii.

Jest i Monty Python
3. Wybory moralne? To jeszcze nie te czasy

To przecież 100-procentowe fantasy, od początku do końca na serio, z kijem w tyłku… A po latach okazuje się, że nie.

System reputacji w Baldur’s Gate jest, ale na próżno szukać tu decyzji moralnych czy w ogóle jakichkolwiek związanych z zadaniami wyborów, które kształtują charakter bohatera. To fantasy tradycyjne i stereotypowe aż do bólu i ciężko tu przejść dziesięć kroków, by nie spotkać kogoś potrzebującego pomocy.

Takiemu delikwentowi można jej albo udzielić, albo odprawić go z kwitkiem. Tego drugiego oczywiście nie chcemy robić, bo doświadczenie, bo przedmioty, no i kurczę, nie po to w to RPG gramy, żeby zadań nie wypełniać.

Prędzej czy później zostajemy więc bohaterem i obrońcą uciśnionych. Nie da się tego uniknąć. Zadań dla złych bohaterów jest za mało. Jeżeli marzy nam się reputacja neutralna, to trzeba od czasu do czasu zabić jakiegoś niewinnego wieśniaka, żeby wyrównać karmę. Aktualnie, po 40 godzinach gry, mam niebezpiecznie wysoką reputację 17, a próbuję utrzymać w drużynie dwie złe postacie, które odejdą, jeżeli będę zbyt szlachetny.

4. To dużo bardziej otwarty świat, niż myślałem!

Lokacje w pierwszym Baldur’s Gate są duże! Naprawdę, zaskakująco duże. Olbrzymie połacie pustego terenu, lasów, po których można sobie łazić, szukając przygód. Duża część tego obszaru sprawia wrażenie, że do niczego konkretnego nie służy – ot, po prostu jest. Nie jest to rzecz jasna Morrowind, ale też wspomnienie całości jako tego liniowego, mocno fabularnego RPG-a okazuje się bardzo zwodnicze.

Lata temu te puste lokacje nie robiły na mnie wrażenia, oczekiwałem fabuły i żeby to wszytko do czegoś służyło. Świeżo po Final Fantasy VII chciałem od gry dramatyzmu, porywającej historii, emocji, a nie jakiegoś tam łażenia po lasach. Teraz dużo łatwiej docenić mi tę wolność i wpływ, jaki rozbudowane lokacje mają na realizm świata przedstawionego.

5. Mało dramatyczna fabuła jest super!
Wrota Baldura robią wrażenie wielkością

Co prowadzi naturalnie do jeszcze jednego wspomnienia – „co za nudy”. Jakieś problemy z wydobyciem żelaza z kopalni, spisek mający na celu przejęcie kontroli nad jego dostawami, a w jego środku my, jako jakiś 3-poziomowy chłopek, męczący się z wilkami czy goblinami. Gdzie moje ratowanie świata, gdzie zaskakujące zwroty akcji?

Stąd chyba zawsze dużo bardziej lubiłem Baldur’s Gate 2, gdzie stawka od początku była dużo większa, rola bohatera w opowiadanej historii dużo istotniejsza… Ale teraz, po latach i po wszystkich innych RPG na koncie, powrót do tej prostoty daje zaskakującą satysfakcję.

Aktorstwo raz jest w punkt, innym razem drażni.

Bo też dzięki temu łatwiej znaleźć radość z własnych miniaturowych przygód. Eksplorowaniu jednej z tych dużych, pustych lokacji. Natrafieniu na wybrzeżu na bronioną przez syreny jaskinię. Pokonaniu ich po dramatycznej walce, niemal przegranej po tym, jak przejęły kontrolę nad połową drużyny. Znalezieniu skrzyni pełnej skarbów i powrocie do miasta z wypchanymi po brzegi plecakami.

6. To gra dużo bardziej zabawna niż myślałem

Tymi śmiesznymi, sarkastycznymi, czasami wręcz absurdalnymi RPG z dawnych lat były Fallouty. To one znane były z dziwacznych losowych spotkań i zaskakujących wyborów w dialogach. Ale nie Baldur’s Gate, myślałem. To przecież 100-procentowe fantasy, od początku do końca na serio, z kijem w tyłku… A po latach okazuje się, że nie.

Dużo jest tu tej Falloutowości! BioWare tworzące pod okiem Black Isle bez wątpienia czerpało od nich inspiracje i to widać. Na trakcie spotkać można Lorda Foreshadow, który mówi, że pochodzi z Neverwinter. „Nie ma takiego miasta jak Neverwinter? Może jeszcze nie!”. W lesie zaczepia nas mówiący zagadkami pustelnik, któremu w odpowiedzi puścić można wiązankę demonstrującą naszą irytację. Są cytaty z Monty Pythona. Są trzy małe potwory, od których dostać można autograf. Przy zwłokach jakiegoś całkowicie przypadkowego wroga znaleźć można tajemniczy list, którego autor zastanawia się nad rolą krzeseł w społeczeństwie.

Odkrywanie kolejnych dzielnic miasta zajmuje trochę czasu

I wszystkie te rzeczy nie służą do niczego poza rozbawianiem gracza i wprowadzaniem do świata odrobiny dziwaczności. Nie prowadzą do zadań pobocznych czy jakichś sekretów. Ot są, żeby być. I bawić.

7. Polska wersja wcale nie jest taka dobra

Polska wersja Baldur’s Gate przeszła do legendy i nie ma w tym nic dziwnego. Była pierwszą tak dużą lokalizacją w naszym kraju, w nagraniach udział wzięło wielu znanych aktorów, CD Projekt zrobił jak na tamte czasy prawdziwą superprodukcję. Było to szczególnie imponujące, bo piractwo kwitło jeszcze przecież w najlepsze, a na kupowanie oryginalnych gier mało kto mógł sobie pozwolić.

Tyle tylko, że jeżeli chodzi o samą realizację, to wcale nie jest aż tak dobrze, jak zapamiętałem. Wyraźnie brakuje reżysera (stąd chociażby nazwy własne każdy wymawia tak, jak akurat mu się wydaje). Niektóre terminy raz są tłumaczone, innym razem nie (jak Knieja Otulisko, w jednej z wypowiedzi pojawiająca się jako „Las Cloakwood”). Zdarzają się szkolne błędy („baraki” zamiast „koszar”).

Przygody na łonie natury

Również aktorstwo raz jest w punkt, innym razem drażni. Kobuszewski, czytający sekwencje snu, szczególnie daje się we znaki – jakby nikt nie powiedział mu, co właściwie czyta. Brzmi to jak jakieś opowieści do poduszki dla przedszkolaka.

Baldur’s Gate zaskoczył mnie pod względem mechanizmów rozgrywki. Spodziewałem się, że te archaiczne rozwiązania będą mnie teraz irytowały. Ale nie, okazały się dziwnie intrygujące.

Wiele rzeczy ta lokalizacja robi dobrze, jest wielka i wizjonerska, ale zdecydowanie czuć też, że twórcom brakowało jeszcze doświadczenia. Za to Fronczewski jest tak doskonały, jak wszyscy pamiętamy.

8. Wrota Baldura to naprawdę duże miasto!

Pamiętałem, że do tytułowego miasta dociera się późno (chociaż chyba nie, że aż tak późno!). Pamiętałem też, że było ono spore… Ale i tak jego rozmiar mnie zaskoczył. To całe 9 lokacji na mapie świata! Gra trochę tu wprawdzie oszukuje, łącząc w pewnych miejscach po dwie na jednym ekranie, ale mimo wszystko…

I to miasto, podobnie jak w przypadku wcześniej wspomnianych lasów, sprawia dzięki temu wrażenie autentycznego. Bo nie jest tylko skondensowanym na małym obszarze miasteczkiem, mającym spełniać potrzeby gracza – tu sklep, tam gospoda plus trzy domki na krzyż. Czuć, że ktoś tu może mieszkać, wiele z obszarów nie służy do niczego, poza potęgowaniem tego wrażenia.

Wiele współczesnych RPG ma problem z miastami. Nie potrafi kreować ich tak, byśmy uwierzyli w ich prawdziwość. Zresztą dotyczy to również ostatnich gier BioWare. Mogliby sobie przypomnieć, jak robili to kiedyś.

9. Papierowy system wciąż się broni

Mój powrót do Baldur’s Gate odbył się przy okazji uruchomienia w końcu Enhanced Edition, którą kupiłem tuż po premierze z myślą, że “kiedyś zagram” (trochę to zajęło). I pamiętam, że nie mówiło się o tym wydaniu najlepiej – że niepotrzebne, że to samo można osiągnąć modami, że oryginalna wersja jest łatwo dostępna na GoG-u… I wszystko to prawda. Ale bardzo cenię sobie przede wszystkim wygodę, wynikającą z tej wersji. Wystarczy kliknąć start i działa we współczesnej rozdzielczości z możliwością dowolnego przybliżania i oddalania widoku. I to moim zdaniem wystarczy.

Po premierze pisało się też o problemach ze stabilnością tej wersji – dziś, 4 lata później, błędów nie ma (a przynajmniej nie natknąłem się na żaden przez 40 godzin rozgrywki). Być może Beamdog mógł zrobić więcej, ale trzeba powiedzieć, że z podstawowego zadania – zachowania klasyka dla potomnych – wywiązał się bardzo dobrze. Warto też dodać, że gra ściąga się w owej klasycznej polskiej wersji językowej CD Projektu, co jest dodatkowym plusem (i co, niestety, nie dotyczy z jakiegoś powodu drugiej części).

Baldur’s Gate zaskoczył mnie bardzo również pod względem mechanizmów rozgrywki. Spodziewałem się, że te archaiczne rozwiązania, bazujące na klasycznym „papierowym” systemie RPG, wszystkie te Trak0 i inne będą mnie teraz irytowały. Ale nie, okazały się dziwnie intrygujące.

Sekwencje snu z przesadnym aktorstwem Kobuszewskiego są raczej niestrawne

Oczywiście widok stojących naprzeciwko siebie wojowników, raz po razie nietrafiających, bo kostki nie pozwalają, jest trochę śmieszny. Ograniczenia w rzucaniu czarów dają się we znaki. Ale też jest w tym wszystkim jakaś elegancja, spójność.

Obecność konkretnych, twardych zasad pozwala też znaleźć radość w eksperymentowaniu chociażby ze składem drużyny. Kiedy grałem w Baldura te 18 lat temu, szedłem po prostu z tymi, którzy pierwsi się do mnie przyłączyli. Wszyscy kolejni tylko irytowali – bo i tak nie miałem już na nich miejsca, a nie będę zmieniał składu, do którego już się przyzwyczaiłem.

Tymczasem to właśnie gra, w której te eksperymenty ze składem są jedną z najfajniejszych rzeczy.

10. Nie jest to wcale gra tak bardzo inna od współczesnych RPG

Co jednak ostatecznie zadziwia najmocniej, to z jaką przyjemnością wciąż można grać w Baldur’s Gate. Jasne, trzeba mieć na uwadze cały jego archaizm i nieco wyższy poziom trudności… Ale eksploracja, dobieranie ekwipunku, rozwój postaci, wypełnianie zadań, wszystko to rozpozna nawet gracz wychowany na Wiedźminie 3.

Tę walkę zapamiętałem jako szczególnie trudną... Tym razem poszło bez najmniejszych problemów

Czuć różnice, jasne, czuć, że jest to gra sprzed 18 lat, ale nie aż tak mocno, jak można by się spodziewać. Przede wszystkim widać, że współczesne RPG bardzo dużo zawdzięczają pierwszemu Baldur’s Gate. I wciąż potrafią się do niego odwoływać. Przecież nawet wspomniany Wiedźmin 3 robi dokładnie to ze swoją strukturą „najpierw biegaj po wiochach, a po kilkunastu godzinach rzucimy cię do wielkiego miasta, gdzie mocno zmieni się ton gry”.

Dobrze mi się gra w Baldur’s Gate. Dużo lepiej, niż się spodziewałem. Ale wciąż nie mogę się doczekać powrotu do „dwójki”.

Dominik Gąska

16
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
11 Komentarze
5 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
duxdaro
Użytkownik

Moja gra życia <3 Ale cała saga, nie tylko jedynka. Pudełko z płytami CD ze zbiorczego wydania całej sagi cały czas kurzy się na półce 😀 Ukończona 7 razy i za każdym razem z lizaniem ścian 😉 Kupiłem też EE obydwu części i bawiłem się świetnie po raz ósmy 🙂 I pewnie prędzej, czy później będzie i 9 😉

Lord Bart
Użytkownik

Dokładnie, gdyby wtedy istniał licznik czasu gry to miałbym do dziś z 10k godzin. Pamiętam jak dziś to wielkie pudełko na rzepy, żonglowanie płytami, szczury na początku, Koveras, Boo…
A przecież są jeszcze Wrota 2, z Podmrokiem i innymi bajerami.

GRA ŻYCIA <3

marloon87
Użytkownik

Wracam do gier opartych o Infinity Engine regularnie – wiosną i latem do Baldurów, zimą do Icewind Dale. Każda z nich jest inna, każda ma swoje wady i zalety. Teraz po wielu przejściach BG 1 nie ma dla mnie żadnych tajemnic, większość lokacji znam na pamięć a walki rozwiązuję niemal instynktownie. Ale kiedyś, będąc dzieckiem.. pamiętam jak zachwyciło mnie to, że przez sporą część gry można robić to, na co ma się ochotę. Główna oś fabularna jest krótka i raczej miałka. Najwięcej frajdy daje szwendanie się po lokacjach, wbijanie mocno ograniczonych leveli postaci i zdobywanie upragnionych “niebieskich” przedmiotów. Zwłaszcza, że… Czytaj więcej »

ZeusEx
Użytkownik

Też wróciłem do Baldurów jakieś 2 lata temu i bawiłem się przednio! 🙂

drfc
Użytkownik

Grałem w Baldura tak dawno, że już niewiele pamiętam. Dobra proporcja emergencji i treści pobudzających wyobraźnię? Nie przegadana jak telenowela. Nie przewalona pustą zawartością. Mechanika pozwalająca w pewnym stopniu poskładać działanie drużyny po swojemu? Wrzucili do wora potrzebne dla takiej gry solidne minimum zamiast uporczywej realizacji “planowanego doświadczenia” i powstała gra nieidealna, ale za to solidny klasyk.

czaczi87
Użytkownik

Heh widzę, że w komentarzach same stare pryki 😀 W tym temacie jestem kompletnie stronniczy. Baldur’s Gate to była pierwsza gra jaką rodzice kupili mi i mojemu rodzeństwu razem z pierwszym komputerem osobistym. To były czasy gdy internet w Polsce dopiero zaczynał raczkować i wszelkie growe informacje czerpaliśmy z czasopism. Recenzja Wrót Baldura w Świecie Gier Komputerowych zrobiła na mnie takie wrażenie, że przekonałem brata do jedynego słusznego wyboru. Cokolwiek bym o BG nie napisał to będą same nieobiektywne superlatywy 😉 Ukończyłem ten tytuł już naście razy, ostatnio jakiś rok temu. To pewnie jakaś choroba, ale nawet mi nie wstyd.… Czytaj więcej »

ammarmar
Użytkownik

A ja z kolei w pierwszej kolejności miałem okazję zagrać w Planescape: Torment. W Baldur’s Gate zagrałem później i nie mogłem się nadziwić, w jaki sposób tak płytka, nudna i sztampowa gra mogła zyskać takie grono wielbicieli…

Aimagylop
Użytkownik

A ja z kolei w pierwszej kolejności miałem okazję zagrać w Baldur’s Gate. W Planescape: Torment zagrałem później i nie mogłem się nadziwić, w jaki sposób taka książka udająca grę, gdzie jedną opcją dialogową gracz pozbywa się całego segmentu gameplayu , mogła zyskać takie grono wielbicieli…

JanMarian
Użytkownik

Chyba najważniejsza gra w moim życiu. Właśnie jedynka, bo choć druga część była dużo bardziej rozbudowana, w ciekawszym otoczeniu i z lepszą historią, to jedynka była tą pierwszą gdzie pokochałem RPG, zew przygody i otwarte światy. To dzięki BG fantasy zawsze będzie na pierwszym miejscu 🙂 Wcześniej grałem w strzelaniny, platformówki, symulatory… ale nigdy na poważnie w żadne RPG. Na szczęście dostałem na urodziny BG1 i zaczęła się ta wielka przygoda 🙂 Część spostrzeżeń jest raczej oczywista – np. to że między postaciami w drużynie prawie nie ma interakcji (chociaż Mortarion i Tzar + Khalid i Jaheira to przepis na… Czytaj więcej »

JanMarian
Użytkownik

No dobra… jedna z dwóch najważniejszych gier w życiu, obok little big adventure 2! 🙂

duxdaro
Użytkownik

Plus Fallout 1 i 2. Piękne czasy 😀

kaen
Użytkownik

Jest kilka rzeczy, które mnie zdziwiły po powrocie do BG.
1. To nie jest już dziś dobra gra RPG. To taki Icewind Dale z chodzeniem po miastach. Płytkie dialogi, prosta fabuła A->B bez żadnych udziwnień, drewniana drużyna.
2. Spolszczenie dziś by było efektem kpin.
3. Nadal wszystko pamiętam, a ponieważ gra jest liniowa, to niczym mnie już nie zaskoczy.

Potem sobie przypomniałem, że dawno temu też przeszedłem jedynkę tylko dlatego, że kupiłem sobie najpierw dwójkę (która naprawiała te problemy). A Torment i tak był lepszy.

pear
Użytkownik

Niestety, Baldury nie zaliczają się do wspomnień mojego dzieciństwa, bo wtedy byłem raczej konsolowy i zajarany japońskimi erpegami. W międzyczasie miałem podejścia do zachodnich przedstawicieli gatunku, ale zawsze się od nich odbijałem. Dopiero po latach japońskie gry zaczęły mnie irytować swym infantylizmem, głupkowatymi archetypami postaci, czy wciskaniem do nich coraz głupszej popkultury z kraju kwitnącej wiśni. Aż coś mnie naszło- a może by tak spróbować KOTORa? Wsiąkłem. Fabularnie o niebo dojrzalsza od kolejnego “grupa piętnastolatków ratuje świat” (choć dzisiaj już też nie uważam jej za wybitną), nie było tu drących ryja japońskich dziewczynek z ADHD, ani takich z problemami psychicznymi,… Czytaj więcej »

SargosDeres
Użytkownik

Pierwszą część przeszedłem co najmniej 3 razy, dwójkę chyba 5 razy, a w dodatek tron bhaala nigdy nie zagrałem, tak jakoś wyszło. Nie zliczę ile razy dobiłem do połowy i odpuściłem na parę miesięcy, po czym zaczynało się od nowa. Zdecydowanie jak dla mnie najlepsza gra RPG, ale to głównie przez sentyment. Zaczynałem swoją przygodę od drugiej części i to był klimat … ta muzyka, ta grafika to było coś. System walki jak pamiętam bardzo cieszył, cały czas szukało się lepszego pancerza żeby KP było jak najmniejsze, lepszy miecz, levelowanie, gra potrafiła wciągnąć. Jednakże kwintesencja tej gry to drużyna. Ileż… Czytaj więcej »

gaav
Użytkownik

Świetny artykuł! Sam w BG1 nigdy nie grałem, ale przeczytałem cały wpis z wielką przyjemnością.