Zmien skórke
Logo Polygamii

Recenzje10 kawałków o wojnie w Urzikistanie. Call of Duty: Modern Warfare – recenzja trybu single player

Jak to jest z tym nowym Call of Duty?

Facebook Twitter Google Wykop

1.

Był lipiec 2008 roku. Właśnie skończyłem studia i nie miałem pojęcia co zrobić z życiem. Trochę szukałem pracy. Dużo piłem. Większość dni spędzałem zamknięty w małym mieszkaniu na Przymorzu. Niezdrowo się żywiłem. Zdecydowanie za rzadko się myłem. Żyłem na gaciach. W ramach nagrody za obronioną magisterkę dostałem laptopa, na którym mogłem odpalać najnowsze gry. Włączyłem Call of Duty: Modern Warfare.

Zapomniałem o świecie.

Na dwa czy trzy tygodnie gra studia Infinity Ward stała się moją obsesją. Grałem tak dużo, że miałem problemy ze snem. Gdy zamykałem oczy widziałem rosyjskich żołnierzy i terrorystów z „nienazwanego państwa na Bliskim Wschodzie”. Kampanię skończyłem kilka razy, grając na dwóch najwyższych poziomach trudności. Z ostatnią misją – Mile High Club – odpalaną na Weteranie, zmagałem się kilka dni. By pokonać ją z najlepszą oceną nauczyłem się na pamięć rozkładu żołnierzy, a reakcje wyćwiczyłem do tego stopnia, że nawet dziś pamiętam, gdzie i kiedy trzeba strzelać. Gdy w końcu mi się udało, złapałem za telefon i zadzwoniłem do przyjaciela z Olsztyna. Dopiero usłyszawszy zdziwione „słucham” zorientowałem się, że jestem dorosłym człowiekiem, przeszkadzającym w pracy innemu dorosłemu człowiekowi, tylko po to, by pochwalić się ukończeniem głupiego levelu w głupiej grze.

Już wcześniej grałem w Call of Duty, ale dopiero po pierwszym Modern Warfare związałem się z serią na trwałe. Nie był to zdrowy związek. Raczej jeden z tych, które Amerykanie opisują terminem „love-hate relationship”. Nakręcały go nienawiść do politycznej wymowy serii i pogarda dla samego siebie za to, że tak dobrze się bawię.

W MW2 strzelałem do bezbronnych cywili na rosyjskim lotnisku i wkręcałem się w multi. Z MW3 zupełnie nic nie pamiętam. Wszystkie trzy Black Opsy ceniłem za mroczne spojrzenie na nielegalne operacje amerykańskich służb specjalnych, ale im dalej zapuszczały się w przyszłość tym bardziej traciłem zainteresowanie. W Advance Warfare zamordowałem Kevina Spaceya. Call of Duty: Ghosts było pierwszą częścią, którą pominąłem. Później przegapiłem jeszcze Infinity Warfare, choć do dziś uważam, że ma jeden z najlepszych trailerów w serii. Do serii wróciłem dwa lata temu, z zażenowaniem obserwując jak CoD: WWII mierzy się z tematem Holocaustu.

W międzyczasie otworzyłem i zamknąłem fanzin o komiksach. Znalazłem pracę w gazecie. Byłem wykładowcą akademickim. A później szefem serwisu internetowego o komiksach zmuszonym do patrzenia, jak jego dzieło zarzyna korporacja. Przejąłem serwis o książkach i dałem się z niego zwolnić. Opublikowałem powieść graficzną. Nagrywałem dwa podcasty. Zamieszkałem ze swoją dziewczyną, oświadczyłem się jej i wzięliśmy ślub. Zwiedziliśmy razem Japonię, Portugalię, Irlandię, Włochy i Gruzję. Poszedłem na bezrobocie i pobierałem zasiłek. Skończyłem pisać doktorat. Zatrudniłem się w Amazonie i zaraz z niego odszedłem. Napisałem i opublikowałem grę. Obroniłem doktorat.

A Call of Duty był. Gdzieś na marginesie mojego życia. Niewzruszony. Niezmienny. Wart dziesiątki miliardów dolarów popkulturowy lewiatan, do którego zawsze mogłem się zwrócić, gdy znudzony siedmioma setkami gier w bibliotece Steam mówiłem żonie, że nie mam w co grać.

2.

„Wojna to piekło. A teraz idź zabijaj” – Call of Duty.

Cudowne są te cytaty wyświetlane po każdym zgonie postaci gracza. Jest tu przekrój przez całą historię filozofii i wojskowości. Prezydent Eisenhower, ten ostrzegający przed „kompleksem militarno-przemysłowym”, stoi obok Martina Luthera Kinga Jr., tego co miał sen o równości w Ameryce. Królowie Sparty wypowiadają się jednym głosem z ukrywającą się w ścianie żydowską dziewczynką. Przy pomocy efektywnych, wyrwanych z kontekstu zdań postaci historyczne zrównywane są z fikcyjnymi, a mądrości wielkich myślicieli zdają się idealnie opisywać to, co dzieje się w jednej z najgłupszych gier o wojnie, jaką wydała ludzka rasa.

Dostrzegam w tym – być może złośliwie i na wyrost – intencję tyleż diaboliczną, co imponującą swoją totalnością. Modern Warfare nie jest grą o jednej wojnie, bo i nie ma odwagi być grą o żadnym współczesnym konflikcie. Modern Warfare jest grą o wojnie jako takiej. O jednym z najtrudniejszych i najbardziej haniebnych wynalazków w historii ludzkości. Modern Warfare nie musi mówić ani jednej mądrej rzeczy, bo cały jest mądrością.

A teraz idź zabijaj.

Miałeś kilka sekund na przeczytanie cytatu. Przemyślisz go w trakcie efekciarskich, jazgotliwych misji. Zastanawiając się, czy strzelać z AK-47 czy z FN FAL. Uciekając przed helikopterem. Skacząc z budynku na budynek. Dobierając odpowiedni granat. Wychylając się zza murku. Sprzedając kolejne head shoty. Gdy świat wokół eksploduje; gdy terroryści znów zaatakują; gdy tylko John Price może uratować dzień; gdy Rosja przeprowadzi atak bronią chemiczną… wtedy wspomnisz słowa Anny Frank, która już w 1941 roku mówiła: „Call of Duty: Modern Warfare to bezsprzecznie najwierniejsze odwzorowanie koszmaru wojny, jakiego doświadczyłam. Idealnie oddaje mój los. Wiem, bo byłam i mnie cytują. Daję osiem gwiazdek i pozytywny komentarz w sekcji dla graczy na Metacriticu”.

Po skończeniu, postawić pomiędzy książkami Nietzschego i „Na zachodzie bez zmian” E. M. Remarque.

3.

„To nie Syria! Pamiętaj, głupcze, to nie Syria!” krzyczą jednym głosem twórcy Modern Warfare i dział promocji Activision-Blizzard.

Ci ratownicy w białych hełmach, ratujący dziewczynkę spod gruzów – to nie syryjskie Białe Hełmy! Ta bliskowschodnia rebeliancka armia, choć muzułmańska to pełna kobiet – to nie syryjscy Kurdowie! Te ataki z wykorzystaniem broni chemicznej – to nie ataki z Syrii! Ta Autostrada Śmierci, to nie prawdziwa, iracka Autostrada Śmierci! Ten zamach w Londynie – to nie zamach w metrze londyńskim ani strzelaniny w Paryżu! Ta Al-Katala to przecież nie Al-Kaida, ani nawet nie ISIS! A jej przywódca – Wilk – to ani Ben Laden, ani żaden Al-Baghdadi!

Najbardziej irytująca jest bezczelność, z którą twórcy Call of Duty sięgają po prawdziwe konflikty, tragedie i dramaty, by przemielić je w nic nieznaczący militarny park rozrywki. Park rozrywki z rocznym okresem przydatności, bo przecież w 2020 roku ujrzymy nowe Call of Duty, a w nim kolejny prawdziwy konflikt zredukowany do karykatury.

Powiedzą, że to fikcja; że artysta ma prawo czerpać z rzeczywistości, by powiedzieć, co chce. I będą mieli rację. Nikt nie chce niczego zakazywać. Strzelajmy się! Niech to trwa!

Ale fakt, że jedna z największych popkulturowych marek świata degraduje ważkie tematy współczesności do prostackiej metafory dobrego szeryfa i złego bandyty z bajki dla pięciolatków ma swoją wagę. Infinity Ward połyka tragiczną rzeczywistość, a wydala wielomiliardowy produkt rozrywkowy. Tragedie ludzi zmienia w efektowne levele. Krzyk duszących się pod gruzami zbombardowanych miast służy jej za podstawę pod mini-gierkę. Skomplikowanie sytuacji geopolitycznej zostaje odrzucone i uproszczone tak, by zrozumiał je nawet najbardziej przypadkowy gracz – stereotypowy konsument popcornu, wprost z krainy Michaela Baya.

Nie potrafię grać w Call of Duty nie odczuwając dyskomfortu. Przecież to nie żadna wizja artystyczna. To cyniczny, wykalkulowany produkt monetyzujący największe tragedie naszych czasów. Zwycięstwo korporacyjnego Excela nad elementarną empatią.

„Weź, co da się sprzedać; wyprzyj się wszelkiej odpowiedzialności” – powinno być oficjalnym mottem serii.

4.

Nie mam absolutnie nic przeciwko temu, że rosyjscy żołnierze wrócili do roli czarnych charakterów. Zasłużyli sobie. Za wszystko co robili w Czeczeni Za rzeczy, które robią w Syrii i na Ukrainie. Ale czy tworzenie gry o złym rosyjskim generale naprawdę musi oznaczać przypisanie Rosji amerykańskiej zbrodni wojennej? Czy w grze będącej jawnym przykładem antyrosyjskiej propagandy, agent CIA musi słyszeć od kurdyjskiej bojowniczki, iż „jest bojownikiem o wolność”? Czy lekcję o tym, iż „wojna nie musi być brudna” powinien wygłaszać akurat kapitan John Price – człowiek wykorzystujący rodzinę terrorysty, by zmusić go do mówienia?

Czy naprawdę nie stać nas na propagandę choć trochę bardziej zniuansowaną? Musimy wracać do lat 50.?

Tym bardziej, że to krok wstecz dla serii, mającej na swoim koncie trzy fabularne Black Opsy i generała Shepherda z drugiego Modern Warfare.

5.

Jejku, jak w tej grze się dobrze strzela!

Po roku przerwy prawie zapomniałem, jak dużo satysfakcji daje uniesienie karabinu, wycelowanie w przeciwnika i naciśnięcie spustu. To oczywiście zasługa perfekcyjnego designu wynikającego z tysięcy godzin testów i poprawek, na które stać tylko giganta pokroju Activision. Tu liczą się mikrometry i mikrosekundy. Odrzut broni. Celność. Szybkość reakcji.

Zawsze fascynował mnie ten aspekt projektowania gier i do dziś pozostaje on dla mnie wielką tajemnicą. Jestem pełen szacunku dla ludzi potrafiących podjąć decyzje o kluczowych drobiazgach. To dzięki nim Mario skacze tak dobrze, a Forza ma tak udany model jazdy.

A do tego tysiące roboczogodzin wypracowanych przez dźwiękowców, dobierających odgłosy wystrzałów tak, by brzmiały jednocześnie wiarygodnie i hollywoodzko. Świetnie nagrane okrzyki umierających i nacierających. Pompatyczna ścieżka dźwiękowa. Cudownie brzmiące wybuchy i rykoszety. I grafika: najlepsza w historii serii, imponująca zwłaszcza na froncie animacji twarzy, w 60 klatkach na sekundę.

Ale jednocześnie, jejku, jak to jest w ogóle możliwe, by włożyć tyle wysiłku w stworzenie idealnego modelu zabijania, jednocześnie nie zadając ani jednego prawdziwego pytania na temat zabijania i kultury broni? Jakiej akrobatyki intelektualnej wymaga zaprojektowanie gry dokładnie tak, by myślenie twórców (i graczy!) zatrzymywało się dokładnie w momencie, w którym kula opuszcza lufę.

Tym bardziej, że Modern Warfare lubi wpychać gracza w niekomfortowe sytuacje: przekonać do zabicia cywila, wepchnąć w skórę podtapianej bojowniczki, zmusić do wcielenia się w dziecko mordujące rosyjskiego żołnierza. Wszystkie te sceny są w grze. Wyglądają. Wybrzmiewają. I mają do przekazania okrągłe nic.

Bo najważniejszy komunikat Call of Duty, ten wysyłany przez dopracowany do perfekcji gameplay, brzmi: „naciśnij na spust, to takie fajne”.

6.

Może to zresztą lepiej, że przygniecione finansową odpowiedzialnością Modern Warfare niezdolne jest powiedzieć cokolwiek? Bo zawsze, gdy próbuje, wychodzi komicznie i bełkotliwie.

W świecie, w którym Spec Ops: The Line krytykuje cały gatunek shooterów, BioShock otwarcie pyta gracza, dlaczego właściwie zabija, a This War of Mine pokazuje horror wojny z perspektywy cywilów, największa gra roku proponuje „dramę” na poziomie Benny Hilla.

Atakowany przez terrorystów Londyn być może byłby przerażającym miejscem, gdyby twórcy potrafili zachować umiar. Gdyby postawili na jedną scenę i zniuansowane emocje. Tymczasem oni w imię prostackiego, sensacyjnego dziania się – jedynej poetyki, którą rozumieją – zalewają brytyjską stolicę dziesiątkami terrorystów, wyskakującymi zza każdego rogu, jakby występowali w arcade’owym celowniczku. I na każdym kroku podbijają stawkę. Zaczyna się od samobójcy w pasie szahida. Przechodzi w uliczne egzekucje. A kończy niewinnym człowiekiem, którego Price poświęca w imię większego dobra. Konia z rzędem temu, kto w ciągu tych 10 intensywnych minut poświęci choć sekundę refleksji nad tragedią, którą ogrywa.

Jeszcze żałośniejsze są wysiłki podejmowane w levelu, w którym wcielający się w dziecko gracz musi zamordować rosyjskiego żołnierza. Boss ma tu nie tylko absurdalnie ograniczony obszar widzenia, ale i inteligencję mało rozgarniętego patyczaka. By go pokonać, należy mu wbić nóż w plecy. Trzy razy.

Chwilę później, wciąż grając kilkuletnią dziewczynką ukradłem rewolwer i odpaliłem do dwóch wrogów. Zupełnie przez przypadek zabijając obu jedną kulą. Co gra nagrodziła odpowiednim trofeum.

Giereczki – wiadomka.

7.

Jeżeli ta odsłona będzie się czymś wyróżniać w mojej pamięci, to klimatyczną misją Going Dark.

Zdobyte przez wroga miasteczko. Ciemna noc. Spokojny głos Price’a w słuchawce. I ja (a raczej Kyle): uzbrojony w broń z tłumikiem, wyłączający światła w kolejnych budynkach, celnymi strzałami gaszący latarnie, polujący na błąkających się w ciemności wrogów. Jedna kula, jeden trup. Prawdziwy komandos, ważący każdy strzał i każdy krok.

Misja rozgrywa się na stosunkowo dużym, otwartym terenie, a trzy budynki można przeszukać w dowolnie wybranej kolejności. Pełno tu ciekawych skrótów i sprytnie rozmieszczonych zagrożeń. Nawet polowanie na patrolujący okolicę wóz opancerzony jest na tyle wciągające, by zabić w graczu poczucie, że śledzi model jadący po ustalonej na sztywno ścieżce.

Dostałem w Going Dark akurat tyle swobody, bym uznał to doświadczenie, za swoje własne i chciał o nim opowiadać innym. I przez moment poczułem prawdziwe emocje.

8.

Świetny polski dubbing! Zwłaszcza w porównaniu do fatalnego dubbingu z Call of Duty: WWII.

9.

Im dłużej myślę o tej grze, im więcej w nią gram, tym bardziej jestem przekonany, że Call of Duty: Modern Warfare jest w swojej istocie tym, czym w muzyce są albumy Greatest Hits. To posklejany fabułą zbiór ikonicznych momentów z historii serii. Playlista marzeń – jeżeli marzysz akurat o strzelaniu do ludzi w dekoracjach przypominających te z całodobowych kanałów informacyjnych.

Misja skradana, podobna do tej w Prypeci? Jest.

Misja z helikopterem, naśladująca misję lotniczą z pierwszego MW? Jest.

Misja z dronami w stylu futurystycznych Black Ops II i III? Załapała się.

Budząca medialne kontrowersje scena okrutnego zamachu?  Londyn.

Misja, w której perspektywa skacze pomiędzy bohaterami? Jak najbardziej.

Bombastyczny szturm pod lufami wroga? Oczywiście.

Scena snajperska wprost z kina wojennego? Oglądaliście The Hurt Locker?

Przedzieranie się przez chmurę śmiercionośnego gazu? Tak jest.

Misja, w której umiera jeden z kluczowych bohaterów? Również tak.

Dodatkowy smaczek: wpisanie gry w chronologię trylogii Modern Warfare.

Plus uwielbiamy przez tłumy kapitan Price z gębą pełną idiotycznych one-linerów i równie idiotycznym uśmiechem.

Łatwa kasa.

10.

A przecież ja nawet lubię Call of Duty i nowe Modern Warfare. Tak, jak lubię stare kawałki Guns’n’Roses – pomimo wszystkich kijowych zagrywek Axla i bełkotliwych tekstów. Tak, jak lubię biały chleb – niezdrowy, ale przepyszny. Tak, jak lubię kolejne filmy z uniwersum Obcego – już nie tak dobre, czasem po prostu złe, ale grające na sentymentalnej nucie.

Gram w tę serię od 2003 roku i nie zamierzam przestać. Nie dlatego, że to dobre gry poruszające trudne problemy, ale dlatego, że unoszenie się na orbicie tego popkulturowego lewiatana w przedziwny sposób porządkuje moje życie.

Pory roku będą się zmieniać. Pójdę do nowej pracy. Przeczytam kolejną książkę. Obejrzę serial. Zmienię mieszkanie. Pokłócę się z przyjacielem. Kupię samochód. Zwiedzę Hiszpanię. Wydam powieść. Wyjdą nowe konsole. Kupię lepszego peceta. Rządy w Polsce będą przemijać. Syria upadnie i się odbuduje. Rosja zbankrutuje. Donald Trump przegra. Klimat całkiem się zepsuje. Z nieba spadnie toksyczny deszcz. Wielki Cthulhu wyjdzie z morza i zasiądzie na tronie, a Jezus Chrystus nas nie uratuje. Bliscy mi ludzie umrą i nic nie będę mógł z tym zrobić.

A Call of Duty będzie. Ogłupiające, cyniczne, perfekcyjnie zaprojektowane. Warte dziesiątki miliardów dolarów. Chętne, by dać się schrupać, przetrawić i wypluć. Co roku nowe, wciąż takie samo.

Igor Trout

ZAGRAĆ?
MOŻNA
3.0

21
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
12 Komentarze
9 Odpowiedzi
15 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
LorDex
Użytkownik

rewelacyjny tekst. poprosze polygamie na takim poziomie ale w ilosci x10 !

cthulhu
Użytkownik

Fhtagn! Gdzie ten tron? ^(;,;)^

Deniryer
Użytkownik

W WC *ba dum tss* 😉

bart111
Użytkownik

Aż się zalogowałem żeby napisać- pisz dalej, my czytelnicy chętnie poczytamy 😉 no i trzeba wspomóc chłopaków bo widzę że od jakiegoś czasu Bartek i Dominik dźwigają całą Poly. Powodzenia i trzymam kciuki za przetrzebioną redakcję!

Deniryer
Użytkownik

Świetny tekst, z tą małą różnicą, że ja grze dałbym maksymalnie 2.5 ponieważ przez większość czasu czułem recykling poprzednich odsłon, jeśli chodzi o misje + dobra oprawa graficzna oraz dobry voice acting (ENG i PL).

pstraghi
Użytkownik

Długo myślałem czy nie dać 2,5/5, ale ten opis 3/5 – “można” – idealnie podsumowuje tę grę. O angielskim VO nie wspomniałem, bo uznałem, że to raczej norma, iż na takim poziomie jest doskonale.

gseed
Użytkownik

No. Za taką polygamią tęsknimy!

Trikson
Użytkownik

Recenzja? Na poly? Nie może być!

Bardzo dobry tekst, a jako, że w CoDy nie grałem od pierwszego Black Ops, to w sumie zachęcił mnie do ogrania najnowszej części.

Aimagylop
Użytkownik

“Opublikowałem powieść graficzną.”
W sensie, że komiks?

pstraghi
Użytkownik

W sensie, że tak.

Aimagylop
Użytkownik

“Ale jednocześnie, jejku, jak to jest w ogóle możliwe, by włożyć tyle wysiłku w stworzenie idealnego modelu zabijania, jednocześnie nie zadając ani jednego prawdziwego pytania na temat zabijania i kultury broni? ”

Może dlatego, że ten idealny model zabijania nie jest realistyczny? Taka K O N W E N C J A.
Tak jak ten przytoczony Mario który skacze “tak dobrze” a nie zadaje pytań o doping wśród sportowców.

soulsonist
Użytkownik

mam dokladnie ten sam zarzut, ale tak dobrze bym tego nie ujal.

indeed
Użytkownik

Otóż to. Tekst fajny, obok recenzji to ob nie stał. Autor momentami przesadnie filozofuje zapominając, że to tylko i wyłącznie gra, a nie manifest polityczny. I trafnie przedmówca zauważył, że wiele zarzutów wymienionych nowemum MW można by postawić każdej większej grze AAA.

Ernest Voo
Użytkownik

To bardziej felieton ale mimo to wolę taką formę niż klasyczne w branży gier rozprawko-recenzje sprawiające bardziej wrażenie tekstowego zapisu let’s play’a, aniżeli jakiejś opiniotwórczej treści. Czuję tu styl Poly, która zawsze miała luźniejsze podejście do tekstów. Jeśli chodzi o umywanie rączek to bym się już tak nie zagalopowywał, bo właśnie przez takie podejście nasza branża nie jest traktowana poważnie. To już nie czasy, w których prym wiedzie Mario czy Pac-man. Jeśli fotorealistyczna gra podejmuje się palącego dzisiaj tematu terroryzmu czy okrucieństwa wojny pokazanego przez pryzmat dzieci, które w skonfliktowanych częściach świata pozbawione są wieku niewinności będąc zmuszonymi do zabijania… Czytaj więcej »

Simplex
Użytkownik

To jest jak rozumiem recenzja wyłącznie trybu single, który stanowi ułamek gry?

“Czy lekcję o tym, iż „wojna nie musi być brudna” powinien wygłaszać akurat kapitan John Price”
W którym momencie on to wygłasza? Bo grałem, sledziłem fabułę, ale nie kojarzę tego momentu. Może akurat mrugnąłem 😉

indeed
Użytkownik

W finale misji, w której uciekamy z ruskiego obozu.

Simplex
Użytkownik

Chodzi o to co mówi w 3:07:42 czy o coś innego?
https://youtu.be/Q0Wy_fjXLdc?t=11262

Moze w wersji polskiej to brzmi inaczej?

skyhawk
Użytkownik

Ohy i ahy nad samym tekstem – faktycznie, przyjemna forma opisu wrażeń, choć lekko rozmyta. 🙂 Niestety, z samą treścią nie mogę się zgodzić. Nowe MW to kampania jakiej dawno nie było w grach singlowych. Angażująca, podchodząca do tematyki konfliktowej lekko inaczej i bardziej osobiście (misje z małą Farah – wow!) , z ciekawymi postaciami i problemami moralnymi (zabić człowieka obładowanego bombami czy próbować go ratować kosztem innych? Strzelić do matki rzucającej się na dziecko, czy może przeczekać i dać się zastrzelić?). To nie jest narracja (i nigdy nie będzie) rangi questu z Krwawym Baronem, bo to Call of Duty.… Czytaj więcej »

squirrelscanfly
Użytkownik

Szacun za nieszablonowy tekst. To dzis rzadkosc. Pytanie idzie nastepujace. W CoD nie gralem od czasow pierwszego Modern Warfare. W multi nie gram w ogole. Czy warto kupic ta gre wylacznie pod katem kampanii? Domyslam sie ze sam pomysl jest wart salwe smiechu ale moze jednak? Moze te 6 czy 8 godzin dostarcza tak niesamowitej rozrywki, ze jednak warto?

pstraghi
Użytkownik

To jest bardzo dobre pytanie, na które nie potrafię odpowiedzieć inaczej, niż “to zależy” i odesłać do 15 tys. znaków powyżej;)

poszarpany83
Użytkownik

O jaaa….Panie Igorze kapitalny tekst, naprawdę👏👍 nie wiem, czy Pan to pisał 3h czy może tydzień ale efekt końcowy zrywa czapki z głów!, tekst pełen emocji, informacji, ukrytych podtekstów👍 Kapitalnie się czytało, mam nadzieje, że będzie Pan częściej recenzował „wielkie” tytuły👍
Pozdrawiam serdecznie