Zmien skórke
Logo Polygamii

Publicystyka[E3 2014] This War of Mine – wojna oczami cywila, czyli niezwykle odważna gra polskiego studia 11 bit

11 bit studios tworzy chyba najambitniejszą produkcję, jaką widziałem na trwających właśnie targach E3. Forma prezentacji: ok. 30-minutowy pokaz rozgrywki …

Facebook Twitter Google Wykop

11 bit studios tworzy chyba najambitniejszą produkcję, jaką widziałem na trwających właśnie targach E3.

Forma prezentacji: ok. 30-minutowy pokaz rozgrywki z komentarzem jednego z twórców.

W świecie gier, wojna to żołnierze. Można sterować oddziałami, można jednostkami, ale to zawsze będą historie militarne. A co z cywilami? Tymi nikt się nie zajmuje. Bo w końcu kogo obchodziłby los ukrywającej się w zatęchłej piwnicy grupki ludzi? Chcemy poznać bohaterów, nie ofiary, prawda? Gry to rozrywka, więc chcemy dobrze się bawić strzelając do złych żołnierzy, czy nie? Tak – w sumie czasami tak. Ale głęboko wierzę, że gry stać na więcej.

Dzięki Bogu są takie studia jak warszawskie 11 bit, które też wydają się w to wierzyć i nie boją się przekraczania granicy poprawności politycznej. W This War of Mine wcielimy się więc w cywilów w czasie wojny. Wojny nieokreślonej, bo w obliczu takiego dramatu wszystkim zależy na tym samym – na przeżyciu. To mogłoby być Sarajewo, Syria czy Gruzja, twórcy nie chcieli jednak pokazywać żadnego konkretnego konfliktu. Inspirowali się prawdziwymi historiami – ludźmi, którzy stracili życie bez powodu i tymi, którzy przeżyli, ale nigdy nie byli już tacy sami.

Gra w przeżycie

This War of Minemat. prom.

Na pierwszy rzut oka gra wygląda jak platformówka 2D – niech to Was nie zwiedzie, bo nie ma z tym gatunkiem nic wspólnego (steruja się zresztą za pomocą myszki). Na początku każdej losowo generowanej rozgrywki gracz dostaje schronienie i kilka postaci. Każda z nich ma swoją krótką historię, która jest nie tylko zapychaczem miejsca, ale podpowiada też, jakie cechy charakteru posiadają bohaterowie. Nie są herosami, a zwykłymi ludźmi. Mają skrupuły i przeżywają dramaty. Owszem, okradanie innych ocalałych, których spotkać można w grze, to sposób na szybkie zdobycie potrzebnych przedmiotów, ale może wywołać wyrzuty sumienia kierowanych postaci. Nawet wpędzić ich w depresję. Takimi bohaterami nie sposób sprawnie kierować – mogą nie chcieć wykonywać poleceń gracza, a jedynie snuć się po schronieniu czy patrzeć bez celu w jeden punkt. Czy mogą uciec albo popełnić samobójstwo? Nie widziałem tego na pokazie, ale nie zdziwiłbym się, by tak było. Emocje mają grać w This War of Mine ogromną rolę.

Zdrowie psychiczne to jedno, ale w grze trzeba także dbać o zdrowie fizyczne kierowanych postaci. Muszą jeść, pić i odpoczywać. Rozgrywka podzielona jest na dwie części: w czasie dnia gracz rozbudowuje siedzibę i przeszukuje kolejne jej części (początkowo niedostępne z powodu np. zamkniętych drzwi – znalezienie bądź zrobienie łomu czy wytrychu to nie taka prosta sprawa). Przypomina to takie produkcje jak choćby Don’t Starve, gdzie z dostępnych elementów składa się kolejne narzędzia i przedmioty. To też czas na to, by jeść albo brać leki. Pić alkohol, by zabić moralnego kaca. Odpoczywać. A czasami odpierać ataki albo handlować, bo do drzwi gracza mogą zapukać nieproszeni bądź proszeni goście…

Gdy nastaje noc, gracz może (i powinien) zdecydować się na patrolowanie okolicy. W pobliskich budynkach też kryją się ludzie. Mają swoje historie, emocje i lęki. Na pokazie widziałem, jak Paweł Miechowski z 11 bit studios znalazł w jednym z domów dwoje starszych ludzi. Chcącego go wygonić mężczyznę pobił, więc ten uciekł do piwnicy. Siedząca na fotelu kobieta zaczęła szlochać i prosić o litość. Lodówka okazała się pełna jedzenia.

Wojna nigdy się nie zmienia

To niesamowite, że w This War of Mine twórcom udaje się łączyć tak trudny temat z wciągającą rozgrywką i nie przekroczyć przy tym granicy dobrego smaku. Jestem ogromnym miłośnikiem produkcji w stylu Don’t Starve czy Terrarii, a taką jest przecież dzieło 11 bit. Są tu i elementy roguelikowe (losowość rozgrywki, permanentna śmierć postaci) i związane z tworzeniem najrozmaitszych przedmiotów. To najgorętsze trendy ostatnich paru lat, przynajmniej w świecie gier niezależnych. Patrzyłem, jak Paweł Miechowski z 11 bit studios gra podczas prezentacji i aż mnie świerzbiło, żeby samemu położyć łapy na myszce.

This War of Minemat. prom.

Pod koniec 2012 roku napisałem tekst, w którym narzekałem na zombie w The Walking Dead studia Telltale Games. Byłem zachwycony przekazywanym przez grę ładunkiem emocjonalnym, ale klimat psuły mi karykaturalne maszkary rodem z kiepskiego horroru. Jasne, akurat w tym wypadku było to kwestią komiksowej licencji, ale chodziło o zasadę, a nie o konkretnie tę jedną grę. Pamiętam dyskusję, która rozpętała się wtedy w redakcji – Paweł Kamiński próbował mnie przekonać, że zombiaki to najprostszy sposób, by postawić ludzi w ekstremalnych sytuacjach; pojemna i czytelna metafora. I miał w sumie rację, ale i tak się z nim nie zgadzałem. Bo to pomysł, tak, prosty, ale przy okazji podszyty poprawnością polityczną, którą ciężko mi przełknąć. Na świecie ludzie cały czas przeżywają porównywalne dramaty i żywe trupy nie mają w nich udziału. Czy gry boją się podejmować takie tematy?

Do This War of Mine bez najmniejszego powodu można by wspasować zombie. Rozgrywka by na tym nie straciła, a moda na umarlaki ciągle panuje. Dla niepoznaki można by ich nazwać “zarażonymi”, żeby nikt nie mówił, że to wtórny pomysł.

Nie ma ich tam.

This War of Mine to cholernie odważna produkcja, która pokazuje świat szary jak jej – swoją drogą znakomita – oprawa graficzna. Świat pełen wyborów, z których wszystkie są złe. Ciężarem grę porównać można spokojnie do ubiegłorocznego Papers, Please. This War of Mine wydaje się nawet poważniejsze – nie ma tu pikselowej grafiki, śmiesznych nazw wirtualnych państw czy karykaturalnych postaci. Trzymam za produkcję 11 bit kciuki i autentycznie dumny jestem z tego, że robią ją Polacy.

Tomasz Kutera

Zobacz galerię obrazków z This War of Mine

Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
  Subskrybuj  
Powiadom o