Zmien skórke
Logo Polygamii

PolecamyZłodziej u kresu

Czyli o próbie wykopania drugiego dna w Uncharted 4 i rozstrzygnięcia, o jakiego Złodzieja tak naprawdę Naughty Dog chodziło (UWAGA na spoilery!).

Facebook Twitter Google Wykop

„Wszystko, co ma początek, ma też swój koniec” – tym truizmem bracia (wtedy) Wachowscy promowali suplementowy dwupak Matrixa, rozpoczynając wielką modę na wszelkie tasiemce popkultury. A zwłaszcza na rozdmuchane zakończenia, do których „przygotowuje się” publiczność. Odsłonami środka, będącymi dwugodzinnymi zwiastunami nadchodzącego dzieła, oraz odpowiednio nacechowaną kampanią marketingową, wałkującą terminy „koniec”, „finał”, „rozwiązanie” niczym melodię powszechnie znanego refrenu. Albo „kres” na przykład. Tak, bo dzisiaj będzie o Naughty Dog i ich równie niegrzecznym chłopcu na posyłki.

Uncharted 4

Problemy z matmą

Kres Złodzieja jest małym rytmicznym zgrzytem w portfolio developera. Bo przecież dotychczasowa rozpiska jasno wskazywała, że po trylogii gier w jednym uniwersum powinien nastąpić ich spin-off, najlepiej wyścigowy. Crash Bandicoot pożegnał się najdoskonalszą wariacją Mario Karta w dziejach gokartowych ścigałek, zaś Jak & Daxter nieco kontrowersyjnym, choć nadal czadowym, Jak X. Po pierwszym Uncharted żartowałem, że tym razem będą wyścigi skuterów wodnych. Ale czasy się zmieniły i tak poważne IP nie może bawić się w byle odskocznie. Szkoda w sumie, Uncharted 4 wykazuje spory potencjał na skrzyżowanie z MotorStormem. Offroadowy pościg na Madagaskarze musi nam wystarczyć.

Wszyscy padliśmy ofiarami kampanii promocyjnej A Thief’s End. Tego straszenia „kresem”, jakimś dramatycznym końcem ostatniej przygody.

Kres Złodzieja idzie jednak filmowym szlakiem, przynosząc ukojenie wszystkim psychofanom marki, którym sen uniemożliwiały niedokończone wątki życiorysu Nate’a. Zamiast „odskakiwać” i pozostawiać furtkę następcom, czwarte Uncharted rezolutnie „wskakuje”. Z buta wjeżdża do kanonu, wykuwa jego nowe motywy, nadaje kształt ostateczny.

nathan_drake

Po napisach końcowych tak naprawdę wszystko jest dopięte na ostatni guzik, Uncharted staje się pomnikiem swoich czasów, swego gatunku. Na pomnik można później nawet nasikać (czytaj: doić krowę do jej zgonu), ale mocz nigdy nie będzie naturalną częścią pomnika. Jest nią wyłącznie kwadrologia Naughty Dog, sprytnie podkreślona doszlifowaną Kolekcją Nathana Drake’a. Tak, Złotą Otchłań pomijamy, jako odszczep przygotowany przez inne studio.

Tym niemniej wszyscy padliśmy ofiarami kampanii promocyjnej A Thief’s End. Tego straszenia „kresem”, jakimś dramatycznym końcem ostatniej przygody naszego ulubionego przystojniaka. „Ile to już razy pogrzebałem swoje szanse na normalne życie?” – pyta Boberek w komputerowo wygenerowanym zwiastunie. Nie wiem, jak Wy, ale ja tutaj wyczuwałem kres raczej definitywny. W końcu prawdziwą karę za wrodzony egocentryzm Nate’a; utracenie czegoś lub kogoś, co/kogo kocha, w zamian za wieczne złudzenie czekającej w głębi puszczy fortuny.

Bracie, kim jesteś?

Zostałem jednak nabity w butelkę. Bo przecież skończyło się zupełnie inaczej. Paradoksalnie – wcale nie gryzie się to z tezą o pomniku. Po prostu Uncharted 4 idzie w nieco mniej przewidywanym kierunku. A w mojej głowie rodzą się pytania: kto tak naprawdę jest Złodziejem oraz czym jest w tym kontekście jego Kres? Choć rozkmina doprowadziła mnie do świata baśni, wszelkie spoilery są jak najbardziej prawdziwe. Trzy tygodnie po premierze nie powinny już nikogo zaskoczyć, ale jeśli – uczciwie ostrzegam.

„Czwórka” eksploatuje wątki, które tak dobrze podkreślić mógł w Naughty Dog tylko Neil Druckmann. Bo koniec końców Drake potrafi być dupkiem. Obdarzonym świetnym poczuciem humoru i niegasnącym optymizmem, jednak dupkiem. Dla swoich najbliższych, rzecz jasna. Bo gdy tylko stare przyzwyczajenia ponownie rozpalają jego uśpione serduszko, nie zastanawia się ani chwili, by postawić na szali (ponownie) swój związek z Eleną. Można go usprawiedliwiać bajeczką Samuela i chęcią uratowania brata, lecz dałbym uciąć sobie rękę, że nawet bez podobnego ciśnienia nie zastanawiałby się długo nad ruszeniem śladem pirackiej utopii.

Sam Sam (musiałem, wybaczcie) dla wielu wyda się pewnie przykładem deus ex machina – dobrze podpartego, ale i tak dość magicznego akumulatora całej przygody. Troy Baker jest obecnie najbardziej nadużywanym aktorem głosowym w branży, więc do jego postaci podchodziłem z ogromną rezerwą. Szczęście, że on starszego Drake’a nie grał; starszy Drake JEST Bakerem. Myślałem, że bardziej naturalnie niż w inFamous Second Son chłopak nie potrafi. Byłem w błędzie.

Sam_Drake

Tak jak stary Tomb Raider był potrzebny dla Uncharted, tak Uncharted wykreowało nową Larę Croft.

Uncharted 4

Pozbawmy jednak Samuela tej gigantycznej charyzmy, przestańmy go traktować na równi z resztą, jako jednostkę ludzką. Metaforycznie mógłby reprezentować pragnienie przygody Nathana, patologiczną potrzebę życia na krawędzi, hiperuzależnienie od adrenaliny. „Zabity” i wyparty z pamięci, powraca zza grobu, by raz jeszcze rozpędzić tę autodestrukcyjną maszynę. Klasyczny przykład zaprzepaszczenia odwyku: próba negacji – wymówka – postanowienie „to ostatni raz” – sięgnięcie po zakazaną używkę. Nate do przygody wraca niczym stary palacz do „jednej” paczki na weekendowej imprezie.

Wszystko ma swoją cenę?

W tym kontekście fajnie wytłumaczymy sobie rozwiązanie całej afery. Bo nie Sama traci Nathan u kresu tego Kresu. Jeśli zatem widzimy w nim symbol wszystkich ciągotek głównego bohatera, finalne podanie sobie rąk byłoby zgrabną alegorią prawdziwej dojrzałości. Drake próbował dorosnąć jeszcze przed A Thief’s End, lecz z marnym, jak wiemy, skutkiem. Bez mentalnego pojedynku z własnym ego – Samem – była to zaledwie ucieczka od niepowstrzymanego. A tak jesteśmy w stanie uwierzyć, że Nate raz na zawsze zakopał szczeniacką gorączką legendarnego złota.

Uncharted było dla nich ostatnią „niedojrzałą” marką, takim Kinem Nowej Przygody.

Kim jest tytułowy Złodziej? Na pewno nie głównym bohaterem; Uncharted 4 kończy się na (aż za) dobrą nutę. Może zatem Złodziejem nazwiemy tę część Nathana, z którą bezpośrednio związany jest Sam? Jego alter ego, przebudzone i nasycone po raz ostatni. Drake tak naprawdę, oprócz alter ega, nie stracił niczego w rozrachunku A Thief’s End. Pożegnanie z nim polegało wyłącznie na zrozumieniu, że więcej go nie zobaczymy na naszym telewizorze.

A może Złodziej reprezentuje dziecięcość Naughty Dog? Uncharted było dla nich ostatnią „niedojrzałą” marką, takim Kinem Nowej Przygody. Gdy Druckmann wyreżyserował The Last of Us, coś się zmieniło. Młodzik, jakiego osiedle kojarzyło tylko z luźnymi koszulami, łupanym słonecznikiem czy szlugami pod monopolowym, po raz pierwszy założył garnitur. I przypadło mu to do gustu. Drake musiał mieć szczególne względy u Psiaków, gdyż nawet po metamorfozie chcieli do niego wrócić, urządzić mu największą imprezę pożegnalną. Albo może to właśnie sama przemiana spowodowała powrót do Uncharted. By pokazać światu, że już nie jesteśmy tymi samymi ludźmi, których poznali lata temu. Obrazek bohaterów grających w pierwszego Bandicoota pięknie podsumowuje te dwadzieścia lat w Sony.

W jakiekolwiek interpretacje byśmy nie zabrnęli, warto mieć nadal połączenie z Ziemią. Bo tam czeka Kres Złodzieja – zwyczajnie kozacka gra, którą totalnie powinniście już mieć odfajkowaną. Nie wiem, czy zgodzicie się ze mną, ale ja nie chciałbym więcej zagrać w nowe Uncharted. „Czwórka” nasyca moje pragnienie przygody. W przyszłości widzę miejsce już wyłącznie dla następnych Tomb Raiderów. Bo tak jak stary Tomb Raider był potrzebny dla Uncharted, tak Uncharted wykreowało nową Larę. I pani archeolog ma jeszcze do zdobycia swój szczyt. Naughty Dog powinno lecieć dalej. Póki Neil Druckmann nie ostygnął po The Last of Us.

  1. Bartezoo
    16:23 03.06.2016
    Bartezoo

    Co do ostatniego akapitu to się zgodzę, nie chciałbym już grać w nowe Uncharted bo ta formuła moim zdaniem się już wypaliła. Oby dołożyli do pieca przy okazji The Last of Us 2 a pózniej nowego IP.

  2. Pongo
    16:25 03.06.2016
    Pongo

    Widzę tu lanie wody dla wierszówki. Rozumiem że głównym tematem rozważań jest sam podtytuł gry. Moim zdaniem nie są to trafione spostrzeżenia.

    „A Thief’s End” ma według mnie aż trzy znaczenia (OSTRZEGAM, będą spoilery):

    1. Przede wszystkim kres złodzieja oznacza kres pirata. Henry Avery jest postacią, której los pozostaje nieznany prawie do samego końca gry. Bohaterowie idą śladami Avery’ego i jednocześnie poznają jego historię w sposób chronologiczny, poczynając od werbowania innych piratów w Szkocji, poprzez stworzenie Libertalii, aż po upadek utopii. Miejsce i okoliczności śmierci Avery’ego to właśnie tytułowy kres złodzieja. Warto zauważyć, że „A Thief’s End” to tytuł ostatniego rozdziału gry, co dobrze koresponduje z tytułami niektórych wcześniejszych rozdziałów, które również odnosiły się bezpośrednio do Avery’ego.

    2. Złodziejem który dokonał żywota pod koniec gry jest Rafe. Nate i Rafe stoczyli taki sam pojedynek jak Avery i Tew w tym samym miejscu i z tego samego powodu. Bardzo symboliczne. W każdym razie ktoś musiał zginąć, a że wszyscy troje (z Samem włącznie) byli złodziejami, to niewątpliwie śmierć Rafe’a jest tytułowym końcem złodzieja.

    3. Trzecie znaczenie „A Thief’s End” odnosi się do głównego bohatera, co przecież wcale nie musi oznaczać jego śmierci. Nie wiem dlaczego kres złodzieja automatycznie kojarzy się ludziom ze śmiercią złodzieja, a nie np. z przejściem na emeryturę. To była ostatnia wielka przygoda Nathana Drake’a. Zaraz potem obiecuje on Elenie, że będzie już zawsze działał legalnie. Moglibyśmy wątpić w to, że dotrzyma obietnicy, gdyby nie epilog, który potwierdza, że Nate definitywnie zmienił styl życia. Kres złodzieja to koniec kariery złodzieja.

    Ukryj odpowiedzi()