Zmien skórke
Logo Polygamii

Wraz z serwerami, Demon's Souls straci ważną część swojej duszy

A wiecie, skąd w ogóle pomysł na sieciową współpracę obcych sobie graczy?

Nie codziennie przychodzi nam żegnać tytuł, wspierany przez 8 lat. Zwłaszcza taki, który fundamentalnie zmienił sposób, w jaki dziś gramy w gry.

To początek komunikatu Atlusa, dotyczącego wyłączenia serwerów Demon’s Souls. Gry, której przedstawiać nie trzeba, co zresztą jest dowodem na to, jak była ważna.

Tak naprawdę wydawca trochę przesadza, bo 1 marca przyszłego roku Demon’s Souls wciąż będzie grywalne. Ale bez działających serwerów, doświadczenie graczy nie będzie już optymalne. Znikną widma innych graczy, nie będzie możliwości zostawiania wiadomości czy podglądania miejsc, gdzie inni umierali. Oczywiście bez działających serwerów nie będzie możliwości najeżdżania światów innych i przyzywania do siebie wojowników, gotowych pomóc w potyczce.

Asynchroniczne wpisanie przygody w sieciowe światy równoległe wyprzedzało swój czas. A wiecie skąd pomysł na umożliwienie graczom łączenia sił? Ja wiem, bo jakiś czas temu przeczytałem „You Died”, autorstwa Kezy Macdonald i Jasona Killingswortha. Nie jest to kopalnia wiedzy o Demon’s Souls, bo skupia się na następnej grze From Software. Ale tak, jak Demon’s Souls nie byłoby bez Kings Field, tak Dark Souls nie byłoby bez zaproszenia do zwiedzenia Boletarii z 2009 roku.

Więc i demony mają w książce swój podrozdział. Z ciekawą anegdotą o czarnych i niebieskich fantomach innych graczy.

Pomysł mechaniki wpadł Miyazakiemu do głowy, gdy pewnej zimy utknął w samochodzie na ośnieżonym zboczu za wozem, który nie mógł sobie z nim poradzić.

Auto za mną też nie mogło nas wyprzedzić. Wtedy bez żadnego planowania wóz stojący jeszcze dalej zetknął się z nim zderzakiem i zaczął wpychać je pod górę. To jest to! Tak wszyscy możemy dotrzeć do domu! To było szalone. Potem przyszła moja kolej i wszyscy zaczęli pchać mój samochód pod górkę i bezpiecznie dojechałem do celu. Nie mogłem zatrzymać auta, by podziękować ludziom, którzy mnie popchnęli, bo znów bym się zakopał.

Miyazaki dodaje potem, że bardzo długo rozmyślał nad tą sytuacją. Nad momentem bezinteresownej współpracy z obcymi ludźmi, których już pewnie nigdy nie spotka. Dzisiaj, przy sieciowych społecznościach i całej bazie wiedzy na temat serii nie da się już wrócić do czasów pierwotnego i prawdziwego poznawania Demon’s Souls, a 28 lutego kolejna część duszy gry zniknie bezpowrotnie.

Idę o zakład, że społeczność do tego czasu urządzi sobie na serwerach jakąś pożegnalną imprezę, więc chętni do nadrobienia zaległości nie powinni jeszcze zwieszać nosa na kwintę. Poniższa myśl Miyazakiego będzie jeszcze przez jakiś czas aktualna.

Wszyscy jesteśmy tu martwi, więc może sobie pomóżmy.

Ja czuję się zdopingowany. Importując dawno temu z Piotrkiem Gnypem Demon’s Souls z Play-Asia pośpieszyłem się. Nie dorosłem jeszcze do takiej gry. Teraz, po Dark Soulsach, mam ochotę się z nią zmierzyć. Chyba nawet większą niż na ewentualny podbój remake’a czy remastera, którego Sony i tak wciąż nie chce zapowiedzieć. Nie widzę go na rynku bez istotnych ułatwień, skierowanych do nieco rozleniwionego przez ostatnie Soulsy czy Bloodborne odbiorcy.

Demon’s Souls wyszło w Japonii 5 lutego 2009 roku. W momencie wyłączenia serwerów będzie mieć więc na koncie ponad 9 lat. Nieźle jak na grę, która miała stracić serwery już w 2011 roku. A potem rok później, gdy Atlus ogłosił jednak, że te będą działać dopóki gracze będą się na nie logować. Trochę czasu od tego mineło.

Podbiliście Boletarię? To chyba dobra okazja, by podzielić się wspomnieniami, które zmotywują innych do wyciągnięcia PS3 z szafy.

Maciej Kowalik

Więcej na temat:

  1. gsg
    11:38 28.11.2017
    gsg

    Uwielbiam tę anegdotę Miyazakiego.

    Warto chociażby pożyczyć PS3 dla Demonsów, na PSStore bywa do wyrwania za 25PLN. To Soulsy z najgęściejszym klimatem i kilkoma miejscówkami po prostu chorymi, do których zapałacie szczerym wstrętem. Uwierzcie, inspiracje Berserkiem w kolejnych grach są o wiele bardziej stonowane.

    To też Soulsy, które nie do końca jeszcze są po prostu grą o eksploracji i bossach, w których na końcu każdej ścieżki najpierw czeka konkretny strażnik, boss-wyzwanie, a zaraz później bardziej lub mniej smutna historia i o ile na ogół nie przepadam za bossami-puzzlami, to w Demonsach działają genialnie właśnie dzięki sparowaniu ich ze strażnikami chwilę wcześniej. To Soulsy w których etapy kończą się nie bossem a jeszcze jedną przygodą.

    Jeśli chodzi o rozleniwianie gracza, to chyba jedynym aspektem w jakim FS to zrobiło przy nowszych tytułach jest moim zdaniem ułatwienie gry ze znajomymi poprzez hasłowanie sesji. No i tak – to faktycznie stoi w kontrze do idei pomocy na ośnieżonym zboczu. Ale poza tym zawsze powtarzam, że z perspektywy gracza najtrudniejsze Soulsy to te, w które zagra się jako pierwsze. To w nich uczy się odpowiednich nawyków, uważnej eksploracji i podejścia do walki. No chyba że się nie nauczy w pierwszych. Ale jeśli chodzi o zręcznościowy aspekt gry, to seria ma do zaoferowania o wiele trudniejsze, wymagające większej precyzji w kontroli nad bohaterem starcia, w tym ukoronowanie zdolności FS w projektowaniu bossów w postaci doskonałych przeciwników z drugiego DLC do DkSIII.

    No chyba że mówimy o obecnym w Demonsach systemie tendencji, ale akurat stopień w jakim zmuszał gracza chcącego zobaczyć cała zawartość do sztucznej kontroli nad stanem bohatera (włączając to ciągłe samobójstwa w Nexusie, żeby tylko przypadkiem nie paść na poziomie) nie wywarł na mnie dobrego wrażenia i cieszę się że kolejne Soulsy nie implementują podobnych absurdów.

    Ukryj odpowiedzi()
    • 11:51 28.11.2017
      Bartłomiej Nagórski

      „No chyba że mówimy o obecnym w Demonsach systemie tendencji, ale akurat stopień w jakim zmuszał gracza chcącego zobaczyć cała zawartość do sztucznej kontroli nad stanem bohatera (włączając to ciągłe samobójstwa w Nexusie, żeby tylko przypadkiem nie paść na poziomie) nie wywarł na mnie dobrego wrażenia i cieszę się że kolejne Soulsy nie implementują podobnych absurdów.”

      Ale za to eventy specjalne, kiedy serwery na całym świecie robiły się Białe lub Czarne były fajne.

      Ukryj odpowiedzi()
    • SargosDeres
      16:45 28.11.2017
      SargosDeres

      Jeśli Demon Souls czerpie jeszcze więcej inspiracji z Berserka (zaćmienie) no to już wiem, że ta chora gra mi się spodoba. Jest jeszcze jeden tytuł nawiązujący do twórczości Miury mianowicie Dragon’s Dogma: Dark Arisen, podobno można zdobyć miecz podobny do Dragon Slayera.
      Dla osób, które już teraz chcą zagrać na PC w Demon Souls, a nie czekać na niepotwierdzony remaster to jest już grywalna wersja na emulatorze PS3. Dla zainteresowanych:
      https://rpcs3.net/

      Ukryj odpowiedzi()
      • gsg
        16:59 28.11.2017
        gsg

        Są w Demon’s Souls miejsca przy których Dark Souls wygląda jak Disneyland – skrajnie zniechęcający protoplasta Blighttown czy podnóże Tower of Latria.

        Ogrywam teraz Dragon’s Dogmę na PC, niestety te dosłowne berserkowe nawiązania nie trafiły do tej wersji przez jakieś zawirowania z licencjami. Ale wersje konsolowe mają zdaje się np. pancerz Griffitha. No i gra jest o wiele pogodniejsza – klimat nie jest aż tak mroczny. Podoba się w każdym razie, system walki i skilli to sam miód (czego niestety nie można powiedzieć o próbie budowy optymalnego bohatera – ewentualny min-max jest trudny i żmudny, choć szczęśliwie niekonieczny do ukończenia zabawy ;)).

        Nie wiem jak to wygląda na PS4 (bo chyba był remaster, nie?), ale na PS3 nie zdecydowałem się kiedyś na ten tytuł, bo demo chyba z trudem trzymało 20fpsów. Warto nadrobić.

  2. 11:44 28.11.2017
    Bartłomiej Nagórski

    Maciu, nie wiedziałem o tej książce. Obowiązkowo muszę nabyć.

    Ja się wczoraj dowiedziałem i zaraz wracam do Boletarii. Jakby ktoś miał ochotę razem się porozbijać, to wiecie gdzie mnie znaleźć.

    Ukryj odpowiedzi()
  3. 11:49 28.11.2017
    Bartłomiej Nagórski

    Ach, no i anegdota:

    W maju i czerwcu 2013 miałem nawrót „Demon’s Souls”: ponieważ gra miała się pojawić w PS+, oznaczało to dopływ nowych, niedoświadczonych graczy, dlatego szlifowałem sobie postać do PvP (low-level Miralda build, jeśli kto ciekaw), żeby godnie powitać ich w tym niegościnnym świecie. Nic tak dobrze nie przekazuje esencji „Demon’s Souls” jak płonący mrocznym ogniem duch kata w łachmanach, z ogromnym toporem w rękach. Bam! YOU DIED.

    Grasowałem głównie w mroku spowijającym wieże Latrii, okazjonalnie będąc przyzwanym, by wcielić się w rolę Starego Mnicha. Dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi: to niesamowity patent, który o ile mi wiadomo występuje tylko w „Demon’s Souls”. Co jakiś czas gra przyzywa polujących na innych graczy, by pokierowali ruchami jednego z bossów – ale nie uprzedza o tym osoby, która ma z nim walczyć. Stanowi to nie lada niespodziankę dla nowych graczy: ostrożnie wkraczają w mgłę, oczekując, że przeciwnik będzie widoczny z daleka i kierować nim będzie sztuczna inteligencja. A tu znienacka boss wyskakuje zza węgła i łup toporem w nerki. YOU DIED. Między innymi za to wielbiam serię Souls.

    Ukryj odpowiedzi()
    • gsg
      12:11 28.11.2017
      gsg

      Motyw z graczem jako bossem występuje i w DkSII (Mirror Knight, jako minion) i w Dark Souls III (drugie DLC).

      Pierwszy Old Monk, którego spotkałem wykończył mnie w kilka sekund, szczęśliwie drugi pewnie nie był jeszcze mistrzem PVP (a może dostałem fory od rodaka o PSN pseudonimie bodaj „Rysiek”).

      Ja w ogóle tak nie znoszę Soulsowego PVP, że zacząłem grać offline. Mechanicznie jest niestety systemem zupełnie oderwanym od reszty gry, wymaga zupełnie innej wiedzy niż PVE – przefiltrowanej przy tym przez sieciowe opóźnienia – i trochę mam FS za złe, że zmusza początkujących do stawania naprzeciw weteranów. To tak jakby w dowolnej multiplayerowej grze kazać osobie z początkującej ligi walczyć z taką z najwyższej. Jako boss taki gracz jest nie do przejścia.

      A że część graczy dodatkowo, jak sam opisujesz wyżej, Bartłomieju, niecierpliwie wyczekuje okazji, żeby ze zoptymalizowanymi buildami poznęcać się nad początkującymi, to już wybitnie niskie 🙂
      #SunBroForever #PraiseTheSun

      Ukryj odpowiedzi()
      • 12:14 28.11.2017
        Bartłomiej Nagórski

        „A że część graczy dodatkowo, jak sam opisujesz wyżej, Bartłomieju, niecierpliwie wyczekuje okazji, żeby ze zoptymalizowanymi buildami poznęcać się nad początkującymi, to już wybitnie niskie 🙂”

        Ja wiem i trochę się wstydzę. Ale bywa zabawne. Coś jak trollowanie w internecie – guilty pleasure. Na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że robię to bardzo rzadko. 🙂

        Ukryj odpowiedzi()
      • 21:18 28.11.2017
        Lufsig

        git gud. casul.

        Asymetryczny multiplayer to jeden z najlepszych elementów Soulsów.
        Podatny na inwazję jest właściwie tylko gracz próbujący sklepać bossa z czyjąś pomocą. Stanowcze ułatwienie rozgrywki, za możliwość utraty postępu z rąk zdolnego upiora (ot kolejna śmierć). Coś za coś. Nie zapominaj, że atakujący jest zawsze w gorszej sytuacji i jego sukces zależy nie tylko od skilla, ale też znajomości brudnych sztuczek 😉

        Urocze jest wartościowanie tej mechaniki w kategoriach moralnych i reakcja Bartłomieja 🙂 Najlepsze potwierdzenie dla kunsztownie zgranego gameplay’u z narracją. Granie naprzeciw platynowej drużyny w sieciowych FPS’ach nie porusza aż tak dogłębnie.

        Ukryj odpowiedzi()
        • gsg
          00:22 29.11.2017
          gsg

          Ale możemy porozmawiać o konkretach, zamiast przerzucać się wyświechtanymi memami? 🙂

          Asymetryczny multiplayer jest super – pełna zgoda. Natomiast griefing i znęcanie się nad innymi niekoniecznie, choćbyśmy i mówili o grze. Myślę że rozumiesz, że nie mówię o najazdach ze sprzętem adekwatnym (rzadkość) do danego obszaru, tylko o twinkach i grieferach – FS walczy z tematem od DkS1 ale wygrać jakoś nie może: aktualna meta do znęcania się nad nieobeznanymi z PVP to w DkSIII chyba Dark Hand (dostępny szybko ale dość ukryty) zestawiony z pierścieniami +3 i Prisoner Chain (15 leveli do przodu!). O tym jak w „szczycie” wyglądał Undead Parish w DkS1, z oneshotującym pyro i twinkami w pełnym Havlu (lub dowcipnisiami invadeującymi tam jako Giant Dad z wymaksowanym Zwei, hahaha, to takie śmieszne, nie mogą nic zrobić) chyba nie muszę przypominać.

          Ponadto PVE w DkS nie przygotowuje do walki z innymi graczami. Mechaniki które mają zastosowanie w PVE działają inaczej w PVP. Aktorzy gry w PVE mają inne właściwości (poise, hyperarmor) niż aktorzy typu PVP: inni gracze. Temat hyperarmor, tego która broń albo które ataki go posiadają, kiedy wykorzystywać, kiedy można iść na wymianę ciosów a kiedy pod żadnym pozorem nie i jak to się ma do pancerza to w takim DkSIII dla większości wciąż czarna magia. Właściwości weaponartów, wytrącanie z równowagi, istnienie broni i ataków przebijających tarcze, phantom range, sekwencje których ciosów to combosy, rollcatche i ten nieszczęsny fakt że trzecie uderzenie longsworda z rzędu to gwarantowane parry – jest masa aspektów PVP które w ramach PVE nie pojawiają się wcale albo od święta, kiedy gra stawia przeciw graczowi NPC. Plus opóźnienia sieciowe, które trzeba mieć na uwadze w grze przeciw komuś. I ludzie uczą się tego raczej z YT. A to dopiero początek PVP, bo każde dobre PVP zaczyna się wtedy, kiedy stojący naprzeciw siebie gracze rozumieją system w którym funkcjonują i starają się w jego ramach nawzajem przechytrzyć.

          W sytuacji w której obeznany w PVP weteran nawiedza początkującego, bohaterowie dramatu grają tak naprawdę w zupełnie inne gry. I ten drugi nie ma szans na zwycięstwo w swojej.

          Pomijam tu już zupełnie fakt, że PVP w Soulsach nie ma np. mechanicznych narzędzi do karania pasywnej gry – dobry spacing i cierpliwe karanie kolejnych o centymetry zbyt krótkich zamachów bez przejmowania inicjatywy to taktyka bez kontry. Kompetetywnie ta gra jest do niczego.

          Nie wartościuję więc interesującej i cennej w kontekście całego świata gier mechaniki asymetrycznego multiplayera – wartościuję zachowanie, które w związku ze znikomym ryzykiem porażki jest czystą złośliwością w stosunku do początkującego gracza. Żaden to sport. To zwykłe znęcanie się.

          Ukryj odpowiedzi()
          • iydem
            10:11 29.11.2017
            iydem

            No murze to napisać, super się czyta twoje komentarze odnośnie Soulsów, widać że serię masz opanowaną do granic możliwości, a jednak nie zatraciłeś możliwości chłodnej oceny mankamentów. A tym niewątpliwie jest multiplayer, w założeniach świetny, tworzący niepowtarzalny klimat zagrożenia czy współpracy, ale w większości przypadków totalnie niedorzeczny. No bo jak obronić tezę „każda porażka to błąd gracza” gdy zmagasz się z arcytrudnym pve, wszystko idealnie idzie, zaraz odzyskasz te 50k dusz zgubionych przy poprzedniej porażce a tu nagle do i tak trudnych przeciwników dołącza czerwony upiór z buildem zoptymalizowanym pod pvp i z 10x dłuższym stażem w grze niż ty. Szczególnie denerwujące jest to w DS2 gdzie nieuchronnie rośnie soul memory czyniąc sytuację coraz gorszą z każdą taką porażką.
            Albo pokonywanie tych uber-trudnych bossów w towarzystwie 2 innych graczy (i np. + 1 NPC) gdzie możesz prawie że stać z boku i patrzeć jak załatwiają sprawę za ciebie, a jedyną karą za to jest (chyba) 25% mniej dusz za ubicie dziada. (te wędrują do pomocników poprawcie jeżeli sie mylę)
            Co nie zmienia faktu że multiplayer ma swoje „momenty” w których działa idealnie, ale należą do zdecydowanej mniejszości. Świetnym pomysłem są też obszary dedykowane pod PvP (opcjonalne, ale z sensowną nagrodą) – np. dzwonnice z dwójki.
            Mimo tych wad uwielbiam tę serię, choć moje umiejętności pozostawiają wiele do życzenia, a bez pomocy wiki pewnie nie ukończyłbym żadnej z tych gier.

            Ukryj odpowiedzi()
            • gsg
              15:56 29.11.2017
              gsg

              Ach, Soul Memory, czyli system, który w założeniach miał zapobiegać griefinowi, a tylko jego problem uwypuklił – karząc nieradzących sobie graczy ze słabiej rozwiniętymi postaciami inwazjami takich, którzy więcej dusz wpakowali w bohatera. Próba jego naprawy poprzez wprowadzenie pozwalającego na zatrzymanie poziomu SM pierścienia tylko pogorszyła sprawy: cwani wyjadacze znów przebiegali sobie grę, unikając w miarę możliwości podnoszenia SM i kolekcjonując sprzęt do inwazji, żeby tym łatwiej znęcać się nad początkującymi postaciami.

              Pisałem o tym kiedyś w swoim pierwszym wpisie na blogu jeszcze na poprzedniej Poly – inwazje w DkSII wymagały przedmiotów zdobywanych na arenie PVP. Znów więc stawiano graczy PVE naprzeciw weteranom PVP. Nonsens.

              A weterani czasem zapominają chyba, że te gry są generalnie rzecz biorąc dla wszystkich i fakt, że sami biją własne rekordy speedrunowania (na golasa i ze złamanym mieczem) a utrata tysiąca, dwustu tysięcy, czy dwóch milionów dusz dawno nie robi na nich wrażenia (słusznie skądinąd), nie daje im jakiegoś moralnego prawa do bycia szujami względem początkujących. Szczęśliwie spora część soulsowego community nie utraciła człowieczeństwa do reszty i bardziej od „Git gud, casul” ceni sobie jednak maksymę „Don’t give up, skeleton!”.

              Dziękuję za ciepłe słowo \[T]/

          • 17:44 29.11.2017
            Lufsig

            Wypraszam sobie. To nie jest „wyświechtany mem”, tylko życiowa prawda. 42. Żaden wytrych – tajny kod.

            Griefing? Znęcanie? Oj, chyba brakuje mi kwalifikacji do prowadzenia sesji terapeutycznej 😉 Wybacz. Wydaje mi się, że zwyczajnie nie siedzi Ci ta rozgrywka i potrzebujesz ten fakt zracjonalizować.

            Rozpisałeś się, a zupełnie niepotrzebnie.
            Tak. Masz rację. DS to nie jest w żadnym wypadku gra kompetytywna. Ba! Nawet jej nie udaje (co raczej nie trudno zauważyć). Brak gry rankingowej oraz jakiegokolwiek balansu w obliczu niemal setki broni, a tym samym stylów gry. Tragiczny kod sieciowy. Żadnej moderacji zachowań graczy, co pcmr wykorzystuje na potęgę. Nie wspominając nawet o trybie zwykłego pojedynku, który od pierwszej odsłony dodawany jest z premedytacją w „odpowiedzi na prośbę graczy” w ramach płatnego DLC. Mógłbym tak wyliczać jeszcze długo, ale to zwyczajnie w świecie nie ma sensu.
            A dlaczego tak jest? Bo… tak ma być.
            To zabawa, nie zawody. Nie tracisz nic. Nie zdobywasz nic. Jeśli cierpi na tym twoje poczucie własnej wartości, pad, łatwo rysujące się powierzchnie w najbliższej okolicy konsoli, żona i zwierzątka domowe, mam przykrą wiadomość. To twój demon, nie Demon Souls.
            Przesadziłem z wyliczanką, ale miało być mrocznie 🙂

            To jest gra o człowieczeństwie nazywanym nomen omen „Dark Souls”. Multiplayer jest niemal pozbawiony zasad formalnych. Nie wiem czego oczekujesz. Ja niemam złudzeń i bawię się świetnie.

            Pisząc o asymetrycznym multiplayerze miałem na myśli wszystkie jego aspekty. Różnicę w skill i ekwipunku również. Gdyby był tak odpychający jak twierdzisz, nikogo. A co do konieczności nauki… mówimy przecież o DS. Dla nabrania punktu odniesienia zapraszam do jedynej alternatywy z e-sportowymi aspiracjami – For Honor :]

            Mnie mierzi co innego. Wszechobecne meta, które zabija fun z różnorodności jaką dostarcza gra. Trolle na drabinach i postawa zapieklonego tryharda spamującego wyzwiskami po przegranej. Cała reszta to po prostu pokraczny urok tej gry.

            git gut!

            Ukryj odpowiedzi()
            • gsg
              20:28 29.11.2017
              gsg

              Wybacz że nie znam lepszego od „znęcania się” polskojęzycznego sformułowania na zjawisko girefingu.

              Nie uważam też że o tym czy rozgrywka jest kompetytywna decyduje istnienie lig czy rankingów (acz uważam że wprowadzenie ich do Soulsów byłoby idealnym rozwiązaniem zagadnienia – tylko to niestety marzenie ściętej głowy, bo tytuł nie ma dostatecznej puli graczy, żeby to się mogło udać), wystarczy sam fakt, że dwie osoby stają naprzeciw siebie z określonymi kryteriami na zwycięstwo. I jeśli to działa tak sobie, to znaczy, że gra ma problem, choćby i nazywała się Dark Souls i była mixem PVE z co-opem i PVP.

              > …tak ma być.
              Myślę że nie masz racji odnośnie braku aspiracji FS co do balansowania gry kompetytywnej – raz, że w DkSIII dla części przedmiotów czy czarów zakodowane są dwie różne statystyki dla PVE i PVP, a dwa, że to głównie pod tym kątem patchowane są gry i FS walczyło w tym aspekcie z nadużyciami, nerfiąc przepakowane comba śmierci lub likwidując bugi pozwalające na najazdy w trakcie boss fightów. Twinkowanie w DkS a twinkowanie w DkSIII to też niebo a ziemia, choć wciąż jest.

              Soulsowe trolle bywają fantastyczne, ale granica pomiędzy byciem trollem a byciem chamem bywa cienka. Pozwolę sobie pewne zachowania postrzegać w tej drugiej kategorii bez konsultacji z psychoterapeutą.

              Cieszę się, że przynajmniej zgadzamy się co do tego, że PVP w Soulsach w żadnym wypadku nie należy traktować na poważnie. Ja bym przy tym wolał, żeby jednak się dało – w końcu online bardzo podtrzymuje żywotność tych tytułów.

              BTW, tryb pojedynku przecież zawsze jest w podstawce – jako czerwony rysik. Dodanie aren PVP w DLC do DkSIII wynikało z próśb graczy, którzy lubili je w DkSII, które miało je w podstawce oprócz rzeczonego rysika.

              Grałem w betę For Honor – chciałbym dostać grę, który tak fajny model walki bronią białą jakoś sensownie przenosi do dużego PVE.

              Ukryj odpowiedzi()
              • 22:26 30.11.2017
                Lufsig

                Uparcie brniesz dalej.
                Twierdzisz, że aby gra była kompetytywna „wystarczy sam fakt, że dwie osoby stają naprzeciw siebie z określonymi kryteriami na zwycięstwo”… no ok. Tylko, że DS nie daje żadnych kryteriów. Powtarzam. Rozgrywka w DS nie jest sformalizowana. To od graczy zależy przyjęta konwencja, na zasadzie umowy społecznej podjętej ad-hoc (odpowiedni gest ma być znacznikiem warunkującym jej zawarcie, nic jednak nie stoi na przeszkodzie aby ją złamać). To trochę jak jazda z ograniczonym zaufaniem, tyle że nie po drogach a lesie.
                DS nie ma z tym problemu, bo to jego kwintesencja.
                Przechytrzenie przeciwnika to jeden z wielu warunków zwycięstwa.
                Nie zmienia to faktu, że walka wymaga skilla. Porażka niemal zawsze jest winą złego przygotowania lub braku umiejętności. Następnym razem będziesz wiedział/grał lepiej. GitGud.

                Co do patchy… sam pisałeś, że unikasz PvP w DS. Gdyby było inaczej wiedział byś, że nie jest to żaden argument. Łatane są tylko najbardziej rażące błędy w grze. Od premiery From nie zajęło się movement swap, chaos dagger i dziesiątkami innych problemów.

                Nie odbiorę Ci prawa wyzywania innych od chamów. IMHO relatywizm jest w Boletarii/Lordran/etc bardzo na miejscu. Przypomina mi to narzekanie na panzerfausta w ET czy tarczę w CS. BTW kwestie moralne w sztucznych światach to ciekawa problematyka.

                Mimo wszystko scena PvP w DS ma się bardzo dobrze. Ognisko Sullivana co wieczór płonie od znaków przyzywania więc niepoważne ale wymagające PvP wystarcza do dobrej zabawy. Swoją drogą w jakie poważne e-sportowe tytuły grywasz?

                Czerwony rysik to nie tryb pojedynku. Za jego pomocą tylko przyzywasz teoretycznie wrogiego Ci gracza. Jak już wspomniałem wcześniej, to od uczestników sytuacji zależy w jakiej konwencji potoczy się dalsza zabawa. Mam nadzieję, że nie muszę używać przykładu dla wyjaśnienia?

                For Honor raczej nie da się sensownie przenieść do casual PvE bo to bijatyka (ubrana w ciuszki action rpg, ale bliżej jej do Tekkena niż DS). Projekt takiej gry zakłada, że miodek uzyskujesz dopiero po opanowaniu mechaniki i to w ramach pojedynku z kimś równie ogarniętym. Obijanie botów jest zwyczajnie nudne.

                Ukryj odpowiedzi()
                • gsg
                  00:01 01.12.2017
                  gsg

                  Skoro upierasz się, że griefing jest w kontekście Soulsów okej to nie mam zamiaru ustępować pola. Dla mnie nie jest (w kontekście żadnej gry) i nie zgadzam się, że można przymknąć na niego oko (lub wręcz aprobować) bo po drodze mu z narracją.

                  Mówimy o sytuacji, gdzie w DkS1 gracze przechodzili całość i pakowali się na początkujących, takich z pięcioma estusami w kieszeni, bo nie wiedzą o rozpalaniu ognisk i leczącymi po 30% zdrowia z elektrycznym sprzętem+5, ascended pyro flame +5 i zapasem leczących do pełna humanity – na wszelki wypadek. I FromSoftware z gry na grę na różne sposoby próbuje zapobiegać takim sytuacjom – w DkSIII nie najedziesz kogoś, kto ma o wiele słabszą broń od Ciebie. Co nie zmienia faktu, że na High Wall of Lothric spotkasz twinków z boostującymi defy i staty pierścieniami i RAW Dragonslayer’s Axe buffowanym reisinem, co w przybliżeniu daje ten sam efekt. I mają do tego 7 estusów łyczkiem leczących do pełna – więcej niż startująca postać.

                  Popieram asymetryczny multiplayer jako potencjał tego, że nie masz pojęcia na kogo wpadniesz, jak jest przygotowany, bo może match up sprzętu będzie niekorzystny, kiedy na niego wpadniesz – już na starcie poziomu, czy przy wyczerpanych zapasach pod koniec. Bywa tak, że zamiast walki wydurniamy się trochę i już. Ostatnio po prostu przekupiłem najeżdżającego, rzucając mu Ember.

                  Ale jeśli ktoś wpada na start gry wyposażony jak opisałem dwa akapity wyżej, to czuję że wcale nie potrzebuję lepszego sformułowania niż właśnie – znęcanie się. Chamstwo, prostactwo, strach pisać, bo jeszcze komentarz nie przejdzie. Bo on nie przychodzi wspólnie bawić się czy przechytrzać – przychodzi bawić się czyimś kosztem, ponieważ, jak już pisałem, nie ponosi ryzyka. Jeśli jest do tego graczem, który faktycznie przy tym rozumie mechanikę pvp, chętnie sięgnę po jakiś zgrabny wulgaryzm.

                  Nie gram już dawno w gry kompetytywne, swego czasu poświęciłem sporo czasu Tekkenowi i MK9.

                  Nie mam oczywiście dostępu twardych danych, ale strzelam, że 95% użyć czerwonego rysika w DkSIII obejmowało Pontiff Arena i ognisko High Wall – powiedzmy, że tryb pojedynków w ramach umowy społecznej.

                  Wbrew pozorom wiem czym jest For Honor i chyba w dotychczasowej rozmowie wspominałem już, że fajne pvp jest właśnie wtedy, kiedy obaj gracze rozumieją jego mechanikę. Czy da się, czy nie da się zrobić w PVE eleganckiego systemu walki w którym broń z gracją się o siebie obija to albo zobaczymy, albo nie zobaczymy – chyba jeszcze nikt nie próbował.

                  Jeśli czujesz że uparcie brnę dalej – nie zaprzątaj sobie głowy odpowiadaniem.

  4. 12:59 28.11.2017
    jesiotr

    Dla tej gry kupiłem PS3. Natłukłem w niej chyba 1000 godzin. Najpierw z płyty, ale gdzieś po 600 godzinach zajechałem ciągle doczytującą się płytą napęd. Konsolę oddałem do reklamacji (chyba został miesiąc gwarancji jeszcze) – oddali co prawda naprawioną ale inną, więc całe sejwy szlag trafił i moje wysokolevelowe kilka bulidów z wymaksowanymi broniami, tarczami poszły w pi.. – mniejsza z tym (nie miałem wtedy ps+ a sony wymusza abonament na sejwy w chmurze – tylko dlaczego np. na steamie nie trzeba płacić za clouda?). By nie przeciążać napędu kupiłem jeszcze raz grę w wydaniu cyfrowym. I tu znów mozolnie zbierałem te hardstony do upgradu. Kiedyś jednak przez przypadek szukając jakiegoś sposobu na lepszą farmę bodaj chunk of hardstone znalazłem na youtubie ficzer na hurtowe klonowanie itemów. Teraz mając już na koncie chyba z 1000 godzin bez żalu, że sobie psuję zabawę z tego glicza skorzystałem i po odpaleniu „new game” gdzieś po 10 godzinach gry mam wymaksowane moje ulubione bronie i tarcze a za kolejne kilka godzin nawet 200 lvl. Dodam tylko, że nikomu zabawy tym nie psuję bo na te setki godzin online byłem może 15 minut. Z zasady nie gram w żadne opcje multi. No i na koniec – do Demons Souls zawitałem z mojego równie ukochanego Kings Field IV i stwierdzam że From Software od 24 lat robi cały czas tą samą grę 🙂 (Shadow Tower, Eternal Ring, Evergrace) z przerwami na Armored Core. Przez to niestety w ostatnich ich produkcjach Soulsowych czuć już wypalenie. Dla mnie ich szczytowym osiągnięciem jest Demon Souls – nigdy wcześniej i nigdy później nie byłem tak zauroczony ich dziełem.

  5. brzanka
    13:54 28.11.2017
    brzanka

    Cholerny duet płaszczki + szkielety! 😉 Dziewczyna w Czerni siedząca na schodach i majtająca nóżką (co później próbowali powtórzyć ze Szmaragdową Herold). Smok na moście, a później Ostrava na moście za kolejnym smokiem. Siedząca w kącie zrezygnowana Yuria. Tomasz-magazynier – przyjazna dusza. Morderca Yurt, którego nie wypuściłem nigdy dalej, niż kilka kroków poza klatkę. Flamelurker, który potrafił napsuć krwi w przygnębiających kazamatach. Dragon God, którego nie znosiłem zabijać prawie tak, jak nie znosiłbym zabijania w Shadow of the Colossus, gdybym kiedykolwiek się przemógł i zagrał. Przygnębiająca, mokra i śmierdząca Valley of Defilement.
    Nie grałem online, dlatego śmierć serwerów mnie zbytnio nie dotknie. Bo w trybie offline będzie chyba można nadal grać. Prawda?

    Ukryj odpowiedzi()
    • gsg
      14:14 28.11.2017
      gsg

      Offline niezagrożony – no chyba że padnie konsola. Z tym online to już od kilku lat jest tak, że ludzie zastanawiają się czy w ogóle działa, bo graczy w okolicy brak. Zagęszcza się nieco na eventy organizowane przez społeczność (Return to Nexus zawsze pod koniec października), ale z perspektywy tak wydawcy jak i gracza na co dzień gra jest sieciowo martwa. Znajomi się ewentualnie na wspólną grę ustawią (do końca lutego), ale na losową pomoc (czy najazdy) nie ma co liczyć.

      Ukryj odpowiedzi()