Zmien skórke
Logo Polygamii

Where The Water Tastes Like Wine - gra, w której naszą walutą są historie

Macie ochotę poszwendać się po Ameryce, dzieląc się opowieściami przy ognisku?

Jest coś niewytłumaczalnie pięknego w wędrówce bez celu. W tułaniu się po bezdrożach, gościńcach, polach, lasach, miastach. Stukocie jadącego pociągu. Mieszkaniu przy płomieniach ogniska. I jest coś niewytłumaczalnie pięknego w koncepcji opowieści – tego jak powstaje, jak przynosi radość, ukojenie, lęk czy wzruszenie, jak w momencie opuszczenia ust opowiadającego zaczyna żyć własnym życiem, transformując się, zmieniając swoje szczegóły z każdą kolejną iteracją. I właśnie na fundamentach tego niewytłumaczalnego piękna wędrówki i historii zbudowane jest Where The Water Tastes Like Wine.

W grze wcielamy się w wędrowca, który pewnego wieczoru przegrywa w pokera nie tylko swoje pieniądze, ale i duszę. Od tego momentu staje się opiekunem historii, który wędruje przez Amerykę w czasach Wielkiej Depresji i kolekcjonuje opowieści. Tymi wymienia się później przy ognisku z napotkanymi włóczęgami, po czym rusza dalej, opowieści natomiast przekazywane są w świat. Historia o rodzinie sprzedającej skrzypce mimo protestów ich właścicielki później może wrócić do nas jako historia o skrzypcach, na których zagrać może tylko prawowity właściciel lub skrzypcach nawiedzonych przez ducha dziewczyny, do której pierwotnie należały.

Główną inspiracją twórców jest amerykański folklor, jego mity, legendy i motywy. Historia USA będzie się zatem mieszać z życiowymi opowieściami i elementami fantastycznymi. W końcu ile jest historii o spotkaniu diabła przebranego za człowieka czy duchach błąkających się w opuszczonych miejscach? Ameryka – ba, nie tylko ona – oddycha tajemnicą, magią. Podobnie Where The Water Tastes Like Wine. Nawet tytuł gry jest cytatem, który w amerykańskim folklorze pojawia się od dawien dawna, czy to w wersach piosenek, czy prozie. Nie wiadomo, gdzie pojawił się po raz pierwszy, co tylko wzmacnia jego uniwersalność i urok.

Rozgrywka dzieli się na dwa segmenty – w jednym wędrujemy przez trójwymiarową mapę Stanów Zjednoczonych jako szkielet w kapeluszu słomkowym i z workiem przewiązanym na kiju. W tle przygrywa blues, jazz, bluegrass czy folk, po stanach rozsiano natomiast znaczniki, które po podejściu uruchamiają historię przedstawioną jak w powieści wizualnej. Ozdobiona pięknymi, posępnymi rysunkami narracja pozwala na okazyjne podejmowanie decyzji. Po zakończonej, ukształtowanej opowieści ruszamy dalej, dopóki nie spadnie nam energia i nie rozpalimy ogniska. Tam przysiądzie się do nas jeden z szesnastu wędrowców, których możemy spotkać w trakcie podróży.

Każdy z nich ma większą historię do opowiedzenia i nie podzieli się nią od razu. Pod tym kątem Where The Water Tastes Like Wine jest antologią opowiadań. Zamiast jednej fabuły, dostajemy szesnaście, każda napisana przez osobnego pisarza, z odmienną problematyką składającą się na słodko-gorzki portret Ameryki z początku XX. wieku. Podczas spotkania przy ognisku wędrowiec powie (wszyscy będą w pełni udźwiękowieni) na przykład, że ma dzisiaj ochotę posłuchać o czymś dobrym, o miłości. Od nas zależy wtedy, którą z zebranych na trasie opowieści wybierzemy. Jeśli jednak naszemu rozmówcy spodoba się historia, może w zamian podzielić się swoją. Wraz ze świtem ruszycie natomiast w swoje strony, wiedząc, że wasze ścieżki mogą się jeszcze przeciąć. To w końcu strudzone dusze podróżujące w nadziei odnalezienia sensu, lepszego jutra.

Gra póki co wyjdzie tylko na PC. W demo grałem przez 20 minut. Warto też wspomnieć, że ojcem projektu jest główny (jedyny) programista Gone Home

Gra tak bardzo oparta na historiach powinna mieć dobrych pisarzy. Na szczęście poznane podczas dema historie były napisane bardzo ładnym językiem, z wartkim tempem sprawiającym, że chce się poznawać kolejne akapity. To nie szkoła Torment: Tides of Numenera, nie uświadczymy raczej długich, przegadanych opisów o brodzie jak grzmiący wodospad. Klimat wzmacniał też świetny narrator o niskim głosie i minimalistyczne efekty dźwiękowe w rodzaju skrzypiących drzwi czy dudniącego wiatru, upodabniające opowieść do słuchowiska. Na chwilę zapomniałem, że siedzę z padem w ręku na wielkiej hali w Kolonii; uwierzyłem, że znajduję się w starej chacie na środku niczego, grając w pokera z ukrytym w cieniu wilkiem.

Osoby, które mają słabość do szwendania się, słuchania opowieści i ogniskowej zadumy mogą się w Where The Water Tastes Like Wine zakochać. Sam wyszedłem z pokazu z poczuciem, że oto zagrałem w jedną z najlepszych gier tegorocznego Gamescomu. Czeka nas wyjątkowa przygoda, której siłą będzie niesamowita atmosfera i pomysł. Gra ma wyjść jeszcze w tym roku, a ja już nie mogę się doczekać, żeby zostać kustoszem amerykańskiego folkloru i spędzić leniwe godziny na tułaczce; od opowieści do opowieści, od ogniska do ogniska. Gdzieś tam woda smakuje jak wino.

Pod tagiem Prosto z GC 2017 znajdziesz nasze wrażenia z innych ogrywanych i oglądanych w Kolonii gier.

Patryk Fijałkowski

Więcej na temat:

  1. 15:51 31.08.2017
    mimochodem

    ooo podoba mi się. wiadomo coś więcej o dacie? bo steam pokazuje wczesny 2018, a oficjalna strona 2017, a jesienne/zimowe wieczory na coś takiego by świetnie pasowały. no i nie pogardził bym relkiem na jakiegoś handhelda (ewentualnie smartfona).
    jedyne co mi nie pasuje, to grafika, w „iściu” przez amerykę – coś nie pasuje do całej reszty.

    Ukryj odpowiedzi()