Zmien skórke
Logo Polygamii

W polskim We. the Revolution zostaniemy sędzią w czasach Rewolucji Francuskiej

We. the Revolution
Grę na pokład wziął Klabater.

Krakowskie studio Polyslash chce nam opowiedzieć o mrocznych, burzliwych czasach Rewolucji Francuskiej. Nie będzie to jednak przepełniona akcją sielanka w stylu Assassin’s Creed Unity, tylko wzbudzające moralne rozterki, brudna historia. Nie będziemy też szarym uczestnikiem rewolucji, a kimś o wiele, wiele istotniejszym – sędzią, który decydować będzie o tym, kto trafi pod ikoniczną gilotynę. Aby podejmować takie decyzje, na sali sądowej przeanalizujemy materiały dowodowe i przesłuchamy świadków. Najróżniejszych spraw (czy matka piątki dzieci jest winna kradzieży cukru? czy podejrzany faktycznie jest mordercą?) ma być ponad sto.

Twórcy obiecują jednak, że rozgrywka nie sprowadzi się tylko do tego. W grze pojawią się elementy strategii turowej. Będziemy musieli zręcznie manewrować między różnymi frakcjami walczącymi o władzę w Paryżu – oznacza to zabawę w polityczne intrygi i umiejętne planowanie swoich ruchów. Jak mówi Dawid Ciślak, reżyser gry:

Jednym z najważniejszych elementów We. The Revolution jest fabuła, która będzie stawiać gracza w sytuacjach niejasnych moralnie, gdzie nie ma łatwych odpowiedzi. Posiadanie władzy nad ludzkim życiem i śmiercią to jednocześnie ogromny ciężar i siła, która może wpłynąć na losy rewolucji. Każda frakcja w Paryżu jej pożąda i gracz musi pamiętać o tym za każdym razem, gdy wydaje wyrok, przydziela zadania swoim agentom w mieście, czy knuje intrygi w kuluarach

Niestety, studio nie podzieliło się jeszcze zwiastunem, a do dyspozycji mamy tylko minimalistyczne screeny. Po nich można jedynie docenić obrany styl artystyczny. Twórcy określają go jako połączenie prostoty poligonów i malarstwa neoklasycystycznego. Brzmi ładnie. Wygląda jeszcze ładniej. A gdyby tak szło to w parze z dobrymi animacjami, to już w ogóle bomba. Te jednak podobno sprowadzają się do minimum, tytuł stawia raczej na statyczne plansze. Tak czy inaczej – czekamy na zwiastun.

Póki co założenia gry brzmią diabelnie intrygująco. Jak mieszanka Papers, Please i Phoenixa Wrighta z polityczno-historycznym zacięciem. Twórcy mają też jeszcze sporo czasu, żeby dopracować swój tytuł, bowiem premierę zaplanowano na, jakże pojemny, przyszły rok. Nie muszą też rozdrabniać się przy portach, bo gra wychodzi tylko na PC. Pod swoją opiekę wziął ich z kolei Klabater, zostając oficjalnym wydawcą We. the Revolution.

Prognozy są obiecujące. Oby tylko deweloperom starczyło pomysłów; przypomina mi się los 911 Operator, indyka ze świetnymi założeniami, który szybko wpadał w pętlę monotonii. Ale skoro tutaj i posiedzimy w sądzie na ponad stu sprawach, i poknujemy na politycznej scenie… Oj, We. the Revolution zdecydowanie wzbudza zainteresowanie. Losy gry można śledzić na jej oficjalnym profilu na Facebooku.

Patryk Fijałkowski

Więcej na temat: