Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeUncharted 4: Kres Złodzieja – recenzja. Wiedział kiedy ze sceny zejść

Co zrobić złodziejowi, który ukradł ci całą majówkę? Ja klepię go po plecach, dziękując za te wszystkie przygody. Trzym się, Drake! I obym cię tu już więcej nie widział!

Facebook Twitter Google Wykop

Moją pierwszą myślą po ukończeniu Kresu Złodzieja – jeszcze zanim przyszła ta charakterystyczna pustka, gdy urywa się fantastyczna zabawa, w którą bez mrugnięcia okiem zainwestowało się ponad 15 godzin – było współczucie. Współczułem studiu Naughty Dog, że choć stworzyło to arcydzieło, to nikt z jego autorów nie doświadczy go tak jak gracze. Od zera. Na świeżo. Bez świadomości jak powstawało.

Taka to gra! Albo i więcej niż gra.

Kres?

Dobrze, że Naughty Dog żegna się z Uncharted właśnie Kresem Złodzieja. Widmo powrotu serii w grze innego studia nigdy nie zniknie, ale wolałbym, by do tego nie doszło. Trudno mi wyobrazić sobie, by ktoś inny mógł poświęcić grze tyle uwagi co obecna ekipa. W erze produkcji, które łata się miesiącami po premierze, Uncharted 4 jest fenomenem. W innych tytułach na wstępie orientujemy się w elementach, które wyglądają na nieco niedokochane i uczymy się przymykać na nie oko. W Kresie Złodzieja odwrotnie – szukając wpadek (przecież nie mogę całą recenzję się zachwycać!), otwiera się oczy coraz szerzej na drobne rzeczy, które wyszlifowano tu na błysk. Detale, o których inni nawet nie myślą. Nie wiem czemu Sony nie pozwalało łapać przed premierą obrazków do recenzji. Praktycznie nie sposób strzelić tu brzydką „fotkę” czy przyłapać grę na glitchu, choć okazji do tego teoretycznie jest mnóstwo, bo co chwila coś się wali, spada na bohatera, rzuca go w przepaść czy wybucha.

W rzeczywistości Kres Złodzieja wygląda lepiej niż na oficjalnych screenach. Ba, to zwyczajnie najładniejsza, robiąca bez dwóch zdań najlepsze wrażenie wizualne gra, na jaką miałem przyjemność patrzeć. PS4,5? Uncharted 4 w zasadzie przekreśla sens istnienia tej hybrydy. Tylko trzeba umieć wycisnąć z tego sprzętu tę moc. I teraz ktoś inny, bez doświadczenia i „rodzicielskiej” miłości miałby kontynuować serię? Tego się nie da poprawić. Można tylko zepsuć.

[…]najładniejsza, robiąca bez dwóch zdań najlepsze wrażenie wizualne gra, na jaką miałem przyjemność patrzeć.

Dziedzictwo Drake'a
Halo, przygoda? Tak, poproszę taką na 15 godzin

Ostatnia przygoda Nathana to w pewnym sensie powrót do korzeni. Komu nie w smak były intrygi z trójki i wyraźnie mocniejszy nacisk na strzelaninę, ten tym mocniej doceni powrót pierwotnego zewu. Bo czy jest coś czystszego w formie niż polowanie na skrzynie wypełnione pirackimi skarbami gdzieś w od dawna nietkniętych ludzką stopą zakątkach globu?

Ale bogactwa Henry’ego Avery’ego i jego pirackiej kompanii to cel nadrzędny. Oczywiście po drodze sprawy mocno się skomplikują. Na tyle, by główny bohater był nawet gotów zrezygnować z misji, na którą tak naprawdę wyruszyli z bratem już dawno, dawno temu.

No właśnie. Patrzycie na obrazki z Samem i myślicie, że wiecie o nim wszystko. Jesteście jeszcze bardziej pewni swego, gdy idzie o Nate’a. Też tak miałem. I to może byłaby prawda, gdyby za grą nie stało Naughty Dog. Sam jest w Kresie Złodzieja w pewnym sensie następcą Ellie z The Last of Us. Trudno przecenić jego obecność. Nie tylko ze względu na fabułę, w której nagłe pojawienie się brata w momencie, gdy Nathan zmienia się w domatora, wcinając musli i z tęsknotą wspominając dawne przygody, otwiera wygodną furtkę. Nawet nie jedną, bo dzięki retrospekcjom możemy poznać głównego bohatera serii z innej strony.

Taki zabieg to dla Uncharted rzecz jasna nie pierwszyzna i absolutnie nie dominuje on tu nad główną przygodą. Ale Naughty Dog w kilku momentach zdejmuje tu nogę z gazu, pozwalając nam się poszwendać młodym i starszym Nate’em po kilku ważnych dla niego miejscach, by lepiej zrozumieć tego lekkoducha. Dopowiedzieć sobie jeszcze o nim co nieco, zanim się pożegnamy. Nathan Drake już wcześniej był kapitalnym bohaterem. Moim skromnym zdaniem dużo ciekawszym niż „stara” czy „młoda” Lara Croft. W dodatku od lat kapitalnie odgrywanym przez Jarosława Boberka, przez co jeszcze bardziej „naszym”. Można się czepiać gier, ale cyfrowego skurczybyka trudno nie lubić.

Sam daje radę
Uncharted w kinie? Kino w Uncharted!

David Cage każe nam oswajać się z postaciami przez mycie ich pod prysznicem, golenie czy zabawę z dziećmi. Naughty Dog robi to dużo lepiej, polegając na mocy interaktywnego medium. Mam zresztą wrażenie, że Uncharted 4 to najbardziej filmowa gra w jaką grałem. I pokazująca jak pewne zapożyczenia mogą posłużyć do wzbogacenia gier bez poświęcania ich charakteru. Nie chodzi tu o to, że autorzy nie boją się długaśnych scenek przerywnikowych, w których postacie wyglądają tak, że można zwątpić w sens mini-serialu z Quantum Break. Ze świetnie zagranej i wyglądającej scenki przechodzimy bez ostrzeżenia do rozgrywki, która wygląda równie dobrze, jeśli nie lepiej.

W grze najważniejsza jest interakcja – wiadomo. Ale można ją pokazywać na wiele sposobów. Ba, można ją wzbogacać o małe detale. Jak Nate klepiący mijaną z jednej strony postać w drugie ramię dla draki. Albo o opcjonalne dialogi, które możemy odpalić jeśli udamy się do kompana w odpowiednim miejscu. Nie grałem jeszcze w żaden tytuł, w którym dialogi między postaciami nieuwikłanymi w żadne wydarzenia brzmiały tak naturalnie. A gdy się je przerwie, ludki i tak do nich po czasie wrócą. Kapitalna sprawa.

Uncharted 4 operuje kamerą perfekcyjnie, niezależnie od tego czy oglądamy nieinteraktywną scenkę czy sami tworzymy wydarzenia na ekranie. Operator wie, kiedy może sobie pozwolić na odjazd, kiedy może zafundować graczowi panoramę z Nathanem ledwie łapiącym się do kadru, a kiedy trzeba zrzec się wszelkich praw do okna na wirtualny świat, bo bohater musi unikać pułapek czy walczyć.

Sam jest w Kresie Złodzieja w pewnym sensie następcą Ellie z The Last of Us

Scenariusz nie jest może szczytem oryginalności, ale sprawnie przeplata wydarzenia, by intrygować gracza. Będziecie tu Jamesem Bondem w smokingu wśród towarzyskiej śmietanki, innym razem skopiecie tyłek pewnemu pendejo w przebłysku Prison Breaka… Przede wszystkim jednak Kres Złodzieja to znowu powrót do przygód, które mógłby przeżyć Indiana Jones. Tylko bez węży. W ogóle jakoś mało tu zwierząt…

Zakręć globusem, Nate

Gra zabiera nas w różnorodne, niezmiernie ciekawe miejsca, które rzucają nowe światło na początkowe gonienie za pirackim skarbem. Nie wyliczę ich, sami je odkryjcie. Trudno byłoby przebić El Dorado czy Szambalę, ale choć na początku sam trochę krzywo patrzyłem na kolejny skarb kolejnego pirata, to pod koniec byłem zachwycony. Po pierwsze samą historią, którą gra rozwijała wokół Avery’ego, a po drugie miejscówkami. Jest co zwiedzać, jest się czym wizualnie zachwycić, a autorzy dopilnowali też, by nie wszysto było tu tak proste jak poprzednio. Co rejon, to nieco inne podejście do tematu otwartego świata. Uncharted 4 nie jest znowu korytarzówką, w której gdy nie strzelamy, to czujemy się mocno prowadzeni za rękę. Czasem nią bywa, ale na ogół mamy tu akurat tyle swobody, by dojść tam gdzie trzeba na kilka sposobów i mieć frajdę z odkrycia własnego.

Elena? Jakoś dziwnie wyglądasz

I tutaj znów olbrzymi pokłon. Tym razem dla projektantów lokacji, którzy tak to wszystko zapletli, że z jednej strony niby wiemy gdzie iść, a z drugiej czujemy się jak odkrywcy nowego szlaku. W temacie gmatwaniny ścieżki na metrze kwadratowym, Uncharted 4 dogania najlepsze Tomb Raidery, a gracz, gdy już przejdzie jakiś fragment, może tylko zachwycić się tym, ile skakania, gibania na krawędziach i ślizgów po grząskim stoku dało się w nim zmieścić.

W temacie gmatwaniny ścieżki na metrze kwadratowym, Uncharted 4 dogania najlepsze Tomb Raidery

Wszystko w rodzinie

Frajda miesza się tu z nieustannie podsycaną ciekawością, bo Sam ciągle towarzyszy młodszemu bratu, nawet w najbardziej karkołomnych akcjach. On i inni bohaterowie sprawiają, że gracz nigdy nie czuje się samotny. Drake’owie ciągle gadają, często sobie dogryzając. W polskiej wersji wypada to dobrze, choć niektóre dialogi zdają się mieć nieco mniej „chemii” pomiędzy bohaterami niż inne. Czasem nagle stają się dziwnie ciche, pewnie bug. Ale gracz zawsze jest w środku jakiejś wymiany poglądów czy uszczypliwości. Nigdy nie jest sam ze ścianą, na którą trzeba się wspiąć…

Al final el conocimiento de espanol que haga algo util

Znów warto wspomnieć Ellie z The Last of Us. Gdy zbyt długo nie znajdujemy właściwej drogi, Sam zawoła Nate’a, by mu ją pokazać. NPC-e są też w stanie obsługiwać prostą maszynerię czy podprowadzać auto lub łódź do gracza. W trakcie strzelanin bardzo sprawnie informują nie tylko o pozycji wrogów i ich uzbrojeniu, ale też przejmują inicjatywę, naprawdę pomagając. Bitkom wręcz brakuje możliwości skontrowania ciosu, ale i tak są niesamowicie filmowe. Gdy Nate’a złapie wróg, ktoś pewnie pośpieszy mu na ratunek z odpowiednim komentarzem. Częste są też akcje dwójkowe, jeśli akurat któryś z sojuszników będzie w pobliżu. Ciut jak wrestling, ale mniej wyreżyserowany. I to naprawdę robi wrażenie. My robimy swoje, a gra się dopasowuje. Nie ma tu żadnych cięć czy zmian kamery. Bardzo to wszystko realne. Bardzo filmowe. A ćwierć sekundy później znów odstawiamy jakąś efektowną akcję. I ona wygląda jak wyreżyserowana, ale nią nie jest. Bo przecież to my kierujemy Nate’em, który w tym momencie znalazł się akurat w tym miejscu. Szczerze mówiąc, nie sprawdzałem gdzie leży tu ostateczna granica. Próbowałem odchodzić od towarzyszy, by potem przyłapać ich na teleportacji, ale mi się nie udało. Zawsze zachowywali się jak żywi.

Bomba dymna

I tu znów na chwilę wrócę do Uncharted 3 i skrytykuję jego autorów za zbytnie schlebianie wybuchowym gustom. Kres Złodzieja ma te proporcje wyważone dużo lepiej. Gdy przychodzi tu do akcji, mamy wybór.

My robimy swoje, a gra się dopasowuje. Nie ma tu żadnych cięć czy zmian kamery.

Cholernie brakowało mi pistoletu z tłumikiem, ale i tak większość przeciwników można ściągnąć po cichu. W takim typowo przygodowym stylu – ściągając ich z krawędzi w przepaść, spadając na nich z potężnym ciosem, skopując ze skarpy czy czając się w wysokiej trawie, by skręcić im kark. Ten element mocno rozwinięto i każdy fan Splinter Cell będzie zadowolony.

A gdy trzeba grzać? Cóż, Kres Złodzieja nie jest już ułomnym cover shooterem. Większość osłon niszczy się dość szybko, więc trzeba się ruszać. Ale na arenach nie brakuje ciekawych broni do podniesienia i okazji do zaskakiwania wroga. Wystarczy jeden żyrandol, do którego można podczepić linkę, by zmienić statyczne „girsowanie” za murkami w aktywne polowanie na łosi (nie „na łosie„, jak wspomniałem – zwierzaków tu dziwnie mało). Kilka ostatnich bitew było może tradycyjnie przegięte, ale przez większość gry odstawiałem akcje, o których Indiana Jones mógłby tylko marzyć. I było to zaskakująco naturalne. Nawet jeśli wymagało kilku podejść, by rozszyfrować pozycje przeciwnika. Frajda ze ściągnięcia całego posterunku po cichu – nieziemska. Frajda z rajdu przez wrogi posterunek i odstrzeliwania wrogów po kolei, by ostatniego dobić spadając na niego z piąchą z drugiego piętra – niewiele mniejsza.

Zanim zagracie, możecie poczytać o Świętym Dyzmie

Gdy nikt do Drake’a nie strzela, mamy też okazję do rozwiązania kilku ciekawych zagadek, zostawionych nam przez dawnych piratów. Jest gmeranie przy starożytnych mechanizmach, jest analiza dzieł sztuki. Weteranom serii pewnie zabraknie tu prawdziwego wyzwania dla szarych komórek, ale Nate to przecież bohater nowego kina przygody. I tak wszystko mu się udaje, nawet jeśli zupełnym przypadkiem. Nie ma się gdzie zaciąć, aczkolwiek jeśli się to Wam zdarzy, to pojawiające się po jakimś czasie podpowiedzi na niewiele się zdadzą. Tutaj coś ewidentnie nie wyszło.

Multidrake

Pewna finezja mordowania przenosi się też do trybów multiplayer. Przed premierą trudno było w nie grać komfortowowo, ale była beta. A potem była beta Gears of War 4. I teraz już chyba można powiedzieć, że multiplayer w Uncharted 4 to takie „girsy” skrzyżowane z asasynem. I z konfrontacji z tymi tytułami to właśnie Kres Złodzieja wychodzi obronną ręką, pokazując  jak można pomysł rozwinąć.

W kilku miejscach Uncharted 4 możemy zagrać w Crasha Bandicoota. Naughty Dog zebrało się na wspominki czy może jednak nasz ulubiony jamraj ma szansę powrócić?

Już przy okazji drugiej części Uncharted mogliśmy się przekonać, że autorzy mają ciekawy pomysł na sieciową rywalizację. Niby strzelanina z osłonami, ale tak naprawdę kluczem do powodzenia jest mobilność. W Kresie Złodzieja dochodzi jeszcze linka z hakiem, która pomaga śmigać nad planszą i spadać na plecy niczego nie świadomych wrogów. To szalenie dynamiczne podchody. Trochę jakby Assassin’s Creed skrobnął nieco sterydów Marcusowi Fenixowi. Problemy zaczynają się, gdy obie drużyny spotkają się w jednym miejscu. Fruwają granaty i C-4, a turlaniu nie ma końca. Jakby tego było mało, w Kresie Złodzieja za zarobione w meczu pieniądze możemy przyzywać na plansze pomocników lub mistyczne przedmioty, które jeszcze wzmagają chaos. Może da się nad tym zapanować, sprawdzę to po premierze gdy na serwery wejdą gracze. Ale i tak unikalny multiplayer to wciąż spory plus Uncharted 4. I dużo, dużo więcej niż wymuszony dodatek.

I teraz już chyba można powiedzieć, że multiplayer w Uncharted 4 to takie „girsy” skrzyżowane z asasynem. I z konfrontacji z tymi tytułami to właśnie Uncharted wychodzi obronną ręką.

Żegnaj, Drake

Na początku Drake szuka przygody, później przygoda szuka Drake’a. Kres Złodzieja to dzieło kompletne. Ten poziom maestrii zdarza się wyjątkowo rzadko. Zwykle wyśmiewam pomysły kupna konsoli dla jednej gry, ale tu zrobię wyjątek. Uncharted 4: Kres Złodzieja to więcej niż gra. To drogowskaz dla każdego developera. I dowód, że da się zrobić ciekawą, rozbudowaną i pełną atrakcji grę, która będzie wyglądać lepiej, niż renderowane wstawki u konkurencji. Drake przechodzi na emeryturę w szczycie formy.

Za dużo tu nudnego strzelania, a za mało akcji” – wiecie, kto tak pisał o Uncharted 3? Obrywało się Tomkowi Kuterze, a to byłem ja. Sprawdźcie w recenzji.

Nie jestem ślepo zakochany w serii Uncharted. Do tej pory za arcydzieło uznawałem tylko „dwójkę”, a pozostałym odsłonom miałem sporo do zarzucenia. Kres Złodzieja stawiam najwyżej spośród wszystkich części. Ma najlepszą sekwencję akcji, jaką widziałem w grach; wygląda lepiej niż przerywniki filmowe w innych tytułach, przywiązanie do detali zrywa czerep, a opowiadana historia jest nie tyle prosta, co ludzka. Nie da się po niej nie lubić Nate’a.

Jeśli macie PS4, to musicie zagrać. Jeśli nie macie, to musicie kupić dla tego tytułu. Jeśli kupujecie komuś konsolę, to koniecznie z Uncharted 4: Kres Złodzieja. Fantastyczna i PRZEŚLICZNA gra. Zaraz zaczynam przechodzić ją od nowa. Może z jakimiś dodatkami, które odblokowały się po pierwszym zaliczeniu przygody. W menu można odpalić rozmaite efekty graficzne (cellshading, 8-bitowa pikseloza) i modyfikacje rozgrywki, a licznik odkrytych sekretów nawet bez tego jest niezłą motywacją do ponownego wskoczenia w skórę Drake’a.

Zagrać? TRZEBA!
  • Platformy: PS 4
  • Producent: Naughty Dog
  • Wydawca: SIEE
  • Dystrybutor: SIEP
  • Data premiery: 10.05.2016 r.
  • PEGI: 16

Grę do recenzji dostaliśmy od dystrybutora. Screeny pochodzą niestety od wydawcy.

  1. 09:30 05.05.2016
    Imperialista

    Maćku, jaki jest powód tego, że do recenzji trafiają tylko i wyłącznie screeny pochodzące od wydawcy? Nie wiem, czy to stuprocentowa reguła, ale kilka źródeł potwierdza zależność.

    Ukryj odpowiedzi()
  2. dogeta
    09:46 05.05.2016
    dogeta

    To już trzecia recenzja z maksymalną notą:D coś mi się wydaje, że to będzie gra całej generacji. Taka odtrutka na dzisiejsze niedopracowane, pisane na kolanie gry. Ja zaczynam mieć już powoli dość tej branży i gdyby nie takie perełki jak Uncharted, Dark Souls 3, Bloodborne, Wiedźmin to grałbym już tylko w Hearthstone lub wowa. Mam nadzieję, że przejdzie mi kryzys gracza i znów wrócę do pada.

    Ukryj odpowiedzi()
  3. Sasilton
    10:34 05.05.2016
    Sasilton

    Game of the year ladies and gentlemen.

    Ukryj odpowiedzi()
  4. 11:00 05.05.2016
    Lukanos09

    Orientuje się ktoś, czy zamawiając grę w przedsprzedaży na PSN będzie można ją wcześniej pobrać? Czy dopiero we wtorek na premierę?

    Ukryj odpowiedzi()
  5. 11:21 05.05.2016
    Redemptor

    Dla mnie najlepsza była jedynka. Najbardziej mistyczna. U2 to było kina klasy B, dużo akcji. Mało mistycyzmu, dużo strzelania- dla 15 latka, U3 najgorsza z części-Zero mistycyzmu-samo strzelanie. Na U4 poczekam aż stanieje. Trochę się zawiodłem, bo zamiast Uncharted mogliby zrobić Last of US 2, ale może się jeszcze doczekamy.

    Ukryj odpowiedzi()
  6. wombat
    12:22 05.05.2016
    Ukryj odpowiedzi()
  7. 12:33 05.05.2016
    soulsonist

    Swietna recenzja! Maciej naprawde juz tworzy swoja wlasna marke jesli chodzi o krytyke gier video. PS4 nie mam I do tej pory bronilem sie jak molgem bo starszy ze mnie PCtowiec, ale zapowiedz remastera Heavy Rain plus cala seria Uncharte (jak dla mnie) to chyba powód aby pogadac znowu z santanderem 🙂

  8. 13:19 05.05.2016
    DontBeSoRambo

    Tomek Kutera mógłby coś napisać w temacie.
    Tylko mu ufam jak chodzi o uncharted, on jeden wie ile strzelania jest potrzebne a ile to już za duzo.

    Ukryj odpowiedzi()
    • Maciej Kowalik
      13:23 05.05.2016
      Maciej Kowalik

      Jestem w stanie się założyć, że nie przeczytałeś recenzji. Konkretniej – tego fragmentu od śródtytułu „Żegnaj, Drake”. Jeszcze konkretniej – tego po prawej, w którym napisałem, że to ja odpowiadam za cytat o strzelaniu.

      Ukryj odpowiedzi()
      • 15:53 05.05.2016
        DontBeSoRambo

        Więc to byłeś Ty od samego początku.
        Wszyscy cisneli Tomkowi a to byłeś Ty!
        Tyle lat żyłem w kłamstwie, tyle lat obarczałem Tomka jako winnego a tak naprawdę był sterowany przez Ciebie.
        Maćku to jest afera godna Rywinagate, proponuje zrobić komisje śledczą w celu wyjaśnienia okoliczności tego zdarzenia.

  9. 13:25 05.05.2016
    rorkdcr

    Parę rzeczy bym przeredagował, parę w ogóle bym z recenzji wywalił, ale ogólnie, świetna recenzja. Tego czego nienawidzę w recenzjach , czyli streszczania fabuły (to o was, CDACTION), jest tyle ile być musiało.

    Ukryj odpowiedzi()
  10. Simplex
    14:38 05.05.2016
    Simplex

    „PS4,5? Uncharted 4 w zasadzie przekreśla sens istnienia tej hybrydy. Tylko trzeba umieć wycisnąć z tego sprzętu tę moc. ”

    Z tym się zdecydowanie nie zgodzę. Uncharted 4 działający w 30fps pomimo oryginalnych zapowiedzi twórców, że chcą by było 60fps, idealnie udowadnia sens istnienia tej hybrydy. Naughy Dog jak mało kto umie wycisnąc z tego sprzętu tę moc, co tym bardziej udowadnia że PS4 jest po prostu za słabe żeby uciągnąć grafikę tej jakości w 60fps – a jak dobrą robotę robi 60fps to wie każdy kto grał w Nathan Drake Collection (oraz jakąkolwiek inną grę w 60fps).
    Multi w 60fps działa w ulubionej rozdzielczości xboxa one (900p) oraz wygląda gorzej niż single (ale nadal ładnie). To tez pokazuje ograniczenia sprzetowe konsoli. Być może na PS4,5 U4 będzie działać zgodnie z oryginalnym zamysłem twórców, czyli w 60fps.

    Nie twierdzę, że decyzja Sony o wydaniu szybszej konsoli w połowie generacji jest dobra, ale twierdze jedynie że U4 nie jest argumentem za tym, że PS4,5 nie jest potrzebne – a wręcz przeciwnie.

    Ukryj odpowiedzi()
    • Simplex
      14:44 05.05.2016
      Simplex

      A jak ktos nie wierzy/pamięta, że twórcy obiecywali 60fps w 1080p, to tutaj dowody:
      http://www.eurogamer.net/articles/2014-07-21-uncharted-4-is-pushing-for-1080p60-on-playstation-4

      Potem developerzy zaczeli sugerowac, że osiągnięcie 60fps jest „zajebiście trudne”:
      http://www.gamespot.com/articles/getting-uncharted-4-to-run-at-60fps-really-f-king-/1100-6425090/

      No i skończyło się na locku na 30fps, czyli po prostu konsola okazała sie za słaba do zrealizowania wizji Naughty Dog w 60fps – oczywiście mogli uzyskac 60fps, ale kosztem gorszej grafiki, więc nie zdecydowali się na to. Biorąc pod uwage, że multi działa w 900p, to żeby singiel mógł działać w 60fps to grafika musiałaby być jeszcze słabsza, albo podobna co w multi, ale gra musiałaby działać w 900p.

      Ukryj odpowiedzi()
      • Anonim
        20:34 05.05.2016
        Anonim

        Już to kiedyś pisałem. Że cóż, cały pierwszy trailer był „trochę” naciągany.
        Miał 60 klatek itd. (Nic nowego już przerabialiśmy w poprzedniej generacji te manewry z „realtime” tylko, że „realtime” na 8 konsolach spiętych w sieć… 😉 )

        Tak dla przypomnienia: na neogafie jest cały temacik z prezentacji z większą ilością cytatów od większej ilości osób z ND:
        http://www.neogaf.com/forum/showthread.php?t=835985
        [quote]They (Naughty Dog’s Studio Coordinator Rodney Reece and Lead FX Artist Keith Guerrette) confirmed to us that the Uncharted 4 trailer showcased during Sony’s E3 2014 press conference was a part of an actual level in game. Secondly, they also confirmed that the entire trailer was running in real time on the PlayStation 4 and it was all in-engine.[/quote]

        Teraz pytanie do recenzenta: „Czy ten LEVEL z trailera E3 JEST w grze?”
        Czy może też to było tylko tak dla picu „w 3dmaxie” zrobione?

    • Pongo
      16:03 05.05.2016
      Pongo

      Też tak uważam, tj. Uncharted 4 działające w 60fps i 1080p zarówno w singlu jak i w multi to dobry powód na wymianę PS4 na nowszy model (co nie zmienia faktu, że wkurza mnie koszt takiej wymiany).

  11. simpson
    09:00 06.05.2016
    simpson

    „Nigdy nie jest sam ze ścianą, na którą trzeba się wspiąć…” niestety tak nie jest, zawsze będzie poczucie, że to tylko gra, a do ideału i zabicia tego poczucia brakowało tylko opcjonalnego coopa 😉