Zmien skórke
Logo Polygamii

PublicystykaTu będą smoki…

Od Redakcji: Dragon Age 2 nie przestaje budzić emocji – dowodem na to kolejny tekst. Czy się zgadzacie? Wszyscy wiedzieli, …

Od Redakcji: Dragon Age 2 nie przestaje budzić emocji - dowodem na to kolejny tekst. Czy się zgadzacie?

Wszyscy wiedzieli, że zakup Bioware przez EA będzie miał swoje reperkusje, ale nikt nie podejrzewał, jak daleko idące. Czy to początek końca rpgowego giganta?

Planując napisanie tego tekstu, miałem coś zupełnie innego na myśli. Jeszcze przed premierą Dragon Age'a 2 było wiadomo, że developer postanowił wykonać krok w bok i zamiast rozwijać styl rozgrywki znany z Dragon Age: Origins (które z kolei określano mianem „duchowego spadkobiercy” gier z serii Baldur's Gate), pójść drogą optymalizacji całości i zwiększenia jej przystępności.

Fani byli odrobinę zaniepokojeni. "Jak to?" dawały się słyszeć głosy niezadowolenia. Oskarżano Bioware o łamanie danego słowa - mieliśmy otrzymać klasycznego rpga, jak za dawnych dni, a tu serwują nam jakieś uproszczenia, zubożenia, tzw. streamlining, co można porównać do prowadzenia gracza jak po sznurku. Obawiano się, że developer, zachęcony sukcesem Mass Effecta 2, który dla wielu był raczej regresem w stosunku do części pierwszej, postąpi podobnie w przypadku Dragon Age'a.

Dragon Age 2

Osobiście byłem pewien, że tak właśnie będzie. I zupełnie mi to nie przeszkadzało. Dla mnie komputerowe gry fabularne opierają się na fabule, immersyjności świata, możliwości podejmowania wyborów, relacjach między postaciami. Na klimacie. Drobiazgowe modyfikowanie każdego elementu garderoby każdego z wielu bohaterów mojej drużyny, tak aby wycisnąć te dodatkowe 2% DPS-a nigdy szczególnie mnie nie pociągało, pauzowanie gry co pięć sekund, aby pieczołowicie dostosować zachowanie wszystkich członków zespołu do szybko zmieniającej się sytuacji nudziło mnie prawdę powiedziawszy strasznie, bo przerywało płynność akcji, a auto-attack uważałem za opcję dla leniuchów, przyzwyczajonych do zaawansowanych szablonów kalkulacyjnych, znanych też jako mmorpgi. Cieszyłem się, że główny bohater otrzymał głos, że zmieniono koncepcję oprawy graficznej i że nie będę już musiał spędzać tyle czasu w okienku ekwipunku. I że gra będzie nastawiona na konsole. Uh-oh.

Kogoś to bulwersuje? Jesteś zapalczywym fanem pecetowych rpgów i już ciśnie ci się na usta jakaś riposta? Świetnie, świetnie, zatrzymaj w sobie ten żar. A teraz słuchaj: dawno żadna gra nie rozczarowała mnie tak bardzo jak Dragon Age 2. Dawno w trakcie rozgrywki nie chciałem wyrzucić pada za okno.

Poczułem się zawiedziony, zdradzony przez firmę, której z chęcią oddawałem pieniądze od ponad 10 lat. Dragon Age 2 nie jest grą złą - jest grą przeciętną, ale kiedy przeciętna gra wychodzi spod ręki Bioware

Co moim zdaniem nie zagrało? Zapowiadany streamlining, którego się obawiano, czy otoczka klimatyczna, której wysokiej jakości się spodziewałem?

Jednym słowem? Wszystko.

Dragon Age 2

Uproszczenia poszły za daleko. Drzewka umiejętności są bardziej przejrzyste i użyteczne, to prawda, ale nowy, szybszy styl rozgrywki połączony z podrasowaną efektywnością zdolności sprawia, że na niższych poziomach trudności (normal i niżej) grę można ukończyć powtarzając trzy komendy. Klik, klik, klik, a potem, cały czas wściekle wciskamy przycisk podstawowego ataku, czekając aż nasze talenty się 'ochłodzą' i ponownie będą gotowe do użycia. Jak Dragon Age 2 radzi sobie z tym problemem? Wysyła przeciwko graczowi tabuny wrogów. Falę za falą, całe hordy przeciwników, którzy pojawiają się znikąd, jakby spadali z nieba (tani chwyt, żeby osaczyć moich magów). Ani to eleganckie, ani realistyczne. Podczas rozgrywki co i rusz napadały mnie trzydziesto-, czterdziestoosobowe szajki oprychów. Pod koniec gry byłem niemal pewien, że wybiłem trzy czwarte bandyckiej populacji Kirkwall. Niestety, nawet ta nawałnica wrogów nie utrudnia gry - tylko czyni ją męczącą.

Faceci z nożyczkami dobrali się też do systemu ekwipunku, a ja naiwnie sądziłem, że oszczędzą mi przez to trochę pracy przy segregowaniu „śmieci”. Ale faceci z nożyczkami przycięli nie to, co trzeba. Zniknęło tworzenie przedmiotów. Nadal mogę zbierać ogryzki od jabłek, połamane strzały, dziwnie płaskie kamienie i Bóg wie co jeszcze, natomiast tak przydatne rzeczy jak pancerze, no cóż, one są przeznaczone tylko dla głównego bohatera, żaden z jego kompanów już ich nie wdzieje. Albo Hawke ma bardzo osobliwą budowę anatomiczną, albo komuś nie chciało się tworzyć dodatkowych modeli postaci. Ot, zagadka.

Dragon Age 2

A co z klimatem? Prysł jak mydlana bańka. Wcale nie było łatwo, to był wysiłek zespołowy. Najpierw artyści spłodzili brązowo-szarą szatę graficzną i pozbawione życia i inwencji twórczej widoczki (w tym najbardziej nijakie, opustoszałe - jeśli nie liczyć szalejących watah bandytów - miasto fantasy). Potem architekci poziomów doszli do wniosku, że robią sobie wolne, i skonstruowali tylko cztery-pięć map, na których toczy się akcja gry (ktoś powinien zamknąć ten jeden miejski magazyn, w którym skupia się cała nielegalna działalność przestępczego światka). Nie, dosłownie. Ktoś się zgubił? Znajdziesz go w jaskini za miastem. Kult magów coś knuje? Kryją się w tej samej jaskini za miastem. Trzeba odprawić jakiś rytuał? Jaskinia za miastem świetnie się do tego nadaje. Odnaleźć rzadkie zioła? Nie wiem, gdzie rosną, ale jest taka jaskinia za miastem

Swoją cegiełkę dokładają też scenarzyści. Dragon Age 2 porzuca standardową fabułę gier Bioware, w których gracz wcielał się w rolę wybrańca ratującego świat, na rzecz no, historii o wybrańcu, który hm. Narracja jest straszliwie pocięta i rozchodzi się w szwach. Nie ma przewodniego wątku, nie ma poczucia nagłości, do samego końca nie ma prawdziwego antagonisty. Bohater błąka się po scenie, wykonując swego rodzaju społeczną posługę. Gracz wypełni swój czas w Kirkwall szeregiem zadań drugorzędnych, z rodzaju przynieś/podaj/zabij. Dobrze, powiecie, zmęczeni moją przedłużającą się tyradą, to opowieść bardziej osobista, o czempionie i jego wpływie na miasto, które przyszło mu nazywać domem, o jego wyborach.

Otóż nie. Dragon Age 2 nie oferuje wielu wyborów, a te, które się pojawiają, są płytkie i niesatysfakcjonujące. Teraz, podobnie jak w Mass Effect, nie wybieramy, co powiemy, ale jak to powiemy. Jasne, że nie mogę zabić zleceniodawcy, który właśnie wykorzystał mnie w roli przynęty, i jest w oczywisty sposób zły do szpiku kości, a z którym spotykam się w opustoszałym magazynie, i nikt nie widziałby jak to robię ale mogę mu powiedzieć, jak bardzo jego zachowanie mi się nie podobało - grzecznie, agresywnie lub „dupkowato” (zawsze wybierałem „dupkowato”).

Dragon Age 2

Jeśli jeszcze to czytasz, to jesteś bardzo wytrwały. Wynagrodzę ci to szybkim podsumowaniem. Świat Dragon Age 2 jest pusty i mały. Fabuła miałka i pozbawiona wyborów. Walka uproszczona i mało satysfakcjonująca. Immersja zaprzepaszczona, klimat nijaki, satysfakcja z ukończenia gry żadna. Wcześniej napisałem, że Dragon Age 2 to gra przeciętna, ale teraz chyba sam w to nie wierzę.

Obwiniam EA. Dragon Age 2 pachnie skokiem na kasę. To błyskawicznie wyprodukowana, niedorobiona papka, która ma zarobić jak najwięcej pieniędzy w jak najkrótszym czasie. Powinienem był się tego spodziewać, kiedy Brent Knowles, główny projektant Dragon Age: Origins, opuścił Bioware po 10 latach pracy z powodu kierunku, jaki obrano przy DA2. Kiedy kompozytor, Inon Zur, przyznał, że zmuszono go do pracy w pośpiechu, aby zdążyć z premierą.

Odcinanie kuponów to dla Bioware w sumie nie pierwszyzna, zaczęło się od generalnie kiepskich dodatków do Dragon Age: Origins i nierównego DLC do Mass Effecta 2 (choćby skandalicznie słabego The Arrival sprzed kilku tygodni), ale nigdy nie przypuszczałem , że ten trend może się przenieść na pełną, „pudełkową” grę. Jeśli tak mają wyglądać kolejne produkowane przez nich gry - a przyjdzie nam się o tym przekonać jeszcze w tym roku za sprawą Mass Effecta 3 i The Old Republic - to bardzo źle wróży na przyszłość. Tak czy owak, Bioware upuściło pałeczkę na polu fantasy crpg. Czy ktoś ją podniesie? CD Projekt Red?

Powyższy tekst to tylko opinia. Jeśli się z nią zgadzasz, napisz o tym. Jeśli uważasz, że autor się myli albo wręcz gada głupoty, to tym bardziej o tym napisz.

Marcin Wełnicki,

pisarz, tłumacz, publicysta - prowadzi bloga Biały Atrament

Planując napisanie tego tekstu, miałem coś zupełnie innego na myśli. Jeszcze przed premierą Dragon Age'a 2 było wiadomo, że developer postanowił wykonać krok w bok i zamiast rozwijać styl rozgrywki znany z Dragon Age: Origins (które z kolei określano mianem „duchowego spadkobiercy” gier z serii Baldur's Gate), pójść drogą [Paweł Kam1] [T2] optymalizacji całości i zwiększenia jej przystępności.

 

Fani byli odrobinę zaniepokojeni. "Jak to?" dawały się słyszeć głosy niezadowolenia. Oskarżano Bioware o łamanie danego słowa - mieliśmy otrzymać klasycznego rpga, jak za dawnych dni, a tu serwują nam jakieś uproszczenia, zubożenia, [Paweł Kam3] [T4] 'tzw. streamlining, co można porównać do prowadzenia gracza jak po sznurku'. Obawiano się, że developer, zachęcony sukcesem Mass Effecta 2, który dla wielu był raczej regresem w stosunku do części pierwszej, postąpi podobnie w przypadku Dragon Age'a.

 

Osobiście byłem pewien, że tak właśnie będzie. I zupełnie mi to nie przeszkadzało. Dla mnie komputerowe gry fabularne opierają się na fabule, immersyjności świata, możliwości podejmowania wyborów, relacjach między postaciami. Na klimacie. Drobiazgowe modyfikowanie każdego elementu garderoby każdego z wielu bohaterów mojej drużyny, tak aby wycisnąć te dodatkowe 2% DPS-a nigdy szczególnie mnie nie pociągało, pauzowanie gry co pięć sekund, aby pieczołowicie dostosować zachowanie wszystkich członków zespołu do szybko zmieniającej się sytuacji nudziło mnie prawdę powiedziawszy strasznie, bo przerywało płynność akcji, a auto-attack uważałem za opcję dla leniuchów, przyzwyczajonych do zaawansowanych szablonów kalkulacyjnych, znanych też jako mmorpgi. Cieszyłem się, że główny bohater otrzymał głos, że zmieniono koncepcję oprawy graficznej i że nie będę już musiał spędzać tyle czasu w okienku ekwipunku. I że gra będzie nastawiona na konsole. Uh-oh.

 

Kogoś to bulwersuje? Jesteś zapalczywym fanem pecetowych rpgów i już ciśnie ci się na usta jakaś riposta? Świetnie, świetnie, zatrzymaj w sobie ten żar. A teraz słuchaj: dawno żadna gra nie rozczarowała mnie tak bardzo jak Dragon Age 2. Dawno w trakcie rozgrywki nie chciałem wyrzucić pada za okno.

 

Poczułem się zawiedziony, zdradzony przez firmę, której z chęcią oddawałem pieniądze od ponad 10 lat. Dragon Age 2 nie jest grą złą - jest grą przeciętną, ale kiedy przeciętna gra wychodzi spod ręki Bioware

 

Co moim zdaniem nie zagrało? Zapowiadany streamlining, którego się obawiano, czy otoczka klimatyczna, której wysokiej jakości się spodziewałem?

 

Jednym słowem? Wszystko.

 

Uproszczenia poszły za daleko. Drzewka umiejętności są bardziej przejrzyste i użyteczne, to prawda, ale nowy, szybszy styl rozgrywki połączony z podrasowaną efektywnością zdolności sprawia, że na niższych poziomach trudności (normal i niżej) grę można ukończyć powtarzając trzy komendy. Klik, klik, klik, a potem, cały czas wściekle wciskając wciskamy przycisk podstawowego ataku, czekamy czekając[T5] aż nasze talenty się 'ochłodzą' i ponownie będą gotowe do użycia. Jak Dragon Age 2 radzi sobie z tym problemem? Wysyła przeciwko graczowi tabuny wrogów. Falę za falą, całe hordy przeciwników, którzy pojawiają się znikąd, jakby spadali z nieba (tani chwyt, żeby osaczyć moich magów). Ani to eleganckie, ani realistyczne. Podczas rozgrywki co i rusz napadały mnie trzydziesto-, czterdziestoosobowe szajki oprychów. Pod koniec gry byłem niemal pewien, że wybiłem trzy czwarte bandyckiej populacji Kirkwall. Niestety, nawet ta nawałnica wrogów nie utrudnia gry - tylko czyni ją męczącą.

 

Faceci z nożyczkami dobrali się też do systemu ekwipunku, a ja naiwnie sądziłem, że oszczędzą mi przez to trochę pracy przy segregowaniu „śmieci”. Ale faceci z nożyczkami przycięli nie to, co trzeba. Zniknęło tworzenie przedmiotów. Nadal mogę zbierać ogryzki od jabłek, połamane strzały, dziwnie płaskie kamienie i Bóg wie co jeszcze, natomiast tak przydatne rzeczy jak pancerze, no cóż, one są przeznaczone tylko dla głównego bohatera, żaden z jego kompanów już ich nie wdzieje. Albo Hawke ma bardzo osobliwą budowę anatomiczną, albo komuś nie chciało się tworzyć dodatkowych modeli postaci. Ot, zagadka.

 

A co z klimatem? Prysł jak mydlana bańka. Wcale nie było łatwo, to był wysiłek zespołowy. Najpierw artyści spłodzili brązowo-szarą szatę graficzną i pozbawione życia i inwencji twórczej widoczki (w tym najbardziej nijakie, opustoszałe - jeśli nie liczyć szalejących watah bandytów - miasto fantasy). Potem architekci poziomów doszli do wniosku, że robią sobie wolne, i skonstruowali tylko cztery-pięć map, na których toczy się akcja gry (ktoś powinien zamknąć ten jeden miejski magazyn, w którym skupia się cała nielegalna działalność przestępczego światka). Nie, dosłownie. Ktoś się zgubił? Znajdziesz go w jaskini za miastem. Kult magów coś knuje? Kryją się w tej samej jaskini za miastem. Trzeba odprawić jakiś rytuał? Jaskinia za miastem świetnie się do tego nadaje. Odnaleźć rzadkie zioła? Nie wiem, gdzie rosną, ale jest taka jaskinia za miastem

 

Swoją cegiełkę dokładają też scenarzyści. Dragon Age 2 porzuca standardową fabułę gier Bioware, w których gracz wcielał się w rolę wybrańca ratującego świat, na rzecz no, historii o wybrańcu, który hm. Narracja jest straszliwie pocięta i rozchodzi się w szwach. Nie ma przewodniego wątku, nie ma poczucia nagłości, do samego końca nie ma prawdziwego antagonisty. Bohater błąka się po scenie, wykonując swego rodzaju społeczną posługę. Gracz wypełni swój czas w Kirkwall szeregiem zadań drugorzędnych, z rodzaju przynieś/podaj/zabij. Dobrze, powiecie, zmęczeni moją przedłużającą się tyradą, to opowieść bardziej osobista, o czempionie i jego wpływie na miasto, które przyszło mu nazywać domem, o jego wyborach.

 

Otóż nie. Dragon Age 2 nie oferuje wielu wyborów, a te, które się pojawiają, są płytkie i niesatysfakcjonujące. Teraz, podobnie jak w Mass Effect, nie wybieramy, co powiemy, ale jak to powiemy. Jasne, że nie mogę zabić zleceniodawcy, który właśnie wykorzystał mnie w roli przynęty, i jest w oczywisty sposób zły do szpiku kości, a z którym spotykam się w opustoszałym magazynie, i nikt nie widziałby jak to robię ale mogę mu powiedzieć, jak bardzo jego zachowanie mi się nie podobało - grzecznie, agresywnie lub „dupkowato” (zawsze wybierałem „dupkowato”).

 

Jeśli jeszcze to czytasz, to jesteś bardzo wytrwały. Wynagrodzę ci to szybkim podsumowaniem. Świat Dragon Age 2 jest pusty i mały. Fabuła miałka i pozbawiona wyborów. Walka uproszczona i mało satysfakcjonująca. Immersja zaprzepaszczona, klimat nijaki, satysfakcja z ukończenia gry żadna. Wcześniej napisałem, że Dragon Age 2 to gra przeciętna, ale teraz chyba sam w to nie wierzę.

 

Obwiniam EA. Dragon Age 2 pachnie skokiem na kasę. To błyskawicznie wyprodukowana, niedorobiona papka, która ma zarobić jak najwięcej pieniędzy w jak najkrótszym czasie. Powinienem był się tego spodziewać, kiedy Brent Knowles, główny projektant Dragon Age: Origins, opuścił Bioware po 10 latach pracy z powodu kierunku, jaki obrano przy DA2. Kiedy kompozytor, Inon Zur, przyznał, że zmuszono go do pracy w pośpiechu, aby zdążyć z premierą.

 

Odcinanie kuponów to dla Bioware w sumie nie pierwszyzna, zaczęło się od generalnie kiepskich dodatków do Dragon Age: Origins i nierównego DLC do Mass Effecta 2 (choćby skandalicznie słabego The Arrival sprzed kilku tygodni), ale nigdy nie prkzypuszczałemprzypuszczałem[T6] , że ten trend może się przenieść na pełną, „pudełkową” grę. Jeśli tak mają wyglądać kolejne produkowane przez nich gry - a przyjdzie nam się o tym przekonać jeszcze w tym roku za sprawą Mass Effecta 3 i The Old Republic - to bardzo źle wróży na przyszłość. Tak czy owak, Bioware upuściło pałeczkę na polu fantasy crpg. Czy ktoś ją podniesie? CD Projekt Red?

 

Szybka kontra to tylko opinia. Jeśli się z nią zgadzasz, napisz o tym. Jeśli uważasz, że autor się myli albo wręcz gada głupoty, to tym bardziej o tym napisz.


[Paweł Kam1]Optymalizacji czego?

[T2]W sumie wszystkiego, tj. całokształtu., stąd brak określenia czego konkretnie.

[Paweł Kam3]Wyjaśnij obce pojęcie

[T4]He, wyraz nie ma polskiego odpowiednika - ale zaczyna u nas powoli funkcjonować jak inne tego typu wyrazy (np.. leasing). Mówiąc oględnie to właśnie taka optymalizacja, tyle że wiążąca się z uproszczeniem maksymalnym.

[T5]Inaczej się nie da ;)

[T6]I tutaj ;)

Facebook Twitter Google Wykop

Od Redakcji: Dragon Age 2 nie przestaje budzić emocji – dowodem na to kolejny tekst. Czy się zgadzacie?

Wszyscy wiedzieli, że zakup Bioware przez EA będzie miał swoje reperkusje, ale nikt nie podejrzewał, jak daleko idące. Czy to początek końca rpgowego giganta?

Planując napisanie tego tekstu, miałem coś zupełnie innego na myśli. Jeszcze przed premierą Dragon Age’a 2 było wiadomo, że developer postanowił wykonać krok w bok i zamiast rozwijać styl rozgrywki znany z Dragon Age: Origins (które z kolei określano mianem „duchowego spadkobiercy” gier z serii Baldur’s Gate), pójść drogą optymalizacji całości i zwiększenia jej przystępności.

Fani byli odrobinę zaniepokojeni. „Jak to?” dawały się słyszeć głosy niezadowolenia. Oskarżano Bioware o łamanie danego słowa – mieliśmy otrzymać klasycznego rpga, jak za dawnych dni, a tu serwują nam jakieś uproszczenia, zubożenia, tzw. streamlining, co można porównać do prowadzenia gracza jak po sznurku. Obawiano się, że developer, zachęcony sukcesem Mass Effecta 2, który dla wielu był raczej regresem w stosunku do części pierwszej, postąpi podobnie w przypadku Dragon Age’a.

Dragon Age 2

Osobiście byłem pewien, że tak właśnie będzie. I zupełnie mi to nie przeszkadzało. Dla mnie komputerowe gry fabularne opierają się na fabule, immersyjności świata, możliwości podejmowania wyborów, relacjach między postaciami. Na klimacie. Drobiazgowe modyfikowanie każdego elementu garderoby każdego z wielu bohaterów mojej drużyny, tak aby wycisnąć te dodatkowe 2% DPS-a nigdy szczególnie mnie nie pociągało, pauzowanie gry co pięć sekund, aby pieczołowicie dostosować zachowanie wszystkich członków zespołu do szybko zmieniającej się sytuacji nudziło mnie prawdę powiedziawszy strasznie, bo przerywało płynność akcji, a auto-attack uważałem za opcję dla leniuchów, przyzwyczajonych do zaawansowanych szablonów kalkulacyjnych, znanych też jako mmorpgi. Cieszyłem się, że główny bohater otrzymał głos, że zmieniono koncepcję oprawy graficznej i że nie będę już musiał spędzać tyle czasu w okienku ekwipunku. I że gra będzie nastawiona na konsole. Uh-oh.

Kogoś to bulwersuje? Jesteś zapalczywym fanem pecetowych rpgów i już ciśnie ci się na usta jakaś riposta? Świetnie, świetnie, zatrzymaj w sobie ten żar. A teraz słuchaj: dawno żadna gra nie rozczarowała mnie tak bardzo jak Dragon Age 2. Dawno w trakcie rozgrywki nie chciałem wyrzucić pada za okno.

Poczułem się zawiedziony, zdradzony przez firmę, której z chęcią oddawałem pieniądze od ponad 10 lat. Dragon Age 2 nie jest grą złą – jest grą przeciętną, ale kiedy przeciętna gra wychodzi spod ręki Bioware

Co moim zdaniem nie zagrało? Zapowiadany streamlining, którego się obawiano, czy otoczka klimatyczna, której wysokiej jakości się spodziewałem?

Jednym słowem? Wszystko.

Dragon Age 2

Uproszczenia poszły za daleko. Drzewka umiejętności są bardziej przejrzyste i użyteczne, to prawda, ale nowy, szybszy styl rozgrywki połączony z podrasowaną efektywnością zdolności sprawia, że na niższych poziomach trudności (normal i niżej) grę można ukończyć powtarzając trzy komendy. Klik, klik, klik, a potem, cały czas wściekle wciskamy przycisk podstawowego ataku, czekając aż nasze talenty się ‚ochłodzą’ i ponownie będą gotowe do użycia. Jak Dragon Age 2 radzi sobie z tym problemem? Wysyła przeciwko graczowi tabuny wrogów. Falę za falą, całe hordy przeciwników, którzy pojawiają się znikąd, jakby spadali z nieba (tani chwyt, żeby osaczyć moich magów). Ani to eleganckie, ani realistyczne. Podczas rozgrywki co i rusz napadały mnie trzydziesto-, czterdziestoosobowe szajki oprychów. Pod koniec gry byłem niemal pewien, że wybiłem trzy czwarte bandyckiej populacji Kirkwall. Niestety, nawet ta nawałnica wrogów nie utrudnia gry – tylko czyni ją męczącą.

Faceci z nożyczkami dobrali się też do systemu ekwipunku, a ja naiwnie sądziłem, że oszczędzą mi przez to trochę pracy przy segregowaniu „śmieci”. Ale faceci z nożyczkami przycięli nie to, co trzeba. Zniknęło tworzenie przedmiotów. Nadal mogę zbierać ogryzki od jabłek, połamane strzały, dziwnie płaskie kamienie i Bóg wie co jeszcze, natomiast tak przydatne rzeczy jak pancerze, no cóż, one są przeznaczone tylko dla głównego bohatera, żaden z jego kompanów już ich nie wdzieje. Albo Hawke ma bardzo osobliwą budowę anatomiczną, albo komuś nie chciało się tworzyć dodatkowych modeli postaci. Ot, zagadka.

Dragon Age 2

A co z klimatem? Prysł jak mydlana bańka. Wcale nie było łatwo, to był wysiłek zespołowy. Najpierw artyści spłodzili brązowo-szarą szatę graficzną i pozbawione życia i inwencji twórczej widoczki (w tym najbardziej nijakie, opustoszałe – jeśli nie liczyć szalejących watah bandytów – miasto fantasy). Potem architekci poziomów doszli do wniosku, że robią sobie wolne, i skonstruowali tylko cztery-pięć map, na których toczy się akcja gry (ktoś powinien zamknąć ten jeden miejski magazyn, w którym skupia się cała nielegalna działalność przestępczego światka). Nie, dosłownie. Ktoś się zgubił? Znajdziesz go w jaskini za miastem. Kult magów coś knuje? Kryją się w tej samej jaskini za miastem. Trzeba odprawić jakiś rytuał? Jaskinia za miastem świetnie się do tego nadaje. Odnaleźć rzadkie zioła? Nie wiem, gdzie rosną, ale jest taka jaskinia za miastem

Swoją cegiełkę dokładają też scenarzyści. Dragon Age 2 porzuca standardową fabułę gier Bioware, w których gracz wcielał się w rolę wybrańca ratującego świat, na rzecz no, historii o wybrańcu, który hm. Narracja jest straszliwie pocięta i rozchodzi się w szwach. Nie ma przewodniego wątku, nie ma poczucia nagłości, do samego końca nie ma prawdziwego antagonisty. Bohater błąka się po scenie, wykonując swego rodzaju społeczną posługę. Gracz wypełni swój czas w Kirkwall szeregiem zadań drugorzędnych, z rodzaju przynieś/podaj/zabij. Dobrze, powiecie, zmęczeni moją przedłużającą się tyradą, to opowieść bardziej osobista, o czempionie i jego wpływie na miasto, które przyszło mu nazywać domem, o jego wyborach.

Otóż nie. Dragon Age 2 nie oferuje wielu wyborów, a te, które się pojawiają, są płytkie i niesatysfakcjonujące. Teraz, podobnie jak w Mass Effect, nie wybieramy, co powiemy, ale jak to powiemy. Jasne, że nie mogę zabić zleceniodawcy, który właśnie wykorzystał mnie w roli przynęty, i jest w oczywisty sposób zły do szpiku kości, a z którym spotykam się w opustoszałym magazynie, i nikt nie widziałby jak to robię ale mogę mu powiedzieć, jak bardzo jego zachowanie mi się nie podobało – grzecznie, agresywnie lub „dupkowato” (zawsze wybierałem „dupkowato”).

Dragon Age 2

Jeśli jeszcze to czytasz, to jesteś bardzo wytrwały. Wynagrodzę ci to szybkim podsumowaniem. Świat Dragon Age 2 jest pusty i mały. Fabuła miałka i pozbawiona wyborów. Walka uproszczona i mało satysfakcjonująca. Immersja zaprzepaszczona, klimat nijaki, satysfakcja z ukończenia gry żadna. Wcześniej napisałem, że Dragon Age 2 to gra przeciętna, ale teraz chyba sam w to nie wierzę.

Obwiniam EA. Dragon Age 2 pachnie skokiem na kasę. To błyskawicznie wyprodukowana, niedorobiona papka, która ma zarobić jak najwięcej pieniędzy w jak najkrótszym czasie. Powinienem był się tego spodziewać, kiedy Brent Knowles, główny projektant Dragon Age: Origins, opuścił Bioware po 10 latach pracy z powodu kierunku, jaki obrano przy DA2. Kiedy kompozytor, Inon Zur, przyznał, że zmuszono go do pracy w pośpiechu, aby zdążyć z premierą.

Odcinanie kuponów to dla Bioware w sumie nie pierwszyzna, zaczęło się od generalnie kiepskich dodatków do Dragon Age: Origins i nierównego DLC do Mass Effecta 2 (choćby skandalicznie słabego The Arrival sprzed kilku tygodni), ale nigdy nie przypuszczałem , że ten trend może się przenieść na pełną, „pudełkową” grę. Jeśli tak mają wyglądać kolejne produkowane przez nich gry – a przyjdzie nam się o tym przekonać jeszcze w tym roku za sprawą Mass Effecta 3 i The Old Republic – to bardzo źle wróży na przyszłość. Tak czy owak, Bioware upuściło pałeczkę na polu fantasy crpg. Czy ktoś ją podniesie? CD Projekt Red?

Powyższy tekst to tylko opinia. Jeśli się z nią zgadzasz, napisz o tym. Jeśli uważasz, że autor się myli albo wręcz gada głupoty, to tym bardziej o tym napisz.

Marcin Wełnicki,

pisarz, tłumacz, publicysta – prowadzi bloga Biały Atrament

Planując napisanie tego tekstu, miałem coś zupełnie innego na myśli. Jeszcze przed premierą Dragon Age’a 2 było wiadomo, że developer postanowił wykonać krok w bok i zamiast rozwijać styl rozgrywki znany z Dragon Age: Origins (które z kolei określano mianem „duchowego spadkobiercy” gier z serii Baldur’s Gate), pójść drogą [Paweł Kam1] [T2] optymalizacji całości i zwiększenia jej przystępności.

 

Fani byli odrobinę zaniepokojeni. „Jak to?” dawały się słyszeć głosy niezadowolenia. Oskarżano Bioware o łamanie danego słowa – mieliśmy otrzymać klasycznego rpga, jak za dawnych dni, a tu serwują nam jakieś uproszczenia, zubożenia, [Paweł Kam3] [T4] tzw. streamlining, co można porównać do prowadzenia gracza jak po sznurku. Obawiano się, że developer, zachęcony sukcesem Mass Effecta 2, który dla wielu był raczej regresem w stosunku do części pierwszej, postąpi podobnie w przypadku Dragon Age’a.

 

Osobiście byłem pewien, że tak właśnie będzie. I zupełnie mi to nie przeszkadzało. Dla mnie komputerowe gry fabularne opierają się na fabule, immersyjności świata, możliwości podejmowania wyborów, relacjach między postaciami. Na klimacie. Drobiazgowe modyfikowanie każdego elementu garderoby każdego z wielu bohaterów mojej drużyny, tak aby wycisnąć te dodatkowe 2% DPS-a nigdy szczególnie mnie nie pociągało, pauzowanie gry co pięć sekund, aby pieczołowicie dostosować zachowanie wszystkich członków zespołu do szybko zmieniającej się sytuacji nudziło mnie prawdę powiedziawszy strasznie, bo przerywało płynność akcji, a auto-attack uważałem za opcję dla leniuchów, przyzwyczajonych do zaawansowanych szablonów kalkulacyjnych, znanych też jako mmorpgi. Cieszyłem się, że główny bohater otrzymał głos, że zmieniono koncepcję oprawy graficznej i że nie będę już musiał spędzać tyle czasu w okienku ekwipunku. I że gra będzie nastawiona na konsole. Uh-oh.

 

Kogoś to bulwersuje? Jesteś zapalczywym fanem pecetowych rpgów i już ciśnie ci się na usta jakaś riposta? Świetnie, świetnie, zatrzymaj w sobie ten żar. A teraz słuchaj: dawno żadna gra nie rozczarowała mnie tak bardzo jak Dragon Age 2. Dawno w trakcie rozgrywki nie chciałem wyrzucić pada za okno.

 

Poczułem się zawiedziony, zdradzony przez firmę, której z chęcią oddawałem pieniądze od ponad 10 lat. Dragon Age 2 nie jest grą złą – jest grą przeciętną, ale kiedy przeciętna gra wychodzi spod ręki Bioware

 

Co moim zdaniem nie zagrało? Zapowiadany streamlining, którego się obawiano, czy otoczka klimatyczna, której wysokiej jakości się spodziewałem?

 

Jednym słowem? Wszystko.

 

Uproszczenia poszły za daleko. Drzewka umiejętności są bardziej przejrzyste i użyteczne, to prawda, ale nowy, szybszy styl rozgrywki połączony z podrasowaną efektywnością zdolności sprawia, że na niższych poziomach trudności (normal i niżej) grę można ukończyć powtarzając trzy komendy. Klik, klik, klik, a potem, cały czas wściekle wciskając wciskamy przycisk podstawowego ataku, czekamy czekając[T5] aż nasze talenty się ‚ochłodzą’ i ponownie będą gotowe do użycia. Jak Dragon Age 2 radzi sobie z tym problemem? Wysyła przeciwko graczowi tabuny wrogów. Falę za falą, całe hordy przeciwników, którzy pojawiają się znikąd, jakby spadali z nieba (tani chwyt, żeby osaczyć moich magów). Ani to eleganckie, ani realistyczne. Podczas rozgrywki co i rusz napadały mnie trzydziesto-, czterdziestoosobowe szajki oprychów. Pod koniec gry byłem niemal pewien, że wybiłem trzy czwarte bandyckiej populacji Kirkwall. Niestety, nawet ta nawałnica wrogów nie utrudnia gry – tylko czyni ją męczącą.

 

Faceci z nożyczkami dobrali się też do systemu ekwipunku, a ja naiwnie sądziłem, że oszczędzą mi przez to trochę pracy przy segregowaniu „śmieci”. Ale faceci z nożyczkami przycięli nie to, co trzeba. Zniknęło tworzenie przedmiotów. Nadal mogę zbierać ogryzki od jabłek, połamane strzały, dziwnie płaskie kamienie i Bóg wie co jeszcze, natomiast tak przydatne rzeczy jak pancerze, no cóż, one są przeznaczone tylko dla głównego bohatera, żaden z jego kompanów już ich nie wdzieje. Albo Hawke ma bardzo osobliwą budowę anatomiczną, albo komuś nie chciało się tworzyć dodatkowych modeli postaci. Ot, zagadka.

 

A co z klimatem? Prysł jak mydlana bańka. Wcale nie było łatwo, to był wysiłek zespołowy. Najpierw artyści spłodzili brązowo-szarą szatę graficzną i pozbawione życia i inwencji twórczej widoczki (w tym najbardziej nijakie, opustoszałe – jeśli nie liczyć szalejących watah bandytów – miasto fantasy). Potem architekci poziomów doszli do wniosku, że robią sobie wolne, i skonstruowali tylko cztery-pięć map, na których toczy się akcja gry (ktoś powinien zamknąć ten jeden miejski magazyn, w którym skupia się cała nielegalna działalność przestępczego światka). Nie, dosłownie. Ktoś się zgubił? Znajdziesz go w jaskini za miastem. Kult magów coś knuje? Kryją się w tej samej jaskini za miastem. Trzeba odprawić jakiś rytuał? Jaskinia za miastem świetnie się do tego nadaje. Odnaleźć rzadkie zioła? Nie wiem, gdzie rosną, ale jest taka jaskinia za miastem

 

Swoją cegiełkę dokładają też scenarzyści. Dragon Age 2 porzuca standardową fabułę gier Bioware, w których gracz wcielał się w rolę wybrańca ratującego świat, na rzecz no, historii o wybrańcu, który hm. Narracja jest straszliwie pocięta i rozchodzi się w szwach. Nie ma przewodniego wątku, nie ma poczucia nagłości, do samego końca nie ma prawdziwego antagonisty. Bohater błąka się po scenie, wykonując swego rodzaju społeczną posługę. Gracz wypełni swój czas w Kirkwall szeregiem zadań drugorzędnych, z rodzaju przynieś/podaj/zabij. Dobrze, powiecie, zmęczeni moją przedłużającą się tyradą, to opowieść bardziej osobista, o czempionie i jego wpływie na miasto, które przyszło mu nazywać domem, o jego wyborach.

 

Otóż nie. Dragon Age 2 nie oferuje wielu wyborów, a te, które się pojawiają, są płytkie i niesatysfakcjonujące. Teraz, podobnie jak w Mass Effect, nie wybieramy, co powiemy, ale jak to powiemy. Jasne, że nie mogę zabić zleceniodawcy, który właśnie wykorzystał mnie w roli przynęty, i jest w oczywisty sposób zły do szpiku kości, a z którym spotykam się w opustoszałym magazynie, i nikt nie widziałby jak to robię ale mogę mu powiedzieć, jak bardzo jego zachowanie mi się nie podobało – grzecznie, agresywnie lub „dupkowato” (zawsze wybierałem „dupkowato”).

 

Jeśli jeszcze to czytasz, to jesteś bardzo wytrwały. Wynagrodzę ci to szybkim podsumowaniem. Świat Dragon Age 2 jest pusty i mały. Fabuła miałka i pozbawiona wyborów. Walka uproszczona i mało satysfakcjonująca. Immersja zaprzepaszczona, klimat nijaki, satysfakcja z ukończenia gry żadna. Wcześniej napisałem, że Dragon Age 2 to gra przeciętna, ale teraz chyba sam w to nie wierzę.

 

Obwiniam EA. Dragon Age 2 pachnie skokiem na kasę. To błyskawicznie wyprodukowana, niedorobiona papka, która ma zarobić jak najwięcej pieniędzy w jak najkrótszym czasie. Powinienem był się tego spodziewać, kiedy Brent Knowles, główny projektant Dragon Age: Origins, opuścił Bioware po 10 latach pracy z powodu kierunku, jaki obrano przy DA2. Kiedy kompozytor, Inon Zur, przyznał, że zmuszono go do pracy w pośpiechu, aby zdążyć z premierą.

 

Odcinanie kuponów to dla Bioware w sumie nie pierwszyzna, zaczęło się od generalnie kiepskich dodatków do Dragon Age: Origins i nierównego DLC do Mass Effecta 2 (choćby skandalicznie słabego The Arrival sprzed kilku tygodni), ale nigdy nie prkzypuszczałemprzypuszczałem[T6] , że ten trend może się przenieść na pełną, „pudełkową” grę. Jeśli tak mają wyglądać kolejne produkowane przez nich gry – a przyjdzie nam się o tym przekonać jeszcze w tym roku za sprawą Mass Effecta 3 i The Old Republic – to bardzo źle wróży na przyszłość. Tak czy owak, Bioware upuściło pałeczkę na polu fantasy crpg. Czy ktoś ją podniesie? CD Projekt Red?

 

Szybka kontra to tylko opinia. Jeśli się z nią zgadzasz, napisz o tym. Jeśli uważasz, że autor się myli albo wręcz gada głupoty, to tym bardziej o tym napisz.


[Paweł Kam1]Optymalizacji czego?

[T2]W sumie wszystkiego, tj. całokształtu., stąd brak określenia czego konkretnie.

[Paweł Kam3]Wyjaśnij obce pojęcie

[T4]He, wyraz nie ma polskiego odpowiednika – ale zaczyna u nas powoli funkcjonować jak inne tego typu wyrazy (np.. leasing). Mówiąc oględnie to właśnie taka optymalizacja, tyle że wiążąca się z uproszczeniem maksymalnym.

[T5]Inaczej się nie da 😉

[T6]I tutaj 😉