Zmien skórke
Logo Polygamii

Tolerujesz skrzynki z lootem, nienawidzisz ich czy totalnie ci zwisają? [Klub Dyskusyjny]

Nie było w tym tygodniu ważniejszego tematu. Więc jak to u nas i u was jest?

Bartek Stodolny: Skrzynki są złe i nie chodzi mi tu o mikrotransakcje jako takie, bo te jestem w stanie zrozumieć. Ceny gier AAA od lat są takie same, podczas gdy wszystko inne drożeje, o inflacji czy głodzie akcjonariuszy już nie wspominając. I dopóki jest to zakup konkretnego ciuszka, konkretnej ilości wewnętrznej waluty czy czegokolwiek innego, co jest jasno określone, to spoko. Nadal nie jest to w porządku przy dużej grze za 300 zł, ale godzę się na mniejsze zło, żebym za rok tej samej gry nie kupował za 350 zł.

Problem mam z tą cholerną losowością, bo jeśli już postanowię wydać dodatkowe pieniądze, to nieważne czy będzie to 5, 10, czy 100 zł, chcę otrzymać w zamian konkret, a nie tylko szansę na niego. Bez znaczenia, czy w skrzynkach jest tylko kosmetyka, czy przedmioty potrzebne do rozwoju kariery kierowcy. Z tego samego powodu nie kupuję CCG – po prostu nie wiem, co znajdę w starterze czy boosterze.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że sami zaczynamy bronić tych praktyk. Tak – my, „poważni” gracze. Coraz częściej spotykam się z komentarzami w serwisach poświęconych grom wideo, również na Polygamii, czy mediach społecznościowych, że w sumie co w tym złego? I te porównania właśnie do karcianek czy wręcz dropu z mobów. Człowieku, jeśli naprawdę nie widzisz różnicy, nie powinieneś wydawać jakichkolwiek pieniędzy bez zgody rodziców.


Maciej Kowalik:  Są rzeczy, z którymi mogę się pogodzić i rzeczy, które prędzej wyprę z głowy niż wzruszę ramionami. Do pierwszej kategorii muszę te pieprzone skrzynki zaliczyć. Są. Są wszędzie. Wszywa się je w gatunki i półki cenowe, w których nie powinno być dla nich miejsca. I zupełnie szczerze – chce mi się rzygać, gdy dwa czy trzy tygodnie przed jakąś premierą, nagle okazuje się jak wciśnięto je jej w gardło. Bez żadnych plusów dla graczy. Tylko dla wydawcy.

Skoro mam to już za sobą, to powiem też, że w obecnej rzeczywistości po prostu musimy nauczyć się rozróżniać i wartościować te systemy. Overwatch na pewno spopularyzował skrzynki w grach AAA, ale nie on je zaczął. Cofnijcie się do Mass Effect 3. Cofnijcie się do premiery Ultimate Team w serii FIFA. EA nas ostrzegało mówiąc, że chce taki model w każdej swojej grze. I popatrzcie na ich ostatnią strzelaninę i wyścigi. Zastanawialiśmy się jak niby musiałoby to wyglądać żeby miało sens. A EA się nie zastanawiało i po prostu to zrobiło.

Ale wyjścia nie ma. Trzeba nauczyć się z tym żyć. Bo można się żąchać, krzyczeć i drapać, ale hej – pamiętacie jak bardzo protesty po zbroi dla konia wpłynęły na mikrotransakcje? Ja też nie.

Więc mamy tę końcówkę 2017 roku i mam was za dorosłych ludzi. Więc powiem, że skrzynki w Overwatchu mi nie wadzą. To tylko wizualne pierdółki i nie otwierając żadnej nigdy masz taką samą grę jak youtuber, który zarabia na darciu mordy, bo dostał nową skórkę. Z drugiej strony mamy EA. Zepsuło Dead Space 3, zepsuło Battlefronta 2, zepsuło Need for Speed: Paycheck(sic!). Jeśli jest jakaś nadzieja dla naszych portfeli, to jest nią… właśnie EA. Firma zdolna zajechać te skrzynki do grobu. Czego sobie i wam życzę. Tylko nie kupujcie jej gier.


Paweł Olszewski: Jestem przerażony tym, co się właśnie wyrabia z lootboksami w branży gier. Bo nie mówimy już o internetowych strzelankach czy tam mobilnych free-to-playach, które są raczej poza zasięgiem moich zainteresowań, ale AAA. Czymś, co do niedawna bardzo lubiłem. Czyli nawet nie do czasu, kiedy lootboksy w ogólnie „w moich” grach się pojawiły. Niech sobie tam będą, dla jakichś narwańców. Irytują mnie od momentu kiedy to pod nie zaczęło projektować się nawet single’owe gry. Tak samo miałem z DLC – nie przeszkadzały mi dopóki nie zaczęto wycinać na ich potrzeby całych etapów i wątków z głównych fabuł. Te nieszczęsne skrzynki czy DLC pokazują, że nawet w teorii fajne pomysły czy dodatki na urozmaicenie rozgrywki i gier bardzo szybko mogą zostać obrócone przeciwko nam. Sprzedaż niezłych, ale poharatanych tymi mechanizmami tytułów pokazuje natomiast, że większości odbiorców (a nie głośnej mniejszości z Reddita) raczej to nie przeszkadza.


Patryk Fijałkowski: Je&%# skrzynki. Serio. Tyle o tym ostatnio gadamy, prywatnie, w pracy, na stronie, że siedzę teraz od dwudziestu minut i zastanawiam się, co jeszcze właściwie w związku z tym napisać. W ostatnim czasie jest to stały temat branży – i dobrze, tak powinno być. Reagujemy. Nasza reakcja przynosi natomiast realne, solidne efekty, nawet jeśli od samego początku miałby to być szatański, długoterminowy plan EA. Jako konsumenci rysujemy kredą wyraźną granicę, której twórcy nie powinni przekraczać. Umieszczajcie sobie skrzynki z kosmetyką w grach free-to-play. Niech będzie. Może – ale naprawdę MOŻE – nawet zniesiemy to, że są w grze AAA kupionej za ponad 200 złotych, o ile to gra wieloosobowa, a znajdowane fanty ograniczają się do skórek. Ale gdy ten wybitnie nieatrakcyjny model trafia do tytułów singlowych (karty w ramach tuningu?! naprawdę?) albo zamienia drogą, multiplayerową produkcję w pay-to-pay-to-win, bo oprócz durnej emotki oferuje realną przewagę nad innymi graczami… Je&%# to, naprawdę. Je&%# po stokroć.

I nie, to nie jest kwestia wyboru, to nie działa na zasadzie „nie chcesz, to po prostu kup grę, a nie kupuj skrzynek i po problemie”. Choćby w przypadku takiego Battlefronta 2 widzę bowiem, jak skupienie się na skrzynkach z lootem fundamentalnie uszkodziło cały system rozwoju w skądinąd naprawdę fajnej grze. I nawet gdyby EA teraz zupełnie z nich zrezygnowało, to cały mechanizm, zbudowany z myślą o mikrotransakcjach, wciąż będzie poważnie uszkodzony u samych podstaw. I ja wiem, że w przypadku DLC też wszyscy krzyczeli, a wyszło jak wyszło, ale idealistyczna część mnie sugeruje, że może jednak czasy się zmieniły? Może nauczyliśmy się na błędach?


Dominik Gąska: W grach dla pojedynczego gracza? Zwyczajnie nie rozumiem. Nie nienawidzę, bo nie tylko nie czuję potrzeby ich używania, ale mam wrażenie, że psują grę. Po co miałbym płacić za dostanie czegoś, co mam sam w niej zrobić? Płacenie za coś lepszego, niż mogę w niej zdobyć, to jeszcze gorszy pomysł. Jakbym miał kupić grę, a później wydać w niej dodatkowe pieniądze, żeby w nią nie grać wcale albo grać mniej. Trudno mi to ogarnąć umysłem i zrozumieć „czemu”.

„Czemu” w znaczeniu „czemu ludzie się na to biorą i to kupują”, oczywiście, nie „czemu się to robi”. Bo odpowiedź na tę drugą odpowiedź jest łatwa. Robi się, bo w ten sposób można przy niemal zerowym dodatkowym nakładzie zarobić na graczach więcej pieniędzy. Zbroja dla konia to przy tym prawdziwa okazja! Wtedy przynajmniej za te pieniądze dostawało się jakiś faktyczny przedmiot, jakąś zbroję dla jakiegoś konia, płaciło się tę kasę i się ją miało i można z niej było korzystać.

A loot boxy? Płacenie za dostęp nie do nowych rzeczy, tylko do takich, które i tak są w grze? Ktoś wpadł na sposób, żeby sprzedać nam grę, a później sprzedać nam ją raz jeszcze. To nawet nie „mikrotransakcje” to „mikro-branie-mojej-gry-za-zakładnika-dla-okupu”.


adam2Adam Piechota: Gardzę. Ale nie boję się skrzynek. Z gorzkim uśmiechem czytam o kolejnych aferach. Gorzkim, bo przecież kiedyś już było podobnie. A jeżeli raz się na czymś porządnie rozczarowujemy, potem mamy więcej dystansu. „Zbroje dla konia” przeobraziły się w poszatkowane pozycje z nastawieniem na dodatkowy zarobek, ale „ostateczną formą” DLC jest dla mnie to, co zrobił Rockstar w Red Deadzie, co robiło From Software w Soulsach, co robi Sony z Horizon Zero Dawn, co (mam nadzieję) zrobi Capcom z Residentem i Nintendo z Breath of the Wild. To nie są dodatki, tylko klasyczne rozszerzenia, odsłony przejściowe, dwudziestogodzinne kampanie, które pozwalają na świeży powrót do ulubionych światów. Niemal dekadę to trwało, lecz dziś na pierwszy rzut oka widzimy, gdzie autorzy naprawdę chcieli rozbudować swoje dzieło, a gdzie próbują wyłudzić bonusowy przelewik.
Problem ze skrzynkami jest wyłącznie taki, że w nic dobrego ta mechanika się nie przerodzi. Owszem, zepsuje kilkanaście (lub -dziesiąt) największych premier w ciągu dwóch czy trzech lat, tak jak wcześniejsze wycinanki, niemniej nie da nic fajnego w zamian. Ale minie. Znajdą się jeszcze lepsze pomysły na zarabianie. Szkoda, że to dzieje się właśnie teraz, bo rok 2017, zamiast rokiem Nintendo, zostanie – jak to mówi Jim Sterling – rokiem skrzynek z lootem. Totalnie phi.
W pracy kieruję się prostą zasadą. Tam, gdzie skrzynki przeszkadzają w normalnej grze, piszę o tym w recenzji i puentuję niższym werdyktem. Tam, gdzie są nieinwazyjne, ignoruję je zupełnie. Żal mi tych, którzy tego nie robią.


Przeczytaj także:

Redakcja

Więcej na temat:

  1. 10:07 18.11.2017
  2. 10:20 18.11.2017
    mimochodem

    nigdy nie grałem w grę z lootboxami. ciekawe jak to jest.

    Ukryj odpowiedzi()
  3. Simplex
    11:06 18.11.2017
    Simplex

    „Overwatch na pewno spopularyzował skrzynki w grach AAA, ale nie on je zaczął. Cofnijcie się do Mass Effect 3. Cofnijcie się do premiery Ultimate Team w serii FIFA.”
    Źródła skrzynek są gdzieś w japonii (compu gacha, która została w końcu prawnie zakazana, do takiego stopnia patologii tam doszło), ale na zachodzie to musimy podziękować dobrodziejowi Gabenowi i jego skrzynkom w TF2 (okolice 2010 roku chyba).

    „EA nas ostrzegało mówiąc, że chce taki model w każdej swojej grze. ”
    Wydaje mi się, że to było Take2, choć może obie firmy mówiły to samo. Ja kojarzę taką niedawną wypowiedź od Take2:
    https://www.rockpapershotgun.com/2017/11/08/grand-theft-auto-v-publishers-want-microtransactions-in-all-their-future-games-says-boss-man/

    „ostateczną formą” DLC jest dla mnie to, co zrobił Rockstar w Red Deadzie, co robiło From Software w Soulsach, co robi Sony z Horizon Zero Dawn, co (mam nadzieję) zrobi Capcom z Residentem i Nintendo z Breath of the Wild. To nie są dodatki, tylko klasyczne rozszerzenia, odsłony przejściowe, dwudziestogodzinne kampanie, które pozwalają na świeży powrót do ulubionych światów.

    Aż się prosiło żeby napisać: „ostateczną formą” DLC jest dla mnie to, co zrobił CDPR w Wiedźminie 3 🙂

  4. indeed
    11:17 18.11.2017
    indeed

    Dopóty dopóki to wyłącznie kosmetyka w multiplayerze to mam je kompletnie gdzieś. Ani grosza nigdy na te skrzynki nie wydałem i nie planuję tego zmieniać, ale jak ktoś chce marnować kasę, jak dziecko to jego sprawa i nic mi do tego. Jasne, że sam model jest wyjątkowo paskudny, bo nie kupujesz sobie skina do broni tylko szansę na to, że ów skin Ci wypadnie, ale mnie na tej kosmetyce nigdy nie zależało, więc mi to lata.

    Natomiast w momencie, gdy zaczynają skrzyneczki w faktyczny sposób wpływać na rozgrywkę (i nie mam tu na myśli Dead Space 3, w którym owszem występowały, ale całą grę bez problemu przeszedłem świetnie się przy tym bawiąc nie sięgając do portfela poza zakupem tytułu) mówię STOP K****. Jeśli zapłaciłem za grę te 230-250 zł to nie mają prawa w niej znaleźć się mechanizmy z gier F2P – nie gram we F2P własnie dlatego, że wkurza mnie grind, do którego jest tam zmuszony gracz, jeśli nie chce rzucać co chwila banknotami w monitor. Z tego samego też powodu nie mam obiekcji przed wysupłaniem tych 230-250 zł na pełną grę – zapłaciłem raz, może i dużo (albo nie zależy od punktu widzenia), ale potem już tylko się bawię i ewentualnie za jakiś czas kupuję dodatek z nowymi mapami. Jeśli w takiej grze zmusza się mnie do tępego grindowania albo wydawania kasy na skrzyneczki, żeby mieć obiektywnie lepsze szanse w walce to całkowicie odpadam i gry nie kupię. Dokładnie z tego powodu nie kupuję Battlefronta 2 mimo, że mam na niego sporą ochotę – wiem, że tylko bym się wściekał, że zmusza się mnie do skandalicznego grindu albo wykładania kasy na szansę, żeby rozwinąć ulubioną klasę postaci.

    Ukryj odpowiedzi()
    • gsg
      12:18 18.11.2017
      gsg

      Ja mam taką obawę, że przy pobłażliwym traktowaniu tematu („chcą sobie kupować losy na loterię kosmetyczną to niech kupują”) coraz więcej decydentów będzie taki model pakowało do gier – Ty nie kupujesz Battlefronta 2, a mnie zaboli, jeśli za rok czy dwa nie kupię Dark Souls 4 czy Bloodborne 2, czy jakiegokolwiek innego Soulslike od FS, bo „nagle” szefostwo opanował duch Ko Na Mi Loo T Boxa. I co z tego, że brzmi to absurdalnie. Lootboxy w grach wyścigowych pięć lat temu pewnie też brzmiały absurdalnie, tak jak kiedyś dokonywanie jakiegokolwiek kontentu z poziomu gry.

      Dlatego uważam, że odpór trzeba dawać i pokazywać globalnie – niezależnie od tego, czy to piekiełko już zdążyło dotknąć Cię jako gracza czy jeszcze nie.

      Dark Souls 4: Pay To Fashion
      Tylko 2$ za 2 skrzynki z Fashion, ale każda ma 30% szans na bycie Mimikiem
      Tylko 4$ za zestaw 5 skrzynek z gwarancją że w żadnej nie znajdziesz Rubbish
      Tylko 10$ za zestaw 12 skrzynek – szansa na Mimika spada do 20%
      W tle słychać klasyczny śmiech NPC z Souls.

      Ukryj odpowiedzi()
    • mcklop.
      17:07 18.11.2017
      mcklop.

      Muszę się zgodzić z gsg. Ty nie kupisz, ja nie kupię, ale na nas dwóch znajdzie się dwójka albo i więcej baranów, którzy kupią. A niestety te decyzje nie dzieją się w próżni i to ich właśnie zauważy wydawca. Ludzie wydający pieniądze w takim systemie rujnują gry dla reszty, dlatego mam dla nich tylko wielkiego „faka”.

  5. 15:45 18.11.2017
    lubiemajonez

    Ja przekleję tylko rozmowę z r/needforspeed spod tematu o obniżce ceny Need for Speeda

    [–]Aslaf95 -1 punktów 13 godzin temu*

    Well. In my opinion demanding even a 10$ for a game with clear F2P-like model is just a robbery.
    If you put microtransacrions and RNG to you game, offering it for full price is just like spitting in consumer face.
    I still cannot understand, why there is no shitstorm here after SW:B2 uprising. It’s just beyond me, how people still let corporations push the boundaries further and further. Look at you, you are just hyped for paying for a free to play game… „Discount” is just illusory.
    permalinkembedwypiszedytujwyłącz powiadomienia o odpowiedziachusuńodpowiedz

    [–]marcusteh1238MarkersDuh 2 punkty 13 godzin temu

    Payback has some microtransactions, and grinding is easy and fun. Stop whining lmao. Play the game and you’ll know.

    Problemem nie jest EA, problemem jest społeczność debili/dzieci, którzy nie widzą problemu. Serio, ja dostaje minusy, a ten klient plusy. „LMAO”

    Ukryj odpowiedzi()
  6. 17:13 18.11.2017
    madoc

    Skrzynie w Overwatchu mi nie przeszkadzają zupełnie. Nie czuję się w żaden sposób zmuszany do ich kupowania, nawet więcej – mimo tego, że nie kupuję, gra nie sprawia, że czuję się „gorszym graczem”. Dostaję skrzynkę co poziom, za udział w rozgrywkach dodatkowych, a czasem też z okazji jakiegoś eventu, i tym sposobem mam już kilkadziesiąt skórek (w tym 10 legendarnych) i masę innych głupot jak emotki, odzywki czy graffiti, a do tego ponad 3 tysiące overwatchowej waluty.

    Inna sprawa, gdy skrzynie są częścią systemu progresji, co uważam za chorą sytuację. To jest dosyć smutne, bo szczerze czekałem na nowego NFSa, pierwszy lat od 7 lat, a po przeczytaniu recenzji wiem, że odpalę go ewentualnie w EA Accessie. To samo z Battlefrontem – poprzedniego nawet lubiłem, mimo małej głębi i jeszcze mniejszej zawartości był całkiem przyjemną strzelanką z fenomenalną oprawą. Dwójka wydawała mi się idealną kontynuacją – więcej zawartości, darmowe rozszerzenia, podział na klasy, wciąż niesamowita oprawa. Ale znów – albo system progresji zostanie zmieniony (w co nie wierzę), albo sprawdzę grę w darmowej wersji w Accessie i na tym się skończy moja przygoda z tym tytułem.

    Brawo EA, cieszyłem się na dwie wasze gry w tym roku, nie kupię żadnej. Wracam do Stardew Valley uprawiać pietruszkę.

    Ukryj odpowiedzi()
    • gsg
      18:19 18.11.2017
      gsg

      I z takim podejściem mam kłopot.

      Ja uważam, że skrzynie nie są ok. nawet jeśli nie są częścią systemu progresji tylko częścią systemu kosmetyki. Skąd bierze się przyzwolenie na loterię w skórkach?

      Są tytuły, które za konkretną kasę dają konkretną zawartość – sam w ogóle nie popieram mikrotransakcji w płatnych tytułach ale jestem w stanie zaakceptować ten model bez losowości jako uczciwy w stosunku do konsumenta.

      Natomiast płatności za losową zawartość w moim rozumieniu nie różnią się wiele od hazardu (i gwiżdżę że ESRB się nie zgadza a wszyscy kochają jajka z niespodzianką czy decki do karcianek) i jest to dla mnie model antykonsumencki i nieetyczny.

      W dyskusjach na twitterze znalazłem zwięzłe, zgrabne podsumowanie moich odczuć.

      „I’m not sure I’d say there is 100% a way to implement them ethically. Loot boxes do two things: (A) create the thrill of gambling and (B) cause players to pay more for items than they would by purchasing them directly. I think B is hard to argue as ethical so it becomes”
      https://twitter.com/RyanJuckett/status/931279358915833856

      Ukryj odpowiedzi()
      • 21:40 19.11.2017
        madoc

        Jeśli chodzi o gracza wydającego pieniądze na te przedmioty, to oczywiście masz rację – jest to kupowanie kota w worku. Uczciwszy system jest w Docie choćby – gra co jakiś czas losuje nam jakiś przedmiot, gwarantowane prezenty są też za awans na wyższy poziom (przynajmniej było tak, jak ja grałem), ale gdy chcemy kupić sobie konkretny przedmiot, to nie ma problemu, nie ma żadnego bawienia się w skrzynki.

        Ale dla mnie, gracza niepłacącego (dodatkowo, bo raz już zapłaciłem), skrzynki w Overwatchu są w porządku. Owszem, jest tu jakiś element hazardu, bo nawet przy otwieraniu jest to znane uczucie „a co tym razem mi się trafi”, ale że skrzynki dostaję za darmo, po prostu grając, nie czuję się oszukany. Swoją drogą, losowość skrzynek paradoksalnie sprawia, że nie skuszę się nigdy na wydanie na nie pieniędzy – gdybym mógł za konkretne pieniądze kupić powiedzmy konkretną skórkę dla D.Vy, być może bym się zdecydował, ale przy takim systemie nie mam zamiaru.

        Ukryj odpowiedzi()
        • gsg
          22:43 19.11.2017
          gsg

          Do losowego lootu za który płacić nie trzeba nie mam żadnych zastrzeżeń – jako część gry bywa ok. a jeśli czuję, że za dużo w danym tytule RNG, to po prostu się na niego nie decyduję. Model z Doty brzmi sensownie.

          A ogólnie marzy mi się że wszyscy możemy decydować się albo nie na dane gry po prostu dlatego, że pasuje nam albo nie dany typ gameplayu. Nie w ramach chęci oprotestowania pazerności wydawcy. I szkoda mi fajnych gier – wolałbym tu czytać Twoje komentarze z wrażeniami z Battlefronta 🙂

          Ukryj odpowiedzi()
          • 16:16 20.11.2017
            piasecznik

            Niestety w świecie wszędobylskich licencji i wyłączności na grę w realiach SW wyprodukowanej poza EA nie ma szans. Chyba że EA straci licencję. To także brak wyboru wywołało tak duże emocje i dało zapał do walki z tym potworkiem.

  7. 17:20 18.11.2017
    Finear

    tak jak to wyglada w overwatch nie przeszkadza mi w żaden sposób

    w tego typu gry gra sie latami, w docie wydałem przynajmniej kilka set pln powiedzmy że to cena 5 gier AAA ale spedziłem w niej przynajmniej 20 czy 30 razy wiecej czasu niż w jakiej kolwiek innej grze kosztującej 150pln (tak wiem ze dota jest f2p ale zasada ta sama po prostu w overwatch nie gram) wiec np. nowe kosmetyczne zwiazane z jakims eventem irl czy premiera innej gry tego samego producenta itemy 2-3 lata po premierze chetnie kupie

  8. 18:32 18.11.2017
    piasecznik

    Kosmetyka w lootboxach mi nie wadzi o ile mechanika gry nie jest nastawiona na wymuszanie ich zakupu.
    Mechanika pay to win to w moim przekonaniu wbudowana dystrybucja cheatow a na to nigdy sie nie zgodzę.

  9. Rif-
    12:32 19.11.2017
    Rif-

    Niegdyś grając w Galaxy of Heroes przez chwilę (bo nienawidzę mikrotransakcji w postaci z gier f2p) pomyślałem, że chciałbym dać pełną cenę, gdybym miał za to swobodę rozwoju bez tych uprzykrzających ograniczeń systemu płatności. Jest to marzeniem ściętej głowy, a teraz dowiaduję się, że taki Battlefront 2 domyślnie ma mieć wbudowany podobny system, mimo, że wydałbym na niego blisko 300 złotych. Dramat, który odpycha mnie od grania. Na szczęście są firmy, które jeszcze nas oszczędzają.

  10. 17:07 19.11.2017
    Marrond

    Gracze zasługują na wszystko to co ich w tym momencie spotyka. Takie popuszczanie wydawcom już od lat gryzie Was wszystkich w rzyć z nawiązką. A zaczęło się niewinnie – od bulenia z Xbox Live i zbroi dla konia. Cóż, jak gospodarzycie tak macie ale sami do takiej sytuacji doprowadziliście. Gracze to miękkie pałki bez jakiegokolwiek kręgosłupa. A wystarczyło nie wypinać się i nie rzucać pieniędzmi w monitor. Co z tego, że krzyczycie że boli, skoro portfel mówi kompletnie co innego? Nie zdziwi mnie jak to za co teraz EA dostaje (zupełnie słusznie) czarny PR będzie standardem w branży za 3-4 lata – bo graczom brakuje konsekwencji, zjednoczenia i za krzty odpowiedzialności.

    Ukryj odpowiedzi()
    • 23:53 19.11.2017
      lubiemajonez

      Tak sobie ostatnio przypomniałem, że hen hen w dalekiej przeszłości czytałem kiedyś taki artykuł, który poruszał (wtedy) problem z lokowaniem produktów w grach. Chodziło między innymi o jakieś bilboardy realnych marek w grach itd…

      Jak daleką drogę w nicość przeszliśmy od tamtego momentu… Coś, co dla dawnych graczy było problemem dzisiaj nikogo by nie obchodziło i nawet nikt by takiego felietonu nie chciał przeczytać. Coś, co z kolei teraz jest dla nas problemem, przedstawione ówczesnym graczom brzmiało by raczej jako niemożliwą do urzeczywistnienia parodią branży, która nigdy nie nastąpi.

      Ba, nawet dzisiejsza codzienność (!) a nie problemy wydawałyby się wtedy abstrakcją!

      Kto by pomyślał, że podstawowy Battlefield -, ten, którego na premierę kupiło się za ponad 200 złotych- bez dodatków zawiera może jedną czwartą (!) mapek multi :D, które są teraz ogrywane (bo tyle by chyba wychodziło porównując podstawkę do wszystkich dodatków) ?

      Ukryj odpowiedzi()
      • 23:57 19.11.2017
        lubiemajonez

        A, ten teksy pojawił się na portalu Gamecorner (pozdro dla kumatych 😉 )

        Śmiesznie wspomina się teraz obawy o to, że przez zaśmiecanie product placemantem gracze będą wybijani z immersji itd…

        Takie to były kiedyś problemy graczy. Coś takiego, coś, co dzieje się dzisiaj przy premierze każdej gry, było niewyobrażalne, nikt nie dostrzegał nawet możliwości pojawienia się takiego syfu. Piękne czasy…

  11. Aimagylop
    21:11 19.11.2017
    Aimagylop

    Akceptuję jedynie p2g – pay 2 glow czyli płacenie za kosmetykę. Inne systemy to albo rak branży albo „tylko” patologia.

    Ukryj odpowiedzi()
  12. 21:35 19.11.2017
    mdfux

    Osobiście nie mam żadnego problemu z lootboxami np. w overwatch czy heroes of the storm. W tej drugiej od czasu do czasu nawet groszem sypnę, bo moim zdaniem należy się za kawał dobrej roboty. Jeśli jednak system ten, zaczyna w jakikolwiek sposób wpływać na rozgrywkę to moim zdaniem jest to karygodne i taka produkcja nigdy nie dostanie ode mnie ani złotówki. Mam nadzieję, że więcej osób tak jak ja zagłosuje portfelami bo to jedyny sposób by się w końcu opanowali.

  13. 13:39 20.11.2017
    Wielki-Szu

    Adam Piechota napisał: „Tam, gdzie skrzynki przeszkadzają w normalnej grze, piszę o tym w recenzji i puentuję niższym werdyktem. Tam, gdzie są nieinwazyjne, ignoruję je zupełnie. Żal mi tych, którzy tego nie robią.”

    Mam dokładnie takie samo zdanie.

  14. iydem
    17:17 20.11.2017
    iydem

    Co do losowego lootu zdanie mam jak przytłaczająca większość tutaj, złe ze wskazaniem na jak najbardziej negatywne. W ogóle mikrotransakcje w płatnych grach uważam za chamską zagrywkę, nawet jeśli dotyczą kosmetyki.
    Ale chciałem podzielić się czymś innym, grałem kiedyś w Dead Space 3 (w coopie, całą kampanię), ukończyłem i wywaliłem z dysku, chwaliłem a potem zapomniałem. I dopiero po dłuuuugim czasie dowiedziałem się że gra miała jakieś mikrotransakcje 🙂 Chyba dobrze bo sama wiedza „podczas” zepsułaby mi odbiór gry, a tak było OK.